Moja narzeczona przestała się do mnie odzywać z dnia na dzień, nagle. Przestała odpisywać na wiadomości i odbierać ode mnie telefony. Nie wiedziałem dlaczego, ale uznałem, że musiałem zrobić coś okropnego, skoro walnęła aż takiego focha i jest obrażona na śmierć.
Trwało to ponad tydzień, aż w końcu pojechałem do niej i stałem uparcie pod drzwiami, czekając aż otworzy. Minęły ze trzy godziny zanim w końcu powiedziała o co chodzi.
Zapomniałem o urodzinach jej psa.
Mój chłopak ma syna. Ten syn mieszka z jego byłą.
Mój chłopak nigdy nie zrobił im nic złego. Nigdy nikogo nie uderzył, nie pił, nie krzyczał. Od początku pracował, utrzymywał ich. Odkąd zerwali, nie ominął żadnych alimentów, mało tego - to nawet nie on ich zostawił, tylko ta dziewczyna zerwała, bo znalazła sobie innego.
Do tej pory ma dobre relacje z synem, kupuje mu różne rzeczy, opłaca kolonie na wakacje, zabiera go na wycieczki i do siebie na weekendy, ma kontakt ze szkołą, wychowawca syna go szanuje.
A mimo to opieka i różne inne osoby próbują mu ograniczyć kontakt z dzieckiem. Nie raz rozmowy z takimi osobami zaczynają się normalnie, jak tam kontakt z dzieckiem itp., a przeradzają się w: "A może dałby pan sobie spokój, co? Dziecko ma matkę, wystarczy".
W sądzie opiekę nad dzieckiem dostała matka, chociaż warunki i podejście do dziecka oboje mieli dobre.
Porządny, odpowiedzialny facet, który kocha dziecko, nikogo nie porzucił ani nie skrzywdził, cierpi przez tysiące innych "ojców", którzy piją i porzucają rodziny. Przez tych drugich w polskim prawie ojciec zawsze będzie tym gorszym, choćby nie wiem co.
Kiedy byłam w podstawówce, powiedziałam koledze, że kiedyś byłam chłopakiem i zmieniłam płeć. Takie żarciki się mnie trzymały za młodu.
Cóż, teraz jestem już na studiach i dociera do mnie, że właśnie wolałabym nim być.
Matka i ojciec, tak o nich mówię. Moi rodzice to temat rzeka. Zaliczyli ze mną klasyczną wpadkę na studiach, szybki ślub i o dziwo 30-letni szczęśliwy związek. Z tym że tylko oni są w nim szczęśliwi, no może jeszcze mój braciszek.
Mam wrażenie, że od zawsze matka mnie nie kochała, obwiniała mnie może za wpadkę — nie wiem. Natomiast wiem, że gdy miałam 2 miesiące, oddała mnie do babci — swojej teściowej — żeby kontynuować studia... Tak że więzi żadnej nie ma, jak mnie zabierali od babci, to był taki płacz i taka trauma dla mnie, jakby mnie zabierali od matki, ale przecież to ja jestem niegrzeczna, bo jak to tak dziecko nie chce być z rodzicami, których przy nim nie było? No strasznie rozwydrzony bachor, prawda? I tak do tej pory to przedstawiają, przestali wtedy przyjeżdżać do babci „bo robiłam afery”, a ja do tej pory pamiętam ból rozstania i z braku czułości ssany paluszek.
Nie znam uczucia przytulania ze strony matki i ojca, nie wiem, co to czułość, wspólne siedzenie przed telewizorem i śmianie się z głupot. Nie znam uczucia głaskania do snu czy pocałunku. Nigdy przez całe swoje życie nie usłyszałam, że matka albo ojciec mnie kochają. Że zrobiłam coś dobrze, pochwały, natomiast wiecznie było wszystkiego za mało, za słabo, za długo. „Śmieszna jesteś”, „żałosna” – mój ojciec nawet ze mną normalnie nie rozmawia, jest wiecznie cyniczny, ironiczny i po prostu podły. Wszystko, co kiedykolwiek zrobiłam i robię, było złe, jestem leniwa i nie mam w sobie za grosz pokory... A ja przy nich wyglądam jak mała dziewczynka, mimo tego, że mam własną rodzinę. Ogólnie przepraszam, że żyję.
Gdyby mój ojciec mi powiedział: „Śmieszna jesteś, wyskocz przez okno”, to pewnie bym to zrobiła. Poziom zmanipulowania i stłamszenia przez nich jest straszny. Wszystkie uczucia przelałam na męża i córkę, gdyby nie oni, to nie wiem gdzie bym teraz była. Moje poczucie własnej wartości jest bliskie zeru, ale mąż bardzo stara się to zmienić. Dziecku można zrobić krzywdę na wiele sposobów i często z zewnątrz dobra rodzina trzyma swoje trupy w szafie. Można być zadbanym, ubranym i najedzonym dzieckiem w ekstra mieszkaniu, ale to za mało. Wyszłam spod skorupy swojej beznadziejności, dopiero gdy moja córka przyszła na świat. Wtedy zrozumiałam, że to nie ja byłam beznadziejna, tylko oni podli i bez serca. Myślę nad terapią i zerwaniem kontaktów... Jestem na takim etapie, że jak ojciec zadzwoni do mnie, że MUSZĘ przyjechać na święta, to pomimo tego wszystkiego, co mi zrobili, jadę tam i wysłuchuję swoje, bo się ich nadal boję. To jest straszne. Czuję się przy nich, jakbym miała 5 lat. Czy ktoś ma podobne doświadczenia? Bo ja nie wiem, jak z tym walczyć... Rozmawiam z mężem, przyjaciółmi, ale przy nich nie potrafię się niczemu przeciwstawić. Wiem tylko jedno — moje dzieci mają i będą miały ode mnie morze czułości i jeszcze więcej wsparcia.
Niedawno po ostrej scenie (płacz, tupanie nóżką, sceny histerii), jaką zrobiła mi córka w sklepie z owadem, gdy chciałam oddać naklejki innej pani, zostałam zmuszona do zbierania naklejek na biedroniaki. Żeby nie robić sobie większego wstydu, po prostu wzięłam naklejki i wyszłam.
I wszystko fanie, tylko córka ma prawie 18 lat...
Wszystkie kobiety z rodziny od strony mojej mamy — to znaczy właśnie mama, babcia, prababcia i tak dalej — mają za sobą po dwa poronienia. Każdej z nich udało się donosić dopiero trzecią ciążę.
Dowiedziałam się o tym kilka dni temu. Jestem w ósmym tygodniu ciąży. Boję się.
Będąc małą dziewczynką, widząc na tramwaju napis MPK sp. z o.o., myślałam, że tramwaj należy do miejskiego ZOO i w dzień przewozi ludzi, a wieczorem wozi zwierzęta po ZOO.
Wstyd mi za moją mamę.
Ona jest po prostu syfiarą, zawsze jest u niej brudno. Od dziecka pamiętam brud.
Moja definicja związku to dwoje ludzi, którzy się kochają i są sobie wierni. Ale mają czasem przyjaciół i znajomych, z którymi się spotykają. I nie wiem czemu jak ten hipotetyczny przyjaciel/ znajomy jest przeciwnej płci, to wszystkim, za przeproszeniem, odpieprza.
Znam się z pewną dziewczyną od podstawówki. Nigdy nie pomyślałem o niej inaczej niż o dobrej koleżance. Ona tym bardziej, bo od kilku lat ma wspaniałego partnera. A ja od trzech świetną dziewczynę, która ma jedną wadę – jest chorobliwie zazdrosna. Kiedy tylko wychodzę ze wspomnianą koleżanką, moja dziewczyna przez tydzień potrafi suszyć mi głowę. A to czy muszę, że po co, że ona nie rozumie, jak tak można, skoro mam ją. No nie docierają żadne logiczne argumenty. Najgorsze jest to, że moi rodzice mają podobne zdanie. Jak tylko wywęszą, że wychodzę z koleżanką, potrafią mi prawić kazania, jakie to nieodpowiednie i niestosowne wobec mojej dziewczyny. Nie mam siły tłumaczyć po raz setny, że tylko się kolegujemy, spotykamy się raz na kilka miesięcy i to wszystko. No po prostu jak o ścianę. Nie mam już siły, dlatego spotykam się z nią po kryjomu. Partner koleżanki o wszystkim wie i nie widzi w naszych spotkaniach żadnego problemu, zna naszą relację i rozumie naszą przyjaźń, niestety ja swoich bliskich okłamuję dla świętego spokoju.
Nieźle gram w bilarda. Jakiś czas temu pokazałem mojemu ojcu, który nigdy w życiu nie trzymał w rękach kija, grę komputerową, w której gra się właśnie w bilard. Ojciec się zafascynował, dzięki grze ogarnął zasady i zapalił się, że on chce zagrać w prawdziwy. Niech mu będzie, zabrałem go do baru, w którym zwykle pykam i nie ukrywam, że nastawiłem się na niezłą bekę (aż mnie korciło popcorn zabrać).
Ograł mnie.
Dodaj anonimowe wyznanie