#Nlfkz

Jeszcze kilka lat temu mieszkałam na wsi i dojeżdżałam do pracy autobusem. Nie był nigdy nadmiernie zatłoczony, ale w połowie drogi nie było już miejsc siedzących. Wtedy też wsiadała pewna pani, lat ok. 50. Jeździła codziennie, a ja codziennie ustępowałam jej miejsca.

W zimie dopadła mnie grypa, a w następstwie ostre zapalenie płuc. Musiałam wreszcie pojechać do lekarza – autobusem oczywiście. Czułam się strasznie. Gdy wsiadła ww. starsza pani, nie byłam w stanie ustąpić jej miejsca. Było mi głupio, ale byłam totalnie wyczerpana.

Gdy wysiadałyśmy, owa pani zmierzyła mnie potępiającym wzrokiem i spytała: „Jak tam, wygodnie się siedziało?”...

Nic nie odpowiedziałam. Do dziś brak mi słów.

#2Fx8R

Kiedy szukałam pokoju do wynajęcia z racji studiów, trafiłam na świetną cenowo ofertę, bardzo komfortowe mieszkanie (nawet ze zmywarką!). Tylko właścicielka jakaś dziwna – mieszka w tej samej klatce w innym mieszkaniu. Jej głównym warunkiem było niesprowadzanie żadnych facetów, bo ona się nie godzi na „plugawienie jej mieszkania”. Okej, nie ma sprawy, i tak nikogo nie miałam.

Mieszkam tam już trzeci rok.
Jestem w związku z lokatorką...

Chyba pani właścicielka niczego nie podejrzewa :D

#IZ2QM

Z facetami ogólnie układało mi się źle. OK, nigdy nie byłam wyjątkowo piękna i zgrabna. Myślałam, że to główny powód. Wzięłam się za siebie. Schudłam. Długo to trwało, ale efekt powalający. W relacji z mężczyznami coś tam drgnęło. Facet, którego znałam od wielu lat i był tylko znajomym, zaczął częściej się do mnie odzywać. Pisał, czasem dzwonił... Zaczęliśmy ze sobą sypać. Mój błąd, bo ja, niedoświadczona w takich relacjach, uważałam to za wyraz jakiejś większej sympatii lub może i czegoś innego. Nieistotne było dla mnie to i chyba nawet tego nie widziałam, że odzywał się do mnie tylko wtedy, kiedy miał czas, spotykaliśmy się tylko wtedy, kiedy on mógł. Byliśmy umówieni na dziś, zgodził się, w sumie to sama zaproponowałam, dawno się nie widzieliśmy... no i właśnie mnie wystawił. Coś mu wypadło. Historia jak pewnie niejedna już tutaj. Ale chcę wam powiedzieć, że wszystko dzieje się z jakiegoś powodu.

Z racji tego, że zostałam bez planów na wieczór, trochę zła i rozczarowana, szperałam z nudów w necie, miedzy innymi weszłam na Fb. Jakiś czas temu polubiłam pewną stronę rozwiedzionej kobiety. Jeden wpis mi wpadł w oko – przeczytałam, fajny artykuł, to polubiłam. Od tego momentu ani razu już tam nie zajrzałam, a inne jej wpisy, które pojawiały się na mojej tablicy, przewijałam. Dziś poruszyła temat „zapasowej dziewczyny”. Przeczytałam raz, drugi, trzeci... Wypisz wymaluj moja historia!

I tak sobie myślę, że to wcale nie musiał być przypadek. Jeden artykuł, a tyle mi uświadomił. Jest mi strasznie przykro, dużo w tym mojej winy. Mam nadzieję, że nigdy nie będę już taka głupia.

#u0IL1

W małej miejscowości, gdzie wszyscy się znają, czasem pojawiają się historie pełne przewrotności losu. Pewien sąsiad śmiał się z mojego taty, że płaci alimenty. Było mi przykro, bo uważam, że odpowiedzialność to coś, co powinno budzić szacunek, a nie drwiny. Jednak życie szybko pokazało, że los ma swoje sposoby na wyrównywanie rachunków. Ten sam sąsiad przez lata nie płacił alimentów na swoje dziecko i myślał, że uniknie konsekwencji. Niestety, kiedy pojawił się komornik, dług okazał się zbyt duży, by go spłacić. Sąd zadecydował, że jego ziemia trafi na własność syna, któremu alimenty się należały.

#PGj7s

Kojarzę z „Faktu” lub innego podobnie wiarygodnego źródła artykuł „Nie śpi, bo trzyma kredens”. Mam podobnie – nie śpię, bo trzymam dziecko. Wrażenie jest takie, że to błędne koło, ale kompletnie nie widzę z niego wyjścia. Dziecko ma 5 miesięcy i przez większość swojego życia przesypiała całe noce. Gratulacji miałam bez liku, mimo że w zasadzie nie kosztowało mnie to wiele. Obecnie testowanie wszelkich metod poprawy jakości snu dziecka (wietrzenie pokoju, niższa temperatura, karmienie przed snem...) nie przynosi rezultatu. U lekarza też pytałam i rozwiązania brak.
Im bardziej jestem niewyspana, tym bardziej nie chcę żadnego kontaktu fizycznego z nikim. W efekcie dziecko jest marudne, bo chce tylko do mnie, a ja mam dość. Mąż nie może się doprosić czułości – wymówkę w postaci zmęczenia mam bardzo solidną.
Nie mogę się doczekać, aż to małe wyrośnie z tych pobudek, oby zanim zrobię jemu lub sobie krzywdę.

#lU269

Piszę to, bo właśnie siedzę w wannie i płaczę.

Pracuję dorywczo, studiuję, zajmuję się dwójką dzieci i domem. Mam też swoje pasje, w których się spełniam, ale zajmują mi one sporą część mojego „wolnego czasu”. Po drugim porodzie strasznie podupadłam na zdrowiu psychicznym. Poszłam do psychiatry – gdy zaczęłam opowiadać o swoim życiu, był w szoku. Po tych rozmowach coś przeskoczyło w mojej głowie i zaczęłam zauważać, że ja MUSZĘ wszystko ogarniać i jestem już tym zmęczona! Ale zacznę od początku.

Byłam wychowana na młodą dorosłą. Od dziecka musiałam radzić sobie ze wszystkim. Miałam dużo obowiązków domowych. Wcześnie wyprowadziłam się z domu, ale nie zmieniło to faktu, że musiałam wiecznie pomagać: rodzicom, dziadkom, teściom –zawsze ktoś coś chciał. Byłam wychowana w taki sposób, że tej pomocy nikomu nie odmawiałam. Ale to powodowało, że przychodził weekend, w domu bałagan, ja zmęczona, nie mam siły bawić się z dziećmi, bo ciągle gdzieś jeździłam, coś załatwiałam, komuś pomagałam.  Jak trzeba było, to oni też mi pomogli, tylko ja jestem jedna, a ich kilkoro.

Problem jest głównie z rodzicami. Czasami zostawali ze starszym dzieckiem, ale teraz z młodszym już nie, bo nie mają siły. I OK, nie oczekuję jakichś wielkich pomocy, ale żeby wypomnieć mi, że oni się moimi dziećmi zajmują, a ja pomóc nie mogę, to już potrafią. Najgorsze były momenty, gdy zaczęłam pracować po 12-15 godzin dziennie w ciężkiej fizycznej pracy, a i tak trzeba było pomóc. Nie powiem, męża mam fajnego, zawsze jest dla mnie wsparciem. Ale gdy ja już nie dawałam rady psychicznie, on obrywał rykoszetem, bo wyładowywałam się na nim, przez co bardzo ucierpiały nasze relacje. Mój mąż też niezależnie ile pracował, był wplątywany w pomaganie, przez co często oboje byliśmy już na granicy.

A wiecie, co mnie dzisiaj złamało? Jeżdżę, pomagam, staram się. Ale i tak za mało! I dostałam dzisiaj telefon, że nie zrobiłam tego, co miałam zrobić wtedy, kiedy oni chcieli. Co z tego, że nie zdążyłam, bo miałam za dużo obowiązków. ZROBIŁAM to później, ale to się już nie liczy! Bo przecież miałam być wcześniej, a byłam dopiero wieczorem!
A wiecie, co boli najbardziej? Mam wrażenie, że co bym nie zrobiła, zawsze będzie źle, za mało, nie tak jak oni chcieli.

I teraz już wiem, że jestem ta zła i najgorsza. Wiem, że oczywiście wszyscy ich znajomi, ciotka i dziadkowie będą słyszeć opowieść, jaka to ja okropna. Bo ona prosiła, a ja jak zwykle nie zrobiłam...

#qjfJo

Kilka miesięcy temu urodziłam ślicznego synka. Ciąża to był dla mnie ciężki czas, zwłaszcza że przez pewien okres miałam stan zagrożenia ciąży.
Gdy rozpoczęły mi się skurcze, pojechałam z mężem do szpitala i trafiłam na porodówkę. Poród też nie należał do łatwych, gdyż oczywiście zaczął się od skurczów krzyżowych i żadne prądy, gaz ani przeciwbólowe nie pomagały w nawet najmniejszy sposób. Rozwarcia zero centymetrów. Dostałam jakiś lek na rozwarcie, po którym miałam reakcje uczuleniową. W końcu po jakichś 6 h męczarni bez postępu – rozwarcie na niecały centymetr – padła decyzja o cesarce. Podczas przygotowań do cesarki okazało się, że mam okropne wyniki, które grożą wykrwawieniem się w trakcie, przez co musiałam mieć znieczulenie ogólne. Całe szczęście zabieg przeszedł książkowo, ale długo dochodziłam do siebie.

Przed porodem mój mąż kilka razy poinformował swoją mamę (z którą nie mam najlepszych relacji), żeby mnie nie odwiedzać w szpitalu, póki nie będę gotowa. Godzinę po zabiegu zadzwonił do niej, że już po wszystkim i że dzwoni po to, żeby absolutnie nie wpadło jej do głowy odwiedzenie mnie i synka, gdyż musimy dojść do siebie po ciężkiej nocy. Ja synka widziałam przez jakieś 5 sekund, ale nie chcieli mi go dać na ręce, bo się trzęsłam i byłam bardzo słaba.

Godzinę później teściowa, gdy mój mąż wyszedł na chwilę (teściowa jest pracownikiem pobocznym w tym szpitalu), wparowała na salę pooperacyjną i zalała mnie gratulacjami i historią o swoim porodzie (o którym słyszałam 50 razy). Następnie powiedziała, że wpadnie jutro, bo dzisiaj nie da rady, ale chce zobaczyć wnuczka. Ja odpowiedziałam, że spokojnie z tymi odwiedzinami, musimy dojść do siebie i że zaprosimy na wizytę, jak będziemy gotowi, na razie proszę nie odwiedzać. Po czym kilka godzin później dowiedziałam się, że teściowa była dwukrotnie u mojego synka, trzymała go, przytulała i karmiła – zanim ja go jeszcze zdążyłam pierwszy raz wziąć na ręce... Zrobiło to taką dziurę w moim sercu, że masakra.

#bsx8m

W ubiegłym miesiącu dziewczyna zrobiła mi awanturę, dlaczego to znów ona ma brać opiekę na chore dziecko. Ja kolejny raz przypomniałem jej, że zarabiam trzy razy więcej i kolejny raz wyjaśniłem jej zasadę konstrukcji mojego wynagrodzenia, gdzie za L4 zabierane są nagrody, premie na trzy miesiące i dostaję w danym miesiącu 80% z tego, co normalnie. Uparła się i koniec – poszedłem na opiekę. Za trzy tygodnie opieki wyszło mi mniej niż połowa tego, co normalnie bym zarobił. Teraz dziewczyna ma do mnie pretensje, że nie mamy pieniędzy i dlaczego lepiej jej nie wyjaśniłem, jak to działa, bo ona nie myślała, że tak to będzie wyglądało. Ręce mi opadły. Odciągnęli z mojego konta za ratę hipoteczną, opłaciłem rachunki, raty, zatankowałem samochód, zrobiłem zakupy spożywcze i do następnego 10 (dziś jest 15) zostało mi 104 zł i 16 groszy. Powiedziałem jej, żeby przez kolejne trzy miesiące zapomniała o fryzjerze, paznokciach, stołowaniu w knajpach, jakichkolwiek ciuchach, bo będziemy żyć tylko z jej najniższej krajowej i musi mi przelać 500 zł, bo po dwudziestym odciągną z mojego konta za Netflixa, YouTube premium i za dwa telefony, a poza tym wypada, żebym też miał za co zalać samochód i co zjeść w pracy. Nie potrafi tego zrozumieć i dalej myśli, że to są jakieś żarty. Powiedziałem jej, że to był jej pomysł, żebym szedł na L4 i niech gospodaruje tak, żeby starczyło.

Boli, bo boli, ale musiałem tak zrobić, żeby kobieta zrozumiała. Mam coś tam odłożone, więc jestem spokojny o jedzenie, ale ciekawi mnie fakt, jak ona będzie w stanie zagospodarować 2700 zł, które jej zostały z wypłaty i 800+, żeby starczyło na mleko i pieluchy dla dziecka, dla nas na jedzenie i utrzymanie dwóch samochodów, kiedy ona nie patrzy się co i za ile wkłada do koszyka w sklepie.

#F3JUX

Nie wiem jak to zacząć, ale....
Boję się pisać i wypowiadać na forach grupowych, szczególnie pod moim imieniem i nazwiskiem. Do wypowiedzi anonimowych długi czas mi to zajęło, aby się zebrać i napisać coś. Wspomnę, że mam 25 lat.
Boje się wyśmiania, boje się wyzywania w komentarzach.
Nie wiem, czy ktoś też tak ma, ale jest mi ciężko, szczególnie gdy na studiach albo w pracy mam wypowiedzieć swoją opinię.
Przeczuwam, że ten strach ma podłoże w moim dzieciństwie, ale to inna historia o „fałszywości ludzi”.
Boję się, że ktoś, kto mnie zna, po moim wpisie mnie rozpozna i skontaktuje się ze mną. Mam lęk.

PS Ten post był pisany ponad godzinę i edytowany z tysiąc razy.
Dodaj anonimowe wyznanie