Jestem świeżo po maturze, właśnie dostałam się na wymarzone studia. Zaraz po szkole znalazłam sobie pracę, w której za dużo nie robię, a zarabiam dobre pieniądze.
I naprawdę wszystko byłoby super, gdyby nie to, że za cholerę nie umiem sobie poradzić z tym, że boję się tych wszystkich zmian, które mnie teraz czekają. Nie umiem sobie poradzić z tym, że już nie jestem dzieckiem, które wróci po wakacjach do szkoły, a nauczycielka będzie nad nim stać i dyktować do zeszyciku zdanie za zdaniem, tak, żeby przypadkiem niczego w notatce nie zabrakło, bo a nuż pojawi się to na kartkówce, którą zapowie z tygodniowym wyprzedzeniem.
Bardzo brakuje mi szkoły, tych kilkudziesięciu godzin tygodniowo spędzonych z przyjaciółmi, ze znajomymi. Brakuje mi kontaktu z nimi, po prostu tęsknię. Mamy kontakt, to jasne, ale każdy ma już pracę, inne obowiązki, nie ma tyle czasu co dawniej.
Zostałam sama. Sama z pracą, odpowiedzialnością za wykonywaną pracę i lękiem przed studiami, znalezieniem mieszkania, z zaaklimatyzowaniem się w nowych miejscach, w nowej sytuacji. Nie wiem, czy sobie poradzę z tymi wszystkimi dorosłymi sprawami, a wiem, że będę zdana tylko na siebie. Nawet nie wiem, co chcę robić w życiu. Nie mam pojęcia, czy wybór studiów był trafny, czy nie zmarnuję czasu, idąc na nie.
Jest tyle niewiadomych w mojej obecnej sytuacji i przytłacza mnie to.
Nigdy nie byłam dobra z WF-u, więc jakoś nie bardzo lubię ten przedmiot.
Raz graliśmy w piłkę nożną. Mogę być z siebie dumna – strzeliłam gola.
Szkoda tylko, że do swojej bramki.
Mój chłopak nawrócił się i zaczął się modlić. Dodam, że przez ostatnie 10 lat ani razu nie poszedł do kościoła. Teraz (od dwóch tygodni) jest turbo wierzący i ostatnio powiedział mi, że nie będzie więcej używać gumek, bo „to się nie godzi z jego wiarą”. I mam wybrać: zakładamy rodzinę albo pościmy…
Pomocy, potrzebne mocne leki dla tego pana.
Jestem fetyszystą stóp.
Przychodziłem do szkoły wcześnie rano, by patrzeć, jak dziewczyny zmieniają buty, bym mógł wtedy zobaczyć ich stopy.
Często też nie chodziłem na lekcje i siedziałem w szatni, wyczekując na kobiety zmieniające obuwie.
Nikt oprócz was o tym nie wie ;)
Ot, taka anonimowa historia.
Po pierwszym roku studiów lekarskich robi się miesięczne praktyki pielęgniarskie. No, prawie pielęgniarskie, bo nie możemy robić wszystkiego (np. zakładać kroplówek, chyba że trafi się na miłą pielęgniarkę, która nauczy i pozwoli robić). Rozkład pracy jest nierównomierny: z rana dużo rzeczy do zrobienia, do południa się rozluźnia, bo nie zawsze jest co do roboty. Zamiast gnić w socjalnym, chodzę po salach i rozmawiam z pacjentami. Opowiem Wam historię jednej pani.
Od samego początku zwróciła moją uwagę. Chyba najstarsza na oddziale (a średnia wieku to 80+ - interna), zasuszona, z dziwnymi zmianami skórnymi, jakby łuszczycą, panicznie reagująca nawet na pojawienie się kogokolwiek w jej zasięgu wzroku. Generalnie obraz nędzy i rozpaczy. Od pielęgniarki dowiedziałam się, że leży na oddziale wiele tygodni, z 1-, max. 2-dniowymi przerwami. Potem znów ją przywożą, odwodnioną, zagłodzoną.
W międzyczasie okazuje się, że te zmiany skórne to wcale nie łuszczyca, a... brud. Tak, pani była tak brudna, że gromadziło się to w postaci żółtawych płatów, które nie schodzą podczas normalnego mycia, które na oddziale nie jest zaniedbywane, tylko trzeba je było w jakiś specjalny sposób usunąć. Jaki nie wiem, niestety się nie dopytałam, ale salowa mówiła, że dwa popołudnia spędziła na doprowadzeniu pani do normalnego stanu. Pojawia się jeden z jej synów, do matki zagląda na krótką chwilę, potem dostaje ochrzan od lekarza za zaniedbanie, a następnie daje ochrzan lekarzowi, że chcą jej ściąć włosy, żeby móc doprowadzić skórę głowy do porządku. Nie, on żąda odkładów z mocznika. Nie obchodzi go to, że to nie oddział dermatologiczny. I nie, to nie na skutek zaniedbania, przecież opiekunka przychodzi. Dobrze, że nie widziałam na początku jej odleżyn, bo były to typowe rany. Piękne zajęcie...
Po trzech dniach jestem w stanie zrozumieć, co pani do siebie mówi. Głównie woła Boga, pyta się, gdzie jest i czy jest niedaleko syn – jeśli na ostatnie odpowiedziało się twierdząco, wpadała w panikę. Po tygodniu udało mi się ją przekonać, że jest bezpieczna, z dobrymi ludźmi i nic jej nie grozi, wtedy zrobiła się bardziej kontaktowa.
Niestety nadal wpada w panikę, wiele pielęgniarek nie ma do niej cierpliwości, krzyczy i ją szarpie za rękę. Same zresztą nie mają czasu do niej przychodzić, bo roboty jest od groma – gdy my mamy wolne, one uzupełniają dokumentacje, jeżdżą z pacjentami na badania (przy transporcie na i z niektórych musi być pielęgniarka), o lekarzach już nie wspominając. Nie wiem, ilu pacjentów w Polsce jest w takiej sytuacji, ale prawdopodobnie dużo – na samą myśl, z powodu bezsilności jest mi szalenie smutno.
Jeśli się spodoba, napiszę więcej historii z praktyk, bo dużo tego. A Wam, drodzy Anonimowi, życzę oddanej rodziny.
Moja mama umiera. Była dla mnie okropna przez ostatnie lata, ale wiem, że chciała (według niej) dobrze. W sposób makiaweliczny, ale kochała/kocha mnie i rodzeństwo. Może byłaby w lepszym stanie, gdybym nie znalazła jej tak późno, gdybym utrzymywała kontakt dłuższy niż 3 minuty przez telefon (tyle miałam cierpliwości na jej chamstwo). Gdyby tylko...
Bardzo, bardzo bolą mnie wyrzuty sumienia, jestem najgorszą osobą na świecie. Są dzieci bite przez rodziców, co myją im tyłki na starość. Moja matka była tylko chamska. Moje dziecko na pewno potraktuje mnie tak samo, a ja w pełni na to zasługuję. Jestem dużo gorszą osobą, niż jest moja matka. Dużo, dużo gorszą. Jestem okropna, nawet to wyznanie to lament egocentryka, który wie, jak brudne jest jego sumienie. Co za żenada.
Bawiłem się ostatnio w magię. Nie polecam.
Przeglądając późno w nocy filmiki na YouTube, zauważyłem jeden o bardzo ciekawym tytule: „Jak zobaczyć aurę w 5 minut”. Stwierdziłem, że co mi szkodzi, sprawdzę. I teraz trochę żałuję...
Filmik proponował rozwijanie widzenia peryferyjnego – czyli tak jakby kątem oka. Chwilę popróbowałem zalecanych ćwiczeń, aż w końcu złapał mnie cholerny ból oczu. Niewiele myśląc, wyłączyłem filmik, zgasiłem światło i poszedłem spać.
Pół nocy nie mogłem usnąć i tylko leżałem bezradnie, gapiąc się na ścianę. Jak zawsze w ciemności widzę doskonale, tak teraz prawie w ogóle nie widziałem. Miałem wrażenie, jakby mój pokój spowijała dziwna mgła. Dodatkowo miałem chore halucynacje. Wydawało mi się, że jedna ściana i sufit porosły brzydkim, białym włosiem, a na innej zaś widziałem zmieniające się, anormalne, humanoidalne kształty. Później pojawił się spory ból głowy i uczucie mdłości.
Obudziłem się rano i szczerze mówiąc, większość objawów przeszła. Nie miałem już halucynacji, ale ból głowy i oczu pozostał. Ponadto było mi strasznie niedobrze.
Pojechałem z tym do szpitala. Okazało się, że nadwyrężyłem mocno nerw wzrokowy.
Dzięki, aury!
Zawsze na jakieś okazje typu pod choinkę dostawałem tylko praktyczne prezenty. Były to np. majtki czy skarpety. To raczej nie były wymarzone prezenty dla dziecka w wieku przedszkolnym czy szkolnym... Nigdy nie dałem do zrozumienia, że mi przykro, tylko się uśmiechałem, że niby prezent mi się podoba.
Nie, nie byliśmy biedni. Lubili sobie zaoszczędzić.
Coraz częściej widzę na Anonimowych - ale też na ulicy - niepokojącą tendencję. Zwykle objawia się jako "byłem brzydki, gruby, pryszczaty, miałem 140 cm wzrostu itp. itd., ale spodobała mi się najpiękniejsza dziewczyna w szkole, która nie potrafiła się opędzić od adoratorów". Krew mnie zalewa. Później kolejne wyznanie jest o friendzonie albo okropnym i chamskim odrzuceniu.
Zawsze uważałam, że trzeba patrzeć najpierw na siebie, zanim zaczynasz do kogoś podbijać, a nie później robić z siebie ofiarę losu.
Zawsze jestem w złym miejscu i czasie, lub dobrym, zależy kto patrzy.
Przykład z ostatniego miesiąca. Kobieta, którą mogę nazwać przyjaciółką, a nawet moją nieszczęśliwą miłością, ma męża (prawdopodobnie w separacji) nie zwierza się z tego.
Tylko powtarza, że jest sama ona jedna i brakuje jej czasu dla wszystkich, a zwłaszcza jej bliskich. Ale piszą do siebie codziennie i obgadują co im się udało, na co pieniądze pójdą. Wieczorem zawsze z nim rozmawia przez telefon.
On pracuje za granicą i nie potrafię powiedzieć kiedy był ostatnio w domu. Na ostatnie urodziny dostała od niego prezent w tamtym roku warty 1000zł i możliwe, że nie wręczył go osobiście. Niby małżeństwo wystawione na próbę w takim związku na odległość. No ale niestety, przyjaciółka się nie popisała…
Mam mocne dowody na to, że go zdradza… z mechanikiem jej auta. Ona jest lewa z elektroniki, więc cokolwiek nie działa to ona z tym do mnie i nie specjalnie przykuwa uwagę co ja z tym robię. Ostatnio był problem z telefonem, więc próbuję zadziałać, a tam nagle pisze "brat".
Bardzo intymnie jak na brata, no bo "nie mogę się doczekać wieczoru kochanie" nie jest czymś w sposób jaki komunikuje się rodzeństwo. Brata jej znam i to nie był jego numer. Coś mnie tknęło go zapisać. Oczy mi się zaświeciły jak 5 złotówki jak potrzebowalem zrobić zbieżność i zdębiała ile chcieli mnie policzyć. Poleciła mi swojego dając tym samym ten sam numer, który mam zapisany…
Nawet ostatnio ich widuję razem na łące przy zalewie gdzie zwykle jeżdżę rowerem, na kocyku jak się obściskują. Wyglądają jak para zakochanych nastolatków… gdy jej mąż charuje by mogła mieć to co ma i swoją drogą zbliża się remont mieszkania, o którym wszystkich informuje dookoła, że to już niedługo… wielki remont i zmiany.
Jako, że przez zniszczone dzieciństwo zdradą wujka(mój ojciec chrzestny) z księgową, którego uwielbiałem i co rok wakacje spędzane u nich…i z kuzynami prawie dorosłymi, którzy w tamtym okresie uczyli mnie "życia", zrodziła u mnie czystą nienawiść do takich ludzi.
Jako, że ona jest moją najlepszą przyjaciółką, a na 3 palcach mogę takich policzyć… strata takiej boleśnie się odciśnie na mojej psychice. Ale z drugiej strony strony gardzę nią obecnie… Jest mi wstyd w sumie znać takich ludzi.
Dlatego mam pytanie. Czy powinienem się w to mieszać? Czy po prostu się powoli odcinać z tej relacji. Czy wy w sytuacji tego gościa, chcielibyście się dowiedzieć od obcej osoby? Myślę, jak to zrobić anonimowo, by nie miał szans w jakikolwiek sposób do mnie dotrzeć po śladach oraz czy tylko nakreślić mu sytuację, czy jednak dać dowody na tacy. Jak mu dam dowody, to łatwo wyjdzie, że to od mnie. Czy powinienem im zrobić zdjęcia i mu wysłać jako anonimowy wścibski polaczek?
Obecnie to nie problem ich spotkać razem, w miejscach, które ona lubi…
Dodaj anonimowe wyznanie