#KwIqf
Zimą, gdy wracałam do domu z sanek, nudziło mi się i żeby droga jakoś szybciej zleciała, to brałam jakąś przydrożną bryłę śniegu (nie byle jaką, musiała akurat wydać mi się małą bryłą potrzebującą opieki), rysowałam jej oczy, sadzałam na sanki i wiozłam aż do ogródka, gdzie miałam całą kolekcję moich zimowych dzieci.
Dodam, że każda bryłka miała jakieś super słodkie imię. Do dzisiaj pamiętam małego Henia...
Znając życie, Henio po pewnym czasie był kompletnie rozpuszczonym dzieckiem.
Ale miał zimne spojrzenie i lodowate serce.
Po prostu byłaś dzieckiem, które dzięki wyobraźni i kreatywności potrafiło miło spędzać czas. To coraz rzadsze zjawisko.