#u2Iix

Mam 15 lat i nie czuję smaków. Od dziecka nic co jadłem albo piłem nie miało smaku, po prostu nic, nie wiem czemu, ale tak jest (mam węch, ale to nic nie zmienia). Zdarza się wiele sytuacji, gdzie moi znajomi pytają się dla przykładu: chcesz czekoladowy czy truskawkowy budyń ? Ach, no tak, ty nic nie czujesz (no cóż, przy czym się uśmiechają), ale ja się tym nie przejmuję, a wręcz przeciwnie, czasami odpowiem, żeby wziąć oba, to sobie wymieszam.

Ostatnio było nawet ciekawie. Kiedy bylem na noc u przyjaciółki (było jeszcze paru znajomych), oglądałem film, a mój organizm stwierdził, że zdecydowanie pora na porcelanowy tron, nie było mnie z jakieś 10 min. Kiedy wróciłem i kontynuowałem jedzenie, zobaczyłem, że koledzy podśmiechują się ze mnie kiedy jem, ja nic sobie z tego nie robiąc zjadłem do końca. Wtedy do pokoju wpadła przyjaciółka, widocznie przestraszona, bo znajomy jej powiedział, że włożyli mi kawałek psiej kupy do tortilli (no bo przecież nic nie czuję). Chciała mnie ostrzec, ale było za późno. Ja nic sobie z tego nie robiłem, powiedziałem, że było lepsze od pizzy (nie wiem jak smakuje) i powiedziałem, że następnym razem on spróbuje tortilli z odchodami.
Poszedłem przepłukać usta, dokończyłem film, przyjaciółka znajomych wypieprzyła z domu, ubrałem się, pożegnałem i poszedłem do domu.

Bez obaw, zmieniłem znajomych. Przyjaciółka też.

#Njqez

Jestem zdania, że nie powinno się oceniać człowieka przez pryzmat pochodzenia, wieku, wyznania, wykształcenia. Ale po trzech latach studiowania jest pewna grupa ludzi, która z każdym rokiem irytuje mnie coraz bardziej. Mowa o obcokrajowcach.
Na zajęcia z naszą grupą chodziła dwójka obcokrajowców, którzy potrafili się przedstawić, powiedzieć, jaki mamy dzień tygodnia – i to wszystko. Początkowo przeszkadzali, każąc tłumaczyć prowadzącym każde zdanie, mając w głębokim poważaniu, że przez nich omówienie nawet najprostszego tematu jest wydłużane do godziny i nie starcza czasu na trudniejsze zagadnienia. Na pytanie jednego z kolegów, co tu robią, skoro nic nie rozumieją po polsku, zaczęli trajkotać po swojemu. Wyłapaliśmy z tego szczebiotu tylko „stypendium, pieniądze, akademik”.
Nie było opcji, by obcokrajowiec nie zaliczył semestru. Sama miałam kilka poprawek, niektóre przedmioty obejmowały po prostu bardzo dużą ilość materiału, którego nie zawsze udało mi się opanować. Im oblanie nie groziło. Sami cieszyli się, że prowadzący muszą im wszystko pozaliczać. Dorabiałam w sklepie obuwniczym, a z pensji musiałam opłacić pokój w akademiku, kupić jedzenie, opłacić kartę miejską. Irytowało mnie, gdy wieczorami, po pracy, szłam do kuchni, by przygotować sobie posiłek, a stojący obok studenci – w tym właśnie obcokrajowcy – radośnie umawiali się na popijawę w klubach, bo „już im doszły stypendia i dopłata”.
Wielu z nich miało bardzo złe zdanie o Polakach. Kiedy przyrządzałam sobie jedzenie w kuchni, obok mnie jakaś dziewczyna zostawiła talerz z resztką kiełbasy. Po chwili wróciła do kuchni przerażona, spojrzała na mnie, na talerz i czym prędzej porwała go z blatu. To samo z masą innych rzeczy ~ trzymanie papieru toaletowego, mydła, ręczników, większości produktów spożywczych w pokojach z obawy, że Polacy mogą im to ukraść. I nie są to moje wymysły, ja i moi znajomi byliśmy świadkami rozmowy, jak jedna z nich mówiła do drugiej, że rodzice radzili jej tak robić, bo w Polsce każdy kradnie.
Kontroler w tramwaju przyłapał kiedyś obcokrajowca, jak jedzie bez ważnego biletu. Mówił mu, że zawsze musi mieć przy sobie bilet, a chłopak tylko „tak, tak, będy miał, zawse będy miał” – i tyle. Czy to by przeszło, gdyby typek urodził się tutaj?
Notoryczne przymykanie oczu na występki. Zarówno w akademiku (krzyki po nocach, butelki w kuchni, pety na korytarzu), jak i na uczelni (jawne ściąganie w czasie testów, brak pracy domowej). Pomijam już typowo chamskie czy wręcz bezczelne zachowania, nawet w miejscach publicznych – dotykanie, gwizdanie za dziewczynami, plucie pod nogi.
I tak, wiem, że w każdej chwili gdzieś niedaleko mnie jakiś Polak zachowuje się dokładnie tak samo, nikogo nie usprawiedliwiam. Ale ta niesprawiedliwość w ocenie i traktowaniu jest zarówno przykra, jak i wkurzająca.

#Q3qJz

Całe życie szukałem idealnej kobiety. Najpierw miałem dziewczyny ślicznotki, ale uznałem, że muszę mieć inteligentną.

Znalazłem taką, ale była strasznie niedowartościowana, więc ją rzuciłem.

Znalazłem dziewczynę inteligentną, a zarazem ładną i dowartościowaną i ożeniłem się z nią.

Niestety byłem za młody i za słaby, więc stała się jędzą bez szacunku, która tylko czekała na mój słaby ruch, aby mnie dobić.

Rozwiodłem się, następnie zakochałem w pięknej dziewczynie, która okazała się... narcyzką.

I to był punkt zwrotny, ta kobieta mnie zniszczyła, musiałem składać się od nowa - i to było dobre. W końcu jestem dojrzały, ogarnięty i nie chcę żadnej kobiety w moim życiu. Amen.

#XRLbE

Dziś zerwał ze mną chłopak, czuję się okropnie. Tylko że nie powinnam się tak czuć. Powinnam się cieszyć. Był okropnym człowiekiem. 
Zaczęło się od tego, że zaczął bić w ścianę przez jakąś grę, ale później to ja stałam się ścianą. Przy każdej kłótni wmawiał mi, że nic nie osiągnę i nie jestem warta niczego. Popychał mnie, kopał, pluł i dusił mnie mnóstwo razy. Miałam wrażenie, że moje łzy i ból sprawiają mu satysfakcję. Groził, że w nocy poderżnie mi gardło i zrobi krzywdę naszemu pieskowi. Sprawy łóżkowe też były na każde jego zawołanie, nieważne, czy płakałam z bólu, czy uciekałam od niego… Nie wiem, jak mogłam mu to wybaczyć, ale wybaczyłam, a on obiecywał, że nigdy taki nie będzie. Potem stwierdził, że problem jest we mnie, bo widzi, że już nie okazuję mu miłości. Po miesiącach męczarni on ograniczył swoje zachowania do praktycznie zera. Ja nadal nie mogłam się przełamać i stałam się obojętna dla niego. Chwilę przed zerwaniem wracały jego zachowania. Znowu zaczynał być taki jak kiedyś.
Co mam ze sobą teraz zrobić?

#liet8

Nie jestem do końca normalny, zdaję sobie z tego sprawę. Od dawna. Mam trochę problemów. Z ludźmi, z relacjami. Nie rozumiem, czemu ludzie wokół mnie ciągle mają problem ze mną i w ogóle, ale nie o to mi chodzi. Chodzi o kobiety. Nigdy nie było mi łatwo. W zasadzie nie miałem wymagań, chciałem tylko być w związku, a i tak prawie żadna mnie nie chciała. Najpierw była Marlena. Dzieliło nas prawie 300 km. Prawie nigdy się nie widywaliśmy. A potem już w ogóle. Nie chciała, żebym do niej dzwonił ani pisał. Mówiła, że jestem toksyczny i narcystyczny, ale nie umiała wytłumaczyć, o co jej chodzi. Zerwała ze mną. Przez jakiś czas prosiłem, żeby wróciła, ale nic to nie dało. Prosiłem, póki mnie wszędzie nie zablokowała, a nie mogłem pojechać do niej, bo nie znalazłem jej adresu. Nie mogłem o niej zapomnieć. Przez lata. Szukałem jej, ale bez powodzenia. Potem poznałem inną dziewczynę. I od razu zapomniałem o tamtej, ale ta relacja była kalką z poprzedniej, mimo że trwała tylko kilka miesięcy, a tamta osiem lat. I znów, stała się moją obsesją. Trzy lata. Trzy lata szukałem o niej informacji. Poznałem kolejną. Momentalnie zapomniałem o poprzedniczce. Początkowo bajka. Prawie taka jak sobie wymarzyłem. Wystarczyłyby tylko drobiazgi do zmiany, a wtedy byłaby moim ideałem. Ale i tu relacja zaczęła wyglądać jak poprzednie. Nie w sensie widywania się, ale też powiedziała, że jestem niedojrzałym i toksycznym narcyzem. Nawet użyła tych samych mniej więcej słów co tamta. I ona stała się moją obsesją jak tamte, ale... Poznałem kolejną dziewczynę, a nie zapomniałem o tej. Nadal czuję te wszystkie negatywne emocje. Nie rozumiem, zawsze działało poznanie kolejnej kobiety. I obserwuję jej media społecznościowe, bywam w okolicach, gdzie robi zakupy, gdzie mieszka. Ja wiem, że to dziwne i nie rozumiem, czemu poznanie kogoś innego tym razem nie pomogło. Nowa dziewczyna nic nie wie, ale coraz trudniej jest mi ukryć to, co robię, kiedy tak znikam. Ta chora sytuacja trwa już trzy lata. Chcę przestać, ale to jest zbyt silne. Tym bardziej że ona sobie ułożyła życie, a ja nie czuję się szczęśliwy. Życzę jej, żeby rozstała się z facetem. Nie chcę, żeby była szczęśliwa, gdy ja nie jestem. Chciałbym jej pokazać, że przegrała, gdy mnie zostawiła. Chcę, żeby los ją ukarał za to, że ona mnie tak zraniła, gdy ja jej ufałem, że nigdy nie odejdzie. Była taka oddana, a tu totalnie z zaskoczenia koniec. Nie chcę, żeby obecna mnie zostawiła i skupiam się przede wszystkim na tym, żeby się dopasować. Wydaje się zadowolona. I chcę przestać myśleć o byłej...

#AQSjj

Moi rodzice, odkąd pamiętam, byli bardzo zapracowanymi ludźmi. Ojciec wracał z pracy, jadł coś, ogarniał higienę osobistą i zasypiał przed telewizorem. W tym czasie matka przychodziła do mojego pokoju, siadała na skraju łóżka i rozmawiała ze mną. Potem kładła się obok mnie i kazała włożyć sobie rękę pod koszulkę i dotykać jej piersi. Mówiła, że to całkiem normalne, że w taki sposób zapoznam się z kobiecym ciałem i gdy kiedyś będę miał dziewczynę, nagość nie będzie dla mnie tematem wstydliwym. Później musiałem przez kilka minut całować ją w usta, dekolt i szyję. Miałem 10 lat. Gdy miałem 11 lat, doszło do tego wchodzenie na mnie. Siadała w okolicy krocza, zataczała delikatne koła biodrami i całowała w usta. Nic więcej.
Rodzice się rozwiedli, gdy miałem 12 lat, opiekę przyznano ojcu, a mi zakazano kontaktu z nią.

Do tej pory zastanawiam się, co by się stało, gdyby ojciec nie przyłapał matki na zdradzie i nie rozstał się z nią. Mam już ponad 20 lat, a tę rutynę pamiętam, jakby to wydarzyło się wczoraj. Jak przez pierwsze kilka tygodni ze strachu sztywniały mi nogi, jak ze wstydu nie mogłem spojrzeć ojcu w oczy. Jak po kilku tygodniach zrozumiałem, że jestem bezsilny i to będzie trwało.
Aż w końcu jak po dwóch latach z przerażenia zsikałem się w majtki, gdy ojciec nagle wszedł do mojego pokoju, nakrywając nas.

#tt4Rn

Nie radzę sobie z moim życiem. Biorę antydepresanty, chodzę co jakiś czas na terapię, ale... oprócz tego, że jestem w stanie w końcu normalnie funkcjonować, to nadal czuję się nikim. Nie mam już myśli samobójczych, ale nie chce mi się żyć, bo właściwie nie mam po co. Obecnie jedyne to robię poza pracą, to spełniam oczekiwania innych ludzi. Wszyscy są zadowoleni, że wszystko ogarniam, że wszystko jestem w stanie załatwić, że jestem, jak czegoś potrzebują. Tylko że jestem w tym wszystkim sama i nie mogę liczyć na innych. Chce mi się płakać, jak o tym wszystkim myślę. Nie potrafię być z siebie zadowolona, dumna. W zasadzie to im więcej robię, tym ludzie więcej oczekują. Jestem już zmęczona życiem.

#1i21b

Mieszkam w mieszkaniu po dziadkach, na mojej wiosce w budynkach PGR-u gmina stworzyła lokale socjalne, została tam przeniesiona grupa ludzi, którzy zostali eksmitowani z miasta oddalonego o 10 km.
I zaczęły się kradzieże!

Hoduję na działce brojlery, średnio co 6 tygodni mam sobie dużo mięska, dobrej jakości, na karmie własnej. Dwa lata temu miałem włam, ukradli mi wszystkie brojlery było też parę włamów w okolicy i nie tylko ja byłem stratny.
Powiem to tak: ja sam jestem osobą niepełnosprawną, pracy nie mam, więc taki brojler wychodzi taniej, niż jakbym miał w sklepie kupować.
Ostra irytacja: Smutni Panowie umorzyli śledztwo dwa razy!
Mimo tego, że wystarczyło przejść się w miejsce, gdzie sąsiad znalazł ich czujkę, za co zapłacił miesięcznym pobytem w szpitalu, bo taki wpierdziel dostał, i to nie tylko on, potem każdy bał się w tamte rejony zachodzić. A muszę powiedzieć, że ta patologia potrafiła okradać ludzi z ciężkiej pracy w postaci koszy z jagodami/grzybami.
Ale policja umarzała każde śledztwo, a na naszą wioskę posypał się grad, że jacy ludzie w niej nietolerancyjni i że sami się okradamy, żeby pozbyć się biednych obcych. Jechali po nas w regionalnej gazecie, no i miarka się przebrała...

Powiedziałem sąsiadom, żeby w miejsca, gdzie złodziejaszki przebywają się nie zapuszczali, bo zastawię sidła, w postaci skrzynki nieco większej niż noga, w której to umieściłem deskę z gwoździami.
Na gwoździach wyciąłem zadziory, w których to umieściłem bonus w postaci mąki z proszkiem do prania i Domestosem, sidła zostały ukryte i czekały na złodziejaszka.

I złapał się złodziejaszek, jak trafił do szpitala ze stopą do amputacji... Pod naszymi blokami kręcili się jego ziomki, którzy grozili nam śmiercią, nawet bawili się w piromanów, podpalając altanki. Oczywiście policja, przesłuchania itd.

Nie złapali mnie, a ja się dowiedziałem, że ten złodziejaszek najpierw leżał u siebie na chacie tydzień, bo leczyła go rodzina. Potem było za późno, rany się nie goiły, poszła martwica, no i po stopie...
Przynajmniej kradzieże ustały.

A przez sąsiadów jestem zapraszany na imprezy, nie mam wcale wyrzutów sumienia.

#1KDxX

Ostatnio zdarza mi się zasypiać w dziwnych miejscach i pozycjach. Raz usnąłem nawet przy filmie dla dorosłych, przy wiadomej czynności.

Skąd wiem? Znalazł mnie mój współlokator, rozebranego, z odpalonym filmem. Nie wiem, jaką miał minę, jak mnie zobaczył, ale rano obudziłem się przykryty kocem, na kanapie w salonie, a laptop zamknięty leżał na stoliku obok. Gdy ogarnąłem siebie i swoje ubrania, złożone w kostkę (czego zazwyczaj nie robię), poszedłem do kuchni, a Grzesiek tylko zapytał, jak się spało. I dodał, że mam dobry gust w dobieraniu filmów. Ale że jest w porządku lokatorem, to więcej do tej sprawy nie wracaliśmy.
Dodaj anonimowe wyznanie