#NG6Z4
Gdy miałem 4 miesiące, moja rodzicielka poznała pewnego mężczyznę, nazwijmy go Mateusz. Po jakimś czasie przeprowadziła się razem ze mną do domu rodziców Mateusza, z którymi mieszkał (byli bardzo młodzi, moja mama miała raptem 19 lat, a on niewiele więcej). Jego rodzice bardzo mnie pokochali, byłem ich oczkiem w głowie. Pierwszym wnukiem. Lecz niestety mama rozstała się z Mateuszem i wróciła do swojej mamy. Kontakt się urwał.
Trwało to kilka miesięcy, aż do świąt Bożego Narodzenia. W drzwiach mojej babci stanął Mateusz z prezentami i prośbą od swojej mamy, byśmy wpadli (ja i mama) do nich na święta.
Od tego wydarzenia minęło 18 lat. Moja mama nie wróciła do Mateusza.... ale ja zyskałem najwspanialszych dziadków pod słońcem. Kocham ich całym sercem. Ufam im, i gdy mam problem wiem, że zawsze mogę na nich liczyć.
#f2laD
Okazało się, że notorycznie podbiera mi je moja matka.
#KePmO
Czytam anonimowe na bieżąco od kilku lat, może coś przeoczyłam, ale takiej historii jeszcze nie widziałam.
Otóż mam chłopaka, już około trzech lat.
Jesteśmy dosyć młodzi jak na swój staż. Zawsze braliśmy nasz związek na tyle poważnie na ile się da w tak młodym wieku, więc i z seksem woleliśmy poczekać obydwoje do takiego odpowiedniego momentu. Ostatnio ten moment się przydarzył, żadne z nas wcześniej nigdy seksu nie uprawiało, więc było to dość stresujące. Wszystko romantycznie, stresik delikatny jest, ale atmosfera wydaje się go spychać na dalszy plan. I wiecie co? Kiedy już nadszedł moment niemalże kulminacyjny to jego członek się... nie zmieścił. Dosłownie. Nie szło przebić błony dziewiczej. Chłopak nie chciał sprawić mi bólu jednak coś było ewidentnie nie tak. I tak było do próby numer pięć.
Zdenerwowana sytuacją, powiedziałam, że tym razem musi się udać. Świeczki, muzyczka, po piwku, odprężona, lekko obawiałam się bólu (który swoją drogą był niemiłosierny), ale przeszliśmy do działania. I udało się. Tylko co w tym takiego anonimowego?
Ano to, że ilość krwi która nas wtedy dosłownie zalała była porównywalna do sceny morderstwa. Całej rodziny. Całe łóżko, podłoga, łazienka, wanna, prysznic, ściany (nie wiem jak), dywan, dosłownie dwa pokoje. Chłopak był przerażony, przeprasza, ja w szoku, krew wszędzie i tak sobie stoimy cali we krwi jak płatni mordercy i odbywa się dzwonek do drzwi.
Nie powiem, było ciekawie.
Wyobraźcie sobie dwóch nagich umorusanych w krwi ludzi usilnie próbujących umyć dwa pokoje z krwi w jakieś 30 sekund.
Dodam tylko, że googlowałam i nie znalazłam nigdzie takiego przypadku aby ilość krwi była tak wielka.
PS. Byłam u ginekologa, wszystko było w porządku, nie mam traumy do seksu, wręcz odwrotnie. Najwidoczniej byłam na swój sposób wyjątkowa.
#jBxjZ
Minęło sporo lat od tamtych chwil. Mój tata nadal jest rolnikiem, ja mu pomagałam we wszystkim, poczynając od pielenia po oprzątanie krów w oborze. Nagle przyszedł czas na studia. Zawsze marzyłam o farmacji. Ojciec był zdruzgotany, że sam zostanie na gospodarce, ale zaakceptował mój wybór. Dostałam się na uczelnię do miasta położonego 300 km od mojego domu. Chciałam gdzieś bliżej, żeby często odwiedzać wioskę, ale nie dostałam się.
3 września 2004 roku w gazecie znalazłam ofertę pewnego mieszkania do wynajęcia. Moja bliska koleżanka studiowała dokładnie w tym samym mieście i zgodziła się na mieszkanie ze mną, więc w sumie wszystko nam pasowało w tych skromnych progach. Dzwonię do facetki, potem umawiamy się na spotkanie w celu obejrzenia mieszkania. Przemiła osoba, wszystko wypaliło, więc zdecydowałyśmy się ze znajomą, że podpisujemy umowę. Kobieta widzi mój podpis i nagle ucieka z mieszkania. Z początku nie wiadomo co się dzieje, stoimy jak wryte, ale nagle ja zaczęłam biec za nią, ona wsiada w swojego auta i odjeżdża chyba z prędkością 200 km/h. My nie wiemy co robić, drzwi od mieszkania otwarte, więc zostałyśmy jeszcze trochę, żeby nikt nic nie ukradł, bo potem byłoby na nas. Za jakieś pół godziny przyjeżdża jej mąż, każe nam wyjść, bo żona się rozmyśliła. Wkurzyłyśmy się całą sytuacją, ale postanowiłyśmy szukać dalej. Na wieczór dzwoni do mnie ta kobieta, ja nie odbieram ze złości, ale z poczty głosowej słyszę takie słowa:
''Karolina, przepraszam cię za wszystko, ale ja nie mogę. Ucałuj Arka ode mnie''. I wtedy we mnie coś pękło. W życiu bym nie pomyślała, że to moja matka. Zupełnie inny wygląd, nie ten facet, przez którego nas zostawiła, no i przecież babcia mówiła, że wyjechała do Niemiec.
Długo się nie mogłam otrząsnąć, nawet nie mogłam wydusić nikomu tego, co się wydarzyło. Chciałam wiedzieć gdzie mieszka, szukałam domu, ale bez rezultatu. W grudniu widziałam ją w barze i również tak uciekła, iż ja nie mogłam jej dogonić, a na moje szybkie pytania nie odpowiedziała. A w styczniu... W styczniu zobaczyłam nekrolog.
#onD92
Ale nie w tym rzecz, rzecz w tym, że co by się nie działo, ludzie mówili mi, że to moja wina i mam się ogarnąć. Mam przestać wyskakiwać z pretensjami, mam udawać że jest ok i tak dalej w ten deseń.
Na dzień dzisiejszy nie radzę sobie absolutnie z niczym co czuję. Popadam w skrajności. Nie bywam zła, bywam tylko tak wściekła, że rzucam talerzami, sztućcami i w zasadzie czym się tylko da, żeby się wyżyć. Jedno zdanie jest w stanie doprowadzić mnie do szału. Jednego dnia ktoś zapyta jak mi minął dzień i odpowiem normalnie, a drugiego przejdę obojętnie, zamknę się w pokoju i rzucę drukarką o ścianę, drąc się "Czemu do cholery się wtrącasz!?". Kiedy ktoś nie ma dla mnie czasu bo jest zajęty, od razu jestem pewna, że mnie nienawidzi, chce dla mnie jak najgorzej, ma mnie gdzieś, uważa za śmiecia. Przywiązuję się do niektórych ludzi tak bardzo, że ryczę po nocach i mam myśli samobójcze, bo znowu z idiotycznego powodu jestem przekonana, że ta osoba mnie nie cierpi, nie chce mnie więcej widzieć etc. A są osoby, które poświęcają się dla mnie jak mogą, są dla mnie zawsze, a ja tak po prostu mówię im "Koniec znajomości. Nie kontaktuj się ze mną więcej".
Nie, nie chcę tak żyć. Staram się pilnować tak bardzo jak to możliwe, ale jak już wspominałam, czasami wystarczy jedno zdanie i emocje dosłownie się ze mnie wylewają. Nie radzę sobie już z tym. Wstaję z łóżka wypoczęta, z jakiegoś powodu się wściekam i demoluję pół pokoju, a potem spokojnie idę uśmiechnięta na spacer i może nawet komuś powiem dzień dobry. Pół godziny później mijając tą samą osobę czuję, że mogłabym ją obrzucić wyzwiskami.
Nie panuję na sobą, nie umiem tak żyć i powoli zaczynam się zastanawiać, czy jeszcze w ogóle chcę.
#CB93f
Kiedyś Wojtek opowiedział mi, że ojciec bije go pasem i to tak, żeby uderzać sprzączką. Pokazał na dowód siniaki. Nigdy nie oberwałam, więc byłam w szoku. Powtórzyłam to rodzicom, ale oni przekonali mnie, że Wojtek skłamał, a siniaki na pewno sam sobie nabił. Tłumaczyli, że jest podobny do swojego ojca, a on ciągle kłamie. Uwierzyłam.
Minęły lata, po przeprowadzce urwał się mój kontakt z Wojtkiem, moi rodzice też nie utrzymywali kontaktu z jego rodzicami.
Teraz jesteśmy dorośli, a ja w ostatnich latach kilka razy spotkałam Wojtka u wspólnych znajomych. Wiem, że ma za sobą ciężki czas, ale wyszedł na prostą.
Zawsze, kiedy go spotykam, mam taką myśl, że on mógł mówić prawdę i że powinnam była mu pomóc, kiedy byliśmy dziećmi. Myślę, że go zawiedliśmy.
#Vag3i
Najdziwniejsze i najżałośniejsze wydarzenie mojego życia.
#KGaJF
Choć to odległe wspomnienia, to udało mi się ustalić mniej więcej kiedy pierwszy raz miałem styczność z pornografią. Wszystko zaczęło się gdy miałem 6 lat, kończąc wtedy powoli przedszkole, na jednej z gier dla dzieci była strona "Newgrounds" - Wówczas nie było na niej zabezpieczeń przeciw dzieciom. Gra korzystała z treści muzycznych. Szybko znalazłem sekcję animacji dla dorosłych. Były to fikcyjne filmiki erotyczne. Wtedy nie wiedziałem co to, na co się patrzę - ale jako że było to coś nowego, to mnie to interesowało i skłaniają do zgłębiania.
Z czasem w wieku już 10 lat zacząłem naśladować owe czynności. Masturbacja była tą czynnością, wówczas w tamtym wieku mój organ rozrodczy nie był rozwinięty, więc zdziwiłem się jak nic się nie działo - to więc przez następne kilka lat to robiłem, czekając na efekty.
Mając 13 lat pierwszy raz targnąłem się na swoje życie - po przez przeczytanie komentarzy na chyba zapytaj onet czy jakoś tak, dowiedziałem się, że po przez zażycie starych leków i popicie je trunkiem reakcja może być tak silna, że może doprowadzić do śmierci. Będąc naiwny, zrobiłem to potajemnie przed rodzicami i kładąc się do łóżka czekałem na śmierć zasypiając. Oczywiście przeżyłem, ale z bólem brzucha.
Na te decyzje o śmierci wpłynęły problemy z rówieśnikami - zawsze byłem inny, cichy i nieśmiały, ale miałem wielką pasję muzyczną - co reszta uznawała za słabe w przeciwieństwie do gier strzelankowych, piłki nożnej itp. Byłem zawsze uprzejmy i życzliwy, co inni wykorzystywali aby mnie poniżać.
Drugi raz był w wieku 14 lat, te kilka lat to były trudne okresy. Wtedy zaś miałem silną gorączkę która wyniosła w szczytowym momencie 39 stopni. Będąc głupim, uznałem że to świetna okazja aby się zabić. Otworzyłem więc okno (to było podczas zimy) i liczyłem że gorączka strzeli do 42 stopni i umrę. Nie umarłem, cudem chyba przeżyłem.
W wieku 16 lat przez dokuczanie (znowu) rówieśników (kiedy już byłem w technikum) na jednej z wycieczek szkolnych chciałem się powiesić na jednej z tych starych trzepaczek z czasów PRL. Supeł był zbyt luźny i po kilku sekundach upadłem na glebę.
Mniejwięcej do 17 roku życia miałem nasilone myśli samobójcze, nie raz planowałem jak to miałem zrzucić się z budynku, czy też szukałem w internecie jak bolesne jest przejechanie, uderzenie przez pociąg.
Zaś w wieku 18 i 19 moje uzależnienie nasiliło się do maksimum. Dzień w dzień to samo, czasami do ranka bez spania. W coraz to gorsze strony, bardziej niszowe, bardziej obrzydliwe. Ciąg dalszy w kolejnym poście
#M1DOo
Pewnego upalnego dnia w pracy zasłabłam, straciłam równowagę i nie mogłam ustać na nogach, momentalnie zrobiłam się blada jak ściana. Szefowa widząc mój stan kazała mi iść do pobliskiego szpitala zmierzyć ciśnienie.. Z ciśnieniem niby wszystko OK - diagnoza w szpitalu - przez pogodę, zalecane dużo płynów i skoro mam pracę fizyczną, możliwe osłabienie. Ledwo doszłam do miejsca pracy, szefowa powiedziała - dzwoń po chłopaka, niech go ktoś przywiezie, bo nie możesz prowadzić w takim stanie samochodu, dzisiaj masz wolne. Po przyjeździe do domu dopiłam drugą butelkę wody i poszłam od razu spać. Spałam kilka godzin, po przebudzeniu powiedziałam tylko do mojego chłopaka "wieź mnie do szpitala".
Pogotowie ratunkowe, ja blada jak ściana, ledwo trzymam się na nogach, zawroty głowy takie jakbym kręciła się na obrotowym fotelu, lekarz zaświecił latarką po oczach, po czym stwierdził, że nawet źrenic nie widzi (mam tak ciemny kolor oczu, że aż można powiedzieć, że czarny), kazał zamknąć oczy i stanąć na jednej nodze, gdyby nie to, że wszedł mój chłopak, walnęłabym o podłogę, bo w ostatniej chwili mnie złapał. Zapytał, czy zażywałam narkotyki, więc mówię, że nigdy w życiu, mam małe dziecko w domu - odpowiedział, że musiał zapytać, jest to standardowe pytanie. Zalecenie lekarza - morfologia krwi. Na wyniki nie trzeba było długo czekać - wyniki idealne. Następnie zlecił konsultacje u neurologa.
Pani neurolog przebadała mnie bardzo dokładnie, po czym powiedziała "Zaraz pójdzie pani zrobić testy na narkotyki" - dla mnie szok, ale nie miałam z tym problemu. Wyszła za kurtynę i słyszałam, jak mówi do lekarza "Ona jest naćpana jak nic". Musiałam załatwić się do plastikowego kubeczka przy otwartych drzwiach, których pilnowała pielęgniarka. Na wyniki czekaliśmy ponad godzinę... zrobili mi nawet testy na narkotyki, o których nigdy nie słyszałam. Lekarz po zobaczeniu wyników powiedział tylko "No wie pani, musiałem się upewnić" - wypisałam się na własne żądanie, a wyniki pokazałam całej rodzinie, a dlaczego? Bo oni też myśleli, że zażywam narkotyki, ponieważ mówi tak cała wieś, no bo mój chłopak ma dredy do pasa, a ja krótkie różowe włosy, więc musimy ćpać, bo normalni to nie jesteśmy. Mama widząc mój wynik powiedziała "Teraz rozwieś to na każdym słupie we wsi".
Zrobiłam prywatnie wyniki krwi - okazało się, że to przez źle dobrane tabletki antykoncepcyjne.
PS Na pogotowiu nie zapytano, czy zażywam jakiekolwiek leki.