Właśnie omyłkowo wysłałam do mojego nauczyciela SMS o treści "Czekam na Ciebie w wannie u Ciebie w mieszkaniu i jestem baaardzo napalona :*"...
Na następnych zajęciach spalę się ze wstydu :(
Opowiem wam o eksperymencie, który niedawno przeprowadziłem.
Na wstępie: mam 21 lat, jestem studentem i po rozstaniu próbowałem sobie kogoś znaleźć na tinderze. Gwoli ścisłości szukałem poważnej relacji, napisałem dość długie bio, dodałem zdjęcia bez filtrów. Mieszkam w dużej aglomeracji, profili młodych kobiet jest tu jakieś kilkanaście tysięcy. Oczywiście mam swój typ, ale nie patrzę jakoś przesadnie na wygląd - przewijałem w prawo właściwie wszystkie. Do każdej dziewczyny odnosiłem się z szacunkiem. Dodam jeszcze że mam 180+ cm, długie włosy bez zakoli, normalny wysunięty podbródek, szczupłą budowę ciała - generalnie żadnych cech stereotypowo kojarzonych z przegrywem.
Co mi dały te wszystkie starania? Większość lasek z którymi miałem parę nawet nie odpisała (po co przewijały w prawo?), a takie z którymi dało się chociaż pogadać o czymś ciekawym naprawdę mogę policzyć na palcach jednej ręki. Większość "rozmów" kończyła się po ich kilku jednowyrazowych odpowiedziach. Umówić się na zwykłą kawę graniczy z cudem, zresztą kiedyś już pisałem o tym wyznanie i spotkałem się w większości z hejtem, ziobro zaskoczenia.
Na początku roku uznałem że i tak nic z tego nie będzie, więc postanowiłem coś sprawdzić. Założyłem nowe konto, dałem sobie 12 lat więcej i wrzuciłem zdjęcia wysportowanego brodacza 10/10 na tle jakiejś willi. Wygenerowane przez AI i przycięte żeby nie było wpadek typu 6 palców. Mój opis brzmiał dokładnie tak: "Szorstki na początku, czuły przy bliższym poznaniu". Tym razem lajkowałem tylko dziewczyny które rzeczywiście mieszkały blisko.
Minął tydzień. Mam 132 pary (żadnej nie usuwałem, ale niektóre pewnie usunęły mnie). Oprócz tego 257 polubień bez żadnego boosta. Na tych 132 chatach 86 kobiet napisało jako pierwsze. Nie żadne "hej" tylko naprawdę się postarały. Reszcie wysyłałem najczęściej emotkę machania i odpisywały najdalej po dwóch godzinach. Niektóre odpuściły widząc że odpowiadam zdawkowo ale z większością wciąż piszę. Opowiadają mi o swoim dniu, co im się śniło, kto ich ostatnio wkurzył. Tak jakbyśmy się znali od dawna. Czasem napiszę coś lekko chamskiego, np. zasugeruję lasce że ten kolor włosów jest brzydki, albo że mogłaby częściej chodzić na siłownię. Tylko kilka razy spotkałem się z pretensjami albo równie chamską odpowiedzą. Na dzień dzisiejszy mam 28 propozycji spotkań na mieście, z czego 9 z wyraźnym podtekstem seksualnym. Oprócz tego 2 dziewczyny chcą ze mną iść na imprezy rodzinne i kłamać że od dawna jesteśmy razem (xd). Z ciekawości zghostowałem 5 randomowych lasek i 3 z nich próbowały dalej pisać.
Żeby nie było: piszę o tym tylko tu, nie udostępniam niczyich zdjęć. Za kilka dni kończę tę farsę. Wiem że Ameryki nie odkryłem, ale jednak trochę przykro. Spodziewam się potępienia, trudno pójdę do piekła.
Kiedy byłem jeszcze dzieckiem, miałem tendencję do przywiązywania się do różnych rzeczy. Pomyślicie sobie pewnie, że to całkowicie normalna sprawa. Niby racja, dopóki są to jakieś książki, zabawki... Ja przywiązywałem się do rzeczy, których nie mogłem mieć długo. Typu papierek po cukierku, kawałek waty, butelka szamponu itp. Z jakiegoś powodu 5-letniemu mnie ciężko było się z takimi rzeczami pożegnać.
Kiedyś jednak wyobraziłem sobie, że mogę przenosić „duszyczki” tych przedmiotów do innych, dłużej będących ze mną, lub tych samych nowszych. W ten sposób będą nas wiązały te same wspólne chwile i wspomnienia!
Kiedy tak teraz o tym sobie przypomniałem, myślę sobie, że to poniekąd genialny pomysł! Dzielę się tym z wami, bo może ktoś ma jak ja problem ze zbieractwem?
PS Piszę to wyznanie, słuchając muzyki z nowych słuchawek, z tymi samymi dobrymi chwilami, co ze starymi ;)
Moje dzieciństwo przypadało na lata 80., więc nie było internetu, smartfonów i Wujka Google. A ja byłam bardzo dociekliwym i żądnym wiedzy dzieckiem, zadającym setki pytań. Domownicy odganiali się ode mnie jak od natrętnej muchy, mówiąc: „nie wiem”, „bo tak już jest” czy „zapytaj w szkole”. Co więc robiłam jako pomysłowa 9-latka, która chciała wiedzieć, dlaczego ludzie mają różne kolory oczu albo co to jest miłość francuska? Brałam książkę telefoniczną i jak spodobało mi się czyjeś nazwisko, oryginalne imię albo adres zamieszkania, to dzwoniłam do tej osoby z moimi pytaniami. Reakcje były różne – często krótkie „pomyłka” i odkładanie słuchawki. Ale niektórzy wdawali się ze mną w dłuższe pogawędki. A niektórzy chcieli wyciągnąć ode mnie zbyt dużo szczegółów na mój temat – wtedy szybko odkładałam słuchawkę.
Do tej pory wiem o tym tylko ja i ludzie, do których wydzwaniałam. No i teraz Anonimowi.
Kompletnie nie wiem, co robić. Jestem w rozsypce.
Studiuję, mieszkam w jednym z większych miast. Na mój kierunek wymagany był egzamin praktyczny i do ostatnich chwil nie wiedziałem, czy jestem zakwalifikowany. Dostałem się i wynająłem pokój z kolegą w okazyjnej cenie. W jednym pokoju mieszkam z kolegą, w drugim mieszka dwudziestoletnia właścicielka mieszkania, która dostała je od rodziców. Jest ona, że tak to ujmę, odmienna – goli włosy jedynie na głowie, ubiera się specyficznie i prowadzi rygorystyczną dietę. Celowo doprowadza się do wychudzenia, aby zatuszować „cechy płciowe”. Wylewnie o tym opowiada. Nie pozwala nam jeść w swojej obecności, a jak zjemy, to zaczyna płakać i ma atak paniki. Prowadzi prywatne konto na Instagramie z nagimi zdjęciami, które bez skrępowania obrabia przy nas, sugestie skutkują długim wykładem o ruchu body positivity. Chodzi nago po mieszkaniu i kompletnie nie przejmuje się tym, że dla nas to krępujące. Kiedy jest deszcz, wychodzi tak na balkon, kładzie się na kaflach i leży. Mówi do różnych obiektów bardzo emocjonalnie, potrafi kłócić się z łóżkiem itp. Gdy przyszła do mnie koleżanka, ona potajemnie ukradła jej papierosy, a w ich miejsce włożyła do paczki ołówki z IKEI i starą gumę. Ostatnio zaprosiliśmy ziomka, gotowaliśmy coś i nagle przyszła, wzięła nasz garnek, postała chwilę i wylała wodę z garnka na ziemię. Po incydencie powiedziała kilka wyrwanych z kontekstu słów i poszła spać. Na korytarzu...
Takich dziwacznych zachowań jest dużo, dużo więcej. Jest tak dziwnie, że czasem nie chcemy wracać do mieszkania, a nie stać nas na inne. Boimy się o jej zdrowie, kiedyś zapytaliśmy ją o psychiatrę, a ona szybko zmieniła temat. Mieszkanie jest w świetnej cenie, ale najzwyczajniej w świecie czuję, że powoli sam wariuję. Kumpel tak samo. Długo tam nie wytrzymam.
Jestem onlyfansiarą. Zdecydowałam się napisać to wyznanie, bo od dłuższego czasu zauważam totalne niezrozumienie tematu i umniejszanie młodym dziewczynom z powodu ich pracy. Również na tej stronie wielokrotnie spotkałam się z hejtem, chociaż nie robię nic złego.
Przede wszystkim, nie jestem złodziejką. Ustalam cenę którą użytkownik dobrowolnie płaci. Średnio miesięcznie zarabiam więcej niż większość ludzi na etacie, jest to kontrowersyjne ale nie moja wina że firmy słabo płacą. Blame the game, not the player. Oprócz tego normalnie płacę podatki, teoretycznie pewnie mogłabym to ominąć ale nie chcę.
Wielu z was pewnie utożsamia tą pracę z sutenerstwem. Mam kontakt z dziewięcioma koleżankami po fachu, każda z nas robi to dobrowolnie. Być może gdyby koszty życia nie były tak wysokie, niektóre poszłyby do "normalnej pracy" ale nie stać nas na to. Wbrew niektórym opiniom nie czuję się "szmatą bez godności", na większości streamów siedzę w bikini i głównie odpowiadam na komentarze widzów. Serio, może akurat ja trafiam na specyficznych fanów, ale tylko niektórzy z nich chcą ode mnie czegoś więcej niż zdjęcia stóp. Oczywiście w ostateczności mogę odmówić, przecież jestem wolnym człowiekiem.
No i najważniejsze: ja traktuję tą pracę jak misję. Mam około 10000 subskrybentów, z czego streamy ogląda zwykle jakieś 2000. Oczywiście większość z nich to żonaci faceci po czterdziestce. Ale jest też grupa około 250 stałych bywalców którzy codziennie punktualnie o 20 odpalają stream i czekają na mnie żeby zacząć pisać komentarze. Tak, dobrze myślicie - to incele którzy w realnym życiu nie mają szans na żadną relację, bo są albo skrajnie brzydcy albo toksyczni a najczęściej jedno i drugie. I to nie jest mój wymysł, oni sami mi to mówią, tytułując mnie królową (xd) zwierzają mi się ze swoich problemów. Poza codziennymi streamami wysyłam oczywiście zdjęcia wszelkiego rodzaju, ale również prowadzę indywidualne rozmowy na których powtarzam takim ludziom że są wartościowi, że ich problemy są ważne i nie są sami na świecie. Oczywiście to kosztuje ale zawsze mam tłumy chętnych.
I teraz taka refleksja na koniec: gdyby nie ja to gdzie ci chłopacy dostaliby chociaż namiastkę bliskości? Nigdzie. Rozmowa ze mną jest droga ale i tak tańsza niż profesjonalna terapia. A większość z nich jest tak zradykalizowana że nawet gdyby jakaś kobieta ich pokochała to i tak traktowaliby ją jak przedmiot. Tylko mi ufają, w sumie nie wiem dlaczego, chociaż mówią mi że wyglądam trochę jak postać z anime (mam różowe włosy i delikatne rysy twarzy). Wiele razy słyszałam że rozmowa ze mną to ich sens życia, że gdyby nie ja to już nie mieliby nic do stracenia i zaczęliby gwa*cić randomowe kobiety. To tyle. Oczywiście czasem rozbieram się na żywo, ale większość mojej pracy to właśnie takie słuchanie ludzi.
Pod wpływem alkoholu napisałem długą wiadomość do mojej żony, że przepraszam, bo ponownie nawalony w trupa siedzę w jakimś barze.
Obudziłem się rano, skacowany poszedłem do kuchni, wyjąłem z lodówki resztkę wódki i nalałem sobie klina.
Przeczytałem tę wiadomość, którą wysłałem. Miała status nieodczytany.
Nieodczytany, bo moja żona nie żyła wtedy już od pół roku.
Po tej akcji poddałem się i poszedłem po pomoc, najpierw na odwyk, potem do szpitala dla osób z problemami psychicznymi.
Obecnie żyję. Funkcjonuję... I płaczę częściej niż kiedykolwiek.
Chciałam się podzielić moją historią i poradzić bo chodzi o miłość mojego życia. Mam 16 lat właściwie to 17 w grudniu i jestem zakochana jak jeszcze nigdy wcześniej.
Od początku: mam starszego kuzyna i on ma takiego kolegę który często do niego przychodzi, bo robią razem jakiś biznes zresztą nieważne nie znam się na tym. Generalnie mieszkamy z tym kuzynem w jednym dużym domu i z naszymi rodzicami, więc ja też często u niego jestem. No ale do rzeczy ten kolega, czyli Michał ma 32 lata i jest po prostu boski, zresztą dorabia sobie jako model więc to o czymś świadczy. No naprawdę ma prawie dwa metry wzrostu, muskulaturę, brodę, długie włosy i taki cudowny niski głos jak Fronczewski. Jak go pierwszy raz zobaczyłam to poczułam że to ten jedyny na całe życie.
No niestety jak on przychodzi to ja najczęściej jestem w szkole, chociaż ostatnio jak chorowałam to trochę pogadaliśmy. On mi opowiadał o swojej pracy - jest managerem w polskim oddziale TikToka, rozumiecie? Nie dość że prestiżowa praca to jeszcze w aplikacji której ja codziennie używam. To musi być przeznaczenie, na pewno widział moje filmiki. No i mówił że się przeprowadza do takiego apartamentowca niedaleko mnie - kolejny znak. I jeszcze pokazał mi swojego Lexusa i powiedział że jak zdam prawko to da mi się przejechać. Niby w żartach, ale to jakby sugestia że będziemy razem.
I tutaj niestety dochodzimy do smutnej części. Po tym co napisałam pewnie pomyśleliście że ja i Michał jesteśmy dla siebie stworzeni, niestety to bardziej skomplikowane. Dziś podsłuchałam jak rozmawiał z moim kuzynem że rozstał się ze swoją dziewczyną, no po prostu nie do wiary że ona go nie chciała skoro jest idealny. Ale pomyślałam że trudno - jak jest głupia to ja spróbuję szczęścia. Trochę się wstydziłam tak prosto w oczy mu mówić o moim uczuciu, zresztą ktoś nas mógł usłyszeć. Wieczorem napisałam do niego (bo mnie dodał do znajomych) i postarałam się, naprawdę zapewniłam go że pasujemy do siebie.
Wiecie co odpisał? Cytuję "Lubię Cię ale jesteś zdecydowanie za młoda. To nie byłby zdrowy związek - jesteśmy na różnych etapach życiowych i mógłbym Cię tym skrzywdzić. Ale jest wielu wartościowych chłopaków w Twoim wieku, na pewno kogoś znajdziesz". Cały wieczór przepłakałam, przecież mogło być tak pięknie a on nie chce. Nie rozumiem jego oporów, oczywiście wiem co to pe*ofilia ale przecież nie jestem już dzieckiem. Byłoby w pełni legalnie. A on jest o niebo lepszy od kogokolwiek w moim wieku, dużo bardziej dojrzały. Czuję że jestem skazana na samotność.
To wyznanie będzie może kontrowersyjne dla niektórych. Długo się zastanawiałam, czy je wrzucać, ale w sumie widziałam tu już gorsze rzeczy.
Słowem wstępu: mam 25 lat, niedawno skończyłam studia i pracuję jako kierowniczka w oddziale korporacji w moim mieście (typowe biuro). Mam pod sobą kilkanaście osób, głównie studentów, jestem sprawiedliwa, ale wymagająca i mimo młodego wieku wzbudzam respekt. Mam chłopaka rok młodszego, on też pracuje, ale zarabia mniej. Mogłoby się wydawać, że to ja w tym związku „noszę spodnie”.
Prawda jest taka, że oboje od lat siedzimy w klimatach BDSM. Jesteśmy razem już czwarty rok i mamy układ, w którym jestem mu całkowicie posłuszna. W domu chodzę na czworaka, służę mu za podnóżek, przynoszę jedzenie do łóżka... Mamy kilka „swoich” ról, gdzie przebieram się np. za sukę, uczennicę albo pokojówkę, ale też cały czas eksperymentujemy z czymś nowym. Nauczyłam się prawie przez cały dzień nosić korek analny, a po powrocie do domu on zakłada mi obrożę z jego inicjałami. Często jem i piję z psich misek. Oprócz tego on ma pełną swobodę w dymaniu mnie, nie musi pytać, tylko od razu mnie rozbiera. A jak mu się nie chce, to zamyka mnie na całą noc w klatce. No i dyscyplinowanie. Może mnie ukarać właściwie za wszystko, a nawet bez powodu. Ostatnio byłam kilkanaście minut bita za to, że polajkowałam zdjęcie kolegi. Do tego różne sztuczki z ciężarkami (mam piercing w miejscach intymnych). Oczywiście rzeczy typu klamerki na sutkach, kaganiec czy pas cnoty stale są u nas w użyciu.
Po tym wszystkim może wyjaśnię wątpliwości: tak, jestem traktowana jak szmata, ale dzieje się to za moją dobrowolną zgodą. Po prostu tak lubię i cieszę się, że znalazłam drugą połówką z takim samym podejściem. Oczywiście wprowadziliśmy słowo bezpieczeństwa i on zawsze je respektuje. Ograniczeniem w jego władzy jest to, że nie ma prawa mnie zdradzić – wierność jest dla nas obojga najważniejsza. Mamy też przerwy w naszej zabawie – jeżeli co najmniej jedno z nas uzna, że jest tym przytłoczone, wracamy na jakiś czas do zwykłego związku. On po „wyjściu z roli” jest naprawdę czuły i troskliwy, przytulamy się i rozmawiamy jak typowa para. Dla ciekawych: tak, próbowaliśmy „odwrócić” naszą relację, ale nie wyszło. Paradoksalnie w łóżku nie potrafię rozkazywać, chociaż w pracy radzę sobie świetnie.
No i najważniejsze – nie wynosimy naszych upodobań na ulicę. Jestem bita tak, żeby ewentualne ślady były zawsze pod ubraniem. Jak ktoś do nas przychodzi, chowamy wszystkie gadżety. Mówię o tym tylko tutaj, nawet nasi najbliżsi znajomi nie mają pojęcia, że żyjemy inaczej niż wszyscy.
Trzy lata temu mój ojciec po raz pierwszy podniósł rękę na mnie i na moją mamę. Był pod wpływem alkoholu. Zadzwoniłam na policję, żeby go zabrali. Myślałam, że wszyscy będą mówić, że dobrze zrobiłam, w końcu może coś zrozumie i otrząśnie się, ale niestety, pomyliłam się. Nie miałam u nikogo wsparcia, zostałam sama. Babcia zrobiła mi awanturę, dlaczego zadzwoniłam na policję, przecież on jest dobrym facetem, a ja jestem niewdzięczna. Mówiła mi też, że przyniosłam wstyd rodzinie, bo przyjechała policja, pewnie coś się stało i będą gadać.
Moja mama z kolei miała gdzieś to, czy będzie bita, poniżana, ważne, żeby mieć gdzie mieszkać i nie kłócić się z teściową (babcią).
W tamtym roku miałam już skończone 18 lat. Spokojnie siedziałam w swoim pokoju odcięta od tej „kochającej się” rodzinki, grałam w grę i rozmawiałam ze znajomymi. Nagle ojciec (pijany oczywiście) wpadł mi do pokoju i zaczął mnie obrażać. Zapytałam tylko, czy ma jakiś problem. Pierwsze co, to wykręcił mi rękę i uderzył z pięści w głowę. Kiedy się podnosiłam, dostałam jeszcze z pięści w twarz. W tym momencie dla mnie to był koniec. Spakowałam rzeczy do plecaka, wzięłam laptopa i sprawdziłam, że brakuje mi pieniędzy do biletu. Otworzyłam torebkę mamy i wzięłam 20 zł. Zapłakana pojechałam do mojego chłopaka.
Jakiś czas później o wszystkim dowiedziała się moja wychowawczyni ze szkoły i postanowiła, że ona rozwiąże tę sprawę.
I tak dzisiaj, po paru latach walki, mój ojciec jest na odwyku, a ja skończyłam szkołę z bardzo dobrymi wynikami oraz zdaną maturą. W przyszłym roku chciałabym w końcu złożyć papiery na studia i całkowicie odciąć się od przeszłości i nigdy więcej o tym nie wspominać.
Dodaj anonimowe wyznanie