To było w czwartej klasie podstawówki. Tego dnia mieliśmy zajęcia z wychowania fizycznego. Byłam wtedy bałaganiarą, zawsze się spóźniałam i gubiłam wszystkie rzeczy. Mieszkałam 10 minut spacerem od szkoły, chodziło tam może 60 dzieci, więc każdy znał się po imieniu. Jak zwykle obudziłam się 5 minut przed rozpoczęciem zajęć. Szybko się ubrałam, spakowałam książki oraz dresy, które nosiłam dzień wcześniej. Po kilku godzinach lekcyjnych zadowolona poszłam przebrać się do toalety. Gdy wyszłam na korytarz, okazało się, że ktoś zgubił... majtki. Wszyscy zwijali się ze śmiechu, a pani od WF-u trzymała z kamienną twarzą moją brudną bieliznę. Pakując dres, nie zauważyłam, że jest w nim tego typu niespodzianka. Modliłam się jedynie, aby okazało się, że nikt nie zauważył momentu, w którym musiały mi wypaść. Czekałam na to, aż się wyda, aż ktoś krzyknie moje imię. Byłam roztrzęsiona. Czułam się jak w koszmarze, jednak razem z innymi śmiałam się z właścicielki majtek i zastanawiałam się, kim może być ta osoba. Najważniejsze było nie dać po sobie nic poznać i... udało się.
Do końca dnia wszyscy w szkole byli podnieceni i próbowali rozgryźć zagadkę brudnych majtek. Przez kolejne dwa tygodnie ciekawscy nauczyciele prosili o odbiór zguby, a ja postanowiłam się nie przyznawać.
Do tej pory nikt nie wie o mojej tajemnicy :)
Dodaj anonimowe wyznanie
Prawdopodobnie twoi rodzice słabo się tobą zajmowali.
Kiedyś to było normalne że dziecko w czwartej klasie podstawówki samo się ubiera, szykuje książki i ubrania na wf. Samo myśli, samo szykuje sobie śniadanie i ogarnia swój mały świat. To dziś jest tragedia, bo rodzice wyręczają dzieci we wszystkim tworząc z nich inwalidów społecznych
Dokładnie, nie pamiętam żeby mnie w tym wieku jeszcze rodzice ubierali i szykowali książki i ubrania do szkoły, czwarta klasa to nie mały dzidziuś.