#GSvPD

Mama zawsze „tłukła” mi do głowy, że mam na siebie uważać i nie kusić losu. Pilnowała mnie z ogromnym wyczuciem. Tata zawsze uważnie słuchał, czy mam jakieś plany na wieczór, bo gdybym miała, to choćby przyszedł do niego kolega z wojska, był sylwester i do tego czyjeś imieniny i rocznica w jednym, to by nawet korka nie powąchał z myślą, że mogę go potrzebować. Ja sama również nie przejawiałam żadnych ryzykownych zachowań, wolałam kręcić się koło domu, a jak wychodziłam za płot, to najlepiej z psem przy nodze i nie po zmroku.

W lipcu, około południa, poszłam do lasu na jagody. Dobrze znane mi jagodzisko przy leśniczówce, wszystko piękne, pies na smyczy grzecznie pilnuje się pańci. Nagle z daleka słyszę wrzaski i warkot silnika – nie przejęłam się, bo w „mojej” okolicy jest zbyt gęste zadrzewienie dla quadów, do tego tuż pod nosem leśniczy, więc westchnęłam i zignorowałam. Przestałam być taka spokojna, gdy w drodze powrotnej zajechali mi drogę. Zaczepiali mnie, próbowali ściągać sukienkę, kopnęli psa... próbowałam krzyczeć, wołać o pomoc, bronić się, ale to nic nie dawało, bo ich było pięciu, a ja jedna, z niewielkim kundelkiem. Przepędził ich miejscowy dzik, ogromny odyniec, pan „na dzielni”, którego nawet pies leśniczego nie odważył się obszczekiwać. Zanim ktokolwiek zorientował się w sytuacji, wypadł z las, wywalił do góry kołami jeden z quadów, szablami podziurawił opony drugiego i staranował trzeci, miotając się między tym wszystkim jak szatan, po czym zniknął, powiewając peleryną...

Wróciłam do domu ze szczerym postanowieniem, że już nigdy więcej nie wyjdę sama za płot, a dzik to moje ulubione zwierzę.

PS Mojemu psu na szczęście nic się nie stało. Sprawa została zgłoszona, dzięki rejestracjom z rozwalonych quadów udało się znaleźć sprawców. Brak świadków był na moją niekorzyść, ale przynajmniej odpowiedzieli za niszczenie lasu.

#hFdVA

Najgorsze wspomnienie z mojego życia?

Nie jestem w stanie dokładnie określić, kiedy miało to miejsce, jednak wiem, że sytuacja działa się, kiedy byłem w podstawówce – około 17-20 lat temu.
Była zima, sroga. Wraz z przyjaciółmi i z resztą sąsiadów po południu postanowiliśmy pozjeżdżać na sankach z górki, która znajdowała się nieopodal mojego domu. W tamtych czasach w sobotę około południa puszczano nowy odcinek Scooby-Doo. Zdecydowaliśmy, że nowy epizod obejrzymy u mnie. I wszystko byłoby dobrze, dopóki matka nie odkryła wieczorem, że zaginął jej portfel. Wtedy zaczęło się piekło. Mój ojciec wpadł w szał. Postanowił, że wspólnie z braćmi będziemy klęczeć... na ziarnach jakiegoś zboża z rękami uniesionymi do góry. Nie przez chwilę, ale przez całą noc.

Dokładnie pamiętam, ile mamuśka łez wylała, jak prosiła ojca, by zakończył karę. Jednak on, siedząc w salonie, przychodził co chwilę do nas, by poprawić nam ręce, które opadały z bólu i ze zmęczenia. Żaden z trójki braci nie przyznał się do kradzieży, mimo „tortur”.

2-3 dni później, kiedy byłem już po szkole, do naszych drzwi zapukała sąsiadka, która mieszkała około 200-250 metrów od mojego domu. Okazało się, że jej syn, który uczył się w tej samej klasie co mój starszy brat, zabrał ten portfel.

Można powiedzieć, że to koniec historii, jednak pamiętam słowa matki, która nakazała ojcu przeprosić nas. Jednak on stwierdził, że nie jest od przepraszania i nic w tym kierunku nie zrobi.

Najlepsze jest to, że pamiętam tatuśka jako zajebistego człowieka, a matkę jako tyrana.

#P251v

Moja ś.p. babcia miała takie hobby, że kupowała na bazarze dużo rzeczy „od ruskich”, czyli od przypadkowych sprzedawców z Białorusi. Te wyroby z daleka wyglądały podobnie do tych sprzedawanych w sklepach, ale były dużo tańsze, babcia je kupowała, „bo ładnie prosili”. To było jeszcze przed zalewem chińszczyzną, różnica taka, że wyroby chińskie są po prostu niskiej jakości, nietrwałe, a spośród tych ruskich wiele było praktycznie niezdatnych do użytku. I tak lutownica się od razu spaliła, budzik robił jedną dobę w 16 godzin, zapałki łamały się przy potarciu o draskę, a sztućce się gięły przy próbie pokrojenia kotleta. Dwukrotnie dostałem też od babci piłki nożne: w pierwszej po godzinie gry puściły szwy i dętka wyszła bokiem, druga była sznurowana na rzemyk i nie wiedziałem nawet, jak ją zawiązać.

Prawdziwym kuriozum były papierosy za 1,30 zł. Marka nazywała się „Prima”, ale pod spodem mniejszą czcionką byto napisane, że to są papierosy „piątej klasy” („класс пятый”). Tak naprawdę nie wyglądały nawet jak papierosy, tylko jakieś nieudolne skręciki, tytoń nie był sprasowany, a bibułka sklejona, po prostu ta mieszanka, wśród której nie jestem pewien, czy tytoń w ogóle był, była owinięta w papierek i się wysypywała. Nie próbowałem ich, ale widziałem, że przy zapaleniu dawały czarny, śmierdzący dym.

Pewnego razu babcia podejmowała gości i poprosiła mnie, żebym otworzył wino. W tym celu miałem użyć „porządnego”, „szwajcarskiego” scyzoryka z korkociągiem. Nie udało się – korkociąg się... wyprostował.

Była wśród tych wszystkich rzeczy jedna, którą uwielbiałem i mam do niej szczególny sentyment. Ta pakowana w blaszane puszki chałwa. Nie taka, jak teraz sprzedają w sklepach, tłusta i do obrzydliwości słodka – tamta była sucha, krucha i miała niepowtarzalny smak. Mam nadzieję, że kiedyś się jeszcze na nią natknę.

#UG5lJ

Chodzę do pewnego technikum i jestem w klasie, która jest ze sobą bardzo zżyta. Często wspólnie chodzimy pograć w gałę, na kebaba itp.

Jest u nas jeden chłopak, na którego mówimy KKK, lub po prostu Ku Klux. Nie, nie jest on członkiem tej organizacji (chyba...), mówimy tak na niego, dlatego że uwielbia czarny humor, zwłaszcza jeżeli chodzi o ciemnoskórych lub o imigrantów.

Na początku tego roku przyszedł do nas, powiedzmy, Ahmed. Ahmed okazał być się Syryjczykiem, który mieszkał w Polsce od 2 lat.
1 września: wszyscy już w naszej sali, a nasz nowy kolega się przedstawia na forum klasy. Wśród nas nie ma tylko KKK. Napisał na FB, że się spóźni kilka minut. Ahmed kończy się przedstawiać i siada do ławki. Po chwili przychodzi KKK:
- Przepraszam za spóźnienie, ale zobaczyłem, jak Murzyn jechał na rowerze i musiałem się upewnić, czy to nie mój.

Myślał, że zaczniemy się śmiać, ale wszyscy byliśmy w szoku. Po chwili Ahmed wstał i powiedział, a raczej zaśpiewał piosenkę z 13 posterunku:
- Zabij białasa, utnij mu... palec, biały jest gorszy niż chory... padalec.
- O ku**a... nowy!
Niesamowite było to, że ta dwójka znalazła wkrótce wspólny język, dogadała się i są teraz kumplami.

Zanim pojawią się tutaj komentarze „Syryjczyk nie jest Murzynem” albo inne podobne do tego. Tak, wiem o tym, ale Ahmed jest uczulony na rasizm, ponieważ doświadczył go w życiu wiele razy.

#GMr28

Każdy kiedyś chodził do kościoła, więc na pewno kojarzycie pieśń „pełne są niebiosa i ziemia chwały twojej...”. Ja natomiast od małego słyszałam tam „będę sobie wiosał”. Nie pytajcie, co to znaczy, bo sama nie wiedziałam, o co tam chodzi. Jak byłam jeszcze młodsza, to wyobrażałam sobie aniołka, który wiosłuje po niebie. Dopiero jak miałam 17 lat, siostra uświadomiła mnie, jak to leci. I tak była w szoku z powodu mojej głupoty.

#LBBdn

Mam 18 lat. Nie mogę narzekać na to, że mam złe życie. Mogę powiedzieć wręcz, że jestem szczęściarą. Doceniam to bardzo. Ale ostatnio totalnie bez powodu czuję się po prostu nijaka. W mojej głowie są praktycznie same złe myśli, które tak ciężko mi od siebie odsunąć. Wiele razy chciałam pogadać o tym z kimś dla mnie bliskim, ale ostatecznie ciężko jest mi się otworzyć i wylać to wszystko co czuję. Na ogół jestem osobą towarzyską i nie mam problemu, żeby z kimkolwiek pogadać. Przez ostatnie tygodnie cholernie boję się być sama ze sobą. Nie mam jednak ochoty na wyjścia gdziekolwiek. Dziś wyszłam do znajomych po kilku tygodniach i wśród tak wielu osób dobrze mi znanych czułam się jak zupełnie obca osoba.

W ciągu dnia aby oderwać się od złych myśli znajduję sobie jakiekolwiek zajęcia, byle tylko nie mieć natłoku myśli, albo spędzam dzień z chłopakiem. Gdy jest ze mną mój brat albo chłopak, to czuję się dobrze i jestem spokojna. Ale gdy tylko zostanę sama, dostaję jakiejś paniki. Od razu wybucham niekontrolowanym płaczem i nie umiem odgonić się od myśli. Wieczorami czuję się cholernie zmęczona i jedyne czego chcę to sen, ale nigdy nie mogę spokojnie zasnąć, przez co za dnia jestem jak zombie. W nocy zasypiam na chwilę, zaraz się budzę i czuję jak okropnie szybko bije mi serce, a czasem ciężko mi się oddycha.

Potrzebuję cały czas mieć obok siebie kogoś, aby nie zwariować. Ale nie mogę trzymać bliskich osób tylko przy sobie. W końcu mają też swoje życie. Bardzo chcę wrócić do normalności i zacząć znów cieszyć się życiem jak jeszcze niedawno. Nie rozumiem tego, co się ze mną dzieje. Jestem świadoma tego, że mam w życiu to co jest mi najbardziej potrzebne i chcę się z tego cieszyć, by moi rodzice wiedzieli, że dali mi wszystko i jestem szczęśliwa. Nie chcę, żeby moi bliscy widzieli we mnie smutek. Tutaj łatwiej jest to wszystko wylać z siebie.
Czy ktoś z was miał (bądź może ma) podobnie? Macie może pomysł jak to zmienić?

#vdM0h

Przez dwa ostatnie lata liceum przyjaźniłam się z Bartkiem, na zasadzie podsyłania sobie zboczonych memów i dziwnych filmików, których humor tylko my rozumieliśmy, i spędzania wolnego czasu po szkole w towarzystwie wspólnych znajomych. Całkiem dobrze się przy nim czułam, ale nigdy nie dawałam żadnych sygnałów, że mogłoby być z tego coś więcej. Starałam się go nie dotykać, żeby nie poczuł zbytniej bliskości, a nawet w żartach, rzadziej niż do innych kolegów, rzucałam do niego wyświechtanymi tekstami na podryw. Wszyscy w ekipie tak robiliśmy. Kiedy Bartek pierwszy raz próbował się do mnie zbliżyć, stanowczo odmówiłam. Wiedziałam, że w romantycznych relacjach z dziewczynami nigdy nie miał do nich szacunku. Był strasznie seksistowski, nawet gdy, zauważając to, przestałam z nim żartować na takie tematy. Mówiłam, że życie to nie porno i żeby się ogarnął. Nie brał tego na poważnie, a inni nie widzieli problemu. Oprócz tego był w porządku. Często pomagał bezinteresownie, nie chciał za swoją pomoc brać pieniędzy, miał wiele zainteresowań. Ale po tym pierwszym razie stał się nachalny. Łapał mnie za udo, gdy gdzieś jechaliśmy, obejmował w pasie. Zawsze wtedy mówiłam, że tego nie chcę i odsuwałam się. Ale Bartka chyba to jeszcze bardziej nakręcało.
Nasi znajomi zaczęli mnie napominać – dlaczego jestem taka niedostępna, dlaczego nie dam mu szansy. Ale ja czułam, że on jest toksyczny. Że nie chcę. To było frustrujące.

Pewnego wieczoru ostro sobie popiliśmy ze znajomymi. Bartka wtedy miało nie być, więc, spokojna, ulokowałam się w pokoju gościnnym gospodarza i próbowałam zasnąć.
Ale przyszedł. Usłyszałam go, chciałam szybko uciec z pokoju, ale był szybszy. Wszedł, zamknął drzwi i rzucił mnie na łóżko. Wepchnął mi język do gardła, dotykał mnie wszędzie. Mówił, że tego przecież chciałam, charczał do ucha, że będzie mi z nim dobrze. Nie mogłam krzyczeć, wyrwać się. Płakałam. Wtedy zadzwonił mój telefon, Bartek speszył się, gdy zobaczył, że to mój ojciec. Zapiął spodnie i wyszedł z pokoju.

Następnego dnia znajomi mówili, że czas najwyższy, że oni wiedzieli, że w końcu do tego dojdzie. Bartek powiedział im, że jesteśmy parą. Nikt mi nie uwierzył. Według nich taki dobry chłopak nie był zdolny do takich strasznych rzeczy. Wmawiali mi, że to był sen. Uznali mnie za świruskę.

Wyjechałam na drugi koniec Polski na studia. Tylko rodzina wie gdzie. Bartek próbował się ze mną kontaktować. Pisał, że mnie kocha. Że się zabije beze mnie. Potem, że przecież był dla mnie miły, dlaczego nie chcę z nim być. Mówił, że mam szczęście, że mnie zechciał, choć jestem gruba. Zablokowałam go.
Kończę studia, a dalej czuję się brudna. Rzadko kiedy się śmieję. Nie wiem, czy kiedyś sobie z tym poradzę.

#IYNOL

Wczoraj, kiedy szukałam w kurtce mojego męża kluczy do samochodu, w rękę wpadło mi opakowanie gumek. Jako że używam pigułek i nie korzystamy z „lateksowej” ochrony, zapytałam mojego ukochanego o powód zakupu tego produktu. Powiedział, że kiedyś, jeszcze przed tym, jak się poznaliśmy, miał dziewczynę i że tej kurtki nie nosił wiele lat, więc pewnie to jakieś stare gumki, sprzed dekady.
Cóż, data ich produkcji wskazuje, że fabrykę opuściły trzy miesiące temu...
Dodaj anonimowe wyznanie