#uKygC

Jestem kompletnie emocjonalnie rozwalona. Mam całkowicie pogruchotane serce, jakby po jakimś wypadku drogowym. A czuję się tak, bo przez 10 lat związku mój chłopak mi się nie oświadczył, nawet o tym nie pomyślał. I nie mogę z tą myślą żyć.

Serio, jak zdarzy mi się trochę dłużej o tym pomyśleć, to mam problemy z normalnym oddychaniem. Brakuje mi powietrza. Traktuję to jak znieważenie. Upokorzenie. Stwierdził, że jestem nic nie warta? Nie potrafię zrozumieć po co z kimś być tyle czasu, jak się z tym kimś nie planuje przyszłości. Po co tyle lat oszukiwać? Bo to nie jest tak, że przez te wszystkie lata nie poruszałam tematu. Za każdym razem w odpowiedzi zapewniał mnie, że tak, że jak najbardziej, że będą zaręczyny, że będzie ślub, że będzie wspólna przyszłość i wspólne życie. Nawet podawał przedziały czasowe. A jak mijały - następne. Ile już miało być "deadline'ów" zaręczyn... Ile terminów ślubu przepadło... Pierwszy w 2013, drugi w 2017, trzeci mija w tym roku... Po co tak kłamać? I jeszcze jedno. Dlaczego to zawsze dziewczyny muszą wysłuchiwać pytań "Kiedy wy?", aluzji "No, to czas na was", "Kiedy ślub?". Dlaczego nie kierują tych pytań do faceta? Przecież to on jest inicjatorem. Dlaczego facetom się tego nie wypomina? To tylko ja mam się czuć głupio i obrywać za to, że on się nie chce oświadczyć? Jakby to była moja wina. A inicjatywa należy do faceta.

Boli mnie to, że we wszystkich związkach z naszego otoczenia to facet był tą stroną, której bardziej zależało na "zaklepaniu" dziewczyny, na zamieszkaniu razem. To my byliśmy pierwszą parą. A z biegiem czasu, mniej więcej w tym samym czasie, inni zaczęli wchodzić w związki, zaręczać się, brać śluby, rodzić dzieci. Ominęły mnie te wszystkie chwile. Najpierw nie miałam czego opowiadać w kwestii historii zaręczyn, potem nie miałam czego razem planować, nie miałam o czym rozmawiać w temacie kredytów, kupowania mieszkania, urządzania się. Teraz nie mam o czym gadać w sprawie dzieci. Już zostałam tylko ja bez męża. Dziewczyny patrzą na mnie jak na frajerkę, widzę to. Rodzina i znajomi kiedy tylko mogą, to wbiją szpilę, że młodość mija, a ja... Ciekawe dlaczego tylko mi się obrywa, a facet nie dostaje żadnych aluzji.

A otrząsnęłam się z mojej naiwności ostatecznie wtedy, gdy po ponad roku posiadania wspólnego konta oszczędnościowego, na które to ja nalegałam i na którym mieliśmy zbierać razem kasę na wkład własny, w dalszym ciągu były tylko moje oszczędności. On nie odłożył na ten cel nic, ani złotówki. Dopiero kasa dobitnie uświadomiła mi jego priorytety. Wcześniej miałam tylko czasem przebłyski świadomości. Kiedyś, jeszcze nie tak dawno temu, zasypiałam z myślą, że któregoś dnia doczekam się, że on uklęknie, a ja wtedy powiem, że już za późno. Teraz wiem, że nigdy by nawet do tego nie doszło.
CzarnaBuba Odpowiedz

Jestem kobietą i mi Ciebie żal. Jak można zmuszać/naciskać kogoś do zaręczyn chyba sam musi wiedzieć że chce i jest gotowy. Mówisz że po co jest 10 lat razem skoro nie planuje wspólnej przyszłości, a Twoje myśli krążyły dookola tego że kiedy się oświadczy powiesz mu ze za późno. To czego Ty właściwie chcesz? To po co Ty siedzisz z nim 10 lat i nadal nie udało Ci się niczego mocnego zbudować? Żałosne kiedy widzę pary które są w związku po to żeby z nim być, a nie mają nawet o czym rozmawiać.

KostkaRubika

Też jestem kobietą i nie też rozumiem tego nacisku na ślub. Jeśli potrzebujesz papierka, żeby wierzyć w swój związek, albo gorzej - pierścionka, żeby pochwalić się koleżankom i zamknąć gęby uszczypliwej rodzince, to nawet mi cię nie żal. Autorka w tym wpisie najbardziej podkreśla, jak to nie miała się czym pochwalić albo jak nie miała swojej historii o zaręczynach. Pyta po co z kimś być tyle czasu... no nie wiem, żeby z nim rzeczywiście być? A nie odliczać dni do jakiejś umownej daty levelowania w związku? Żeby nie było - mam męża. I nie mam pojęcia, czemu dziewczyny tak śpieszą się do planowania ślubu, dla mnie było to raczej źródło stresu i lista spraw do załatwienia.

CzarnaBuba

@KostkaRubika też patrząc na organizację ślubu stwierdzam że to długi czas nerwów, stresu aby jeden dzień był tym wyjątkowo-umownym.
Co nie zmienia faktu Autorko: zacznij żyć własnym życiem, hobby, rozwijaj się a wtedy znajdziesz temat by móc pochwalic się w innych dziedzinach.

Alban Odpowiedz

po prostu powiedz mu, że chciałabyś stabilizacji, ślubu i dzieci, a jeśli on ci tego nie chce zapewnić, musisz rozejrzeć się za kimś innym. i tyle

Wuwunio Odpowiedz

No trochę Cię wydymał. Dla faceta to żaden problem znaleźć kobietę będąc po 30tce, 40tce... Dla kobiety, która chciała założyć rodzinę, w tym wieku nagłe rozstanie często oznacza przekreślenie tych marzeń, więc ja doskonale rozumiem żal autorki.

tramwajowe Odpowiedz

To się nie zmieni. Nawet jeśli będzie ślub (z Twojej inicjatywy) to potem wszystko też Ty będziesz inicjować.
Tego trzeba chcieć, a on nie chce.
Ukochaj siebie, zatroszcz się o siebie. Zacznij żyć tak żeby już nigdy nie było Ci tak bardzo źle.

Kornowl Odpowiedz

Pocieszę Cię tym, że ani zaręczyny, ani ślub, ani dzieci, ani kredyt do końca życia niczego nie gwarantują. :*

chlef123

dzieci to cel sam w sobie, kobieta sama ich sobie nie zrobi, a własny dom ciężko kupić sobie w pojedynkę. nie wszystkie marzenia można spełnić sobie samemu.

HellBlazer Odpowiedz

Czyli co? Ty na coś nalegasz mając gdzieś jego zgodę i masz pretensje, że przytaknął Ci głową i ma to dalej gdzieś? Tak to wygląda. Ciągle wymagania. Czemu nie ma tu nic o zwyczajnym pytaniu "Dlaczego mój kochany tak jest...?". Ty chciałaś konto, a on ma wpłacać, tak? Jesteś tyranem czy coś w tym stylu?
Widzę też, że obwiniasz go o swoje myśli i emocjonalny stan. Czy on jest jasnowidzem? I jeszcze to "inni to...", "inni tamto...". Co w ogóle ten ślub zmienia. Nie możesz tylko być w centrum uwagi koleżanek, a chyba na tym Co zależy najbardziej. Plz...

Angouleme

Dziewczyna może trochę przesadza, ale serio uważasz, że jak facet się z czymś nie zgadza, to powinien przytaknąć i mieć to gdzieś? Bo ja uważam, że powinien jej szczerze powiedzieć, co czuje. A z tym kontem oszczędnościowym, to skoro się na nie zgodził i celem był wkład własny na ich przyszłe WSPÓLNE mieszkanie, to owszem-wypadałoby, żeby coś wpłacił

HellBlazer

Zmineralizowana i jej plusy pod komentarzem to żart.
Podałem jeden przykład zamiast wypisywać wszystkie z tego wyznania i zamiast przeczytać wyznanie piszecie coś na podstawie jednego przykładu, który wybrałem by reprezentował inne.
To tak jakbyście Polskę oceniali po prezydencie tylko.

autorkatoja Odpowiedz

Co do oszczędzania. Oszczędzam tylko ja. Co miesiąc przelewam ze swojej pensji regularną kwotę, którą on też miał przelewać (tak mówił) i w ten sposób moglibyśmy miesięcznie odkładać dwa razy więcej niż mogę teraz. Ostatnio zmieniłam status tego konta ze wspólnego na indywidualne. Niedługo miną dwa lata jak je mamy a on przelewał kasę tylko przez pierwsze 3-4 miesiące, potem wszystko co przelał wypłacił, bez konsultacji ze mną, bo musiał kilka rzeczy w aucie naprawić i od tego czasu już nic więcej nie wpłacił. Dla mnie na tym koncie były nasze wspólne pieniądze i nigdy bez poinformowania go o tym nic bym z niego nie wypłaciła. On nie miał z tym problemu, bo jak mówi to były jego pieniądze i mógł sobie z nimi zrobić co chciał.
Ktoś pytał co przez 10 lat robiliśmy. No właśnie dobre pytanie! Wychodzi na to, że niewiele. Nasz związek niewiele się różni od takiego gimnazjalnego. Mieszkamy każde ze swoimi rodzicami. Jemu najwyraźniej to pasuje, bo mają duży dom, gdzie właściwie całe piętro ma dla siebie. U mnie jest gorzej bo mieszkamy w małym mieszkanku. Nie stać mnie samej na wynajęcie mieszkania. A pokoju z obcymi ludźmi nie chcę wynajmować. Wolę już mieszkać ze swoją rodziną i móc te pieniądze, które wydałabym na pokój oszczędzać. On nie dokłada się swoim rodzicom. Ja płacę za czynsz i dokładam się do jedzenia. Dla niego to naprawdę wygodna sytuacja, która mu pasuje. Nie ma potrzeby wyprowadzenia się z domu chociaż jest już kilka lat po 30. To zawsze ja dążyłam do wspólnego zamieszkania. W tym celu było to konto, żeby uzbierać na wkład własny. Skoro jednak na nie nie wpłaca to chciałam wynająć coś razem. Oczywiście on się zawsze zgadza. Ale to tylko ja przeglądałam oferty. On się w to zupełnie nie zaangażował. Więc znowu było to tylko takie jego gadanie. Samemu, w pojedynkę nic się nie zdziała. Chciałabym znać powód jego postępowania. Ale niczego się nie dowiem. On się zapiera, że przecież to wszystko ślub, dom, dzieci będzie. Kiedy? Niedługo. I tak od wielu lat.

oldhighhat

no i jakiej ty chcesz odpowiedzi? facet ciebie zlewa, najwidoczniej ciebie nie kocha. na ten moment nawet postawienie sprawy na ostrzu noża i powiedzenie mu "ślub albo odchodzę" niczego nie zmieni, bo będziesz czuła, że to wszystko jest wymuszone. ile jeszcze chcesz potwierdzeń, że należy to zakończyć? a najbardziej w tym wszystkim żenujące jest to,że nie mówisz słowa o miłości. ani jego, ani twojej. czy to jest jakiś interes, jakiś układ, biznes? podobno to związek, jak nie mówisz o miłości to jej nie ma.więc idź tam gdzie będzie.

Czaroit

Chcesz znać powód jego postępowania? Proszę, oto on: kolesiowi jest z Tobą WYGODNIE. Kropka. Tylko tyle. Ma seks, ma inne bonusy z bycia w związku, a starać się nie musi. Będzie się zgadzał na wszystko, a potem i tak olewał. Bo to chłopiec, który mieszka u mamusi i nie jest za nic odpowiedzialny. I takie życie pasuje mu najbardziej.

Odejdź. Im szybciej, tym lepiej. Bo widzisz - może on nawet pod groźbą Twojego odejścia zgodzi się na ślub. Tyle, że zrobi to jak zwykle z wygodnictwa. By nie zostać samemu.
Prawda jest taka, że jemu nie zależy na Tobie, jak na kobiecie swojego życia. Nie możesz na niego liczyć, okłamuje Cię, manipuluje Tobą. I to już teraz, gdy jesteś jeszcze młoda i śliczna. A co będzie za 10 lat, gdy uroda przywiędnie, pojawią się dzieci, problemy w domu? On magicznie zacznie Cię szanować, wspierać i pomagać, czy raczej znajdzie sobie dupę na boku, a Ciebie będzie dalej oszukiwał, bo mu WYGODNIE mieć żonkę i obiadek podany? Ten koleś nie rokuje. Wcale. On Cię zwyczajnie nie chce. I nie zdziw się, jak za jakiś czas usłyszysz od znajomych, że hajtnął się z dziewczyną, z którą spotykał się 3 miesiące. Tak to właśnie działa.

Niestety. Wiem, co piszę, bo też przez to przeszłam. Oczywiście, gdy odeszłam, na kolanach zapewniał, że kocha nad życie i wszystko się zmieni. Powiedziałam: jeśli ci zależy, zmień to i to, a wtedy wrócę. Nie zmienił niczego. A tak bardzo mu zależało...

autorkatoja Odpowiedz

Jestem autorką tego wyznania i aż założyłam specjalnie konto, żeby odpowiedzieć, bo niektóre komentarze mnie wkurzyły... Wcale nie chcę być w centrum uwagi. Nie zależy mi na ślubie samym w sobie, na wystawnej ceremonii i wielkiej imprezie. Dla mnie mógłby to być skromny ślub z najbliższą rodziną i obiadem zamiast wesela. Nie chcę się też chwalić przed znajomymi. Oni już wszyscy mają to za sobą, więc czym tu się chwalić. Zauważyłam tylko, że było mi przykro, że nie mogłam w tym samym czasie co reszta towarzystwa przeżywać tego samego. I to nie jest tak, że wszyscy nasi znajomi się umówili, że w jednym czasie będą się zaręczać, organizować śluby i rodzić dzieci, tylko przychodzą takie etapy w życiu, które my wszystkie przegapiliśmy. Ktoś się oburzał, że chciałam ślubu po 2-3 latach związku. Serio? To nie 2-3 miesiące. Dla mnie optymalny czas. A datę wybieraliśmy WSPÓLNIE. Nie narzucałam jej. Po prostu mam takiego faceta, który sam o sobie mówi, że nie jest kłótliwy - i uważa to za swoją zaletę, także na wszystko się zgadza, przytakuje, obiecuje a za tydzień-dwa już o tym nie pamięta. A ja mam dość obiecanek. Ktoś się przyczepił, że ślub nic nie zmienia i nie gwarantuje trwałości relacji. Wiem o tym. Wiem, że zdarzają się rozwody, ale to nie jest dla mnie powodem, żeby ślubu nie brać. To tak jakby nie jeździć samochodem bo zdarzają się wypadki. Po co mi ślub...dla mnie to oznaka, że jestem dla niego ważna, wyjątkowa, że szanuje mnie i kocha i chce związać ze mną swoją przyszłość. Na razie tego nie widzę.

ReginaPhalange22

Wpolczuje Ci i zupełnie nie rozumiem hejtu który się tu w komentarzach na Ciebie wylał. Znasz podcasty Okuniewskiej? Posłuchaj sobie: Typ niemowlarz. Myślę że tu idealnie pasuje. Generalnie polecam posłuchać sobie większość z serii: moje przyjaciółki idiotki.
Jeśli jesteście ze sobą 10 lat i jesli nie mieszkacie razem to wybacz, ale to mówi samo za siebie. Jak ja poznałam mojego męża, mieszaliśmy razem juz po 3 miesiącach bo potrzebowaliśmy swojego towarzystwa. Wybacz, ale to wygląda jakby traktował Cie jak laske ' na przeczekanie' aż trafi się ktoś z kim faktycznie będzie chciał założyć rodzinę.
Trzymam kciuki za przyszle decyzje. Powodzenia :)

Baaba

Autorko, nie wiem jak długo chcesz jeszcze czekać i właściwie nie wiem nawet na co. Przez 10 lat prócz obietnic bez pokrycia nie dostałaś od faceta nic, żadnego poczucia bezpieczeństwa, żadnej wizji wspólnej przyszłości. Jemu jest wygodnie tak jak jest. To wieczny dzieciuch i to się nie zmieni. Czy naprawdę chcesz żyć w relacji, gdzie będziesz nikim i nic nie będziesz miała do powiedzenia? Jeśli przez 10 lat się nie zdeklarował to nie zrobi tego przez kolejne 10, ba nie zrobi tego nigdy! Ja po 4 latach związku postawiłam ultimatum: albo do przodu albo do tyłu( nie chodziło nawet o ślub, ale o wspólne mieszkanie, wspólne życie) i dałam pół roku na przemyślenie sprawy i podjęcie decyzji. To było pół roku dla mnie, żeby zobaczyć co on z tym zrobić. I wiesz co, nie zrobił nic, podobnie jak twój migał się, unikał tematu albo po prostu zapominał. Tyle, że ja po upływie równiutko 6 miesięcy do tematu wróciłam i powiedziałam, że minął właśnie jego czas na zastanowienie i chcę usłyszeć odpowiedź, choć właściwie dobrze ja znałam. Znów były obietnice i deklaracje, że na pewno za jakiś czas. Tyle, że ja tego dnia odeszłam i zakończyłam ten związek. Były prośby, telefony. Nie dałam się przekonać. Nie żałuję. Z moim mezem pobraliśmy się po roku znajomości, ot tak bez obietnic i czekania. Rzuć go i wreszcie zacznij żyć! Uwierz, szczęście czeka za rogiem, trzeba tylko wyjść mu na przeciw...

Zenobiusz Odpowiedz

Rzuć go. Na co ty jeszcze czekasz?

Vito857 Odpowiedz

Jako facet powiem ci tyle - albo mu powiedz wprost, że powinien się oświadczyć, albo sama się oświadcz. Przynajmniej będziesz wiedziała, na czym stoisz, a my czasem trochę nieogarnięci jesteśmy.

oldhighhat

nie no proszę cię. przecież chyba o tym mówiła. są granice bycia nieogarniętym, taka postawa jak jego to posiadanie wyjebane w 100%.

Zobacz więcej komentarzy (15)
Dodaj anonimowe wyznanie