#uXzfr

Jedyny koncert podczas trasy w Polsce. Dostałem bilet 1,5 miesiąca wcześniej. W dniu koncertu chciałem pochwalić się biletem na Snapchacie. Trzy godziny przed wyjściem na koncert zacząłem szukać. Dupa, nie ma. Sprawdziłem wszędzie – nic. Przypomniałem sobie, że kilka dni wcześniej szukałem czegoś i znalazłem bilet. Odłożyłem go na biurko i pomieszałem pewnie z dokumentami do śmieci i wyrzuciłem... Usiadłem w pokoju i zacząłem płakać.
Na koncert szedł także mój tata, brat, chrzestna i jej chłopak. Mój ośmioletni brat zobaczył, że siedzę i ryczę, i poszedł do rodziców. Powiedział im, że widzi, jak mi zależy i on nie musi iść, żebym ja mógł zobaczyć koncert, na którym mi tak zależało.
No i poszedłem. Koncert wspaniały, muzycy zajebiści. Bratu było smutno, ale widział, jak jestem szczęśliwy i sam się cieszył.
Kocham Cię, Brat <3

#LRZgZ

Pracuję po 12 godzin dziennie. Wyrabiam w miesiącu tyle godzin, co osoby pracujące po 8 godzin. Po prostu częściej mam dni wolne. W ciągu tych 12 godzin mam 20 minut przerwy. Ostatnio doczytałam się w firmowych papierach, że „pracownikowi przysługuje 20-minutowa przerwa śniadaniowa i jedna przerwa papierosowa”. Zaczęłam się przyglądać innym pracownikom i doszłam do wniosku, że tych przerw papierosowych jest zdecydowanie więcej niż jedna. I oczywiście mnie nie dotyczą, bo nie palę.

Wczoraj uznałam, że śniadanko nie było dość sycące i poszłam do kierowniczki z prośbą o wyjście na chwilę. Skoro pracownikowi druga przerwa przysługuje, to co stoi na przeszkodzie, żebym sobie w tym czasie kupiła batonika w automacie? Na przerwie śniadaniowej też nikt nie wymaga ode mnie, żebym jadła śniadanie – pomyślałam. Kierowniczka wybuchnęła śmiechem i kazała mi wracać do pracy, bo przecież wie, że nie palę i ją to g* obchodzi, czy właśnie dzisiaj zaczęłam palić, czy nie.

Cóż... jutro będzie trzeba się zgłosić do wyższej instancji, bo chociaż pracuję dłużej od innych, to wcale nie dostaję większej pensji.

#BSXVt

Jestem w zaawansowanej ciąży. Widać ją z daleka, bo kobieta ze mnie ogólnie drobna, a brzuch naprawdę spory i widoczny pomimo zimowej kurki. Poszłam na pocztę wysłać zwolnienie do pracy. Z góry zaznaczam, że nie jestem żadną powaloną matką Polką i nie domagam się szczególnego traktowania. Ale jak ktoś mi ustąpi miejsca, to uważam to za miły gest i korzystam.
No więc stanęłam w kolejce, przede mną kobieta już obsługiwana i za nią trzech mężczyzn. Za mną stanął kolejny. Nie miałam koperty, wiec wyszłam na chwilę z kolejki, podeszłam do okienka, poprosiłam o kopertę i chciałam wrócić na swoje miejsce. Ale nie... Pan, który stał za mną, przesunął się dość wymownie do przodu.
– Przepraszam, ale stałam tutaj, wyszłam tylko na chwilę i chciałabym wrócić na swoje miejsce.
– Jak sama pani powiedziała, wyszła pani. Więc teraz musi pani stanąć na końcu kolejki.
Szczęka mi opadła, ale nie chciało mi się kłócić z panem. OK, my bad, nie poinformowałam pana, że znikam z kolejki na trzy sekundy. Liczyłam na odrobinę życzliwości, ale co zrobić. Stanęłam na końcu, miałam ze sobą teczkę do podparcia, wiec w tej kolejce wypisuję kopertę. Skończyłam pisać, pan w okienku skończył obsługiwać panią, podchodzi kolejna osoba, a pan „pocztowy” na to:
– Nie, nie. Panią w ciąży poproszę teraz.

Uśmiechnęłam się pod nosem, karma to suka :)

#LgDuT

Kojarzycie takie wyrażenie, jak „second hand embarrassment”? To przykre uczucie, które można by nazwać zażenowaniem w czyimś imieniu. Na przykład, kiedy komuś przydarzy się coś tak bardzo przykrego, że nawet my, osoby stojące z boku, czujemy wstyd. Raz w życiu miałem taką sytuację. Było to trzy lata temu, gdy pracowałem jeszcze w dużej korporacji. Miałem tam kilku znajomych, wśród których był Patryk – przemiły, nieco fajtłapowaty miłośnik nowej technologii (a przy okazji bajek anime i komiksów). Chłopak ten co rusz montował w swoim domu jakieś nowe udogodnienia. Raz był to czujnik ruchu, innym razem gadająca lodówka czy odkurzacz typu Rumba, który to regularnie klinował się między nogami od krzeseł.

Pewnego dnia Patryk przyszedł do firmy i oznajmił, że założył pełny monitoring swojej chaty. „Odtąd będąc na urlopie, w każdej chwili, za pomocą komórki, mogę podejrzeć, co się dzieje w moim domu! Zobaczcie sami” – rzekł Patryk, a następnie odpalił aplikację w swoim smartfonie i rozpoczął demonstrację, podczas gdy wokół jego biurka gromadziło się coraz więcej pracowników naszego działu. „O, tutaj na przykład widzimy przedpokój, a tutaj mamy widoczek na salon... Wybaczcie bałagan, żona przed pracą zawsze zostawia mi taki burdel. A teraz, cyk i widzimy mój pokój. No i na koniec jeszcze sypialnia…” – to mówiąc, przesunął palcem po wyświetlaczu, a oczom naszej kilkunastoosobowej grupy ukazało się łóżko, na którym pulchna pani „bawiła się” z jakimś długowłosym brodaczem. Patryk z wrzaskiem wyłączył komórkę i wybiegł z biura.
To był ostatni dzień, kiedy go widzieliśmy. Nie odbierał telefonów od nas ani nie odpisywał na maile. Zniknął bez śladu.

Chłopie, jeśli to czytasz, to wiedz, że jesteśmy z Tobą całym sercem i mamy szczerą nadzieję, że Twoją – pewnie byłą już – małżonkę dopadła karma!

#MbJIE

Pewnej niedzieli byliśmy z rodziną w kościele. Miałem wtedy około 6 lat i wierzyłem w kosmitów. Jako że w moim kościele była tradycja, że na dziecięcej mszy każde dziecko może powiedzieć do mikrofonu do 500 wiernych intencję, o co się modli, mały ja też się zgłosiłem. Mama mi pozwoliła, więc podszedłem do ołtarza, ksiądz podaje mi mikrofon, a ja mówię: „Chciałbym się pomodlić za kosmitów...”.
Ludzie w kościele wybuchnęli śmiechem, a ksiądz tylko zapytał, czy znam jakiegoś kosmitę.

Od tamtej pory nie mogłem bez powiedzenia mamie, co chcę powiedzieć, podchodzić do jakiegokolwiek mikrofonu :)

#wa17U

Miałam chyba 14, może 15 lat. Wybrałam się do mojej przyjaciółki, gdzie objadłyśmy się chipsami i opiłyśmy colą. Okropnie się opchałyśmy. Gdy stwierdziłam, że czas wracać, przyjaciółka postanowiła odprowadzić mnie do domu. W pewnym momencie, jak grom z jasnego nieba, bez wcześniejszego ostrzeżenia, po prostu rzuciłam największym pawiem swojego życia. Z ogromnym ciśnieniem wyleciało ze mnie wszystko, co spożyłyśmy wcześniej. Jedyne co zdążyłam zrobić, to obrócić się tyłem do przyjaciółki i narzygać prosto na furtkę największej plotkary we wsi — ciotki mojej przyjaciółki. Zamiast jakoś to ogarnąć i zmyć, po prostu dałyśmy drapaka.

Po kilku tygodniach przyjaciółka słyszała, jak jej ciotka opowiada na urodzinach, że jakiś żul musiał obspawać jej wejście na plac i z jakim obrzydzeniem to sprzątała. Do dziś, choć minęło już ponad 10 lat, wstyd mi, gdy przechodzę koło tej nieszczęsnej furtki.

#kk1nP

Zawsze jak gdzieś wyjeżdżam w dalszą podróż, to sprzątam perfekcyjnie swój pokój. Wszystko tylko dlatego, że jakbym miała jakiś wypadek albo coś by się stało i policja przyszłaby do mnie do domu, żeby sprawdzić moje rzeczy, to żeby rodzice nie musieli się za mnie wstydzić, że zostawiłam syf.

#LDRGe

Jestem normalnym facetem, który po prostu kocha osobę tej samej płci. Otaczam się wieloma kobietami, mam przyjaciółkę, którą kocham jak siostrę. Wie o mnie wszystko i ja o niej również. 
Ostatnio miałem spinę z jej mężem. Nie mogła spać w nocy, więc zaproponowała mi, abym wpadł do niej na nocne pogaduchy przy winie. Troszkę się zasiedziałem i wychodząc rano z jej domu, w drzwiach zderzyłem się z jej mężem. On do tamtej pory nie wiedział o tym, że jestem gejem. Ratując siebie i jego żonę, musiałem mu wyznać prawdę. Nie uwierzył, dopóki nie pokazałem mu zdjęć ze swoim partnerem. Teraz patrzy na mnie dziwnym wzrokiem i ciągle, gdy się mijamy, to mi mruga okiem albo wali jakimiś podtekstami. Nie wiem, co mam o tym myśleć.

#VZDA4

Środek lata, upał, gorąco, skwar, żar i kamieni kupa. Kupiłem sobie loda i poszedłem zjeść na ławce w parku. Kątem oka zobaczyłem, że kawałek spadł mi na spodnie, więc lekko wkurzony szybko wziąłem to na palec i oblizałem, wiadomo, żeby nie było plamy za dużej.
Okazało się, że na spodniach i tak by nie było plamy od loda, bo to nie z loda mi kapnęło, tylko ptak mi nasrał.

#KWyPT

Jestem raczej zwyczajną, dwudziestoletnią dziewczyną. Ze związkami raz lepiej, raz gorzej, libido chyba w normie — ani nie jestem na tym punkcie ześwirowana, ani nie jest zerowe. Jestem też heteroseksualna. Nie mam co do tego wątpliwości, bo najzwyczajniej w świecie podoba mi się masa facetów i odczuwam przyjemność z pocałunków, pieszczot itp. Ale brzydzą mnie męskie genitalia. Po prostu — tylko genitalia. Unikam więc seksu z facetami całkowicie. Oralnego też, no bo przecież przyjemność należy odwzajemnić, a tego bym nie mogła.

Przepraszam, panowie. To nie jest tak, że ja mam silne moralne zasady i chcę czekać do ślubu lub na tego jedynego, albo że mi się nie podobacie. Właściwie to nie wiem, co to jest.
Dodaj anonimowe wyznanie