#nbg3S
Minęły cztery dni od jej wyjazdu i póki co idzie mi słabo. Jeden kot nasrał mi do buta, drugi dwa razy już mi uciekł, a trzeciego nawet jeszcze nie widziałam.
Nie mniejsze problemy mam z jej psami. Pierwszy dostał depresji i nie chce jeść, a drugi atakuje mnie za każdym razem, gdy przychodzę. Ach, i jeszcze dziś rano odkryłam, że jakaś choroba zabiła gupika w akwarium…
Zapomniałam dodać, że jestem weterynarzem.
#kqkHf
Przyznam, uroniłam łzę. Trochę ze wzruszenia, trochę ze śmiechu, a trochę ze współczucia. Zapomnieć to ja go na pewno nie zapomnę.
#EnADP
#a6Ebt
#CJsZF
Kto regio wyjeżdżał z dużego miasta, ten wie, jaki jest problem ze znalezieniem wolnego miejsca, a w praktyce wygląda to tak, że ludzie stoją praktycznie na sobie, więc nawet nie robiłem sobie nadziei ze znalezieniem wolnego miejsca. I tak było tym razem, pociąg zapchany po same brzegi ludźmi, każdy się wszędzie dopycha ze złudną nadzieją znalezienia wolnego miejsca. Sam się rozejrzałem ot tak i patrzę – wolne trzy miejsca w takim jednym jakby przedziale, a obok horda ludzi szukających miejsc. Myślę sobie: Co jest? Ślepi są czy jak? Niewiele myśląc, sam tam usiadłem, a reszta ludzi omijała szerokim łukiem te siedzenia, nawet staruszki, co to narzekały, że pociąg jak zwykle jest pełny, a one takie biedne muszą stać schorowane. Cóż, byłbym nawet skłonny ustąpić, ale zostały dwa wolne miejsca, z których nikt nawet nie ważył się skorzystać, więc trudno, ich strata.
Zatem rozsiadłem się wygodnie, wyciągnąłem megaminxa (taka 12-ścienna kostka Rubika) i spędziłem mile i wygodnie podróż w towarzystwie sympatycznej starszej pani naprzeciw mnie oraz przy równie przesympatycznej jej niepełnosprawnej córce na wózku inwalidzkim między siedzeniami :)
Czasami się tak zastanawiam, co ludzie mają w głowie, boją się, że się zarażą? Czy może dołujące jest dla nich towarzystwo sprawnej inaczej osoby?
#MEOw4
Wszystko zaczęło się, gdy miałam 12 lat. W moim domu przeprowadzano remont i wszędzie walały się duże kawałki tynku, który robotnicy skuwali ze ścian.
Zjadłam duży kawałek i zasmakowało mi. Od tamtego czasu miałam wiele przygód z nietypowymi posiłkami – w pierwszym mieszkaniu obdrapałam swój pokój i kuchnię, wyjadając z wielu miejsc tynk. Cała rodzina mnie wyśmiewała, znienawidziłam siebie i na jakiś czas przestałam. Potem, po przeprowadzce, przerzuciłam się na kamień z czajnika i kredę. Potrafiłam kilkanaście razy dziennie gotować wodę, aby tylko jak najwięcej kamienia kotłowego się wytworzyło. Nie wiem, ile paczek kredy zjadłam w życiu, ale będzie około setki. Gdy wyjechałam na studia, wprowadziłam się do małego domku. Na tarasie jest kilka bloczków gazobetonu, jaki pozostał z remontu. Sprawa wygląda tak, że ilekroć jestem sama w domu, schodzę tam z nożem/nożyczkami, odłupuję małe kawałki i je zjadam. Jak uda mi się odłupać coś większego, to żuję to i wypluwam. Kocham go jeść. Jest to jedna z niewielu przyjemności w moim życiu, uczucie chrupania tego i ten piękny, wapienny smak.
Wiem, że to niezdrowe i nie powinnam tego robić. Ale nie potrafię przestać.
#SwCsj
Nabrał się, bo miałam wówczas 26 lat.
#BftnF
Lubię sobie łyknąć niewielką ilość alkoholu, bo wtedy wpadam w taki tryb autopilota i robię wszystkie durne, powtarzalne czynności jak robot. Przez większość tygodnia zbiera mi się kupka zaległości, a po sznapsie ogarniam wszystko w ciągu paru godzin i mam znów spokój na tydzień.
Sytuacja covidowa pomaga bardzo. Zawsze dezynfekuję ręce alkoholowym preparatem, żeby ukryć zapach i noszę maseczkę poza moim biurkiem.
#vH1St
Jako dziecko starałem się posprzątać, dokończyć coś ciepłego do zjedzenia i łagodzić awantury. Matka po alkoholu była jednak strasznie kłótliwa, a ojciec skory do rękoczynów, nawet trzeźwy. Jako dziecko miałem zakodowane, żeby bronić matki i przy tym nie okazywać słabości. Siedziałem z drżącymi kolanami przy matce albo w pokoju i pilnowałem, żeby ojciec nie rzucił się na nią z pięściami. Pod wpływem matki zawsze to jego uważałem za tego złego, teraz widzę, że i ona nie była bez winy, a alkohol nie był tylko dla śmiałości.
Z czasem moim losem zainteresowały się ciotki. Fundowały mi kolonie w górach, zabierały mnie do siebie przy każdej okazji. Wtedy brałem ze sobą książki i nadrabiałem zaległości. Kuzynka uczyła mnie angielskiego i wpoiła, że nauka języków jest ważna. Ciotki brały mnie też do siebie jak chorowałem i zapewniały opiekę. To dzięki nim skończyłem studia, mam normalną pracę i nie skończyłem jak moi rodzice.
W czym widzę problem teraz?
Nie potrafię normalnie rozmawiać z ludźmi. Najgorzej jest podtrzymać rozmowę. Nie ma problemu, gdy z rozmówcą się znakomicie rozumiemy i mamy wspólne tematy. Nie potrafię utrzymywać więzi z bliskimi, mimo że odczuwam taką potrzebę. Rodzice gdy byli trzeźwi, to nie rozmawiali ze sobą ani ze mną i nie szukali kontaktu z bliskimi. Ojciec siadał przed telewizorem, a matka czytała. Z domu rodzinnego wyniosłem taki wzorzec zachowania i teraz trudno mi z nim walczyć. Boję się, czy sam będę w stanie założyć normalną rodzinę.
Teraz moi rodzice są w podeszłym wieku, ale nadal piją. Niedawno usłyszałem, że dostałem od czasu do czasu parę złotych i MOIM OBOWIĄZKIEM jest się nimi zająć. Jednak mam bardzo mieszane uczucia co do nich i nie czuję z nimi zbyt dużej więzi. Nie wiem co robić, bo z jednej strony to rodzice i należy im pomagać na starość, ale z drugiej strony jak o tym pomyślę, to staje mi przed oczami dzieciństwo… Ja w ciężkich chwilach liczyłem tylko na siebie i ciotki.