#DUjVV

Rzecz działa się gdzieś między 5 a 6 klasą podstawówki. Tak jak i w sumie teraz, tak i wtedy były to czasy, kiedy po pytaniu: „Czy mogę do toalety?” odpowiedź padała zwykle taka sama bądź zbliżona, czyli: „Przecież przed chwilą była przerwa”.

Zazwyczaj przed wyjściem do szkoły starałem się wydobyć z siebie wszystko w domu, ale czasem jak się zachciało w trakcie lekcji, to starałem się trzymać do końca, ponieważ fakt, iż byłem nieco wstydliwy, utrudniał mi zapytanie, czy mogę wyjść. Oczywiście nauczyciele puszczali, ale cóż... Trzymałem się twardo swojego wstydu. A na przerwach jak na złość potrzeby skorzystania z WC nie było.

Pech jednak chciał, że raz mi się zachciało. I to porządnie. Dwójeczkę.
Sądziłem, iż wytrzymam, choć minęło dopiero może z 10 minut lekcji. Wierciłem się nieco, ale starałem się też nie zwracać zbytnio na siebie uwagi. Niestety jak się okazało, zwieracze dały za wygraną i cieplutki, nieco miękki klocuszek wpadł z impetem prosto w moje majtasy. Jasne spodnie tego dnia również nie dawały mi powodu do uśmiechu, bo z tych nerwów spociłem się na tyle, żeby starczyło, aby na tyłku ukształtowała się wielka mokra plama. Skupienie na lekcji szybko uleciało, gdyż grzana kupa między moim tyłkiem a krzesłem zaczęła, krótko mówiąc, brzydko pachnieć. „Zapach” ten ulotnił się i grupka uczniów w klasie zaczęła coś wyczuwać i rozglądać się wokół. No to ja razem z nimi, aby podejrzenia od siebie odwrócić.
Kolejną niespodzianką było to, iż po jakichś 20 minutach trwania lekcji mieliśmy gdzieś wyjść, jak się potem okazało, na jakiś spacer do lasu czy coś takiego. Pani kazała ustawić się w dwójki i stanąć przy drzwiach. No to ja wstaję, bluzę naciągam na tyłek jak tylko się da i ruszam w szereg. Byłem blisko drzwi, chyba w trzeciej parze. Fetor kupy znów dał się we znaki. Śledztwo i szukanie winnego zostało kontynuowane. Padła nawet teoria, że to może tak walić przez dziurkę od klucza.
Mimo wszystko dzielnie i szczelnie ściskałem swoje pośladki, czego na szczęście nie było widać przez nieco wiszące spodnie, na których plama tak trochę uschła i przetrzymywałem lekko stwardniały już wytwór moich jelit. Pot na czole spływał mi do oczu, ale nikt nie zwracał na to uwagi. Owa wcześniej wspomniana grupka doszukiwała się źródła. Ja oczywiście dalej z nimi; żartowaliśmy, śmialiśmy się itp., ale w myślach dziękowałem Bogu, że jakimś cudem nie wyczuli tego ode mnie.
Po spacerze wróciliśmy do szkoły po plecaki i to był koniec dnia szkolnego. Dnia, w którym zostawiłem po sobie smród i mokre od potu krzesło.

I ŻODYN DO TEJ PORY NIE WIE, ŻECH TO BYŁ JO. ŻODYN!
Dragomir Odpowiedz

Czytałem z napięciem do samego końca :)

IHAVETHEORY Odpowiedz

Takie książki powinni wydawać

pogromcaszurow Odpowiedz

fascynuje mnie fakt że istnieją ludzie którzy boją się bardziej nagany czy wezwania rodziców od zesrania się w spodnie w 20 osobowej klasie

Dodaj anonimowe wyznanie