Z życia przegrywa.
Dziewczyna zerwała ze mną przez SMS-a. Wiadomość zakończyła tekstem: „Miłego weak endu”.
W sedno.
Od dłuższego czasu zbierałem się by dodać moją historię i w końcu zdecydowałem. Muszę to z siebie wyrzucić, choć jest mi trudno... Poza tym wiem, że "de mortuis aut bene aut nihil".
Pamiętacie może szanowni użytkownicy znanego psychologa A. S. i oskarżenia go o pedofilię? Otóż byłem jego pacjentem jako małoletni (około 9-10 lat) szczyl. Czemu? Aż do 17 lat miałem problem z moczeniem nocnym. Było to strasznie trudne i upierdliwe, zwłaszcza dla moich rodziców. Musieli straszną gehennę ze mną przechodzić (wyobraźcie sobie wszelkie wyjazdy, wycieczki itd., a nawet w domu codzienne pranie). Byli już tak zdesperowani, że chwytali się wszelkich sposobów (bioenergoterapeuci, akupunktura itd., itp.). Tak trafiłem do gabinetu ww. pana.
Oprócz próby spłycenia mojego snu (przez cały rok wieczorem piłem mocną kawę, czasami nawet dwie - do tej pory kawy nie znoszę), postanowił jeszcze zająć się mymi dolnymi partiami ciała. Otóż pod pretekstem, że jestem w grupie wysokiego ryzyka wystąpienia stulejki, na każdej wizycie przez parę minut mnie tam obłapiał. Było to dla mnie szalenie krępujące i dziwne. Rodzicom nigdy o tym nie powiedziałem. Sam nie umiem wytłumaczyć dlaczego. Czy to przez autorytet, jakim się cieszyli wtedy lekarze i ogólnie dorośli w oczach małego dziecka? Czy przez zwykły wstyd? Nie wiem...
Dziś mam ponad 40 lat i chociaż nie odczuwam może jakieś traumy z tym związanej, to mam małe wyrzuty sumienia... Może gdybym wtedy poskarżył się, nie skrzywdziłby innych dzieci?
P. S.
Tak, wiem, że w procesie nie przyznał się do winy, ale sądząc po tym czego doświadczyłem - był winny.
Kiedyś było tu wyznanie, że ktoś chce wynająć mieszkanie i miał z tym problemy. Ja stoję po drugiej stronie. Jest to mały dom obok mojego. Mój ma ok.100m2, a tamten ok. 50m2. Ze względu na to, że jest jeden licznik mają stałą opłatę za wszystko i nic nie dopłacają.
1. Młode małżeństwo z dzieckiem, niby wszystko super, ale po dwóch miesiącach przychodzi mi rachunek za prąd i z 150 zł urósł do 800 zł! Pytam się ich JAK? Oni nie wiedzą. Dziewczyna pracowała w restauracji i jak się później okazało piekła ciasta do pracy.
2. Kolejna młoda para z dwójką dzieci. Jedno bardzo małe, więc siedziało w domu, a drugie w wieku szkolnym cały czas chodziło po podwórku i pytało o różne rzeczy. Kiedy ja pytałam dlaczego nie jest w szkole (gdy powinno), to odpowiedź zawsze była: "bo mamusia zaspała". Później się okazało, że matka tak piła, że nie wstawała, żeby dziecko zaprowadzić do szkoły, a nawet, żeby dać im jeść. Dzieci jadły głównie słodycze. Ojciec pracował w delegacji i jak przyjeżdżał na weekend to zostawiał jakieś pieniądze (matka na alko miała zawsze).
3. Samotny Pan, który rozszedł się z partnerką. Na początku wszystko super, dopóki nie musiałam słuchać całymi dniami co gotuje i w jaki sposób i nie weszłam tam po coś do domu (z nim oczywiście). Bałagan to mało powiedziane, od kilku miesięcy niemyte podłogi, łazienka, wszystko się klei - no ale w końcu on tam mieszka nie ja, więc jak dba tak ma. Ale ostatnio zaczął mi po podwórku chować jakieś worki za krzewami! Jak mu coś wspomniałam to wziął je (leciała z nich woda) i schował do samochodu. Nie chcę wiedzieć co w nich było.
Wstydzę się tego, że mając 20 lat, nadal jestem dziewicą.
Moja matka uważa mnie za swoją największą porażkę i twierdzi, że okrywam ją hańbą. A dlaczego?
Ponieważ JA jako pani ze stolicy województwa, jej CÓRKA zrobiłam coś niewybaczalnego... Wyszłam za rolnika, mieszkam na wsi i jestem szczęśliwa :)
Dlatego bratu już zaplanowała przyszłość, wybrane towarzystwo, przymusowe studia medyczne, bo to musi być lekarz, a najlepiej w stolicy! Coby dużo zarabiał!
No cóż, plan się chyba troszkę nie udał, bo brat mi wyznał, że pragnie otworzyć dom pogrzebowy...
No to się mamusia zdziwi. Już czekam, żeby zobaczyć jej minę - z córki, przyszłej pani prawnik, wyszła żona rolnika, a z lekarza grabarz :P
Przeglądałem w internecie e-papierosy, kiedy w miejscu przeznaczonym na reklamę zobaczyłem odnośnik do zbiórki na leczenie dziecka z podpisem „Rak mnie zabija”.
Potraktowałem to jako znak.
To wyznanie jest skierowane do wszystkich w toksycznych związkach, właśnie skończyłam jeden i chcę o tym opowiedzieć.
Mojego ex poznałam prawie 3 lata temu i zaczęło się naprawdę fajnie, na początku był czuły, troskliwy. Szybko się zakochałam, jak nigdy. Uzależniłam się emocjonalnie.
Ostatnie dwa lata to jednak było piekło. Zaczęły się krzyki, wyzwiska (od idiotek, s*k, sz**t, k***w itd.), ciągłe zrywanie, wracanie, szperanie mi w wiadomościach i odsuwanie mnie od przyjaciół gdy mówili mi coś negatywnego na jego temat.
W końcu zostałam sama, miałam tylko jego. Jeśli akurat rozmawialiśmy robił mi też przykrość "żartami" o innych, ze mnie, przeglądał sobie zdjęcia innych i jedne nawet zapisał "ślicznaaaaa" (było widać kawałek piersi).
Zresztą był taki też w stosunku do swojej babci, z którą mieszka (w sensie wyzwiska i inne niemiłe rzeczy).
Nie wiem ile łez wylałam przez to wszystko, ale bardzo dużo.
Jeżeli jesteś w toksycznym związku to musisz to skończyć, nic się nie zmieni. Mam nadzieję, że pomogę tym wyznaniem osobom, które są w podobnej sytuacji.
Zniszczyło mnie to strasznie i nawet nie mam z kim o tym porozmawiać.
Mój tata miał marzenie. Mieć tyle dzieci, ile liter w jego imieniu, i aby każde miało imię na kolejną literkę jego imienia. W.O.J.C.I.E.C.H.
Jestem najstarsza, więc dostałam imię na literkę W (Wiktoria), potem jest Olaf, Jadzia, Czarek, Iza, Ela, Celina, Hania.
Tata szczęśliwy :)
Historia z dnia dzisiejszego.
Piękna pogoda, ptaszki ćwierkają, a ja drałuję sobie obłożona torbami przez centrum miasta, z którego lepiej uciekać - Sosnowiec. W ręce smycz, przy nodze mój czworonożny przyjaciel.
Docieramy do dworca (poza autobusem do Katowic to chyba jedyna forma ucieczki z tego zaścianka), czas kupić bilet. Podchodzę do kasy, kulturalnie proszę o bilet dla mnie i pieska rasy nijakiej. Już mam zamiar płacić, ale nie, nie tak szybko!
Karta odmawia współpracy. Próbuje drugi raz zapłacić. Niet! Próbuje pani kasjerka. Niet! Gotówki nie widziałam od miesiąca, jak nie dłużej. Zrezygnowana siadam wejściem na peron w celu sprawdzenia co poszło nie tak. Wtedy, pojawia się ON! Mój zbawiciel, z pytaniem ile brakuje mi do biletu. Odpowiadam grzecznie, że karta odmawia i podaję cenę biletu, która wynosiła poniżej pięciu złotych z racji tego, że jechałam tylko do sąsiedniego miasta.
Szanowny pan uratował mi życie, kupując nieszczęsny bilet. Na koniec, gdy wylewałam przed nim swoją wdzięczność, stwierdził tylko "Trzeba sobie pomagać" i odszedł w kierunku sąsiedniego peronu.
Dzięki temu panu dotarłam do domu pociągiem, którym zamierzałam jechać od początku. Jeśli Pan to czyta, to naprawdę bardzo dziękuję, jeszcze raz!
Miałam w podstawówce koleżankę, która śmiała się z innych dzieci, że one nie są adoptowane. Kiedyś spytałam, o co w ogóle jej chodzi, na co odpowiedziała, że "bo moi rodzice mnie wybrali, a was nie i dostali to co było!". Miałam po tym doła chyba na pół życia...
Dodaj anonimowe wyznanie