#R2XoO
Od momentu, gdy tamten mężczyzna zginął z mojej winy, minęło już dość sporo czasu.
Nikt jeszcze mnie nie zatrzymał, a w sprawie nie pojawiły się żadne dowody obciążające kogokolwiek. Zdaję siebie sprawę, że nawet gdyby się znalazły, to nikt by nic mi nie powiedział, ale bądźmy szczerzy - to wypadek przy pracy, nie sprawa w stylu seryjnego zabójcy grasującego po ulicach Warszawy.
Jak na razie firma, w której pracuję, prawdopodobnie zapłaci wysokie odszkodowanie z powodu zaniedbań, o których pisałem w poprzednim wyznaniu, więc wszystko przychyla się ku wypadkowi.
Zaraz po wydarzeniu sprawdziłem czasy pracy i możliwe poszlaki, które by mogły wskazywać, że byłem choćby świadkiem zdarzenia, ale choć znalazłem kilka godzin wpisanych na tym dziale i podpisy pod kilkoma maszynami z tego samego działu, niczego nie zniszczyłem, bo po co zwracać uwagę mąceniem wody. Wydaje mi się, że sprawa skończy się dla mnie w doskonały sposób. Nie ma co się oszukiwać - w takich przypadkach nikt nie przeprowadza śledztwa trwającego miesiącami i gdyby cokolwiek mnie obciążało, to dowody byłyby w ciągu kilku dni, a nikt nie będzie analizował każdej śrubki dla samej analizy.
Do ewidencji czasu pracy i grafików każdy ma dostęp w dowolnym czasie, więc gdyby ktoś chciał napisać, że mnie złapią na sprawdzaniu czegokolwiek, to na szczęście nie mogą.
Sam nawet już się nie stresuję, a nawet zaryzykuję stwierdzenie, że jest w tym coś dziwnie pociągającego.
Ale ty wiesz że w internecie tak naprawdę nikt nie jest anonimowy? Wystarczy że wyznanie zobaczy ktoś z twojego otoczenia, pracy, kto jest ogólnie zaznajomiony z sytuacją i zgłosi to policji, policja i prokuratura ma prawo wystąpić do operatora sieci o udostępnienie adresu IP i bardzo łatwo cię namierzą. Przeraża mnie twoja naiwność
To ten wypadek z 22 października zeszłego roku?