#szQ3N

Rzucił mnie chłopak, bo byłam gruba i niewyjściowa, jak to określił. Serduszko bolało, ale postanowiłam wziąć się za siebie, mówią nie ten, to inny...

Ponad pół roku walki ze swoją „grubą erotyczną powłoką siebie”, schudłam, wyrobiłam się i spotkałam tego dupka miesiąc później na koncercie. Zobaczył mnie, mocno się zdziwił i uznał, że nadal mnie kocha, i jest w stanie mnie zaakceptować. Taaa, 20 kg lżejszą...

#6qNQr

W te wakacje wyjechałam za granicę do pracy. Będąc tam, dowiedziałam się przypadkiem od taty, że mama jedzie do szpitala. Powiedział mi to z taką naturalnością, że nawet nie zorientował się, że się „wygadał”. Najbardziej bolał mnie fakt, że moja kilka lat starsza siostra wiedziała o wszystkim.
Kiedy sezon się skończył, a ja przebyłam swoją kilkunastogodzinną drogę do domu, przywitała mnie informacja, że mama posiada duże, niegroźne torbiele.

Dwa dni temu wróciłam ze swojej stancji do rodzinnego domu. Siedziałam z chłopakiem na kanapie, kiedy mama odebrała telefon (na głośnomówiącym) od mojej siostry. Rozmowa ta była bardzo dziwna, słyszeliśmy ją oboje aż do momentu, kiedy moja mama zaczęła się nerwowo śmiać, żeby zagłuszyć to, o co zapytała ją moja siostra. Miałam złe przeczucia. Pytałam mamę, czy się dobrze czuje, jakie ma wyniki i czy to na pewno nic poważnego. Śmiała się, mówiąc, że nie pochowamy jej tak wcześnie i wszystko jest jak najbardziej okej. Wyszła do pracy na dyżur nocny, zostawiając mnie i chłopaka w domu. Przeszukałam jej sypialnię, przejrzałam każdy kawałek papieru, dokument i znalazłam TO. Wyniki z wielu badań, dokumenty przyjęcia do szpitala kilka dni wcześniej z objawami bólu w podbrzuszu i USG z wielkością zmian na jajnikach. Łzy napłynęły mi do oczu. W mojej głowie przewijało się milion pytań – dlaczego nic nie wiedziałam, jak bardzo jest źle, dlaczego wszyscy wiedzieli, dlaczego mnie okłamała itd...
Swoją odpowiedź znalazłam chwilę później. Moja mama mnie nie urodziła. Ludzie, z którymi żyłam do tej pory, nie są ze mną spokrewnieni. 

Czuję się oszukana, ale najbardziej boli mnie fakt, że dowiedziałam się w taki sposób i nie umiem sobie z tym poradzić. Moja mama ma raka, a ja zostałam wykluczona z jej choroby tylko dlatego, że nie jestem jej dzieckiem. Świat jest okrutnym miejscem.

#dMB8c

Masz czasami takie poczucie, że znajdujesz się na właściwym torze, zaczynasz coś tworzyć, ale masz obawy, że to tylko bańka mydlana? Że to nie jest prawdziwe?
Tyle razy się przejechałeś, że teraz ciężko jest uwierzyć Ci w czyste intencje innych względem Ciebie?
Jestem właśnie na tym etapie. Pomijając to, że w głowie nadal mam przeszłość i jego, że idealizuję chwile spędzone z nim, że żyję utraconą nadzieją, że żałuję, że nie potrafię sobie wybaczyć.
Aby nie myśleć o tym bez przerwy, należy nadać życiu nowy bieg, nowy rytm. Popadając ze skrajności w skrajność, nie czułam ulgi, no może na chwilę, i to właśnie było tak uzależniające, tak zgubne. Raniąc siebie i przy okazji innych, nie polepszałam swojej sytuacji, a wręcz przeciwnie. Pogłębiałam znajomość z kimś, aby zapomnieć jego… Początek może wydawać się fajny, zwłaszcza gdy twoja wyobraźnia pozwoli ci dostrzegać podobieństwa między życiem wtedy a teraz, między tym obecnym a tamtym. Niestety z każdym nowym tygodniem będzie brakować tych szczegółów, które mogłyby wydawać się tak błahe, a jednak tak znaczące. Zaczynamy się dusić, chwile spędzone z tą osobą już nie pomagają nie wracać wspomnieniami do niego, a co gorsze, wracasz coraz częściej, rozpaczając, że to nie jest to.
Najgorsze, że zdajesz sobie sprawę, że ten stan trwa już zbyt długo. Skoro on potrafił ułożyć sobie życie i prawdopodobnie już nie myśli o tobie, ma nową, więc ty też musisz zająć się swoim życiem, a nie jego. Cholernie trudno, no nie? Pół roku, rok, półtora... kiedy ten rollercoaster się w końcu zatrzyma?
Poznałam kogoś. Podoba mi się. Coraz częściej o nim myślę, nawet łapię się na tym, że częściej niż o tamtym. Ale co jeśli to jest ten początek, ten ulotny? Co jeśli znowu zrobię to samo? Znowu szukam podobieństw i znajduję…
Przejrzałam go, wyszukałam informację, rozstał się z byłą 3 miesiące temu. My poznaliśmy się miesiąc po jego rozstaniu. Co jeśli to ja dla niego jestem taką odskocznią? Co jeśli on chce zrobić ze mną to samo, co ja robiłam z innymi do tej pory? Jestem na chwilę, na zaleczenie jego ran? Tym bardziej że temat o jego byłej przewija się często. Chce mnie wykorzystać, aby coś udowodnić? Chce się poczuć na chwilę lepiej? Chce ją zapomnieć, spotykając się ze mną?
Przeglądam, szukam, sprawdzam i się denerwuję. Czytam komentarze, nazywał ją tak samo jak mnie. Pisał do niej tak samo, jak teraz do mnie. On nie jest tylko dla mnie taki, on był też taki dla innej i będzie w przyszłości dla kolejnej, jeżeli nam nie wyjdzie. To mnie przygasza.
Co by powiedział w tym przypadku mój psycholog? Znowu wejdziemy w dyskusję, że muszę zacząć skupiać się na czymś innym i pozwolić biec życiu własnym tempem. Niczego nie zmienię i tak co ma być, to będzie. Ale czy naprawdę nie mamy wpływu na sferę uczuciową??

#XyDUP

Jestem dość młoda, ale zdążyłam już znienawidzić jedną rzecz. Pijaków. Dziadek pił, wujek pił, rodzice pili rzadko, ale po alkoholu robili się agresywni i po prostu teraz boję się, gdy ktoś z otoczenia jest pijany. Do terapeuty nie poszłam, zakopałam, zignorowałam problem, bo odcięłam się od rodziny, ale warto by było odwiedzić specjalistę po tym, co zaszło.
Mianowicie mój chłopak – porządny, ułożony facet – po jednym z wieczorów z kumplami przyszedł jak nigdy całkowicie nawalony do domu. Co zrobiłam? Spanikowałam, a gdy próbował mnie przytulić, to wrzeszczałam tak, że sąsiadka przyszła i wygoniła chłopaka, myśląc, że ten coś mi zrobił. Udało mi się ją uspokoić, by ta nie poszła na policję, a chłopak spędził sobie noc na klatce.

Nie muszę mówić, że mi wstyd?

#S19bQ

Mam kochającego chłopaka, który mnie kocha nad życie. Tylko ze mną coś jest nie tak. Nie umiem się cieszyć z życia, że mam narzeczonego. To życie mnie dołuje, przy nim udaję, że wszystko jest OK. Nawet seks nie daje mi radości. Boję się każdego dnia, boję się ludzi. Wszystkiego dosłownie. Nawet nie mam z kim pogadać, kto mnie zrozumie...

#QPj7j

Moja homofobiczna rodzinka chciała poznać moją drugą połówkę, nie wiedząc jeszcze, że jestem gejem. Ponieważ udało mi się dostać się na studia, a mój chłopak wynajął mieszkanie, do którego się wprowadzimy, to postanowiłem, że nie będę dłużej ukrywał swojej orientacji.

Nadszedł wspaniały dzień. Miałem na wszelki wypadek spakowane walizki i dobry humor. Usiadłem do stołu z rodzicami i chwilę po rozpoczęciu kolacji powiedziałem dwa magiczne słowa. „Jestem gejem”. Ojciec się zakrztusił, mama siedzi zszokowana. Gdy ojcu udało się złapać oddech, zostałem uderzony w twarz, grzecznie poinformowany, że mam wypierdalać z jego domu, a potem najlepiej nie wracać.

Od tego zdarzenia minęło już kilka tygodni, a ojciec dalej się do mnie nie odezwał (i dobrze). Tylko mama czasami napisze, ale raczej w celach zapytania mnie, czy już wyzdrowiałem albo czy nie chcę udać się na terapię.

No cóż. Przynajmniej rodzina mojego chłopaka nas wspiera.

#YgGJB

Ojciec dał mi szlaban na komputer. Czemu piszę o tym wyznanie?
1. Za dwa tygodnie skończę 17 lat.
2. Używam ww. komputera praktycznie tylko do robienia ilustracji i fotomontaży na zamówienie.
3. Sama uzbierałam pieniądze i kupiłam komputer, a także tablet graficzny i wszystkie programy do rysowania.
4. I tak mam telefon, na którym jest internet, więc mogę do woli surfować w internecie, grać w głupie gierki i tracić czas.
5. Dostałam miesięczny szlaban, a do połowy przyszłego miesiąca muszę zrobić serię 20 fotomontaży, a także przetłumaczyć tekst opowiadania, na podstawie którego robię te prace, z rosyjskiego na polski i angielski i wkleić go pod ilustracje. Nie wspominając już o takim przygotowaniu tekstów, by wyglądały estetycznie.
6. Dostałam szlaban za to, że nie byłam przez jeden dzień w szkole. Co z tego, że miałam 38,5 stopni gorączki? Brat w tym czasie nie chodził do szkoły przez tydzień, bo mu się nie chciało. I może dalej siedzieć i grać u siebie po 6-7 godzin dziennie.
7. Przez głupie widzimisię ojca, mogę stracić równowartość 1500 złotych. Siedzę codziennie w szkole do 16:30, ostatni pociąg do domu mam o 21:50, więc pracując wieczorami np. w sklepie, zarobiłabym jedno wielkie gówno, nie wspominając o tym, że w domu nie może palić się światło po 22:00, więc nie starczyłoby mi czasu na naukę. Pracując zaś na komputerze, mogę zabrać się do pracy, kiedy tylko mam czas (albo nadwrażliwi rodzice zasną), robię to, co lubię, kompletuję portfolio, a czasem, jeśli nauczycielka grafiki jest w dobrym nastroju, mogę pokazać jej projekty, nad którymi pracuję i dostać dodatkowe oceny za aktywność.
8. Muszę do poniedziałku zrobić pastisz na grafikę. Jeśli go nie wykonam, albo dostanę jedynkę, albo będę zmuszona nie iść do szkoły. W obu przypadkach ojciec przedłuży mi szlaban.
I weź tu, człowieku, skończ szkołę z dobrymi wynikami i usamodzielnij się zaraz po osiemnastce...
Dodaj anonimowe wyznanie