#gRKFB
Moja babcia jest już w słusznym wieku, w lipcu skończy 95 lat. Od jakiegoś roku zaczyna mieć dziury w pamięci, typu nie pamięta, która z przyjaciółek ją danego dnia odwiedziła, czy była już w kościele albo czy zrobiła zakupy, ale też poważniejsze – nie poznaje rodziny od strony mamy (jest matką taty). Zaczyna za to coraz bardziej żyć przeszłością. Miała drugiego syna, Maćka. Niestety zmarł na białaczkę, gdy był na studiach. Ona jednak bywa przekonana, że on dalej żyje – czeka na niego, chce tłuc kotlety na obiad albo zrobić tak lubiane przez niego ciasteczka owsiane. Na szczęście nie zdarzało jej się to zbyt często. Ostatnio jednak to się zmieniło. Mój chłopak ma tak samo na imię i ogólnie jest podobny do mojego wujka: też wysoki, ciemnowłosy, krzaczaste brwi, lekki zarost. Jednak patrząc na ich zdjęcia, naprawdę trzeba by było mieć dużą wadę wzroku, żeby ich pomylić. Byłam u niej niedawno z Maćkiem u niej na ciastku. Gadka leci, miło się rozmawia, aż tu nagle babcia się pyta, kiedy będzie miał wyniki badań. My w szoku, bo żadnych nie miał, a babcia się zaczyna denerwować, że jej nie rozumiemy. Tłumaczy nieco kulawo, że chodzi jej o krew, o te białe komórki (białe krwinki), czy ich jest dobra ilość. Czy weźmie na przyszły rok wolne na studiach, bo biedny jest ciągle zmęczony i trudno mu się będzie uczyć. Potem wybuchnęła płaczem, że nie zrobiła jego ciasteczek, tylko kupiła drożdżówkę, za co do przeprasza...
W pierwszej chwili nie wiedziałam, co robić. Przyniosłam zdjęcie jej syna, pokazałam, że jest czarno-białe, z czarną wstążką (żałoba), pokazałam zdjęcie jego grobu (nawet nie pamiętam, dlaczego je zrobiłam). Powoli się uspokajała, wracała do rzeczywistości. Uznaliśmy, że znów jej się pogorszyło, i nie mając pomysłu, co z tym zrobić, porozmawialiśmy z moją mamą, która jest pielęgniarką i ma pewne doświadczenie w takich przypadkach. Okazało się, że nie ma sposobu na to, ale też przyznała się, że z babcią jest coraz gorzej – jest u niej codziennie, żeby zmieniać jej opatrunki na nogach (przewlekłe, wrzodziejące rany), i zdarza się, że staruszka zupełnie odpływa. A będzie coraz gorzej.
Na razie nie chcemy dawać jej do domu opieki, bo na ogół dobrze sobie radzi u siebie. Nie wychodzi nigdzie sama, tylko z kimś z nas (mamy co do tego pewność, bo nie pamięta, jak otworzyć drzwi, a ma na „pokrętło”), więc nie zniknie nam gdzieś. Zanosimy jedzenie, dbamy, żeby się myła, sprzątamy, pilnujemy leków. W skrytości życzę jej, żeby nie musiała przechodzić przez kolejne etapy tracenia rozumu, aż do zupełnego otępienia, tylko niedługo umarła spokojnie, we śnie.
Myślę, że czasem lepiej odpuścić sobie tłumaczenie. Taka osoba przechodzi wtedy żałobę od nowa raz po raz, a i tak za niedługo zapomni. Już lepiej chyba przytaknac, udać, że ma rację i odpuścić.
W sumie w takim przypadku tak. Jak sobie uroiła, że syn żyje to powiedzieć że wyniki są dobrze, tylko jeszcze za pół roku czy za rok kontrola. Uroi sobie że jest dobrze, to może będzie spokojniejsza. Przykro się patrzy jak bliska osoba traci rozum.
Szczerze to jestem w szoku lekkim czytając to wyznanie. Autorko, ile masz lat? Bo brzmisz tak totalnie zszokowana że w wieku 95lat twojej babci może sie "mieszać w głowie", jakbyś była nastolatką i pierwszy raz usłyszała o starości... A z drugiej strony, jestem w szoku, że twoja mama jest pielęgniarką i uważa że babcia może mieszkać sama. Demencja i inne problemy z pamięcią zazwyczaj sie objawiają "rzutami", czyli w jednej chwili babcia super sprawnie robi sobie obiad, a za sekunde może zapomnieć że włączyła gaz. Czy nalewać sobie wody do kąpieli, itd. Nie mówię o oddawaniu do domu opieki, ale by z kimś z was zamieszkała, albo ktoś z nią.
Tez jestem w szoku! Demencja starcza to jest choroba, a nie pomieszanie w glowie.
Może warto zrobić jakieś badania, może nie bez powodu akurat ich sobie wymieszała w głowie
Z całym szacunkiem, ale to brzmi nieco jak na tłumaczenie się dlaczego oddać babuszkę do domu opieki. Takie zaburzenia po pierwsze, nie sprawiają że opieka nad babcią staje się znacznie bardziej uciążliwa niż jak była dotąd, a po drugie, częściowo są to objawy normalne. Mój dziadek będąc w podobnym wieku również miał podobne objawy, np. zapominał jak nazywał się jego najmłodszy wnuk, zapominał imiona, czasem nawet osoby "powiedz jeszcze raz kim jesteś dobrze?" (pytał się bo był świadomy tego że ma takie luki i często o tym mówił, że coraz mniej pamięta). Ale jednocześnie, potrafił wymienić wszystkich swoich kolegów z pracy sprzed 60 lat. Podarowałbym sobie jakieś tłumaczenia, można przypomnieć, spróbować, ale jeśli to nie daje efektu - nic na siłę. Ale nie są to jakieś zaburzenia które uniemożliwiają życie w domu. Ja nie jestem przeciwnikiem oddawania ludzi do domu opieki jako takiej, ale no nie lubię jak ktoś próbuje "przekonywać" siebie i innych że to wymusza stan starszej osoby.
Nie jest to żadne "tracenie rozumu", tylko procesy starzenia. Jednych starość uderza bardziej w funkcje poznawcze, drugich w zdrowie, innych w obie rzeczy a nielicznych w nic nie uderza i żyją do ponad 100 lat. Życie.
Czymś innym jest zapominanie nowych informacji (np imię nowego wnuka) i świadomość swojej pogarszającej się pamięci a czymś innym jest demencja i alzheimer. A historii autorki nie zabrzmiała dla mnie jak próba tłumaczenia się, dlaczego oddają babcię do domu opieki, tylko jak opis, jak bardzo jest tym zaskoczona/zaniepokojona.
@jaijuz Ten "nowy" wnuk miał wtedy skończone 20 lat. Nie doprecyzowałem.
Jak niby nie staje się bardziej uciążliwa? Osoba z takimi objawami absolutnie nie powinna mieszkać już sama, bo może np. zapomnieć, że ma odkręcony gaz! W pewnym momencie może być też tak, że wyjdzie z domu i zapomni, gdzie mieszka, albo zacznie jechać do miejsca, z którego wyprowadziła się 50 lat temu. Może się jej przy okazji stać krzywda. Jeżeli matka autorki nie ma siły ani warunków na przyjęcie mamy do siebie (a może tak być, bo skoro babcia ma 95 lat, to ile ma matka?), a autorka nie ma możliwości zamieszkać z babcią, powinny pomyśleć albo o opiekunce, albo niestety o domu opieki, zanim się wydarzy jakaś tragedia.
@Furuya Pitu pitu. To trzeba przystosować mieszkanie do potrzeb starszej osoby, bez gazu i żeby sama nie wychodziła. Zresztą z opisu nie wynika żeby była na tyle ociemniała żeby wychodziła bez świadomości z domu. Jak się chce, to wiele można zrobić. Dziwię się że ludzi dziwi to, że na starość człowiek po prostu słabnie i nie myśli tak samo jak miał lat 40, 50 czy 60. Normalna sprawa.
Jak zabezpieczyć, żeby nie wychodziła? A jak w budynku wybuchnie pożar, a ona będzie zamknięta? Myślisz Ty w ogóle trochę?
Furuya i Hirex, tak, własnie trzeba zabezpieczyć mieszkanie by babcia sama nie wyszła bo może wyjść do sklepu i w połowie drogi zapomnieć kim jest. Jednocześnie nie może byc tak, że w sytuacji awaryjnej jest w tym mieszkaniu uwięziona. Więc wiecie do czego się to sprowadza? Do wniosku że nie może mieszkać sama. A w jaki sposób Autorka i jej rodzina to ogarną to juz ich sprawa. I nie ma co hejtować domów opieki, bo są teraz przeróżne. A opieka nad osobą starszą to praca 24h, kto nie doświaczył to nie zrozumie, ale ja totalnie rozumiem, że nie każdy chce i/lub może się tego podjąć.
Tylkopoco nie przepadam raczej za domami opieki i zazwyczaj jestem zdania, że jeżeli ktoś ma możliwości, powinien jednak zapewnić opiekę w domu. Nie zmienia to faktu, że czasami nie ma innego wyjścia jak tylko oddać kogoś do domu opieki i czasami jest to po prostu najlepsze wyjście. I dla rodziny i dla samego chorego.