#AIWsv
Z partnerem współżyliśmy regularnie używając prezerwatyw, uznałam, że skoro i tak mam problemy z zajściem w ciążę, to nic złego się nie stanie. A jednak okazało się, że jestem w ciąży, zorientowałam się po spóźniającym się okresie. Byłam przerażona, nie mogłam uwierzyć w to, że jestem w ciąży, skoro nawet ginekolog kiedyś stwierdził, że jest jedynie nikła szansa na to, abym kiedykolwiek zaszła w ciążę, ja zresztą dziecka nawet nigdy mieć nie chciałam. Powiedziałam mojemu partnerowi o swoich obawach, a w niego jakby wstąpił diabeł i nagle dostał "odpieluszkowego zapalenia mózgu". Mówił, że chce mieć dziecko, że zawsze chciał być ojcem i tym podobne rzeczy.
Raz wspomniałam, że najlepszym wyjściem byłaby aborcja, wpadł w szał... Krzyczał na mnie, że jestem morderczynią, że chcę zabić niewinne dziecko, jego kochane dzieciątko, które tak bardzo kocha. Nie przemawiało do niego nawet to, że gdy w późniejszym czasie udałam się do ginekologa, potwierdziły się najgorsze przypuszczenia i w najlepszym wypadku zagrożone było moje zdrowie, w gorszym życie, bo nawet przez zwykłe poronienie mogłabym wykrwawić się na śmierć (wiem to, bo robiłam też badania krwi i mam problemy z krzepliwością). Jak grochem o ścianę... On oczywiście od samego początku wiedział o moich przypadłościach, a mimo to chciał narażać moje życie dla jeszcze nienarodzonego i nierozwiniętego dziecka.
Wyjście miałam tylko jedno. Celowo sprowokowałam kłótnię z nim i powiedziałam, że jadę na kilka dni do rodziców odpocząć. W rzeczywistości opłaciłam klinikę w Czechach i pojechałam tam nikomu o tym nie mówiąc, miałam niewielkie oszczędności, więc to nie był wielki problem. Wtedy byłam w 9 tygodniu, nawet tam powiedzieli, że było zagrożenie zdrowia/życia i chociaż w moim przypadku był to dość skomplikowany zabieg, to prawdopodobnie ocalił mi życie.
Po powrocie z kliniki powiedziałam tylko partnerowi, że w drodze do rodziców jadąc autobusem poroniłam i zabrało mnie pogotowie, rodzice nic nie wiedzieli, zresztą oni też są przeciwnikami aborcji.
Minęło kilka miesięcy od tamtego zdarzenia, z partnerem jestem w separacji przez to, że celowo narażał moje życie dla nienarodzonego dziecka. Nikt inny nie wie o tym oprócz Was, zamierzam zabrać tę tajemnicę ze sobą do grobu.
PS W przyszłości zamierzam zaoszczędzić na zabieg podwiązania jajowodów, skoro dziecka nie chcę i nie powinnam mieć.
Znam mnóstwo historii o niby niepłodnych kobietach, które zaszły w ciążę. Ginekolodzy często mówią coś co im się wydaje, bez poparcia w jakichkolwiek badaniach. Tych fachowych jest jak na lekarstwo.
Możesz też powiedzieć prostu nie współżyć.
Po prostu.
Może też po prostu współżyć i nie zachodzić w ciążę, jeśli takie jej życzenie.
Brak współżycia równa się 100% skuteczności antykoncepcyjnej.
Anonimka90 nie równa się. Nadal (czego nikomu nie życzę!) są gwałty na świecie.
Podwiązanie jajowodów też. O co ci chodzi, kobieto?
Ktoś mi powie, czy to wyznanie ma sens? W sensie czemu nie użyć tabletek wczesnoporonnych? A jeśli nie, to czemu nie zrobić tego w Polsce, skoro lekarze potwierdzili zagrożenie życia?
Tabletki wczesnoporonne odpadły ze względu na słabą krzepliwość, autorka pisze, że nawet zwykłe poronienie mogłoby się skończyć wykrwawieniem. A czemu nie w Polsce? W Polsce chyba jest to śliski temat i ludzie nie do końca wiedzą kiedy można, a kiedy nie można, lekarze też się uchylają jak mogą, żeby nie ryzykować uprawnień. Nie wiem czy takie potencjalne ryzyko zdrowiem i życiem matki przy porodzie jest wg tych polskich przepisów wskazaniem do aborcji. Ale ogólnie wydaje mi się, że to może być bait, bo skoro autorka miała tak małe szanse na zajście w ciążę ogólnie, a jeszcze używali prezerwatyw, to szanse na taką wpadkę musiały być jakieś mikroskopijne. Reakcja partnera też bardzo przerysowana. Jeśli to nie jest bait, to autorka powinna się natychmiast rozstać z tym gościem
anonimowe6692
Absolutnie tak. Jeśli to nie bajt, to gość na drzewo.
Ja oczywiście rozumiem, że człowiek (kobieta czy mężczyzna, bez różnicy) może nagle poczuć głębokie uczucie do nienarodzonego dziecka. Całkiem często się tak zdarza, z tego, co zauważyłam. I to nawet wtedy, gdy ktoś całe życie się zapierał, że nie chce mieć dzieci.
Ale jeśli facet nie ma problemu z ryzykowaniem zdrowiem i życiem swojej partnerki, to niestety, miłości dla niej nie ma tutaj za grosz. Tu są jasno określone priorytety. I ja bym czuła odrazę na samą myśl, by po czymś takim tego chłopa choćby kijem dotknąć. Brrr
Poza tym, ich pragnienia życiowe się rozmijają, skoro on odkrył, że chce być ojcem. Tu po prostu brak wspólnego fundamentu do budowania przyszłości. Separacja w takim wypadku tylko przeciąga nieuchronną agonię związku.
A co do tych mikroskopijnych możliwości... Już nie takie rzeczy w życiu widziałam. Najbliższy przykład to znajomy, świeżo po ślubie. Chłop bardzo ciężko zachorował. Dializy i stan terminalny. Dodatkowo lekarze orzekli niepłodność. Mimo wszystko młode ciało wciąż jeszcze czuło popęd, żona przepiękna, jakoś tam im się udał ten ostatni numerek. Bez gumki, bo i po co?
Dzieciak wyszedł z niego rozkoszny, wykapany tatuś.
A chłop się ostatecznie cudem wylizał i żyje w zdrowiu do dziś. :)
Anonimowe66 Przy słabej krzepliwości można podawać pacjentom czynniki krzepnięcia. Wolę nie kontynuować tej rozmowy.
Anininowe6692 dzięki, to ma sens.