Straciłem cel w życiu, a mimo obfitości możliwości, brakuje mi motywacji. Rozstałem się z wyjątkową osobą, która była dla mnie jedyną w milionie. Podjąłem tę decyzję, ponieważ czułem się osamotniony w walce z problemami w naszym związku. Mimo że na co dzień między nami wszystko wydawało się idealne, to jednak poświęcenie ze strony drugiej osoby było niewidoczne. Boli mnie to, że mimo jej obietnic, nie potrafiła mi pokazać, jak bardzo jej na mnie zależało.
Czułem się rozczarowany, spędzając dla niej tyle czasu i nadziei, potencjalnie planując z nią wspólną przyszłość, a nawet chcąc zmienić dla niej swoje plany. Najtrudniejszym jest fakt, że mimo iż moje życie bez niej jest teraz stabilniejsze, straciło jednak na barwie.
Widząc reklamę powracającego piwa EB i czytając anonimowe przypomniała mi się pewna sprawa.
Gdy byłem mały rodzice długo czekali zanim powiem swoje pierwsze słowo. Potrafiłem już w miarę dobrze chodzić, więc był to czas zabaw i wygłupów. Mój ojciec chciał sprawdzić moją reakcję, gdy będę miał do wyboru mleko, lub piwo EB. Jestem mężczyzną to wybór był prosty i dla każdego oczywisty, ale podczas tego wydarzenia stało się coś niesamowitego. Otóż chwytając za butelkę piwa zacząłem krzyczeć "E Be!".
Tak o to pierwszym słowem jakie wypowiedziałem, była nazwa piwa. O ile tata był zadowolony, to mama już nie bardzo.
W podstawówce chodziłam do klasy z dziewczyną o imieniu Daria. Była taką typową gwiazdką, pewną siebie, mającą dobre oceny (tak, w tamtych czasach głównie "kujoństwo" było wyznacznikiem popularności), i rozstawiającą wszystkich po kątach. Nie lubiłam jej za bardzo.
Na zielonej szkole wydarzyła się wtedy pewna śmieszna sytuacja.
Poszłyśmy do tego samego gimnazjum. Daria nie zmieniła się, od razu zdobyła popularność w nowej szkole. O dziwo, zaprzyjaźniłyśmy się, bo jako jedyne byłyśmy z tej samej podstawówki. Bardzo się z nią wtedy lubiłam, chodziłyśmy po szkole za rękę, spałyśmy u siebie, uczyłyśmy się razem.
Pewnego dnia, zupełnie bez powodu rozpowiedziała wszystkim mój największy sekret, którym podzieliłam się z nią w tajemnicy i kazałam przysięgać na mnóstwo rzeczy, że za nic nikomu nie rozpowie - a mianowicie, że jestem lesbijką. Powiedziała, że podglądam ją w szatni na wf-ie i kiedyś próbowałam ją zmolestować.
Wieść szybko się rozeszła. Co dziwne, nikt się ode mnie nie odwrócił. Wręcz przeciwnie. Wszyscy odwrócili się od Darii. Nagle okazało się, że nikt jej tak naprawdę nie lubił. Pomyślałam: dobrze jej tak. Wtedy Daria całkowicie zamknęła się w sobie, przeprosiła mnie, a potem zmieniła szkołę.
Parę lat później odkryłam nasze cudowne Anonimowe. Opisałam tam śmieszną historię, która wydarzyła się na zielonej szkole. Wyznanie trafiło do poczekalni.
Dzień później na facebooku zaprosiła mnie... Daria. Napisała do mnie i zapytała, czy to ja dodałam wyznanie, bo poznaje sytuację. Odpowiedziałam, że tak. Zaczęłyśmy pisać, okazało się, że całkowicie się zmieniła z charakteru i z wyglądu. Przeprosiła jeszcze raz za wszystko. Spotkałyśmy się.
...i tak, jesteśmy parą. ;)
Jestem dorosłym facetem i współczuję dzisiejszym nastolatkom.
Czasami po pracy dla relaksu oglądam paradokumentu i czasami zdarza mi się obejrzeć szkołę. To co tam pokazują przechodzi ludzkie pojęcie.
Nie mówię o imprezowaniu, alkoholu czy też, że co druga osoba pali marihuanę chociaż to też mi się nie podoba ale takie zachowanie na końcu jest krytykowane i okazuje się, że uczniowie tego żałują.
Najgorsze jest to, że Dosłownie w każdym odcinku jest pokazywany uczeń, który jest w związku a nawet są wątki seksu. Nie jest to prawda, w tym wieku mało kto ma drugą połówkę. Przynajmniej jak ja kończyłem liceum to tak było.
Jest to bardzo szkodliwe. Wyobraźcie sobie, że taki dzieciak ma masę kompleksów, w szkole jest wyśmiewany a jeszcze ogląda sobie taki serial i co widzi? Osoby młodsze od niego, które były w co najmniej 10 związkach. To raczej nie zadziała budująco na niego. Wiem, że teraz liczy się oglądalność i nie winię scenarzystów bo to jednak ich praca. Po prostu szkoda mi młodych ludzi z perspektywy swoich młodych lat gdzie nie miałem pewności siebie i nawet nie zapraszałem dziewczyn na randki. Myślę, że gdybym był faszerowany takimi treściami to czułbym się jak gówno.
Spodziewam się masy hejtu bo nie jest to popularna opinia ale nawet jak kilka osób się że mną zgodzi to też sukces.
19-letnia ja podkochiwałam się w swoim przyjacielu. Spędzaliśmy razem sporo czasu. W każdy weekend spotykaliśmy się w gronie znajomych i do nocy oglądaliśmy filmy. Tym razem mieliśmy być sami i miałam nadzieję, że tego wieczora "coś się wydarzy". Wieczór mijał nam bardzo miło, do momentu, w którym nie poczułam, że coś jest nie tak... Poprosiłam Michała o przyniesienie piwa z lodówki i kiedy wyszedł z pokoju, wstałam z kanapy by sprawdzić, czy moje przypuszczenia są słuszne. No i były...
Na kanapie, w miejscu, w którym przed chwilą spoczywał mój tyłek, była sporych rozmiarów czerwona plama... Tak oto okres przyszedł do mnie bez uprzedzenia i z tygodniowym wyprzedzeniem. Niewiele myśląc złapałam za kawałek pizzy z sosem paprykowym, wtarłam ją w kanapę i... usiadłam na tę plamę. Przyjacielowi powiedziałam, że pizza spadła mi nieszczęśliwie na kanapę między skrzyżowane nogi przy siedzeniu po turecku... Pomyślicie, że to strasznie głupie... i macie rację, ale chłopak uwierzył i zapewniał mnie, że to nic takiego.
Wieczór spędziłam na szorowaniu kanapy.
Nigdy nie zapomnę wstydu jaki wtedy czułam i do dziś zastanawiam się, czy Michał na pewno nie domyślił się prawdy.
Byłem z kolegą na meczu. Po skończonym oglądaniu kumpel wracał do domu, a jako że mieszka ok. 5 km ode mnie, miał wrócić autobusem, którego, jak się okazało, jednak nie było, więc zmuszony został do powrotu autostopem.
Po jakimś czasie ktoś się zatrzymał i go zabrał. Kierowca przedstawił mu warunki przejazdu: „Podwiozę cię, ale w zamian ty odmówisz ze mną dziesiątkę różańca. Ja będę zaczynał, ty będziesz kończył”, a jako że ten kolega jest dosyć niski i okropnie szczupły jak na swój wiek, to wystraszony modlił się przez całą drogę do domu.
Mój ojciec jest patologiem sądowym.
Wczoraj zwymiotował, przewijając swoją czteromiesięczną wnuczkę...
Czy w dzisiejszych czasach da się żyć bez alkoholu?
Otóż da się. Stracisz przyjaciół, szansę na fajną zabawę, będziesz uważany za półczłowieka, ale przeżyjesz.
Ja nie piję alkoholu. Rówieśnicy mnie nie rozumieją... Często w szklance do soku dolane mam 40%, a gdy nie wypiję to spadówa... 'Głupia jesteś' 'no chociaż kieliszek' 'ze mną się nie napijesz?' zawsze odmawiam. Nigdy nie chciałam pić dla szpanu, jak widzę zachowanie innych po alkoholu, to nic tylko płakać że śmiechu... Nie rozumiem, po co mi do życia alkohol... Dzięki niemu będę miała przyjaciół? Czy to naprawdę o to chodzi? Tych co nie piją nie można lubić tak samo jak tych którzy piją? W dzisiejszych czasach nie pijesz=nie żyjesz. A gdy pytam kogoś na co mu alkohol w życiu odpowiada - bo wtedy jest zabawa. Ja umiem bawić się bez alkoholu, po prostu nie mam na to zbyt wielu okazji bo nikt ze mną się bawić nie chce 'po co idziesz na imprezę skoro nie pijesz?'...
Wytłumaczy mi ktoś co takiego jest w tych procentach, że każdy je tak szaleńczo kocha?
Parę lat temu dostałem od rodziców karę za uderzenie mojej siostry. W Minecrafcie.
Kiedy miałam jakieś 8 lat, do kamienicy, w której mieszkaliśmy sprowadzili się nowi sąsiedzi. Całkiem mili ludzie, zamieszkali w lokum dokładnie nad nami. Mieli syna w moim wieku, powiedzmy - Mirka. W szkole Mirek dołączył do klasy, w której byłam i ja; nie chciał się z kimkolwiek integrować, nie wyrywał się do odpowiedzi przy tablicy, nie interesował się jakąkolwiek działalnością pozalekcyjną... Taki zamknięty w sobie chłopaczek, na pierwszy rzut oka wyglądający jak typowy aniołek - dopiero po dłuższej koegzystencji stawało się jasne, jaki jest milczący i markotny. Ludzie dość szybko odpuścili sobie próby zaprzyjaźnienia się z nim.
Minął jakiś rok, nim w moim małym dziewięcioletnim serduszku pojawiło się coś na kształt pierwszego zauroczenia względem Mirka. Niestety, należałam do tych pulchnych dzieciaków zajadających stresy, co przełożyło się na moją pewność siebie. Uznałam, że skoro jestem gruba, to jestem brzydka. A skoro jestem brzydka, nie jestem interesująca. Z kolei ktoś nieinteresujący nie podbije Mirka, prawda?
Nie wiedziałam jak się do tego zabrać, dopiero po dłuższym czasie wpadłam na genialny plan! Anonimowe liściki miłosne. Jako że wstydziłam się przyznać przed kimkolwiek do moich planów, nad całym projektem czuwać musiałam sama. Dostępu do Internetu wtedy nie miałam, poezją się nie interesowałam, co zaś wykluczało kolejne źródła inspiracji. Nie wiedziałam jak ubrać w słowa myśli plączące mi się po głowie i musiało upłynąć sporo czasu, nim powstał pierwszy liścik. Niewiele mniej - nim odważyłam się ów liścik podrzucić do plecaka Mirka. Możecie sobie wyobrazić, jak bardzo trzęsłam się na myśl, że jakoś odkryje, kto jest jego autorką... Ale najwyraźniej nic się takiego nie zdarzyło, w każdym razie zachowanie Mirka względem mnie nie uległo zmianie. W końcu w ruch poszła kolejna notatka zawierająca wyznanie uczucia, po jakimś czasie znowu. Łącznie było tego z dziesięć sztuk, po jednej na okres około tygodnia.
Czemu przestałam pisać? Z jednego powodu. Mirek zaczął "chodzić" z moją koleżanką, Hanką. A jak to się stało? Zabawna sprawa. Wyznała mi niedługo potem, że uznał te anonimki za jej dzieło, a ona nie przyznała mu się, że jest inaczej; jej też nasz wspólny znajomy mimo gburowatego charakteru wpadł w oko i wykorzystała okazję, zwyczajnie łgając. Sprawa nie wyszła na jaw, nikomu się nie przyznałam ze wstydu i doznanego smutku, a oni "chodzili ze sobą" całą podstawówkę.
Potem przyszedł czas na gimnazjum, nasze drogi się rozeszły, nie wiedziałam co się z nimi przez te lata dzieje. Dwadzieścia lat po "aferze listowej" wpadłam na Mirka na mieście. Ja nadal mieszkałam w tym samym, on był tylko przejazdem, odwiedzał rodziców. Pogadaliśmy, powspominaliśmy... I mimo upływu lat było mi przykro, gdy wyznał, że zeszłej wiosny wziął z Hanką ślub.
Dodaj anonimowe wyznanie