#btDeU
Nagle podszedł do nas czarnoskóry chłopak, którego żadna z nas nie znała i spytał, czy może sobie z nami zrobić zdjęcie. Jako że żadna z nas nie chciała mieć zdjęć z kimś obcym i było to widać po naszych minach i zachowaniu, to ja grzecznie odparłam, że czujemy się niekomfortowo, robiąc zdjęcia z nieznajomymi. Co usłyszałam? Że jestem rasistką...
A mnie naprawdę nie obchodzi to, jak ten koleś wygląda. Zwyczajnie nie chcę pozować z obcymi mi osobami. I niech mi ktoś powie, że rasizm wobec białych nie istnieje, a każdy biały to rasista. No, bo doprawdy...
#LpWiA
Jeszcze tego samego dnia zostałam wezwana do gabinetu na rozmowę. I wiecie co? To było najlepsze, co mogło mnie wtedy spotkać. Żałuję, że wcześniej się to nie stało. Nie zostałam potraktowana jak nastolatek z wymyślonymi problemami. Zostałam wysłuchana jak normalny, dorosły człowiek, który przeżył ogromną traumę. W dodatku poza wsparciem w zakresie żałoby zostały u mnie zdiagnozowane lęki, które siedziały we mnie od dzieciństwa. I tak od tej jednej rozmowy zaczęły się moje spotkania. Rodzice nie zostali poinformowani, ponieważ sobie tego nie życzyłam, mimo że mam świetny kontakt z mamą. Nikt z nauczycieli również nie dowiedział się o moich problemach. Mogłam przychodzić i dzwonić kiedy zechcę, jeżeli potrzebowałam pomocy. I prawdopodobnie gdyby nie tamta rozmowa, dziś nie pisałabym tego wyznania. Nie zdałabym matury, w ogóle nie skończyłabym szkoły. Szkolna psycholog pomogła mi wyjść z ogromnego bagna, martwiła się, gdy nie przyszłam do szkoły lub gdy widziała moją zasmuconą minę. Jestem jej bardzo wdzięczna i wierzę, że jest więcej takich ludzi.
#H5LVU
Już nikt nie będzie mnie tak rozumiał i akceptował jak on.
Nie czuję tej ulgi, której tak bardzo pragnęłam.
#STpMN
Jak byłam w gimnazjum, uwielbiałam pomagać, szczególnie osobom niepełnosprawnym... Udzielałam się na wielu wolontariatach, gdzie pomagałam przy rehabilitacji. Łapałam w lot kontakt z młodszymi niepełnosprawnymi dziećmi, ogólnie rzecz biorąc, byłam dumna z tego, że robię coś dobrego, przy okazji zyskując cudowne kontakty, co jako klasowego odludka bardzo mnie cieszyło.
Wszystko jednak zmieniło się od pewnej wizyty na większym basenie. To był mój pierwszy raz w aquaparku i szalałam na wszystkich atrakcjach — szczególnie przypadła mi do gustu rwąca rzeka. Dając nieść się z prądem, robiłam już któreś okrążenia, gdy poczułam czyjeś dotknięcie. Okazało się, że to chłopak z zespołem Downa, dużo większy ode mnie, próbował chwycić mnie za ramię. Jak już mówiłam, nic nie miałam do osób niepełnosprawnych, wręcz przeciwnie, więc szeroko się do niego uśmiechnęłam i chciałam odpłynąć kawałek dalej, abyśmy się nie zderzyli na zakręcie rzeczki, kiedy on mocno chwycił mnie za nogę i wciągnął pod wodę. Zalało mi usta wodą... próbowałam się oswobodzić, ale drugą ręką trzymał mnie pod wodą między łopatkami. Reakcji ludzi żadnej, a ja zwyczajnie zaczęłam się topić. Nie wiem, ile to trwało, zaczęło mi się robić ciemno przed oczyma, kiedy ostatkiem sił udało mi się oswobodzić nogę i z całej siły kopnąć go w brzuch. Puścił. Ledwo co łapiąc oddech, wynurzyłam się z wody, aby po chwili dostać porządny cios w bok głowy. Patrzę jak przez mgłę, a jakaś babka drze się mi przed twarzą, że śmiałam uderzyć jej syna.
Minęło już dużo czasu, a ja ciągle się zastanawiam, czy naprawdę nie było tam nikogo, aby zareagować? Wiem, że na basenie dzieciaki mają różne pomysły, ale na litość boską, nie byliśmy tam sami, już nie mówiąc o jego matce, która na pewno musiała być gdzieś blisko, skoro zdążyła walnąć mnie w głowę, jak tylko się wynurzyłam.
Dlatego profilaktycznie omijam osoby niepełnosprawne dość dużym łukiem.
#WkzWM
Zjedli go wszyscy trzej, bo „nigdy nie próbowali takiego ptaka”.
Tak że tego...
#joa2c
A teraz najlepsza część... Nie było żadnego chłopaka ze wsi około naszego wieku, który by nie był członkiem tego obozu. Jako jedyny nie przeszedłem próby, bo zwymiotowałem, ale i tak udało mi się do nich dostać.
Nie wiem, co my wtedy mieliśmy w głowach, i nie chcę wiedzieć.
#0AitY
Niby nic nadzwyczajnego, tylko że jestem w tej szkole nauczycielem...
#9nu0w
Pewnego wieczoru zadzwoniła do mnie z histerią, że zrobiła test ciążowy i jest w ciąży. Ona nawet dzieci nie lubi, od kilku lat bierze tabletki antykoncepcyjne, z facetem jej się nie układa, nie chce przytyć, to nie jest odpowiedni moment... Słuchałam jej płaczu prawie do samego rana. Przez kolejne tygodnie namyślała się, jak pozbyć się niechcianej ciąży. Skołowała sobie nawet tabletkę, żeby pozbyć się „problemu”. Tabletkę wzięła, ale okres nie wrócił. Kolejny test ciążowy i znowu pozytywny wynik. W teorii była na początku drugiego trymestru, jak wreszcie udało mi się i jej facetowi namówić ją na wizytę u ginekologa. Nie była w ciąży. Wszystkie jej ciążowe objawy i podwyższony wynik beta hcg to były objawy złośliwego nowotworu.
Mojej przyjaciółki już nie ma, a ja nie mogę sobie darować, że nie namówiłam jej na pójście do ginekologa od razu po tym telefonie w środku nocy, tylko głupio założyłam, że skoro test ciążowy wyszedł jej pozytywnie, to na pewno jest w ciąży. Jeśli naprawdę prawidłowo stosujecie tabletki antykoncepcyjne, to pierwsze objawy ciąży to częściej objaw nowotworu niż rozwijającego się w macicy zarodka. Badajcie się regularnie.
#reydD
Od półtora roku przychodził do nas chłopak, 20 lat (student pobliskiej uczelni), który zawsze kupował bułkę oraz butelkę wody. Nigdy nie poznałam kogokolwiek tak pozytywnego i miłego jak on — zawsze potrafił poprawić humor anegdotką i uśmiechem, wielokrotnie pomagał innym klientom, często odnosił zakupy starszym osobom do samochodu. Widziałam wiele razy, jak podnosi śmieci z chodnika i wyrzuca do śmietnika. Elokwentny, inteligentny, z bardzo bogatym słownictwem — po prostu złoty chłopak.
Za każdym razem jak wychodził, mówił: „Do widzenia, miłego dnia”. Ostatnim razem zaskoczył mnie, żegnając się tekstem Paktofoniki: „Jestem Bogiem, uświadom to sobie, sobie. Ty też jesteś Bogiem, tylko uświadom to sobie, sobie”.
Dzisiaj znalazłam informację, że się powiesił.