#KqiOz
Obudziłem się rano, skacowany poszedłem do kuchni, wyjąłem z lodówki resztkę wódki i nalałem sobie klina.
Przeczytałem tę wiadomość, którą wysłałem. Miała status nieodczytany.
Nieodczytany, bo moja żona nie żyła wtedy już od pół roku.
Po tej akcji poddałem się i poszedłem po pomoc, najpierw na odwyk, potem do szpitala dla osób z problemami psychicznymi.
Obecnie żyję. Funkcjonuję... I płaczę częściej niż kiedykolwiek.
Płacz, ze łzami odchodzi część bólu, czas uleczy rany, ale blizny niestety pozostaną. Pociesz się jednak, że z bliznami da się żyć.
Gratuluję decyzji o odwyku - wytrwaj w tym postanowieniu.
Ciężko jest znosić taka rzeczywistość na trzeźwo, wielu ludzi nawet bez większych problemów w to ucieka, państwo i media w tym nie pomagają. Cytując klasyka: "trudno jest mówić nie, gdy inni mówią tak". Ale da się i warto, może autor znajdzie jakiś cel w życiu, może w jakimś wolontariacie, może w oddawaniu krwi, ale cel też umie skutecznie leczyć uczucie nihilizmu
Podjąłeś dobrą decyzję z odwykiem i szpitalem. Mam nadzieję, że nadal masz dostęp do fachowej pomocy. Wszystkiego dobrego!
Alkohol i inne uzależnienia zagłuszają problemy (chwilowo i ich nie eliminują). Nic dziwnego, że teraz płaczesz często.