#CIC6I
Euforia euforią, miłość miłością, ale nie mogę przeboleć jednej rzeczy. On za każdym razem, gdy idzie za potrzebą... zostawia otwarte drzwi. Zawsze.
Zwróciłam mu uwagę, a on stwierdził, że "jesteśmy jak dwie połówki pomarańczy, otworzył się przede mną jak te otwarte drzwi i nie ma zamiaru ich zamykać".
No cóż, przyszło mi poślubić zasranego romantyka.
#58H4M
Mieliśmy takie jedno nasze ulubione miejsce, gdzie spuszczałem Alcesta ze smyczy, a on ganiał za wiewiórkami, tarzał się w liściach i latał z wywalonym ozorem. Podczas jednego z takich wyjść podeszła do mnie bardzo ładna dziewczyna. Powiedziała, że już któryś raz mnie tam widziała i ciekawa była kim jestem. Gadka zaczęła się kleić. Mimo to w środku powtarzałem sobie „Nie zrób niczego głupiego, nie zrób niczego głupiego...”. Gadaliśmy sobie jakieś dziesięć minut. To chyba najdłuższy czas rozmowy z przedstawicielką płci pięknej, jaki odbyłem od wielu lat…
I wtedy zjawił się Alcest wytarzany w gównie z kawałkiem papieru toaletowego przyklejonym do ogona. Przyjaźnie otarł się o nogę mojej uroczej rozmówczyni. Niezręczność tej sytuacji sparaliżowała mnie niczym czar petryfikacji rzucony przez potężnego maga. Zanim niewiasta zdążyła zareagować, Alcest uznał, że w sumie to dobry moment na amory i rzucił się do ordynarnego posuwania jej łydki.
Po chwili byłem już sam ze śmierdzącym, ale bardzo zadowolonym z siebie Alcestem. Dziewczyna momentalnie rozpłynęła się, a wraz nią moje szanse na podryw.
#NpbdY
#06nu0
#l0rN0
- Czy chce pani zobaczyć moją sowę?
Polonistka, żeby niewinnie wybrnąć z sytuacji i żeby zachować ładny język polonistyczny odpowiedziała:
- Nie chcę oglądać twojego ptaka.
Cała klasa nie mogła powstrzymać się od śmiechu :)
#PNXpd
#TYFs6
Nie chcę pisać tutaj epopei, postaram się więc nakreślić sytuacje zwięźle i w miarę możliwości - przejrzyście.
Mam 26 lat i nie jestem pewna, czy moja rodzina i partner to osoby, które kocham nad życie, czy też osoby, o które bardzo się troszczę, którym mocno współczuję, za których jestem w moim odczuciu odpowiedzialna i tym samym - przywiązana jak pies.
Wychowałam się w szanowanej rodzinie pełnej wykształconych ludzi znanych z dobrego serca i serdeczności. Byłam złotym dzieckiem, grzecznym, kochanym, zdolnym i pracowitym. Zawsze dbałam o to, żeby wszyscy byli szczęśliwi i dumni.
W wieku 22 lat wylądowałam na oddziale zdrowia psychicznego (z depresją, myślami samobójczymi, nerwicą, zaburzeniami odżywiania), po tym jak przez kilka dni z rzędu nie mogłam wstać z łóżka, na którym zwyczajnie wegetowałam.
Terapia była niesamowicie trudna, ale też bardzo wyzwalająca. Pokazała mi jak rezygnuję z siebie dla innych, że jestem wiecznie zestresowana tym, że ktoś kogo kocham, zostawi mnie bo nie zrobię czegoś, czego ta osoba chcę. Zaczęłam sobie uświadamiać, że jestem takim złotym dzieckiem na skutek szantażu emocjonalnego. Doszło do tego, że nie byłam w stanie zerwać z chłopakiem, przez którego prawie się pocięłam, bo ciągle mówił o tym, jak to sobie zrobi krzywdę. I jak moja rodzina go dopingowała, że no taki on biedny, taki biedny, a tak mnie kocha. Zobaczyłam, jak wiecznie usprawiedliwiałam toksyczne zachowania najbliższych, ze względu na ich własne trudne, życiowe doświadczenia.
Ale ciągle bardzo kocham moich najbliższych. Wiele rzeczy między nami się zmieniło, udało mi się wyegzekwować niektóre granice. Wyprowadziłam się do Szwecji, i to odcięcie dobrze na mnie wpłynęło.
Tylko, że ciągle mają nade mną władzę. Nie umiem rozegrać wielu spraw, tak abym czuła się z tym dobrze. Raz spróbowałam, słowa, które wówczas padły do dziś sprawiają, że drętwieję, a do oczu napływają mi łzy. Ta osoba dokładnie wiedziała, gdzie uderzyć. A ja? Nie wyobrażam sobie skrzywdzić w taki sposób nikogo, zwłaszcza kogoś tak bliskiego.
Moi partnerzy byli najpierw manipulującymi dupkami, od czasów terapii wybierałam dużo lepiej. Ale zawsze były to osoby po przejściach (o czym same nie raz nie wiedziały, wychodziło to w czasie rozmów).
Nie wiem czy do końca rozumiem jak działa miłość. Martwię się o nich, troszczę, gdy nie odbierają/nie odpisują, oblewa mnie zimny pot bo albo ta osoba jest na mnie zła i daje mi to odczuć, a może leży nieprzytomna, a ja nie mogę jej pomóc. Okazuje się, że ktoś nie słyszał telefonu i tyle, wszystko jest ok.
Chcę żeby byli szczęśliwi, staram się pomagać i wspierać na każdym polu. Pocieszam, motywuję, doceniam.
Kocham? Tak.
Czy tak powinna wyglądać zdrowa miłość?
Nie wiem.
#2Xl2p
Kiedy już wyskoczyłam do wody, to poczułam potworny ból brzucha... "Albo się zesram w wodzie, albo utopię z bólu" - pomyślałam. Tak... Zesrałam się do jeziora.
Najgorsze jest to, że ta kupa dryfowała na powierzchni skąpana światłem słońca. Kiedy koleżanka to zobaczyła, wkręciłam jej, że to pewnie facet, który w tym samym czasie pływał kajakiem po jeziorze.
Wieść o pływającej kupie rozniosła się bardzo szybko i wszyscy obwiniali tego biednego pana, wyzywając go od oblechów. Żodyn nie wie, że to ja... Żodyn.