#m8Nn9

To było kilkanaście lat temu, miałem jakieś 19 lat. Mieszkałem z rodzicami i gdy skończyłem prawo jazdy, jeździłem ich samochodem.

Mama miała specyficzne podejście do mnie - zawsze mnie krytykowała, gdy pojawiały się problemy związane z moją osobą, bo chciała, żebym był najlepszy i bezproblemowy, wręcz nieskazitelny. Na przykład gdy dostałem 3 w szkole, to dawała mi szlaban (chociaż sama nie miała najlepszych ocen w szkole na wsi, gdzie się wychowała. Średnia ok. 3). Krótko mówiąc, jak coś zdarzało się nabroić, to za każdą drobnostkę mnie krytykowała. Tata też trochę, ale bardziej luźno podchodził. Poskutkowało to tym, że w szkole byłem bardzo dobry, a w życiowych sprawach nieskazitelny... mieli się czym chwalić wśród znajomych i rodziny, ale... dzięki temu powstało u mnie przeświadczenie, żeby nie mówić im pewnych rzeczy, by uniknąć zbędnego gadania i oszczędzić sobie problemów i też "Co sobie o mnie pomyślą, jak się dowiedzą?". Doszło też do tego niskie poczucie wartości, to, że bałem się ich reakcji na cokolwiek i to, że nie wiedziałem, jak się zachować w niektórych sytuacjach.

Byłem świeżo upieczonym kierowcą. Pewnego dnia pojechałem w miejsce, w które często jeżdżę i gdzie parkuję na dzikim parkingu. Po powrocie do auta zauważyłem, że może być ciężko z wyjazdem - samochody ciasno zaparkowały, trochę byłem zastawiony. Ale spróbowałem...
Chwila nieuwagi - BUM!. Przywaliłem w samochód, który mnie zastawił. Nagle przyszły myśli o tym, co rodzice powiedzą... Panika, kręcę dalej, ruszam do przodu, do tyłu, doszło obtarcie. Wychodzę z auta, szybka analiza... Rozglądam się... "Nie ma świadków, nie ma kamer, nie ma nic", patrzę na moje szkody i drugiego auta "O kur**...". Szybki odjazd.

W panice odjechałem z miejsca zdarzenia. Zaczął mnie dręczyć niepokój "Czy nie zostawiłem dowodów? A policja?". Wróciłem, ale zaparkowałem spory kawałek dalej i przeszedłem się pieszo. Obejrzałem obtarty samochód i okolice, coś leżało z mojego auta, pozbyłem się dowodu. Ukryłem się obserwując rozwój sytuacji. Przyszedł kierowca, zadzwonił do kogoś, wezwał policję. Oni spisali protokół, a ja wróciłem do auta.

Wróciłem do domu i powiedziałem, że będę potrzebował auta przez jakiś czas. Specjalnie parkowałem na osiedlu tak, żeby auto nie było na widoku. Przez bite 3 tygodnie musiałem wymyślać wymówki, żeby tylko nie próbowali iść do samochodu. W międzyczasie załatwiałem blacharza/lakiernika i żyłem w głębokim niepokoju, że policja zapuka do drzwi.
Wyrzuciłem sporą część swoich oszczędności na naprawę, ale po otarciu "prawie" nie było śladu. Sprawa ucichła, nikt się nigdy nie dowiedział. A małe ślady wytłumaczyłem "stuknięciami przy markecie".

Z jednej strony cieszę się, że jestem geniuszem zbrodni, z drugiej czuję się ch**em, że uciekłem i nie wziąłem tego na klatę.
donttouchmyfood Odpowiedz

Też kiedyś niechący przywaliłam komuś w zderzak na parkingu, kilka osób to widziało, a ja ... spanikowałam i uciekłam. Wieczorem mama się spytała czemu chodzę cały dzień jakaś spięta, powiedziałam jej wszystko i poryczałam się, że policja mnie znajdzie. Mega żałowałam tego, że odjechałam, ale po prostu stres sytuacji, zrobiłam to bez jakiegokolwiek myślenia.

TylkoNaChwilke

Kiedyś zahaczyłam na parkingu o samochód sąsiada (ulubionego na dodatek!). Nigdy w życiu tak nie zwiewałem...

Na swoje usprawiedliwienie dodam, że dzień później do sąsiadów poszłam przeprosić i ustalić spłatę. Sąsiad nieźle się zdziwił - przez cały dzień nie zauważył, że ma w połowie tylny zderzak oderwany.

Feniks06

Donttouchmyfood

Skoro bardzo zalowalas, tego że odjechałaś to co stało na przeszkodzie byś po opadnięciu stresu zgłosiła się na policję z informacją, że jesteś sprawca kolizji?

Nie, Ty nie zalowalas, że odjechałaś. Ty byłaś przerażona, że jeśli dojdą do Ciebie to przywalą Ci jeszcze za ucieczkę z miejsca zdarzenia. Nic więcej.

Heppy

Ale czego się bałaś? Przecież jest ubezpieczenie. Każdemu się może zdarzyć. Nie rozumiem. To tylko samochód. Gorzej gdybys kogoś potrąciła.

donttouchmyfood

Feniks06 mozliwe, ze tak bylo, wcale sie przed tym nie bronie. co nie zmienia faktu, ze zalowalam, przerazenie moglo byc dodatkowa emocja. mialam 18 lat, to bylo 10 lat temu, nie wiem co wtedy moglam myslec.

NajebanaAleDama Odpowiedz

Ja na parkingu pod praca też mogłam uciec, ale zostawiłam karteczkę z numerem telefonu

Pyskatazmija

Ja kiedyś pod siłownia otarłam moim złomkiem (biedna studentka) całkiem nowe bmw. Zostawiłam nr telefonu, facet zadzwonił, umówiliśmy się pod tą siłownia żeby spisać moje oświadczenie. Przyjechałam, obczaił złomka, stwierdził że on to wliczy w koszty i że mam sobie głowy nie zawracać 😂

Opiatjeden

Pyskatazmija, Miałaś szczęście, ja kiedyś otarłam się o nowiutką Mazdę na parkingu, dziewczyna była w samochodzie. Zrobiłam dosłownie jedną rysę, a ta rzuciła się na mnie z gębą, że zniszczyłam jej auto i wezwie policję. Dostałam za to 200 zł mandatu i 6 punktów karnych, a funkcjonariusze widocznie się śmieli, że do takiej sprawy ich ktoś wzywa, bo normalny człowiek spisuje oświadczenie.

Dziewczyna nie była zadowolona, nie wiem na co liczyła, chciała mnie nawet pozwać do sądu.

Potem okazało się, że to auto nie jest jej, tylko w leasingu firmy jej ojca. Cała sprawa ciągnęła się ze 4 miesiące i zafundowała mi sporo nerwów.

Nimi3938 Odpowiedz

Ja kiedyś drzwiami uderzyłam w inne auto. Nie jestem gruba, ale zawsze jakoś tak niezgrabnie przychodzi mi wysiadanie z pojazdów, nie umiem wysiąść bez otwierania drzwi na oścież. Poszłam na zakupy, spodziewając się, że jak wrócę to będzie opr od przypadkowego biedaka, ale jak wróciłam auta nie było. Właściciel pewnie nie zauważył, a ja się zastanawiam jak zareagował, kiedy w końcu zobaczył

Opiatjeden

Ja kilka razy uderzyłam w drugie auto, żeby wejść lub się wydostać ze swojego, bo ktoś tak świetnie zaparkował obok mnie. Sama mistrzem parkowania nie jestem, ale gdyby ktoś uderzył w mój samochód drzwiami, bo mu zastawiłam wyjście, to nie darłabym mordy na cały parking. Przecież to tylko samochód...

Cero

Też niezgrabnie wychodzę z samochodu, a drzwi, które same się otwierają na oścież tego nie ułatwiają. Dlatego wyrobiłam sobie nawyk chwytania za krawędź drzwi zaraz po tym jak tylko je uchylę. Przez to, że trzymam najbardzjej newralgiczne miejsce to nie przywalę drzwiami w samochód obok tylko w moje palce. Polecam :D spokój sumienia gwarantowany albo zwrot pieniędzy ;)

egzemita Odpowiedz

Jak się ukryłeś w krzakach i obserwowaleś to miałeś naprawdę dużo szczęścia. Jakby choć jedna osoba była z psem to by cię zdemaskował. Niedawno była taka historia że facet wskoczył w krzaki na szybką kupę i jakiś pies go wytropił. Tak się wystraszył że usiadł w to co zrobił. Właściwie mógłby to tutaj opisać...

19941995

Podaj kod do tego wyznania :D

Dragomir

Ten pies musiałby być jasnowidzem żeby wiedział kogo i gdzie ma szukać i jak zidentyfikować sprawcę.

MizantropM Odpowiedz

minus dla Ciebie, tak sie nie robi.
Najlepiej zostać i wyjaśnić

Nimi3938

minus dla komentarza, to nie strona 'doradztwo moralne' tylko anonimowe wyznania

MizantropM

@Nimi3938 dzięki szeryfie anonimowych za zwrócenie uwagi

anula3366 Odpowiedz

Też zdarzyło mi się przywalić, odjechać z miejsca wypadku przez stres. Odjechałam, uspokoiłam się i wróciłam po 15 minutach. Stres i panika to jedno ale po pierwsze konsekwencje prawne jak ucieczka z miejsca wypadku, a druga rzecz tak zwyczajnie się nie robi. Nie chciałabym znaleźć po drugiej stronie, osoby pokrzywdzonej czego w tej chwili życzę autorowi wyznania

Dragomir

Nie zycz drugiemu co Tobie niemiłe.

xXLeaXx Odpowiedz

Wyznanie to jedno, ale to ile ludzi zachowuje się jak ostatnie chamy i egoiści, to drugie. Oby Wam tak kiedyś ktoś w auto przywalil i uciekł, bo "stres".

Wtorek09

Dokładnie. Te komentarze to dramat, ile ludzi się tu przechwala, ze zwiało z miejsca stłuczki... dla nich stres? A dla drugiej osoby konieczność robienia rysy z własnego AC, a co za tym idzie, zwyżki

Przynajmniej Odpowiedz

Szkoda, że żaden z nich nie miał kamerki, pajacu.

Dodaj anonimowe wyznanie