#34Mrk

Moje dzieciństwo przypadało na lata 80., więc nie było internetu, smartfonów i Wujka Google. A ja byłam bardzo dociekliwym i żądnym wiedzy dzieckiem, zadającym setki pytań. Domownicy odganiali się ode mnie jak od natrętnej muchy, mówiąc: „nie wiem”, „bo tak już jest” czy „zapytaj w szkole”. Co więc robiłam jako pomysłowa 9-latka, która chciała wiedzieć, dlaczego ludzie mają różne kolory oczu albo co to jest miłość francuska? Brałam książkę telefoniczną i jak spodobało mi się czyjeś nazwisko, oryginalne imię albo adres zamieszkania, to dzwoniłam do tej osoby z moimi pytaniami. Reakcje były różne – często krótkie „pomyłka” i odkładanie słuchawki. Ale niektórzy wdawali się ze mną w dłuższe pogawędki. A niektórzy chcieli wyciągnąć ode mnie zbyt dużo szczegółów na mój temat – wtedy szybko odkładałam słuchawkę. 
Do tej pory wiem o tym tylko ja i ludzie, do których wydzwaniałam. No i teraz Anonimowi.
Postac Odpowiedz

A rodziców nie dziwił rachunek za telefon?

Nocturno

Dzikie stawki za telefon i rachunki grozy zaczęły się w latach 90-tych. W PRL-u rachunki telefoniczne były dość niskie. Zwłaszcza za rozmowy "miejscowe". Problemem była dostępność telefonów

Livarot Odpowiedz

Taak. Zapytaj w szkole co to jest miłość francuska. Może jeszcze katechetki. A ludzie o oryginalnych nazwiskach jeśli nie zastrzegli numeru na ogół byli przyzwyczajeni do dziwnych telefonów. U nas był kolega Tomasz Odpadło i ciągle ktoś dzwonił i pytał co mu odpadło. Kiedy w pracy jedna koleżanka tak zapytała nie wytrzymał i sobie zmienił.

HansVanDanz Odpowiedz

Miałem podobnie, tyle że czytałem "po prostu" książki, atlasy i encyklopedie.
To lepsze nawet niż google 🙂

Dodaj anonimowe wyznanie