#PPFTS

To było w czwartej klasie podstawówki. Tego dnia mieliśmy zajęcia z wychowania fizycznego. Byłam wtedy bałaganiarą, zawsze się spóźniałam i gubiłam wszystkie rzeczy. Mieszkałam 10 minut spacerem od szkoły, chodziło tam może 60 dzieci, więc każdy znał się po imieniu. Jak zwykle obudziłam się 5 minut przed rozpoczęciem zajęć. Szybko się ubrałam, spakowałam książki oraz dresy, które nosiłam dzień wcześniej. Po kilku godzinach lekcyjnych zadowolona poszłam przebrać się do toalety. Gdy wyszłam na korytarz, okazało się, że ktoś zgubił... majtki. Wszyscy zwijali się ze śmiechu, a pani od WF-u trzymała z kamienną twarzą moją brudną bieliznę. Pakując dres, nie zauważyłam, że jest w nim tego typu niespodzianka. Modliłam się jedynie, aby okazało się, że nikt nie zauważył momentu, w którym musiały mi wypaść. Czekałam na to, aż się wyda, aż ktoś krzyknie moje imię. Byłam roztrzęsiona. Czułam się jak w koszmarze, jednak razem z innymi śmiałam się z właścicielki majtek i zastanawiałam się, kim może być ta osoba. Najważniejsze było nie dać po sobie nic poznać i... udało się.

Do końca dnia wszyscy w szkole byli podnieceni i próbowali rozgryźć zagadkę brudnych majtek. Przez kolejne dwa tygodnie ciekawscy nauczyciele prosili o odbiór zguby, a ja postanowiłam się nie przyznawać.

Do tej pory nikt nie wie o mojej tajemnicy :)

#AIWsv

Temat kontrowersyjny, bo o aborcji. Na potrzeby wyznania powiem tylko, że mam dość rzadką wadę budowy macicy, co znacznie utrudnia zajście w ciążę, a także zwiększa ryzyko poronienia.

Z partnerem współżyliśmy regularnie używając prezerwatyw, uznałam, że skoro i tak mam problemy z zajściem w ciążę, to nic złego się nie stanie. A jednak okazało się, że jestem w ciąży, zorientowałam się po spóźniającym się okresie. Byłam przerażona, nie mogłam uwierzyć w to, że jestem w ciąży, skoro nawet ginekolog kiedyś stwierdził, że jest jedynie nikła szansa na to, abym kiedykolwiek zaszła w ciążę, ja zresztą dziecka nawet nigdy mieć nie chciałam. Powiedziałam mojemu partnerowi o swoich obawach, a w niego jakby wstąpił diabeł i nagle dostał "odpieluszkowego zapalenia mózgu". Mówił, że chce mieć dziecko, że zawsze chciał być ojcem i tym podobne rzeczy.

Raz wspomniałam, że najlepszym wyjściem byłaby aborcja, wpadł w szał... Krzyczał na mnie, że jestem morderczynią, że chcę zabić niewinne dziecko, jego kochane dzieciątko, które tak bardzo kocha. Nie przemawiało do niego nawet to, że gdy w późniejszym czasie udałam się do ginekologa, potwierdziły się najgorsze przypuszczenia i w najlepszym wypadku zagrożone było moje zdrowie, w gorszym życie, bo nawet przez zwykłe poronienie mogłabym wykrwawić się na śmierć (wiem to, bo robiłam też badania krwi i mam problemy z krzepliwością). Jak grochem o ścianę... On oczywiście od samego początku wiedział o moich przypadłościach, a mimo to chciał narażać moje życie dla jeszcze nienarodzonego i nierozwiniętego dziecka.

Wyjście miałam tylko jedno. Celowo sprowokowałam kłótnię z nim i powiedziałam, że jadę na kilka dni do rodziców odpocząć. W rzeczywistości opłaciłam klinikę w Czechach i pojechałam tam nikomu o tym nie mówiąc, miałam niewielkie oszczędności, więc to nie był wielki problem. Wtedy byłam w 9 tygodniu, nawet tam powiedzieli, że było zagrożenie zdrowia/życia i chociaż w moim przypadku był to dość skomplikowany zabieg, to prawdopodobnie ocalił mi życie.

Po powrocie z kliniki powiedziałam tylko partnerowi, że w drodze do rodziców jadąc autobusem poroniłam i zabrało mnie pogotowie, rodzice nic nie wiedzieli, zresztą oni też są przeciwnikami aborcji.

Minęło kilka miesięcy od tamtego zdarzenia, z partnerem jestem w separacji przez to, że celowo narażał moje życie dla nienarodzonego dziecka. Nikt inny nie wie o tym oprócz Was, zamierzam zabrać tę tajemnicę ze sobą do grobu.

PS W przyszłości zamierzam zaoszczędzić na zabieg podwiązania jajowodów, skoro dziecka nie chcę i nie powinnam mieć.

#PH3RO

Parę lat temu, moja pierwsza wizyta u pana ginekologa.
Podczas badania z nerwów puściłam chyba najgłośniejszego i najbardziej zabójczego „cichacza”.
Pan ginekolog uśmiechnął się, po czym otworzył okno i radosnym tonem stwierdził:
„O pani... Nie jest pani ani pierwszą, ani ostatnią. Co najlepsze, w mojej karierze spotkałem się z dużo gorszymi przypadkami”.

Uśmiechnęłam się, ale bałam się spytać, co to za „gorsze przypadki”.

#yjOM4

Nad ranem, po drodze do pracy, zauważyłem jakiegoś lokalnego ziomeczka bazgrającego sprayem po budynku, więc zadzwoniłem dyskretnie na pobliski komisariat, a do gagatka po cichutku podszedłem od tyłu i złapałem, żeby nie próbował uciekać. W ciągu kilku minut z „wielkiego wojownika swojej drużyny piłkarskiej, za którą oddałby życie” zmienił ton na „no przepraszam, proszę pana policjanta, więcej nie będę, no nie może być mandat, no, mama mnie zabije”.

#abIND

Dziś śniło mi się, że jestem ułamkiem. Pech chciał, że nie byłem byle jakim. Mój licznik był liczbą przestępną, a mianownik algebraiczną, co powodowało u mnie (ułamka) depresję, gdyż żaden wielomian o współczynnikach z ciała liczb wymiernych nie chciał, bym był jego pierwiastkiem...


Zna ktoś dobrego psychiatrę? Chyba wariuję.

#D2V03

Dziś o 10 miałam zdalną rozmowę kwalifikacyjną do pracy, na której mi zależy. Niestety z powodu stresu zasnęłam dopiero nad ranem, no i zaspałam. Za pięć dziesiąta zorientowałam się, co się stało, na wpół przytomna włączam laptopa, przeczesuję włosy, przemywam twarz (mam to szczęście, że wyglądam całkiem ładnie bez makijażu). Próbuję sobie przypomnieć, co powinnam wiedzieć, żeby przejść test na to stanowisko. W ostatniej chwili zauważam na krześle wyprasowaną wczoraj koszulę i narzucam ją na siebie, przecież trzeba jakoś wyglądać.

Punkt 10 zaczyna się spotkanie, rekruterem jest mężczyzna w średnim wieku, oprócz tego jeszcze drugi – bezpośredni przełożony dla stanowiska, na które aplikuję. Zadają mi pytania, na które, o dziwo, odpowiadam bez problemu, mimo że walczę z opadającymi powiekami i z tęsknotą zerkam na ekspres do kawy. W pewnym momencie rekruter mówi: „A teraz sprawdzimy pani umiejętności manualne. W tej pracy często będzie pani musiała rozrysować coś klientowi na kartce”. Cholera, przygotowałam wczoraj kartki i długopis, ale kompletnie o tym zapomniałam. Leżą na regale za laptopem, muszę wstać i sięgnąć.

Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Podnoszę się, biorę kartki i siadam z powrotem. Rekruterzy są w szoku, ja uśmiechnięta czekam na dalsze instrukcje. I nagle do mnie dociera. Przecież byłam tak zaspana, że całą energię skupiłam na poprawnym odpowiadaniu. Niektóre szczegóły uleciały mi z głowy. Jak chociażby to, że po zerwaniu się z łóżka przebrałam tylko górę. I może nie byłoby to tak tragiczne, gdyby nie fakt, że śpię nago...

PS Rekruterzy dość nerwowo się ze mną pożegnali, więc wymarzonej pracy nie dostanę. Najgorsze, że rozmowa była nagrywana. Leżę i ryczę. Dziś czeka mnie jeszcze druga zmiana w obecnej pracy, której nienawidzę.

#rRk2v

Mam obecnie 32 lata. Gdy miałam 16 lat, napisał do mnie lokalny dziennikarz. Połowę życia, dosłownie, zajęło mi poradzenie sobie z traumą, jaką mi zafundował, chociaż wydawało mi się, że przecież nie zrobił nic złego. Co można zrobić złego pisaniem, wysyłaniem zdjęć i kilkoma spacerami po lesie? Okazało się, że można. 
Mam za sobą ponad rok tygodniowych spotkań z terapeutką. Mnóstwo wydanych pieniędzy. Płacz, krzyk, wkurw, koszmary senne.
Dlaczego to piszę? Żeby żadna z Was nie uległa ładnym słówkom starszego mężczyzny. Nie, nie jesteście bardziej dojrzałe jak na swój wiek. Nie, nie rozmawia mu się z Wami lepiej niż z kimkolwiek innym. On pisze do Was w jednym celu i im szybciej to zrozumiecie, tym będziecie bardziej bezpieczne i szczęśliwe.
Dodaj anonimowe wyznanie