Pracuję za granicą na kasie. Obsługiwałam ostatnio mężczyznę, który – jak zdążyłam zauważyć – jest stałym klientem.
Na koniec pytam, czy chce paragon. A on: „Już długo tu pracujesz, ufam ci”.
Miałem 15 lat. Mieszkałem w małym mieście, w bloku, na czwartym piętrze. Windy nie było.
Zdarzyło się, że któregoś dnia zjadłem w szkole coś ze szkolnego sklepiku. Było nieświeże... Już na ostatniej lekcji burczało mi w brzuchu, ale katastrofy nic nie zapowiadało. Do domu wracałem zawsze piechotą. W drodze zaczęła się powoli rewolucja. Gdy miałem jakieś 200 m do domu, było naprawdę kiepsko. Gdy dotarłem do bloku i zacząłem wchodzić po schodach, pośladki były zaciśnięte na 110%. Liczyłem każdy stopień, aby mój mózg był zajęty czymś innym niż chęcią zrzucenia balastu. Byłem totalnie skoncentrowany na liczeniu stopni schodów. Nie zwracałem uwagi na nic innego. Gdy naciskałem klamkę drzwi, myślałem o jednym – SRAĆ. Wpadłem do WC, które było dwa kroki od drzwi wejściowych (spodnie już rozpiąłem przed wejściem do bloku), teraz gacie w dół i eksplozja ulgi. Naraz konsternacja. To nie był kibelek u mnie w mieszkaniu, tylko u sąsiadki piętro niżej, taki sam układ mieszkań. Po chwili pukanie do drzwi. Sąsiadka delikatnym głosem pyta: „Kto tam?”.
Po tym incydencie sąsiedzi z niższych pięter, gdy mnie spotykali, zawsze mówili z gromkim śmiechem: „W razie czego ładuj u mnie”. :)
Mój brat jest księdzem. Ostatnio przyjechał i zamawialiśmy pizzę. Patrzy w ulotkę i mówi, że chciałby poczuć trochę adrenaliny... i zamiast z ananasem, zamówił diabelską.
Opowiem wam teraz historię sprzed 4 lat, która wprawia mnie w zażenowanie do dziś. Byłem wtedy ze swoją dziewczyną na zakrapianej imprezie u kolegi z pracy. Zabawa była przednia, wszyscy się świetnie bawili, wypiliśmy też sporo alkoholu. Niektórzy(między innymi ja) trochę za dużo. Po powrocie do domu nabraliśmy z dziewczyną ochoty na seks a że wyobraźnię mieliśmy wybujałą to potrafiliśmy wymyślić grę wstępną w najróżniejszej formie. Wziąłem bitą śmietanę z lodówki i wysmarowałem dziewczynę w że tak powiem różnych miejscach i zlizywałem z niej tę śmietanę. Jednym z tych miejsc był jej tyłek.
Zlizana bita śmietana w połączeniu z alkoholem źle na mnie podziałała. Podczas zlizywania śmietany z tyłka mojej dziewczyny puściłem ogromnego pawia. To był moment. Nie zdążyłem zrobić nic... Obrzygałem łóżko, plecy, nogi i tyłek mojej dziewczynie. Dosłownie narzygałem jej do dupy.
Przez długi czas czułem zażenowanie, będąc w towarzystwie mojej dziewczyny. Na szczęście przetrwaliśmy tę próbę i dziś jesteśmy szczęśliwym małżeństwem, mamy dwuletniego synka, a ja mam najwspanialszą żonę na świecie :)
Z zewnątrz moja rodzina wydaje się idealna. Piękna matka, dobrze zarabiający i szanowany w wielu kręgach ojciec. Duży dom w bogatej dzielnicy, znani i respektowani znajomi. Wiecie, taka rodzinka na pokaz, jestem pewna, że takich wiele. Z zewnątrz rodzice chwalili mnie za to, co studiuję, za moją pracę, za samodzielnie wynajmowanie mieszkania paręset kilometrów od domu. A jaka była prawda? Chora psychiczna matka, ojciec pantofel, nieumiejąca komunikować się z ludźmi córka. Matka, od kiedy tylko pamiętam, robiła mi awantury, znęcała się psychicznie, czasem fizycznie, nade mną. Potrafiła obudzić mnie o trzeciej w nocy, po to by stwierdzić, że tak tłusta świnia jak ja nie powinna nawet myśleć o jedzeniu. Zamknęła lodówkę na klucz, kupiła 10 litrów soku warzywnego i pilnowała mnie, bym przez 10 dni żywiła się tylko tym. Najlepsze jest to, że nawet nie jestem gruba. 60-63 kg przy 1,73 m. Dostałam stypendium, miałam wyjechać z kraju. Oznajmiła, że starczy jej, że za takiego wieloryba wstydzi się w Polsce i nie będzie się też wstydzić i tam. Nie pojechałam. Gdy wylądowałam w psychiatryku i pozwolili mi zadzwonić do rodziców, dostałam ochrzan, że jestem tam, bo chcę światu oznajmić, że ona jest tak złą matką. Ojciec patrzył na każdą taką sytuację z boku, a kiedy w końcu udawało mi się coś odkrzyknąć matce, ta robiła wielkie przerażone oczy i wybuchała płaczem, bo tak się stara, a jej własna córka jej nie kocha. Rolą ojca było wtedy pocieszanie jej i wymuszanie na mnie przeprosin. Miałam takie poczucie winy, że zaczęłam brać różne środki. By być dla niej ładna. Zaczęłam je łączyć w bardzo dużych dawkach. Nawet ten przeklęty tasiemiec, leki uspokajające, na bezsenność.... Łykam to wszystko już chyba dla samego faktu. Wiele razy łączyłam je z alkoholem (opuchnięta wątroba naprawdę boli), przez co padałam dość szybko. Mam zniszczoną wątrobę, płuca, serce. Zaczęłam się jąkać, zapominam słów. I okazuje się, że wciąż nie jestem tak chuda, jak powinnam być.
Zacznę od tego, że zawsze myślałam, że rodzina to przede wszystkim więzy krwi. Myliłam się.
Będąc dzieckiem, miałam ciężkie życie – ojciec alkoholik i do tego sadysta. Kiedy byłam już pełnoletnia, uciekłam z mamą od tego koszmaru. Obie pracowałyśmy, wynajmowałyśmy małe mieszkanie, żyło nam się bardzo dobrze. Poznałam chłopaka i wyprowadziłam się, moja mama też kogoś poznała. Początkowo byłam bardzo nieufna w stosunku do faceta mamy, ale to było jej życie, więc się nie wtrącałam. Z czasem przekonałam się do niego – okazał się być bardzo dobrym człowiekiem.
Wyszłam za mąż, a po pewnym czasie pojawiło się dziecko. I pojawił się problem, jak moja córka ma zwracać się do chłopaka mamy. Oczywiście dziadek, to było dla mnie jasne. Ale nie dla mojej teściowej katoliczki. Przez lata nie dawała nam spokoju, jątrzyła przy każdej okazji, nie obchodziło jej, że to dobry człowiek, zawsze można na niego liczyć, traktuje mnie jak córkę, a moje dziecko jak wnuczkę. Przez swoje zachowanie moja teściowa zniechęciła do siebie moją córkę, nie chce jej odwiedzać, może kiedyś teściowa to zrozumie. Najważniejsze, że mam wspaniałą rodzinę, kochającego męża, wspaniałą córkę, cudowną mamę i tatę (zasłużył sobie na to miano). Nie sądziłam, że obcy mężczyzna stanie się dla mnie ojcem.
Zaczęłam pracować w pewnej restauracji, żeby odkryć, jak robią moje ulubione danie, bo nie umiałam tego odtworzyć w domu. Zobaczyłam wszystko, co chciałam, a nawet więcej. Nigdy w życiu już tego dania nie zjem.
Sugerując się historią Spider-Mana, przez prawie osiemnaście lat myślałam, że Batman został Batmanem, gdy ugryzł go nietoperz.
Od kilku miesięcy moi przyjaciele powtarzali mi, że nic nie robię. Postanowiłam więc znaleźć pracę i zatrudniłam się w sklepie spożywczym.
Jedną z regularnie pojawiających się klientek była młoda, ruda dziewczyna. Zazwyczaj kupowała piwo.
Kilka dni temu przyszła do sklepu z koleżanką i poprosiła o paczkę fajek. Skasowałam wybrany przez nią towar i zdziwiona usłyszałam, że dziewczyna życzy sobie wymiany paczki na inną (z innym zdjęciem zniechęcającym do palenia). Z ciekawości rzuciłam okiem, co ją tak odstraszyło – napis na opakowaniu brzmiał „Palenie niszczy zęby i dziąsła”. OK. Może niedawno wybielała i dała 12 tysi.
Sięgnęłam po inną paczkę. Podałam ją dziewczynie, spodziewając się, że zupełnie zrezygnuje z zakupu papierosów. Zamiast tego usłyszałam „O, to może być!”. Ruda uśmiechnęła się perliście swoimi białymi zębami i przeczytała koleżance napis: „Palenie może zabić twoje nienarodzone dziecko”. Koleżanka dodała: „A nawet powinno!”.
Tracę wiarę w ludzi.
Szpital, sala do ćwiczeń (rehabilitacja). Ćwiczy sobie trzech mężczyzn w średnim wieku, jeden z nich zaczął przechwalać się tatuażami na przedramieniu. Drugi z obecnych opowiedział kolegom o swoim tatuażu na pośladku. Tatuażem miał być znanym wszystkim pan z wąsikiem – Hitler. Fascynat tatuaży zachwycony, woła, by pokazał. Kolega godzi się, ale dopiero jak wrócą na swoją salę, bo tu za dużo ludzi, pielęgniarek.
Wracają na salę. Pierwszy tekst oczywiście: „To teraz pokaż!”.
Pan ściąga gatki, wypina poślady i mówi, by patrzyli.
Patrzą, patrzą i nic nie widzą. Fascynat mówi: „Coś ty znowu wymyślił? Przecież tu nic nie ma...”. A wypięty typ na to: „Jak nie ma, to pewnie skubany do bunkra uciekł”...
Dodaj anonimowe wyznanie