Jechałam wczoraj autobusem i chciałam posłuchać sobie muzyki, ale zepsuły mi się słuchawki. Mimo że ustawiłam głośność piosenki na maksymalny poziom, cały czas wszystko było słychać jak „zza szyby” i niosło się echem.
Potem do mnie dotarło...
Słuchawki NIE BYŁY podłączone.
Uraczyłam wszystkich pasażerów moim ulubionym metalowym kawałkiem puszczonym na pełny regulator XD
Wstałem w środku nocy i pojechałem do nowej pracy 60 kilometrów od domu, tak żeby zdążyć na szóstą. Na miejscu dopiero ogarnąłem, że chodziło o szóstą po południu.
Od razu powiem, że mieszkam w miejscowości, która leży na północny wchód Polski.
Lato. Po ciężkiej pracy z kolegą na budowie postanowiliśmy pójść na piwo. Wypiliśmy (nie będę kłamać) po 5 piw. My lekko podchmieleni, kontemplujemy co dalej z naszym życiem.
W pewnym momencie ze sklepu wybiega moja siostra (pracowała tam) i mówi do mnie:
– Znasz angielski?
– Dogadam się.
– Dobra, to chodź.
Wchodzę do sklepu, a tam stoi młody (18-letni) Niemiec. Chłopak za 7 zł chciał kupić sobie trochę jedzenia na dalszą podróż. Jechał z Dusseldorfu do Tallina. NA ROWERZE! I tu zaczyna się dalsza historia.
Ja z kolegą długo się nie zastanawialiśmy. Myk do sklepu i mu pomóc. Przypomnę, że chłopak miał 7 zł! I my od razu dla niego:
– Co lubisz jeść?
– Ale o co chodzi?
– Chcemy ci zrobić zakupy na dalszą podróż.
– Ale panowie, nie trzeba...
– Trzeba. Co było między naszymi narodami kiedyś, to minęło.
Na to Niemiec:
– OK. Let's go!
Nakupiliśmy z kolegą dla Niemca dwie torby zakupów. Fasolka po bretońsku, gołąbki (w słoikach), banany, bułki, masła, owoce itp. Kupiliśmy mu w międzyczasie piwo i chcieliśmy, żeby z nami wypił. On powiedział, że nie, bo czeka go dalsza podróż itp. Po chwili namysłu odezwał się kolega, że jego mama robi obiad i abym go zaprosił. Niemiec chyba trochę się bał, ale się zgodził. Zaszliśmy do kolegi do domu, a jego matka bez chwili wahania dała mu schabowego z ziemniaczkami. Niemiec zjadł. Zapytałem go o dokładkę, a on, że bardzo chętnie. Po wszystkim Niemiec wsiadł na rower i nie wiem, jak jego dalsza podróż wyglądała. Chciałbym mieć z nim kontakt, bo chłopak w takim wieku wybrał się na podróż swojego życia.
P.S. Chłopak powiedział, że przejechał całą Polskę i dopiero u nas, na pograniczu litewsko-rosyjskim, dopiero u nas znalazł ludzi. To są jego słowa.
I ludzie. Nieważne skąd, nieważne gdzie, ale ludziom trzeba pomagać.
Przechodziłam kiedyś obok szkoły podstawowej. Lekcje się zakończyły, więc mnóstwo dzieciaków wraca do domu. Nagle podchodzi do mnie chłopczyk (na oko z trzeciej klasy) z wielkim uśmiechem. Kłania się, podaje mi rękę i pyta: „Dzień dobry, czy mógłbym panią zapłodnić?”.
Niestety musiałam odmówić, mimo iż chłopczyk był naprawdę miły i szarmancki ;)
Byłem z pewną dziewczyną przez niecały rok. Wydawało mi się wtedy, że to miłość mojego życia, ale z dzisiejszej perspektywy mogę powiedzieć, że nasz związek opierał się na seksie (chciała tego 24/7 i wszędzie) i wspólnym piciu wódy w weekendy. Mało rozmawialiśmy o czymś innym niż obgadywanie jej znajomych albo gdzie dzisiaj idziemy pić.
Nasze drogi zaczęły się rozchodzić — ja poszedłem do bardzo dobrej, wymagającej szkoły, ona wyleciała ze swojego liceum. Różnica pomiędzy nami rosła, ale mimo to byliśmy ze sobą blisko. Do czasu moich urodzin. Podczas imprezy, kiedy za dużo wypiła i pokłóciła się ze mną, krzyknęła przy wszystkich, że ze mną zrywa. Wiedziałem, że to tylko dlatego, że jest pijana i często bywa agresywna po pijaku. Ale po pięciu minutach podeszło do mnie kilku naszych znajomych (facetów) i każdy po kolei przyznał się, że skoro nie jesteśmy razem, to powiedzą mi prawdę. Spała w czasie naszego związku z co najmniej 14 facetami, zalecała się podobno do dużo więcej, ale odmawiali ze względu na szacunek do mnie. Ogólnie nie wiedziałem, że miałem najłatwiejszą dziewczynę w powiecie, a przecież z kilkoma kolegami zerwałem kontakt, gdy mówili mi o jej wybrykach, a ja wierzyłem tylko jej.
Zerwałem z nią od razu i poprosiłem ochroniarzy, żeby ją wyrzucili z klubu, bo zaczęła się szarpać, tym znajomym, którzy się przyznali, postawiłem jeszcze po piwie i wziąłem taryfę do domu. Nie pozwoliłem jej już nigdy być ze mną choć trochę blisko — ani fizycznie, ani psychicznie. To była dobra decyzja i dobrze, że się dowiedziałem o wszystkim, bo dzięki temu zmieniłem swoje podejście do potencjalnych partnerek z „fajny tyłek i ładna buzia” na „imponuje mi czymś i mam z nią wspólne tematy”. Teraz jestem z M. i to zupełnie inna bajka. Jestem szczęśliwy.
Od pół roku karmię dziecko piersią. Czasem zdarza mi się to robić np. na ławce w parku, ale zawsze jestem okryta, mam specjalną narzutkę, tak że nawet dziecka nie widać. Niestety ludzie są jacyś uprzedzeni do tej czynności, sama nie wiem dlaczego. Niezadowolone spojrzenia ignoruję. Ale zdarzyło mi się kilka razy, że ktoś podszedł i powiedział, że dziecko to się butelką karmi, a nie biustem świeci (?). Świecę nim chyba tylko w ich wyobraźni, bo w momencie karmienia jestem od szyi osłonięta. Raz nawet jakaś babcia się do mnie dosiadła i zaczęła mi wmawiać, że mam zły pokarm, że dziecko powinno się krowim mlekiem karmić, bo jest bardziej tłuste. I wtedy bym nie była zmuszona publicznie karmić dziecka.
Lekarze zalecają karmić dziecko piersią minimum 6 miesięcy. Bo to najzdrowiej dla maluszka. Ale patrząc na podejście ludzi, to matki przez te pół roku powinny siedzieć w domu, by czasem nie musieć gorszyć społeczeństwa. Bo przecież jedzące niemowlę jest takie fuj.
Od zawsze lubię gejów. Nie wiem czemu, wydają mi się bardzo mili. Paradoksem było dla mnie dowiedzenie się, że dwójka moich byłych to geje.
Na dokładkę są razem.
Nie ma chyba drugiego takiego dziwaka. Po orgazmie mam czkawkę. Zawsze.
Jakiś czas temu miałam gorszy okres w związku. Narzeczony przestał mnie komplementować, przytulać... łóżko też ostygło. Wszelkie moje próby nawiązania bliskości kończyły się na: „Niewygodnie mi”, „Jestem zmęczony” itp.
Próbowałam z nim rozmawiać o tym, ale za każdym razem ucinał temat, że niby nie ma na to siły, że wieczorem porozmawiamy, wieczorem mówił, że jutro i tak w nieskończoność. Coś mnie podkusiło i pobrałam apkę randkową, tam poznałam innego mężczyznę. Cudownie mi się z nim pisało, w końcu miałam poczucie, że jestem dla kogoś ważna. Trwało to może 2-3 dni, aż zaproponował on spotkanie. Popatrzyłam wtedy na mojego narzeczonego, który siedział tuż obok mnie, martwo wlepiając wzrok w ekran telewizora, nie mając świadomości tego, co robię. Uzmysłowiłam sobie wtedy, jak bardzo go kocham i nie mogę, a nawet nie potrafię tak łatwo przekreślić naszego związku.
Od tego zdarzenia minęło już parę miesięcy, podczas których wszystko, co było nie tak między nami, się wyprostowało. Jednak prześladuje mnie sumienie. Pomimo iż nie doszło do spotkania, nie było żadnego cyberka czy też pikantnych wiadomości. Całość była w typie: lubię spaghetti, ten serial, co ostatnio oglądałem, był zarąbisty, mój kot zrobił coś śmiesznego itp. A ja mimo wszystko mam poczucie, że zrobiłam źle. Chciałabym się mu do tego przyznać, to by mnie odciążyło, jednak wiem, że to by go bardzo zabolało.
Kiedy miałem 16 lat, objawiła się u mnie schizofrenia. Zacząłem panikować. Bałem się, że ktoś mnie śledzi. Że jestem na podsłuchu. Rozkręciłem nawet swój komputer, gdyż byłem przekonany, że mam w nim jakąś pluskwę. Koniec końców trafiłem do psychiatryka. Nie wspominam tego okresu zbyt dobrze. Lekarze co chwila szprycowali mnie jakimiś lekami, przez co niezbyt kontaktowałem ze światem. Codziennie spotykałem się z psychologami i psychiatrami najwyższej rangi. Nie pomagało mi dosłownie NIC. Aż pewnego dnia zjawiła się ona. Młoda blondynka, na oko w moim wieku. Była bardzo nieśmiała, nikogo do siebie nie dopuszczała. Próbowałem z nią parę razy porozmawiać, ale mnie zbywała. Poddałem się. Stwierdziłem, że w sumie mam ją gdzieś i pewnie jest jedną z tych, które żyją we własnym świecie, w którym nikt inny się nie liczy. Aż do czasu… Jakieś dwa tygodnie po tym, jak ją przyjęli, podsłuchałem rozmowę lekarzy, z której dowiedziałem się, że dziewczyna trafiła tu po trzech nieudanych próbach. Od razu zapragnąłem się nią zaopiekować. Kiedy wiedziałem już, co jest na rzeczy, nie było trudno załapać z nią kontaktu. W miarę jak się poznawaliśmy, coraz lepiej zauważałem, w jak złym jest stanie. Jak bardzo pogrążona była w depresji.
Dzisiaj mijają trzy lata od naszego ślubu. Kasia zwalczyła depresję i teraz jest szczęśliwą (niedługo) matką. Jeśli chodzi o mnie… Dzięki temu, że musiałem się nią opiekować, zapomniałem o mojej schizofrenii. Całkowicie wyleciała mi z głowy i… to fakt. Czasem powraca, ale teraz mam przy sobie kogoś, kto potrafi mi pomóc.
Dodaj anonimowe wyznanie