#WeB3D

Jestem zazdrosna o moją siostrę. Jak ona coś zrobi, to od razu wszyscy koło niej skaczą. To samo jak płacze czy jak coś osiągnie. Nasi wspólni przyjaciele też ją wolą. Ja też tak chcę. Zawsze jak byłyśmy dziećmi i ona płakała, to od razu było, że moja wina. A jak ja płakałam, to było „Nie przesadzaj”. Zazdroszczę jej tej uwagi innych.

#OjAKS

Gdy byłam młodsza, przeczytałam opowiadanie z serii „Gęsia Skórka”, w którym dziewczyna nie dostawała odpowiedzi na listy od swojej koleżanki, która wyjechała na obóz. Jedynymi osobami, z którymi rozmawiała, były jej mama i nowy sąsiad, którego podejrzewała o bycie duchem. Ostatecznie jednak okazało się, że to ona jest duchem i umarła w pożarze.

Od tej pory, kiedy przez dłuższy czas nie dostaję od nikogo wiadomości (czy to SMS, czy na Fb, czy gdziekolwiek indziej) przechodzi mnie myśl, że może umarłam i dlatego nikt mi nie odpisuje.

#bFRuq

Byłam z moim byłym przez 5 lat. Rozstaliśmy się, bo po prostu mieliśmy inne wizje i plany na przyszłość. Do niedawna byłam pewna, że rozstaliśmy się w zgodzie.

Minął mniej więcej rok od tego całego rozstania, kiedy dowiedziałam się od wspólnych znajomych, że ma nową dziewczynę. I że przyjdzie z nią do naszego przyjaciela na imprezę urodzinową. Wtedy też mój były zaczął się do mnie więcej odzywać. Pisał głównie, jaka ta dziewczyna fajna, jaka ładna, jacy są dopasowani i co najważniejsze pisał, że w końcu ma dziewczynę z porządnym biustem. Trochę mnie to zabolało, bo mam te swoje 75B i zawsze czułam się przez to gorsza, o czym dobrze wiedział, i ten komentarz był według mnie nie na miejscu.

Kiedy poznałam jego nową dziewczynę, ona miała minę przerażonej fretki, a ja zaczęłam się śmiać w głos. Dlaczego?

Otóż pracuję jako brafitterka i właśnie owa dziewczyna była u mnie w sklepie dwa dni wcześniej, żeby kupić sobie biustonosz super push-up „bo razem z chłopakiem chcą sprawić, żeby jego była poczuła się jak zero”. Naśmiałyśmy się wtedy, wybierając coraz to większe wypełnienia, w sumie złapałam z nią fajny kontakt i pewnie dlatego przyznała się do celu zakupu.

Nikomu nic nie powiedziałam, bo i po co, ale drodzy anonimowi, ta satysfakcja... :D

#W3w9H

Prawie dwadzieścia lat temu ja, młody, ambitny absolwent technikum informatycznego stwierdziłem, że żeby nie obciążać rodziny, udam się na studia zaoczne i będę równolegle zarabiał choćby na same studia. Pracy jednak nie było, na szczęście udało się jakieś szkolenia finansowane z Unii wyłapać. Po szkoleniach półroczny staż. Grupa podzielona parami, każda para do innego miejsca pracy. Mnie trafił się Ośrodek Pomocy Społecznej. 

Na stażu jak to na stażu, byłem takim przynieś-wynieś-pozamiataj. Moją opiekunką stażu była bardzo miła, niestety niepełnosprawna pani, ze sporą wiedzą, ale też ambicjami. Szybko skumplowałem się z tamtejszym IT. Jak się okazało, na krótko. Szybko złożył wypowiedzenie. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, jak dowiedziałem się, że przejmuję jego obowiązki! Przypominam, że ciągle byłem stażystą, więc każdy wykorzystywał mnie do każdej możliwej pracy. Tak więc robiłem backupy serwerów, aktualizacje oprogramowania, modernizowałem sieć, ale też pisałem zaświadczenia, pomagałem przy wywiadach środowiskowych, wypisywałem koperty, nosiłem pocztę itd... Okazało się też, że moja opiekunka stażu wcale nie jest taka miła jak się wydawało. Wychodziła z założenia, że jeżeli ona ze swoimi problemami coś może (przypominam, że była niepełnosprawna), to inni też. A była drobiazgowa i pedantyczna. Potrafiła wielokrotnie zwracać gotowy projekt graficzny (tak, zajmowałem się też robieniem wizytówek, grafik i innych zabaw graficznych) tylko po to, żeby po naniesieniu zmian znaleźć nowe problemy i wprowadzić nowe zmiany. A potem następne. I następne... Do tego ciągłą krytyka, szpiegowanie Facebooka, „dywaniki” i opierdol za wszystko, co jej nie pasowało.
Nie mogłem zakończyć stażu, bo był warunek, że muszę znaleźć pracę, inaczej będę musiał całe stażowe zwrócić.

Na miesiąc przed końcem stażu nie wytrzymałem. Chciałem się powiesić. Uratował mnie kumpel, który przypadkiem stwierdził, że zobaczy, co u mnie.
Na drugi dzień wróciłem do pracy. Byłem jak zombie.
Na szczęście w połowie dnia kumpel zadzwonił do mnie, że ma dla mnie pracę w firmie, w której pracuje. Następnego dnia już się nie pojawiłem na stażu.

PS Potem okazało się, że IT zwolnił się z tego samego powodu. Niestety niezgodnie z przepisami podlegał pod tę panią, a nie pod dyrektora placówki.

#nTyYZ

Zawsze byłem dość szczupłym nastolatkiem. Nigdy mi się to nie podobało. Chciałem być duży. W sensie – naprawdę duży. Z fascynacją patrzyłem na wysokich i dobrze zbudowanych facetów. Gdy miałem 20 lat, poszedłem na siłownię. Efekty przyszły z czasem, jednak mi było mało. Zdałem sobie sprawę, że tak naprawdę nie chodzi mi o mięśnie, a o fakt bycia dużym. Postanowiłem przytyć.

Obecnie mam 32 lata i ważę 120 kilo przy 1,88 m wzrostu. Nigdy nie czułem się sam ze sobą lepiej. Muszę przyznać, że mam szczęście, bo nie każda otyła sylwetka mi się podoba. Nie lubię rozlazłej i bezkształtnej figury. Nie lubię też dziwnych i twardych brzuchów (trzewna tkanka tłuszczowa). Nie podobają mi się nieproporcjonalnie duże biodra i uda. Nie lubię też, gdy facet nie ma kompletnie owłosienia na ciele. Ja całe szczęście dzięki siłowni (wciąż dużo ćwiczę) oraz genom wyglądam tak, jak zawsze chciałem. Mam duży brzuch. Ma w miarę okrągły kształt, ale jest dość miękki i plastyczny. Nie jest jednak rozlazły. Nogi mam potężne, ale proporcjonalne i nie bezkształtne. Moja klata, ramiona i brzuch są dość mocno owłosione. Jestem brunetem, więc jest to dobrze widoczne. Mam szerokie barki, a męskie piersi są tylko nieznacznie zaznaczone na umięśnionej klacie.

Ludzie tacy jak ja nazywają się gainerami. Po prostu chcemy intencjonalnie przytyć. Nazwę tę poznałem, gdy ważyłem już około 100 kilo, więc byłem już gruby.

Moi znajomi i rodzina myślą, że się po prostu zapuściłem i nienawidzę siebie. Nigdy im się nie przyznam, że prawda jest taka, że uwielbiam to, jak wyglądam. Każdy kolejny kilogram bardzo mnie cieszy. Nie planuję być chorobliwie otyły. Zatrzymam się pewnie przy 140-150 kg. W byciu gainerem uwielbiam to, jak można się nie przejmować opiniami innych. Gdy jeszcze byłem typowym bywalcem siłowni, czułem wieczną presję, żeby moja sylwetka wyglądała „idealnie” – mięśnie brzucha widoczne, talia wąska, mięśnie rąk wyseparowane, brak „boczków” itp. Oczywiście nigdy nie udało mi się osiągnąć ideału. Obecnie nie muszę się tym przejmować i czuję się 100 razy pewniejszy siebie. Naprawdę podobam się sobie. Zdejmuję koszulkę przy każdej możliwej okazji. Uwielbiam tank-topy. Chodzenie na basen lub po plaży to jedne z moich ulubionych czynności. Mogę dumnie zaprezentować to, jak wyglądam. Z każdym krokiem mój brzuch się trzęsie (ale nie za bardzo), a ludzie z każdym kolejnym moim kilogramem coraz perfidniej się na mnie gapią. Uwielbiam ich wzrok na moim ciele. Większość społeczności gainerów to geje. Niestety mało jest kobiet, które lubią gainerów, ale nie ustaję w poszukiwaniach.

#lM0Vu

Czuję się często niedoceniona, pomimo dobrych rodziców i wspaniałych przyjaciół.

Mam dopiero niespełna 17 lat, a czuję się, jakby pół życia było już za mną. Zawsze mam wrażenie, że nie dałam tych 100%, których czasami tylko ja oczekuję. Osiągnęłam już wiele i wiem, że mogę więcej, ale nie wiem, co to jest. Nie mam pomysłu na życie lub mam ich zbyt wiele. Są wakacje, a ja nie wiem, co ze sobą zrobić, mimo wielu ciekawych planów, na myśl których się niesamowicie cieszę.

Nie umiem się zmotywować lub po prostu unikam kolejnych porażek...
Dodaj anonimowe wyznanie