Namawiałam mojego chłopaka, żebyśmy obejrzeli razem pewien serial, w którym był wątek o gejach. Cały czas mówiłam przy nim jak słodcy i seksowni są ci dwaj razem i jak cudownie wygląda ich związek.
Kilka tygodni później mój były już chłopak powiedział mi, że ten serial uświadomił mu, że tak naprawdę to woli chłopców i "bardzo dziękuje mi, że pokazałam mu ten serial".
Aha. No to mam czego chciałam.
Właśnie dostałem opierdol od ojca. Za co? Ano za to, że ktoś w klatce był na tyle bystry, by zmienić nazwę WiFi na „MójOjciecToDebil”, a że po otworzeniu ustawień sieciowych na nowym laptopie ta sieć wyskoczyła mu jako pierwsza, był przekonany, że to z naszego routera. Oczywiście nie uwierzył mi, że nie mam z tym nic wspólnego.
Mam problem ze znoszeniem bólu innych ludzi. Jako ofiara przemocy psychicznej oraz fizycznej nie potrafię sobie poradzić, gdy widzę, że ktoś inny staje się ofiarą.
Czy to w rzeczywistości, czy w internecie. W przypadku internetu to staję w obronie i zgłaszam takie zachowania, w przypadku rzeczywistości parę razy mnie pobito za pomoc innym. Mimo że bycie pobitym bo stanęło się w czyjejś obronie nie dotyka mnie tak bardzo jak bezpośredni atak wyłącznie na mnie chociażby z powodów poglądów politycznych, tak jednak boli w tym najbardziej to, że taka sytuacja musiała zaistnieć.
Widząc jak wiele przemocy jest na świecie zastanawiam się, czy to jest świat w którym chcę żyć i wtedy działa to na moją depresję. Wiem, że nie powinienem się przejmować, ale od zawsze posiadam zdolność postawienia siebie na miejscu innych i odczuwania tego co czują, chociaż w minimalnym stopniu.
Kiedyś po obronie jednej dziewczyny przed agresywnym facetem byłem załamany przez dwa tygodnie, ledwo jadłem i jedynie spałem. Nie wiedziałem wtedy czy ona coś zrobiła, że to on pod wpływem emocji prawie ją pobił. Ale mogła też niczym sobie zasłużyć, może tylko tym, że późno chodziła po mieście.
Po obronie jej i przeboleniu ciężkich dwóch tygodni okazało się, że on faktycznie był obsesyjnie zazdrosny i myślał, że umawia się z innymi. Podobno po jakimś czasie faceta zatrzymano za przemoc na innej dziewczynie... I znowu zacząłem się przejmować, nie znałem tej drugiej, ale jednak martwiłem się o nią.
Tak samo teraz przejmuję się linczem osób o odmiennych orientacjach, czy ostatnio zauważonym przeze mnie tu ataku na dziewczynę tylko dlatego, że lubi rzeczy, których ktoś nie rozumie.
Moja dziewczyna mówi, że darzę ludzi za dużą empatią, że nie zasługują na to bym się wszystkimi przejmował. Może poniekąd ma rację, współczucie wszystkim sprawia, że mnie to coraz bardziej przytłacza i za bardzo przekłada się to na moje życie.
Wydaje mi się, że jestem aromantyczna. Przez całe swoje życie nie spotkałam nikogo, kogo bym naprawdę kochała, cokolwiek to właściwie znaczy. Mam za sobą kilka związków, które trwały od dwóch do trzech lat i zazwyczaj bardzo dobrze się w nich czułam, jednak brak w nich było zaangażowania emocjonalnego z mojej strony. Z obecnym partnerem mieszkam już ponad dwa lata i jest nie inaczej.
Ogólnie jestem osobą miłą, pomocną i wrażliwą. Wydaje mi się, że partnerka też ze mnie dobra. Nie zaniedbuję żadnych obowiązków gospodarstwa domowego, w zarodku rozwiązuję wszystkie potencjalne konflikty, szukam kompromisów, jestem w stanie ulec układowi, który jest dla mnie mało korzystny, ale dobry dla mojego towarzysza, staram się we wszystkim wspierać drugą osobę, napędzać do działania itp. Jednak z mojej perspektywy mój chłopak jest dla mnie bardziej współlokatorem/przyjacielem, z którym uprawiam seks, niż moją miłością.
Czułam, że każdy z moich partnerów bardzo mnie kochał i skoczyłby za mną w ogień, ja niestety o sobie nigdy nie mogłam tego powiedzieć. Nie umiem się zmusić nawet do zazdrości, gdy mam ku temu powodu. Nie miałam też nigdy problemu, żeby chłodno zerwać z nimi znajomość w czasie, gdy zdałam sobie tylko sprawę, że cechy, które mają mogą być uciążliwe lub szkodliwe dla mnie w przyszłości.
Problemem w tym wszystkim jest to, że nie potrafię być sama. Jak tylko kończy się jeden związek, muszę natychmiast poszukać kolejnego, bo na singielstwo dostaję reakcji uczuleniowej w postaci stanów depresyjnych. Nie chodzi też o to, że potrzebuję pomocy materialnej, bo pod tym kątem uważam, że radzę sobie świetnie. Po prostu najzwyczajniej w świecie musi ktoś być obok mnie, bo inaczej jest mi źle i czegoś mi brakuje.
Wiem, że nie jest do końca fair wobec wszystkich moich partnerów. Na swoje usprawiedliwienie mogę powiedzieć tylko tyle, że nigdy nie wyznaję im miłości, bo czułabym, że to kłamstwo. A oni są pozostawieni emocjonalnie samym sobie i na pewno niewygodnie im z tą myślą. Niewykluczone nawet, że pęka im przez to serce, ale nie umiem nic z tym zrobić.
Potrzebuję ich w moim życiu, ale są dla mnie tylko przyjaciółmi. Próbowałam, ale umiem obudzić w sobie miłości. Próbowałam, ale nie umiem być sama. I tak oto krzywdzę każdego faceta, który wejdzie ze mną w związek.
Dodałem tu kiedyś wyznanie o tym, jakie głupstwa robiłem, aby zaspokoić swój popęd w czasie mojego dorastania (#9phoh). Ale wiecie co? Takich chorych akcji było jeszcze kilka.
O stałym dostępie do internetu, do komputera i, co za tym idzie, do filmów erotycznych nie było mowy. Więc ja, który umiał całkiem ładnie rysować, tworzyłem sobie na kartonie rysunki obnażonych z szat kobiet, a potem się nimi bardzo "zadowalałem" ;) Ukrywałem je za biurkiem i z czasem stworzyłem niezłą kolekcję. Ale w obawie przed odkryciem przez rodziców, podarłem wszystko w drobne kawałki i spuściłem w toalecie (wiecie, żeby przypadkiem ktoś w śmieciach nie znalazł).
Kolejnym hitem było, jak robiłem sobie prezerwatywy. Jako jeszcze mało wiedzący osobnik myślałem, że służą one do większej przyjemności mężczyzny, a nie do antykoncepcji. Brałem więc lateksowe rękawiczki i odcinałem od nich te największe palce. Następnie odcięte kawałki zwijałem i tak kondomy DIY były gotowe. Niestety rozczarowałem się, kiedy na własnym przykładzie sprawdziłem, że nie służą one do większej przyjemności mężczyzny.
I teraz wyznam wam mój największy sekret! Kiedy jednego razu zostałem sam w domu, to wszedłem na komputer starszego brata, włączyłem GTA SA i poszedłem (w grze oczywiście) do klubu z nieskromnymi tancerkami. Może tamta grafika gry nie była wysoka, ale mi wystarczyła. Tak, mastrubowałem się do tancerki z GTA...
Jak tak teraz z perspektywy czasu na to wszystko patrzę, to po prostu... nie wiem. Ale co poradzić? Takie hmmm... wspomnienia z dzieciństwa to chyba rarytas.
Kiedy miałam ok. 7 lat, była latem promocja na lody Big Milk, taka z wygrywaniem lodów na patyczkach. Wtedy w telewizji była reklama, w której ludzie, którzy wygrywali lody, dmuchali na patyczki, żeby dostać nowe lody.
Kiedy w końcu i j trafiłam na wygrywający patyczek, dmuchałam na niego przez bite 10 minut, po czym doszłam do wniosku, że mam pecha i mój był podrobiony, więc go wyrzuciłam...
Zniszczyłam swoje życie.
Jestem po 40. Miałam kochającego męża, dzieci, dom na uboczu wielkiego miasta, powodziło nam się wyśmienicie. Niby byłam szczęśliwa, chociaż tak naprawdę czegoś mi brakowało. Uważam się za osobę atrakcyjną i bardzo lubię, jeśli jest to zauważane przez innych mężczyzn. Chociaż się tego bałam, trochę podświadomie szukałam nowych ciekawych znajomości i stwarzałam coraz częściej po temu okazje, aby poznać kogoś nowego, obcego.
Po jednej z typowych rodzinnych sprzeczek, pod pretekstem spotkania ze znajomą, pojechałam tramwajem na drugi koniec miasta i weszłam do pierwszej lepszej knajpy. Postanowiłam sobie, że nie będę pić alkoholu, aby zachować jasny umysł. Chciałam tylko odreagować i wrócić do domu. Zanim się obejrzałam, jakiś nieznajomy postawił mi drinka. Dosiadł się do mnie, wysłuchał. Wymieniliśmy się numerami telefonów i wróciłam do domu.
Mąż przywitał mnie bardzo chłodno i nie rozmawialiśmy już tego wieczoru. Dzieci już spały. Od tej pory regularnie pisałam w ukryciu z nowym znajomym. Po kolejnej różnicy zdań z mężem ponownie spotkałam się z nowym znajomym. Nie dopuszczałam do siebie myśli, że mogę coś takiego zrobić. Po kilku drinkach jednak oprzytomniałam w łóżku obok nowego znajomego. Wybiegłam z płaczem na ulicę. Miałam przez chwilę nadzieję, że nie jest za późno, że uda się wrócić do domu, zanim dzieci i mąż pójdą spać. Niestety była noc. Serce utknęło mi w gardle, gdy przed hotelowym wyjściem ujrzałam w samochodzie męża. Na tłumaczenia było za późno. Powiedziałam w płaczu jak było. Mąż już i tak coś podejrzewając odkrył dużo wcześniej mojego nowego znajomego. Bez słów odjechaliśmy, bez słów odwiózł mnie do siostry – nie do domu. Jedynie co usłyszałam to, że odchodzi, bo nie jest w stanie mnie już szanować.
Po tym, jak się wyprowadził, straciłam zupełnie kontakt emocjonalny z dziećmi. Były wtedy w wieku, w którym doskonale zrozumiały co się stało. 4 lata od tego zdarzenia wylądowałam na socjalnym i emocjonalnym dnie. Straciłam męża, którego kiedyś kochałam. Dzieci dorosły i wyprowadziły się z domu. Nie potrafię sobie wybaczyć, że z powodu prostego znudzenia zrujnowałam życie swoje i innych kochających mnie ludzi.
Całe życie prowadzałam się z dwiema moimi najlepszymi przyjaciółkami, które były dla mnie niczym siostry. Wczoraj mój świat zawalił się, gdy odkryłam, że jedna z nich od dłuższego czasu regularnie sypia z Maćkiem, moim narzeczonym. Rozgoryczona i zapłakana napisałam do niej bardzo emocjonalną wiadomość. Powiedziałam, że o wszystkim wiem, że jestem totalnie zawiedziona i że żałuję tej znajomości. Kazałam jej nigdy więcej się do mnie nie odzywać i nie szukać ze mną kontaktu. Byłam tak przejęta, że w roztargnieniu wysłałam tę wiadomość do mojej drugiej przyjaciółki – jedynej, która mi już teraz została.
Wkrótce dostałam SMS-a o treści: „Przepraszam. Jest mi bardzo przykro. Nie mam nic na swoją obronę. Sypiam z Maćkiem od pół roku. Nigdy nie miałaś się o tym dowiedzieć”.
Cóż, wygląda na to, że mój były narzeczony pomógł mi zakończyć dwie fałszywe przyjaźnie...
Nazywam się Agnieszka, mam 21 lat i jestem internetową panią lekkich obyczajów.
Krótko po osiemnastce, kiedy szukałam pracy, bo mieszkanie z ojcem, który jest trzeźwy raz w tygodniu, nie za bardzo mi pasiło odkryłam stronę, na której kobiety pokazują swoje ciało za pieniądze. Nawet stare babcie sporo zarabiają.
Nie owijając w bawełnę od razu stwierdziłam, że to praca moich marzeń. Mogę pracować kiedy chcę, kompletnie się nie przemęczając i zarabiając więcej niż zarabiałabym gdziekolwiek indziej. Tego samego dnia zamknęłam się w pokoju odpaliłam kamerkę i ustawiłam ceny za rożne pokazy.
Okazało się, że stawki są 3x większe niż myślałam. Robię krótkie pokazy max 5min. Za 2 minuty smarowania piersi oliwką dostaję 15zł, a za masturbację przez 5 min 50zł. Czuję się jak dziwka, ale fakt, że potrafię zarobić ponad 300zł w godzinę tak mnie satysfakcjonuję, że nie mogłabym tego rzucić. Dzięki temu teraz wynajmuję mieszkanie, żyję bez ograniczeń i oszczędzam miesięcznie minimum 1500 zł (przez ostatnie 3 miesiące ponad 3000 oszczędności).
Rodzinie mówię, że udzielam korepetycji z angielskiego. Ciekawa jestem czy życie za to mnie jakoś ukarze, nie licząc dziwnych myśli codziennie wieczorem.
Sytuacja zdarzyła się w niedzielne popołudnie. Strasznie znudzone wraz z młodszą siostrą (10 lat) grałyśmy w powszechnie wszystkim znaną grę "państwa miasta". Po kilku rundach dołączyła do nas nasza mama i trafiła się nam literka M. Mnie i moją siostrę dopadło jakieś otępienie i nie mogłyśmy znaleźć rośliny na tę literę, a nasza kochana mama chciała nam pomóc i zaczęła nam podpowiadać, że ta roślina nas uspokaja. Od razu nam to pomogło, zapisałyśmy swoje odpowiedzi i zaczęłyśmy sprawdzać.
Ja napisałam melisa, a moja młodsza siostra... marihuana. Mina rodzicielki bezcenna.
Dodaj anonimowe wyznanie