#nbg3S

Moja ciocia wyjechała do sanatorium i uznała, że będę najlepszą kandydatką do opieki nad jej zwierzakami, które mieszkają razem z nią w jej wielkim domu.

Minęły cztery dni od jej wyjazdu i póki co idzie mi słabo. Jeden kot nasrał mi do buta, drugi dwa razy już mi uciekł, a trzeciego nawet jeszcze nie widziałam.
Nie mniejsze problemy mam z jej psami. Pierwszy dostał depresji i nie chce jeść, a drugi atakuje mnie za każdym razem, gdy przychodzę. Ach, i jeszcze dziś rano odkryłam, że jakaś choroba zabiła gupika w akwarium…

Zapomniałam dodać, że jestem weterynarzem.

#kqkHf

Luty tego roku, zima. Mój chłopak powiedział, że chciałby wyznać mi swoje uczucia w nietypowy sposób. Po to, żebym zapamiętała go na całe życie, bo tak strasznie mnie kocha. Naturalnie ja jego też, i nie potrzebowałam żadnych wyznań czy dowodów miłości, ale on się uparł i chciał mi tę całą miłość „po swojemu” udowodnić, żebym go nigdy, broń Boże, nie zapomniała. No i udowodnił. Biegał w samych gaciach naokoło bloku, krzycząc na całe gardło: „Kocham cię (tu moje imię)”.

Przyznam, uroniłam łzę. Trochę ze wzruszenia, trochę ze śmiechu, a trochę ze współczucia. Zapomnieć to ja go na pewno nie zapomnę.

#EnADP

Gdy przyszłam ze sklepu, mój 14-letni syn popatrzył na mnie zdziwionym wzrokiem i spytał: „Mamo, a co ty masz na plecach?”. Okazało się, że poszłam na zakupy z wieszakiem, na którym wisiał mój płaszcz, i nikt nie raczył mi o tym powiedzieć. Nawet moja 16-letnia córka, która poszła razem ze mną.

#a6Ebt

Lubię dzieci i czasem odzywa się we mnie instynkt macierzyński, ale okłamuję wszystkich, że uważam dzieci za coś okropnego. Mam zespół policystycznych jajników i boję się, że będę bezpłodna, dlatego nie chcę robić sobie i rodzinie nadziei, że kiedyś w moim życiu pojawi się malutka istotka.

#CJsZF

Historia ta zdarzyła na dworcu PKP w dużej nadmorskiej aglomeracji. Jako student co weekend wracam w rodzinne strony, by móc m.in. w końcu zapchać brzuch ciepłym, pełnowartościowym posiłkiem, a z racji tego, że niezbyt mądrze rozporządzam pieniędzmi, zwykle wracam tą najtańszą opcją, a mianowicie regionalnym.

Kto regio wyjeżdżał z dużego miasta, ten wie, jaki jest problem ze znalezieniem wolnego miejsca, a w praktyce wygląda to tak, że ludzie stoją praktycznie na sobie, więc nawet nie robiłem sobie nadziei ze znalezieniem wolnego miejsca. I tak było tym razem, pociąg zapchany po same brzegi ludźmi, każdy się wszędzie dopycha ze złudną nadzieją znalezienia wolnego miejsca. Sam się rozejrzałem ot tak i patrzę – wolne trzy miejsca w takim jednym jakby przedziale, a obok horda ludzi szukających miejsc. Myślę sobie: Co jest? Ślepi są czy jak? Niewiele myśląc, sam tam usiadłem, a reszta ludzi omijała szerokim łukiem te siedzenia, nawet staruszki, co to narzekały, że pociąg jak zwykle jest pełny, a one takie biedne muszą stać schorowane. Cóż, byłbym nawet skłonny ustąpić, ale zostały dwa wolne miejsca, z których nikt nawet nie ważył się skorzystać, więc trudno, ich strata.

Zatem rozsiadłem się wygodnie, wyciągnąłem megaminxa (taka 12-ścienna kostka Rubika) i spędziłem mile i wygodnie podróż w towarzystwie sympatycznej starszej pani naprzeciw mnie oraz przy równie przesympatycznej jej niepełnosprawnej córce na wózku inwalidzkim między siedzeniami :)

Czasami się tak zastanawiam, co ludzie mają w głowie, boją się, że się zarażą? Czy może dołujące jest dla nich towarzystwo sprawnej inaczej osoby?

#MEOw4

Choruję na łaknienie spaczone i jestem uzależniona od jedzenia gazobetonu. Małe kawałki w strukturze przypominają pumeks i nie są trudne do pogryzienia.
Wszystko zaczęło się, gdy miałam 12 lat. W moim domu przeprowadzano remont i wszędzie walały się duże kawałki tynku, który robotnicy skuwali ze ścian.
Zjadłam duży kawałek i zasmakowało mi. Od tamtego czasu miałam wiele przygód z nietypowymi posiłkami – w pierwszym mieszkaniu obdrapałam swój pokój i kuchnię, wyjadając z wielu miejsc tynk. Cała rodzina mnie wyśmiewała, znienawidziłam siebie i na jakiś czas przestałam. Potem, po przeprowadzce, przerzuciłam się na kamień z czajnika i kredę. Potrafiłam kilkanaście razy dziennie gotować wodę, aby tylko jak najwięcej kamienia kotłowego się wytworzyło. Nie wiem, ile paczek kredy zjadłam w życiu, ale będzie około setki. Gdy wyjechałam na studia, wprowadziłam się do małego domku. Na tarasie jest kilka bloczków gazobetonu, jaki pozostał z remontu. Sprawa wygląda tak, że ilekroć jestem sama w domu, schodzę tam z nożem/nożyczkami, odłupuję małe kawałki i je zjadam. Jak uda mi się odłupać coś większego, to żuję to i wypluwam. Kocham go jeść. Jest to jedna z niewielu przyjemności w moim życiu, uczucie chrupania tego i ten piękny, wapienny smak.
Wiem, że to niezdrowe i nie powinnam tego robić. Ale nie potrafię przestać.

#SwCsj

Kiedy szłam do pracy, po drodze zaczepił mnie jakiś pijany koleś ok. 40 lat. Gadał mi jaka jestem piękna i zapraszał mnie na seks. Odpowiedziałam mu, że seks z osobami poniżej lat 16 jest przestępstwem, mówi o tym artykuł 200 kodeksu karnego. Zapytałam go, czy chce iść do więzienia. On mi na to, że trzeba było od razu mówić, że jestem niepełnoletnia, bo uznał, że wyglądam na 20. Ja mu na to, że za miesiąc kończę 16 i się odczepił.
Nabrał się, bo miałam wówczas 26 lat.

#BftnF

Piję w pracy.

Lubię sobie łyknąć niewielką ilość alkoholu, bo wtedy wpadam w taki tryb autopilota i robię wszystkie durne, powtarzalne czynności jak robot. Przez większość tygodnia zbiera mi się kupka zaległości, a po sznapsie ogarniam wszystko w ciągu paru godzin i mam znów spokój na tydzień.

Sytuacja covidowa pomaga bardzo. Zawsze dezynfekuję ręce alkoholowym preparatem, żeby ukryć zapach i noszę maseczkę poza moim biurkiem.

#vH1St

Alkohol zatruwał mi życie odkąd pamiętam. Najpierw ojciec wracał pijany do domu co wypłatę. Później i matka poznała nowych "znajomych"... Jak jeszcze nie chodziłem do szkoły i w dni wolne, całymi dniami chodziłem po okolicy z chłopakami z sąsiedztwa. Chyba że akurat matka zechciała mnie zabrać do swojej koleżanki, wtedy do późnych godzin nie mogłem się doprosić o powrót do domu. W czasie szkoły, gdy wracałem do domu, modliłem się w myślach, żeby w domu nie było żadnego pijanego towarzystwa, a i matka żeby była trzeźwa i obecna w domu. Jak modlitwy nie zostały akurat wysłuchane, to łapałem coś do zjedzenia i wychodziłem. Przed powrotem ojca z pracy całe towarzystwo zazwyczaj się zmywało (wiedzieli, że będzie kłótnia), a ja wracałem do domu.

Jako dziecko starałem się posprzątać, dokończyć coś ciepłego do zjedzenia i łagodzić awantury. Matka po alkoholu była jednak strasznie kłótliwa, a ojciec skory do rękoczynów, nawet trzeźwy. Jako dziecko miałem zakodowane, żeby bronić matki i przy tym nie okazywać słabości. Siedziałem z drżącymi kolanami przy matce albo w pokoju i pilnowałem, żeby ojciec nie rzucił się na nią z pięściami. Pod wpływem matki zawsze to jego uważałem za tego złego, teraz widzę, że i ona nie była bez winy, a alkohol nie był tylko dla śmiałości.

Z czasem moim losem zainteresowały się ciotki. Fundowały mi kolonie w górach, zabierały mnie do siebie przy każdej okazji. Wtedy brałem ze sobą książki i nadrabiałem zaległości. Kuzynka uczyła mnie angielskiego i wpoiła, że nauka języków jest ważna. Ciotki brały mnie też do siebie jak chorowałem i zapewniały opiekę. To dzięki nim skończyłem studia, mam normalną pracę i nie skończyłem jak moi rodzice.

W czym widzę problem teraz?

Nie potrafię normalnie rozmawiać z ludźmi. Najgorzej jest podtrzymać rozmowę. Nie ma problemu, gdy z rozmówcą się znakomicie rozumiemy i mamy wspólne tematy. Nie potrafię utrzymywać więzi z bliskimi, mimo że odczuwam taką potrzebę. Rodzice gdy byli trzeźwi, to nie rozmawiali ze sobą ani ze mną i nie szukali kontaktu z bliskimi. Ojciec siadał przed telewizorem, a matka czytała. Z domu rodzinnego wyniosłem taki wzorzec zachowania i teraz trudno mi z nim walczyć. Boję się, czy sam będę w stanie założyć normalną rodzinę.

Teraz moi rodzice są w podeszłym wieku, ale nadal piją. Niedawno usłyszałem, że dostałem od czasu do czasu parę złotych i MOIM OBOWIĄZKIEM jest się nimi zająć. Jednak mam bardzo mieszane uczucia co do nich i nie czuję z nimi zbyt dużej więzi. Nie wiem co robić, bo z jednej strony to rodzice i należy im pomagać na starość, ale z drugiej strony jak o tym pomyślę, to staje mi przed oczami dzieciństwo… Ja w ciężkich chwilach liczyłem tylko na siebie i ciotki.
Dodaj anonimowe wyznanie