#ATFLk
Typ, o którym mowa, lat 45, pełniący poważną funkcję, osoba wręcz publiczna, uchodzący za wspaniałego człowieka, prezes znanej w pewnych kręgach fundacji.
W sierpniu dostałam od niego wiadomość, że od ponad miesiąca wie o wznowie swojego nowotworu i jedzie do Niemiec na zabieg usunięcia guza. Rzecz ludzka, zdarza się, wiedziałam o tym, że kiedyś chorował. W szpitalu, jak twierdził, miał przebywać 2-4 dni. Zrobiły się z tego dwa tygodnie. Gdy wrócił do kraju, od razu musiał położyć się do szpitala, ponieważ po zabiegach, które tam przeszedł, wysiadły mu nerki. Ponoć sprowadził do siebie przyrodnią siostrę, by się nim zajmowała w trakcie rekonwalescencji. Trwało to wszystko bardzo długo, ciągle pisał o tym, co mu robią w szpitalach, że guz nacieka bardzo, że chemia nie przynosi pożądanego efektu, że założyli mu stomię, że cierpi, że się boi, że opłacił sobie pogrzeb, że pozałatwiał wszystkie ważne sprawy.
W trakcie leczenia nie widzieliśmy się ani razu. Ja chciałam, on nie, ponieważ twierdził, że jest w złym stanie psychicznym i fizycznym i nie chce, bym go oglądała w takiej formie, że jeśli chcę zakończyć relację z nim, to on to zrozumie...
Cierpiałam, fizycznie i psychicznie. Schudłam, zdarzyło mi się przedawkować leki uspokajające, nasenne i antydepresyjne, cudem jakimś nie umarłam.
Obiecał, że po kontroli w Niemczech, gdzie jedzie z siostrą, wreszcie się zobaczymy.
Nie zobaczyliśmy się. Wrzucił na Instagram zdjęcia ze swoją byłą (a obecnie największą przyjaciółką) z koncertu w Berlinie. Wysłał mi tylko wiadomość, że zrobiono mu niespodziankę i w jego sytuacji to takie wspaniałe, i że wspaniałym uczuciem jest świadomość, że ma się przyjaciół... Zaczął jeździć do Berlina. Twierdził, że wcale się tam nie bawi, że wrzuca zdjęcia tylko po to, by znajomi tak myśleli.
Części znajomych opowiedział o tym, że poznał kogoś innego i nie za bardzo wie, jak mi to oznajmić. Części znajomych opowiadał o wznowie nowotworu. Jeszcze innym ludziom wciskał zupełnie bezsensowne kity. Jaka jest prawda, chyba nigdy się nie dowiem. Wysłał mi tylko wiadomość, że w obecnej sytuacji nie chce nikogo angażować w siebie emocjonalnie i bardziej bym cierpiała, będąc z nim.
Od kilku osób dowiedziałam się po fakcie, że to jego stary numer, rzucanie drugiej osoby „na nowotwór”. A wystarczyło powiedzieć, że już nie chce się ze mną spotykać. Na to nie miał odwagi.
Gościu ma chyba problemy psychiczne
Ma problemy psychiczne i jest niedojrzały
Ma problemy psychiczne i jest niedojrzały
Ma problemy psychiczne i jest niedojrzały
Ma problemy psychiczne i jest niedojrzały
Ma problemy psychiczne i jest niedojrzały
Ma problemy psychiczne i jest niedojrzały
Ma problemy psychiczne i jest niedojrzały
Ma problemy psychiczne i jest niedojrzały
Ma problemy psychiczne i jest niedojrzały
Ma problemy psychiczne i jest niedojrzały
Ale cham
Ma takie qurwy jak ty, po co mu ona, to jak kula u nogi. Tak trzeba żyć. Biznes, hajs i miurwy z OF, które za kasę nawet w gvwnie bogacza się wysmarują i zjedzą. Twoje klimaty. W Dubaju zarobiłaś już kilka "klocków"?
Fajnie że wciąż rzucasz "argumenty" ad personam, racjonalna dyskusja cię widać przerasta. Gościu z wyznania jest chamem bo oszukiwał autorkę, nie wiem jak można temu zaprzeczać. I nie przypisuj mi swoich fetyszy, na OF sprzedaję głównie zdjęcia stóp, czasem nudesy ale i tak cię nie stać. Do Dubaju latam co rok za kasę chłopaka, ale nie "służbowo" jak ty tylko turystycznie
Pozałatwiał wszystkie ważne sprawy w obawie o śmierć, ale nie chce się zobaczyć z osobą, z którą jest? Rzucanie osoby "na nowotwór"? Dziewczyno ile wygrałaś, że taki dupek nie chce z Tobą być!
Aż kusi, żeby się skontaktować z tą jego fundacją i ludźmi związanymi z nią i zacząć się troskliwie dopytywać jak tam pan prezes, bo wielkodusznie zerwał kontakt, żeby Cię nie krzywdzić, ale dalej się martwisz co z tym jego nowotworem