#TgIxL

Moja babcia jest osobą, która wszytko kolekcjonuje: jakieś papirusy, laleczki itp., więc kiedy pojechaliśmy do babci na działkę, babcia dała mojej młodszej 4-letniej siostrze starą lalkę. Kiedy lalka została położona, to zamykała oczy, kiedy wzięto ją na ręce – otwierała oczy. Zachwycona siostra bawiła się nią cały czas.
Jestem osobą, która dużo przeklina, więc podczas jakiejś rozmowy wymknęło mi się małe przekleństwo: „jeb*o”. Możecie sobie wyobrazić minę babci, kiedy moja siostra rzuciła lalkę na drewniane schody i krzyknęła: „Ale jeb*o!”.

#2CZNn

Jestem przed 30, mam partnera od kilku lat i niedawno urodziłam pierwsze dziecko.
Ciąża to był niekończący się koszmar – najpierw wymioty (nie poranne, tylko całodzienne, chudłam, zamiast przybierać na wadze), zgaga i ogromne zmęczenie. Potem spuchnięte ciało, rozstępy, żylaki na nogach, wrażliwość na zapachy (najgorzej w miejscach publicznych, jak czułam perfumy czy jedzenie, to mnie zbierało, nienawidziłam zapachu mięsa i ścian), zapominanie wszystkiego, bóle podbrzusza, ogólna nerwowość. Dzieciątko jest chciane i planowane, żeby nie było, ale miałam nadzieję, że będzie nieco lepiej z tą ciążą, że przecież większość kobiet przez to przechodzi, więc luz. Bardzo bolały mnie piersi, pod koniec ciąży również kręgosłup. W pewnym momencie zmagałam się też z wysypem wytrysków, nietrzymaniem moczu, gazami, szybko rosnącymi włosami na całym ciele, bólem głowy i zaparciami na zmianę z biegunką.
Poród był gorszy. Spędziłam w szpitalu dwie doby, ból przy parciu był tak ogromny, że mam ciary, rozcięto mnie (a potem zszywano), nabawiłam się traumy, miałam potem problem z wydalaniem (siusiałam w wannie na stojąco, wyjąc z bólu pieczenia i bezsilności). Jak pomyślę o tych biednych kobietach z ciążami zagrożonymi, to aż mną trzęsie, co one tam przechodzą. Połóg był okropny, bo byłam wymęczona, obolała, walczyłam z odchodami połogowymi, trądzikiem, który się ostał, bólem piersi i krwawiącymi sutkami (ogólne problemy z laktacją, ale się udało), ponadto moje ciało wygląda zupełnie inaczej i ciężko mi je zaakceptować. Oczywiście czas połogu to też nieustanne zajmowanie dzieckiem, przewijanie, lekarze itd.

I wiecie co? Jest we mnie dużo agresji – wchodzę na Fb, tutaj czy np. na memy (choć już przestałam), a tam komentarze typu „JEJ JEDYNE OSIĄGNIĘCIE TO WYSRANIE GÓWNIAKA”, „CO ONA ZROBIŁA POZA ZROBIENIEM 800+” itd. Boli mnie – nienawidzę – tego, że poziom wrażliwości i przede wszystkim świadomości jest taki niski. Jak jakiś pryszczaty 14-latek śmie wypisywać w necie, że kobieta (jego mama też) „wysrała gówniaka”? No w głowie mi się nie mieści! Tyle bólu, łez, poświęcenia w życiu nie doświadczyłam! To tak strasznie boli moje serce! No i budzi to moją agresję. W stosunku do dziecka za to „co mi zrobiło” (choć nie jest winne) i do męża. Za to, że on tylko „zamoczył”, a ja męczę się ze skutkami. Moja psychika, pochwa, ciało. Nienawidzę mężczyzn, czuję agresję i niesprawiedliwość, brak szacunku. Tu na anonimowych też.
Mam córkę. Czasem wolę, żeby jej nie było. Żeby nie cierpiała za to, kim jest.

#QIYkH

Mój mąż ma sporo rodzeństwa. Nie są jakoś wybitnie zżyci, ale w miarę się dogadują, ja też bez szału, ale dobrze. Z biegiem lat sobie poukładali życie, znaleźli połówki. Niektórych lubiłam mniej, innych bardziej, ale ogólnie z każdym dobrze żyję. Dopóki nie pojawił się X.

X to partner siostry męża. Jeszcze zanim go poznałam, z opowiadań słyszałam, że to rozwodnik z małym dzieckiem, że wygląda i zachowuje się jak buc, ogólnie, że siostrę męża chyba pogięło. Przekornie nastawiona, żeby gościa bronić i dać mu szansę, zaprosiłam ich do nas. Dowiedziałam się, że mój zawód to jeden z najgorszych, na niczym się nie znam, a na koniec jeszcze do męża zaheheszkował, że mu się żona po ślubie roztyła. Lekko skołowana po tym spotkaniu dalej trzymałam się tego, żeby dać gościowi szansę i ciągle wmawiałam sobie, że może coś źle zrozumiałam, że jestem przewrażliwiona. Ale po ponad roku przestałam się łudzić. Gość jest po prostu chamem, szowinistą, bezpodstawnym arogantem i co tam jeszcze, nie tylko w stosunku do mnie. Najbardziej mnie razi, jak traktuje siostrę męża, jak bardzo się przy nim zmieniła. Nawet był okres, że siedział parę miesięcy na lewym L4, a ona trzy roboty ciągnęła i studia zawaliła. No i oczywiście przy dziecku to nic, zawsze jak ich widziałam, to ona wszystko przy nim robiła. Można by jeszcze dużo opowiadać. Ogólnie to cała rodzina albo jawnie ich unika, albo traktuje chłodno neutralnie, poza moim mężem, który zawsze chce się z każdym dogadać. 
Ostatnio się znacznie pogorszyło, w zasadzie odkąd nie zabrałam córki na urodziny jego/ich dziecka. Zgodnie z prawdą powiedziałam, że już mam plany. Zamiast to przyjąć, zadzwonili do męża za granicę, czy teściowa może córkę tam zabrać. Nie pamiętam, czy kiedykolwiek byłam tak zła. Potem było jeszcze kilka akcji, gdzie za moimi plecami (nawet nie próbowali mnie pytać) chcieli się spotkać z mężem/i córką, przy tym sypiąc teksty o pantoflarzach itp., raczej nie kryjąc się z tym, że myślą o mnie w kategoriach chimery, sztywniary, śmiejąc się przy tym z moich metod wychowawczych (że 5-latek nie ma tableta, że chodzi spać ok. 20:00 – no beka jakich mało).

Jestem ogólnie wrażliwą i rodzinną osobą, więc bardzo ciężko jest mi to olać, choć staram się. Ale odkąd postanowili na szybkiego wziąć ślub (mąż od razu przejrzał, że wpadli, mimo że zarzekali się, że więcej dzieci nie chcą, kryją się z tym chyba ze wstydu), bardzo pogorszyło mi się w małżeństwie. Mąż chce z nimi dobrze żyć, a ja chcę z nimi mieć najmniej możliwie do czynienia, zwłaszcza moja córka, bo uważam ich za zły wzorzec i wpływ. Mąż bierze do serca teksty o pantoflarzach, mimo że nigdy nie broniłam mu się z kimkolwiek spotykać, nawet z osobami, za którymi nie przepadam. Ja czuję, że mnie nie broni, tym samym przyzwalając na robienie ze mnie zołzy. Zaczyna się to przelewać na inne sfery życia.

Martwię się, co będzie dalej, jak ich dziecko się urodzi. Źle mi z tą sytuacją, gdyż nie wiem, jak trzymać się swoich wartości, nie zaczynając zimnej wojny...

#5RDDb

Poligon w połowie listopada. Pierwszy przymrozek, szron na trawie. Gdzieś tak 3-4 stopnie na minusie.

Dowódca plutonu podał temat zajęć, omówił wszystkie czynności itd. Miał przejść do podania „warunków bezpieczeństwa”. Zwykle to standard – zakaz celowania do ludzi i sprzętu, zakaz przeładowywania broni bez komendy, rozkładania broni itd. Ale nie tym razem.

„Podaję warunki bezpieczeństwa! Kategorycznie zabraniam dotykania językiem metalowych elementów broni!”

Miło, jak dowódca wierzy w inteligencję swoich żołnierzy...

#dbGoW

Obudziłam się wcześnie rano jak nigdy. Nie obudziło mnie słońce, nie obudził budzik, nawet koty mnie nie obudziły. Obudził mnie paskudny zapach. No dobra, obudził mnie ohydny smród... Było ciemno, więc czym prędzej wstałam, by zapalić światło i sprawdzić, skąd ten smród dobiega. 
Najpierw sprawdziłam kuwety – czysto. Inne pomieszczenia – nic podejrzanego nie znalazłam. Ale ten smród było czuć bez przerwy! Dobra, może to coś z zewnątrz? Tak pomyślałam i wróciłam do pokoju. Mą uwagę przyciągnął dziwny kolor pościeli. Z różowo-białej zrobiła się różowo-biało-brązowa. Cała górna część kołdry, poduszka, prześcieradło były brudne i śmierdzące. Spojrzałam w lustrze na siebie. I tego obrzydliwego widoku nie zapomnę do końca życia. Cała góra od piżamy, twarz, ręka, włosy... Wszystko żółto-brązowe z jakimiś kawałkami jedzenia... Wtedy przypomniałam sobie o tym, co śniło mi się dzisiejszej nocy.

Śniło mi się, że cała treść żołądkowa podchodzi mi do gardła. Ale że nie chciało mi się wstać, to ułożyłam się na boku i zwymiotowałam w łóżku... Było tego dosyć sporo! Ja leniwa nie chciałam wstawać, by sprzątnąć te rzygowiny, więc wpadłam na okropny pomysł. To, co zwymiotowałam... zjadłam. Tak o, po prostu.

Nigdy nie zapomnę tego, jak połączyłam fakty i zorientowałam się, że zjadłam nieświadomie to, co zwymiotowałam. To był dla mnie szok. Ta myśl mnie tak obrzydziła, że zwymiotowałam ponownie. Na szczęście tego już nie zjadłam, tylko należycie posprzątałam.

#8noAS

Nie jest mi z tym łatwo, ale muszę przyznać, że jestem nimfomanką. Kiedy to robię, czuję się jak po zastrzyku adrenaliny – daje mi to niewiarygodną przyjemność. Z drugiej strony czasami nagle ogarnia mnie obrzydzenie do siebie i zastanawiam się, czy nie pora z tym skończyć. Jednak nie umiem. Gdy zachowuję erotyczną abstynencję przez jakiś czas, zaczynam czuć „głód”, wpadam w histerię, płaczę i tak dalej. Nie ma dnia, kiedy bym o tym nie myślała. To utrudnia mi życie. Ale terapia? Nie, to nie dla mnie – jestem niepełnoletnia, a mama myśli, że jestem jeszcze dziewicą. 
O, i jeszcze jedno – znowu to zrobiłam i znowu się popłakałam.

#xcmJx

Matka dziewczyny mojego brata zakleszczyła się w lesie, uprawiając seks z jakimś żulem. Przyjechało pogotowie i ich zabrali. Mimo że było to w lesie kilka wsi obok, na wsi mojego brata kolejnego dnia już wszyscy wiedzieli. Ogólnie tam sytuacja jest nieciekawa, ojciec tej dziewczyny dużo pije, matka pije i się puszcza, brat jest agresywny i też pije. Mój brat i rodzice wiedzą o incydencie w lesie, ona już też raczej wie (prawdopodobnie siostra jej powiedziała, ale nie jestem pewien w 100%).

Rodzice zaczęli ostatnio gorzej ją traktować. Mama czepia się, że nie pomaga i nie zajmuje się dzieckiem. Nikt nie wie, że to ja jestem ojcem jej córki. Zaszła w ciążę, gdy rozstała się z moim bratem. Szybko do siebie wrócili, ale testy potwierdziły moje ojcostwo. Zdecydowałem się niczego nie mówić. Martwię się jednak o atmosferę, w której wychowuje się moja córka. Rodzice mają pretensje do brata, że wziął sobie dziewczynę z patologii. W domu są ciągłe krzyki, rzucanie talerzami i lamentowanie „bo ludzie mają jej rodzinę na językach”. Dziewczyna brata kilka razy w tygodniu bierze swoje auto i jedzie gdzieś rano, a wraca w nocy, gdy córka śpi. Pytałem co wtedy robi, powiedziała, że spotyka się z przyjaciółkami, bo potrzebuje relaksu. Od początku ma chłodny stosunek do dziecka. Zawsze wolała się napić i poimprezować, niż zostać w weekend z dzieckiem. Wtedy córką opiekujemy się moja mama i ja.

Coraz mniej mi się to wszystko podoba i coraz częściej mam ochotę powiedzieć, że mała to moje dziecko, i zabrać ją do siebie. Bardzo ją kocham, poświęcam jej czas gdy tylko mogę. Ona lgnie bardziej do mnie niż do brata czy jego dziewczyny. Serce mi pęka, gdy mówi do mnie „wujek” zamiast „tata”. Chciałbym, żeby wiedziała, że jestem jej ojcem, ale nie wiem, czy powinienem wyjawić rodzinie ten sekret.
Dodaj anonimowe wyznanie