#4db0N
Młoda, jak i cała rodzina psinkę wręcz ubóstwiała, pies z nimi spał, wylegiwał się na kanapie, nie pojechali na wakacje, bo nie było go z kim zostawić; generalnie traktowali go jak członka rodziny. Nagle młoda zaczęła się czuć źle, wymiotowała, mdlała, traciła czucie w kończynach. Lekarze, szpitale, diagnoza - rzadka choroba o ciężkim przebiegu. Młoda mogła od czasu do czasu, kiedy tylko jej stan na to pozwalał, przyjeżdżać do domu, warunkiem były dość sterylne warunki i żadnych zwierząt.
Znajoma z wielkim bólem serca dodała ogłoszenie na "spotted" pewnego miasta, że odda małą, posłuszną i wychowaną psinkę tylko w dobre ręce, ze względów rodzinnych. To była ostateczność, nikt pomimo starań nie mógł "przechować" psa do momentu wyzdrowienia małej. Odpowiedzią na ogłoszenie był jeden wielki hejt. "PIES TO NIE ZABAWKA", "JESTEŚ NIEODPOWIEDZIALNA" , "JAK TY BYŚ SIĘ CZUŁA JAKBY CIĘ ODDALI" i wiele innych, pojawiały się nawet wyzwiska.
Może warto czasem wstrzymać się z komentarzem, jeśli nie zna się sytuacji?
Totalnie się zgadzam. Nawet jeśli ktoś kupił/wziął zwierzaka na prezent i przestal się nim zajmować bo się znudził (wiem, okropne i niemoralne) to nadal lepiej by oddał komuś kto pokocha, zaopiekuje się, zadba niż by przywiązał do drzewa w lesie, albo po prostu wystawił na takie mrozy na pole by "się pozbyć problemu".
Skoro jak rozumiem nikt z rodziny/znajomych nie mógł "przechować" psa do momentu wyzdrowienia małej (czyli choroba nie jest przewlekła), to dlaczego nie szukali dla psa domu tymczasowego do czasu wyzdrowienia córki?
Może dlatego że nie wiedzieli ile będzie trwało leczenie? I po prostu, mimo wszystko, prościej dogadac się z obcymi ludźmi że wezmą psiaka na stałe, niż ze tamci się przywiążą a ta rodzina zarząda zwrotu.
Może. Też prawda.