#Hzdq5

Mam 16 lat. Mój kręgosłup jest bardzo chory. Jeśli choroba będzie jeszcze dalej postępować, mogę zwyczajnie wylądować na wózku inwalidzkim. Już teraz większość czasu muszę spędzać na leżąco. Leczenie jest bardzo, ale to bardzo kosztowne, a moja rodzina jest biedna. Niestety problem nie polega na tym, a na podejściu do życia mojej rodziny. Są bardzo wierzący (ja ani trochę) i ich zdaniem wyleczą mnie modlitwą. Wychodzą z takiego założenia już od lat i o dziwo te lata modlitw wcale nie poprawiły mojego stanu, a wręcz choroba dalej postępuje.

Najbardziej zawiodłam się na dziadkach. Jakiś czas temu stwierdzili, że zorganizują zbiórkę pieniędzy na moje leczenie. Tak też zrobili, ale po pewnym czasie rozmyślili się i postanowili zebrane pieniądze przeznaczyć na kościół, bo „Bóg doceni to poświęcenie i ci pomoże”. Nie dość, że oszukali ludzi, którzy chcieli ofiarować te pieniądze dla mnie, to jeszcze wydali na coś, co w żaden sposób mnie nie wyleczy. Ja po prostu zaczynam się już bać. Mam coraz większe problemy z poruszaniem się i funkcjonowaniem. Naprawdę obawiam się, że skończę na wózku, bo nie mam dostępu do normalnej pomocy, której bardzo potrzebuję.

#sPsnt

Mam 15-miesięcznego synka. Kocham go najmocniej na świecie, jest cudowny, ale czasem mam dość. Udaję przed narzeczonym, że mam problemy żołądkowe, zaparcia, biegunkę. Idę do łazienki, siadam na toalecie albo wannie i po prostu siedzę w ciszy i spokoju. To wyznanie też piszę z łazienki ;)
ArabellaStrange Odpowiedz

Dlaczego udajesz? W dojrzałym związku normą powinien być komunikat: muszę przez chwilę ochłonąć, zajmij się dzieckiem przez pół godziny. Tak samo jak zupełnie normalna jest taka potrzeba.

coztegoze2 Odpowiedz

Chyba masz problem z narzeczonym, że nie rozumie, że jako ojciec powinien ogarnąć Wasze dziecko żebyś miała chwilę dla siebie.

Zobacz więcej komentarzy (4)

#NSedx

Uwaga, będzie niesmacznie.

Do paczki znajomych z podwórka należał pewien szczególny osobnik, który jak na swój przedszkolny wiek miał dość rozległą wiedzę o s3ksie, podczas gdy reszta z nas nie znała nawet takiego słowa. Źródłem tej wiedzy były filmy dla dorosłych należące do jego ojca, oglądane podczas nieobecności rodziców. Wiedza okazała się być inspiracją.

Były to czasy, kiedy dzieci nie były pod stałą obserwacją dorosłych. Podczas jednej z wycieczek na łąkę, gdzie pasło się bydło, kolega zaproponował zabawę w krowy.
Polegało to na tym, że on miał być krową, a reszta miała doić mleko lub pić prosto z „cyca”. Ja dałam się namówić na dojenie. Pociągnęłam tylko raz, ale patrzyłam, jak inny kolega próbował pić...

To było chore. Minęło ponad 20 lat, a nadal się tego wstydzę.

#WanT5

Dużo osób ma problemy ze stresem. Ja nie. Właściwie to praktycznie go nie czuję, no może 5 minut przed sesją czy jakimś egzaminem. Nie potrafię się czymś poważnie przejąć. Nie wiem, z czym jest to związane, ale uwierzcie mi, nie jest to pozytyw do końca. Dawka zdrowego stresu motywuje, a tymczasem mnie nic nie obchodzi. Zaraz egzaminy, a ja jestem w dupie.

Miłej sesji, studenci.

#BI9aJ

Staram się być wręcz uprzedzająco grzeczna dla ludzi np. czarnoskórych, niepełnosprawnych, gejów, brzydkich, otyłych itp. oraz dla pracujących w mało poważanych zawodach np. pań sprzątających, kasjerów, kelnerów – żeby wynagrodzić im nieprzyjemności, których doświadczają.
Żodyn nie wie, że odczuwam satysfakcję, bo przecież jestem TAKA TOLERANCYJNA...

#gieid

Od dziecka miałam kompleksy z powodu diastemy. Tak duże, że wręcz bałam się udzielać w grupie i umawiać na randki nawet na studiach. Śmieszne jest to, że mój mąż zwrócił na mnie uwagę właśnie z powodu tego defektu... po prostu mu się to podoba, a ja nadal mam ochotę zlikwidować tę dziurę w zębach, chyba jednak ją tylko zmniejszę. Niech ma coś od życia :D.

#ocoa5

Jestem studentką Informatyki na pewnej uczelni. Z pozoru wszystko mogłoby się wydawać w porządku, ale nie jest.

Zacznę od tego, że część studentów jest gnębiona przez prowadzących, ale tylko na jednym instytucie. Nazwijmy je sobie instytut X i Y. Na instytucie X wszelkie wiadomości na temat studenta są wyciągane z papierów z dziekanatu. Umarł Ci ojciec na raka? Prowadzący nie omieszka wspomnieć o tym przy całej grupie i udowodnić Ci, że to tylko Twoja wina. Nie nauczyłeś się na kolokwium tylko dlatego, że dzień wcześniej byłeś na pogrzebie? Przecież miałeś na to tyle czasu! Ponadto na jednych zajęciach na instytucie X byliśmy wyrzucani za drzwi podczas ćwiczeń. To nie działo się tylko wtedy, gdy nie umiałeś rozwiązać zadania, ale także gdy prowadząca miała zły dzień. Teksty „A co ty robisz w domu? Ja już w twoim wieku miałam rodzinę, a ty siedzisz na dupie i nic nie robisz” są normą.

Kiedy moja mama z dnia na dzień stała się osobą niepełnosprawną i musiałam wziąć urlop dziekański, też się nasłuchałam: „Ja bym się uczył w nocy na pani miejscu, przecież życie z osobą niepełnosprawną to nie wyrok”. Ponadto sugerowano mi, żebym zabrała papiery z uczelni, bo ze mnie informatyczki nigdy nie będzie. Poniżanie na zajęciach było normą.

Natomiast instytut Y jest inny. Nie zdążyłeś z projektem? Umówimy się na wygodny dla ciebie termin i oddasz zaległy projekt. Masz problemy ze zrobieniem zadania? Zostanę specjalnie po pracy i spróbujemy je rozwiązać. Brakło ci pół oceny do wymarzonej czwórki? Proszę się nauczyć na dopytkę i spróbujemy rozwiązać ten problem. W całym moim życiu nie widziałam tylu życzliwych prowadzących w jednym budynku. Dlatego po studiach inżynierskich rozpoczęłam magisterkę właśnie na specjalizacji z instytutu Y.

Choruję na depresję od trzech lat. Instytut Y jest powodem, dlaczego wciąż żyję. Śmialiśmy się ze znajomymi nawet, że instytut Y kształci przyszłych programistów, natomiast instytut X przyszłych samobójców.

#R93i2

Od około 2 lat czytam regularnie Anonimowe i niby nic w tym dziwnego, ale jedyny czas, kiedy mogę to robić, jest ta chwila spokoju, kiedy siedzę na dwójce. Niby nic takiego, ale nigdy nie robię tego w innym miejscu.

Tydzień temu na uczelni korzystając z tego, że wykład był bardzo nudny, też postanowiłem poczytać. Jak się może domyślacie, od razu zachciało mi się dwójki. Nie tak lekko, tylko w takim stopniu, że nie mogłem wysiedzieć i od razu musiałem pobiec do uczelnianej ubikacji.

Poczytałem potem i to się nazywa odruch Pawłowa, ale nie sądziłem, że tak coś może na mnie zadziałać, teraz przynajmniej wiem, na co muszę uważać ;)

Dla ciekawskich: wyznanie także piszę z wiadomego miejsca ;)

#m1xfN

Moja dziewczyna poprosiła mnie wczoraj, żebym dał jej jakiś „dowód miłości”. Argumentowała, że jesteśmy razem już ponad pół roku, a ona nie ma pewności, że ją kocham. Zastanawiałem się, co ja mogę zrobić? Jestem zwykłym, prostym chłopakiem, więc wymyślanie jakichś romantycznych scenariuszy przychodzi mi raczej ciężko. Do tej pory myślałem, że same słowa: „kocham cię” wystarczą – bo tak przecież jest, kocham ją. Zawsze staram się być dla niej czuły, pomocny, szanuję ją, spotykamy się często – czego więcej nam trzeba w wieku 19 lat?
Powiedziałem więc, że nie jestem zbyt kreatywny, ale że skoczyłbym za nią w ogień. I że zrobię wszystko, o co mnie poprosi, by miała ten swój „dowód”.
Wiecie, co powiedziała?
Że chce dostęp do mojego konta w banku.

#jZTd8

Gdy miałem 10 lat, małżeństwo moich rodziców się posypało. Ojciec, którego od tamtego czasu nie widziałem, stwierdził po 15 latach związku, że jednak nie tego w życiu szukał i wyparował. Do tej to on nas utrzymywał, mama zajmowała się domem.



Po rozstaniu spadł na nią ciężar zarobienia na dwójkę osób. Jako, że doświadczenia w pracy nie miała żadnego, jedyne fuszki, jakich mogła się złapać w Polsce, nie starczały nawet na podstawowe potrzeby jednej osoby. Szybko podjęła decyzję o wyjeździe za granicę. Ja zostałem wysłany do dziadków na drugim końcu kraju. Trafiłem do małej mieściny, w której nie znałem nikogo. Mama miała trochę zarobić i wrócić. W praktyce widywałem ją dwa razy do roku. Czas mijał, ja nie mogłem znaleźć sobie przyjaciół.



Natknąłem się na pewną grę internetową, która z racji braku innych zajęć, pochłonęła mnie bez reszty. W grze miałem wielu znajomych, z racji sporego czasu na nią poświęcanego, bardzo szybko rozwijałem swoje postaci, więc byłem "użyteczny" dla innych grających osób. W ten sposób zdobywałem znajomych i czułem się potrzebny. Dziadkowie nie potrafili się ze mną porozumieć, a ja porozumienia nie szukałem. W końcu poddali się i po prostu pozwolili mi robić co chciałem - chciałem grać. Grałem przez długie lata, cudem skończyłem gimnazjum, ale z maturą się już nie udało.



W międzyczasie - nawet nie wiem, jak to się stało - ktoś powiedział mi, że jest możliwość osiągnięcia dodatkowych profitów w rozgrywce, poprzez jej automatyzację (stworzenie botów - oprogramowania, które samo steruje postacią i ją rozwija). W ten sposób zacząłem uczyć się programowania. W końcu udało mi się stworzyć całkiem fajne rozwiązanie. Administracja gry starała się walczyć z botami, dlatego, aby nie wpaść, musiałem co krok analizować kod botów, które zostały wykryte i zabezpieczać mój własny, by zminimalizować szansę na utratę konta (wykrycie nielegalnego wspomaganie równa się kasacji konta). W wieku 18 lat, też nie pamiętam od czego to się zaczęło, podjąłem praktyki programistyczne w nieco większym mieście.



Od tamtej pory pracuję jako programista, a moja kariera rozwija się z zawrotną prędkością. Obecnie mam 22 lata, zarabiam prawie 10 tysięcy na rękę. Problem w tym, że nadal jedynym sensem mojego życia jest ta sama gra. Blisko połowę wypłaty co miesiąc wydaję na walutę premium. Budzę się i zasypiam jedynie z myślą o tym, co będę robił w grze. Od dawna taki styl życia mi się nie podoba, ale zwyczajnie nikt nie pokazał mi, że coś poza tym jest możliwe, a ja sam nie umiem się oderwać, bo boję się, że stracę wszystkich znajomych i jakiekolwiek poczucie bycia wartościowym (gdzie wartość wyraża mój poziom i jakość ekwipunku...).
Dodaj anonimowe wyznanie