#I03Oa

Kiedy byłem jeszcze dzieckiem, miałem tendencję do przywiązywania się do różnych rzeczy. Pomyślicie sobie pewnie, że to całkowicie normalna sprawa. Niby racja, dopóki są to jakieś książki, zabawki... Ja przywiązywałem się do rzeczy, których nie mogłem mieć długo. Typu papierek po cukierku, kawałek waty, butelka szamponu itp. Z jakiegoś powodu 5-letniemu mnie ciężko było się z takimi rzeczami pożegnać.

Kiedyś jednak wyobraziłem sobie, że mogę przenosić „duszyczki” tych przedmiotów do innych, dłużej będących ze mną, lub tych samych nowszych. W ten sposób będą nas wiązały te same wspólne chwile i wspomnienia!

Kiedy tak teraz o tym sobie przypomniałem, myślę sobie, że to poniekąd genialny pomysł! Dzielę się tym z wami, bo może ktoś ma jak ja problem ze zbieractwem?

PS Piszę to wyznanie, słuchając muzyki z nowych słuchawek, z tymi samymi dobrymi chwilami, co ze starymi ;)
Postac Odpowiedz

A jak to wytłumaczyć dziecku? Nie wierzę, więc pojęcie „ duszy” u nas nie funkcjonuje.
Moje dziecko w podobnym wieku żegna się z każdym papierkiem po cukierku, patyczkiem po lizaku i inną tego typu rzeczą. Widać, że przeżywa to rozstanie. Chciałabym znaleźć jakiś sposób, żeby dziecku było łatwiej pozbywać się niepotrzebnych rzeczy.

Shido

Nie wyrzuca tych rzeczy tylko wypuszcza je w ich własną przygodę gdzie będą mogły zwiedzać świat. Zrób jakieś fotoszopy zdjęć w stylu "selfie z wakacji" np. patyczek po lodach na tropikalnej plaży, papierek po cukierku zwiedza muzeum - itp. dziwne rzeczy w dziwnych lokalizacjach. Może z czasem uzna że faktycznie wysyła je w podróż zamiast wyrzucać i będzie chętniej wyrzucał rzeczy (przynajmniej dopóki nie będzie chciał wysłać portfela rodziców na wycieczkę :D )

Postac

Genialne!

Nowiencjestem

Ciekawe czy z ludźmi też to funkcjonuje.

MaryL2

Dzieciństwo to okres, gdzie człowiek chłonie wiedzę. A wy chcecie zrobić tak, żeby dziecko łatwiej do czegoś przekonać, żeby nie marudziło i tyle. Nie kłamcie aż tak, nie fabrykujcie zdjęć. Potem dziecko ma dysonans poznawczy, miesza sobie w głowie. Próbuje wytłumaczyć rzeczy, których się nie da wytłumaczyć. Robi z siebie idiote w szkole. To jest zabawne, że wiara, z którą funkcjonujemy od lat jest uważana za dziecinną (te pogardliwe teksty o dziadku w niebie), „my takich bajek dzieciom nie opowiadamy”, ale wkręcanie dziecku, że patyczek jedzie na wakacje pod palmami to już ok tłumaczenie świata.

Ja mówię dzieciom historie czasem tajemnicze i fikcyjne, ale jednak będące jakąś alegorią rzeczywistości. Np jak powiem „kucyki za tobą tęsknią” albo „będą płakać jak coś tam zrobisz” - jest to fikcja w pewnym sensie, ale opisująca rzeczywistość - zwierzęta przywiązują się do ludzi, cierpią itd.

Dodaj anonimowe wyznanie