#LQ4SG
Pracowali razem z nim. Choć od nich był młodszy o jakieś 15 lat, dobrze się dogadywali. Ja z kolei byłam młodsza od niego jakieś kilka lat. On był już dorosły od dawna, ja chodziłam do liceum. Nie pamiętam jak to się stało, ale bardzo się polubiliśmy. Dość często się widywaliśmy, pisaliśmy SMS-y. Lubiłam go tak po prostu. Pamiętam, jak złamał mi serce, gdy się ożenił, nie wiem skąd wzięło się we mnie to uczucie. Przecież wiedziałam, że ma narzeczoną, między nami nigdy do niczego nie doszło... Może to było zauroczenie, może po prostu bałam się, że żona zmieni coś w naszej relacji. Nic się jednak nie zmieniło, nadal się kontaktowaliśmy. Pamiętam jak dziś, że lubiliśmy tę samą muzykę, podobnie pasjonowały nas podróże, samochody - z tym że on już zwiedził sporo świata, będąc zawodowym kierowcą.
Pamiętam, jak jego żona zaszła w ciążę, pamiętam, jak się cieszył, jak opowiadał, że jeżeli syn mu się urodzi, to on wybiera imię, jak córka, to wybiera imię żona.
Wiele dni przesiedzieliśmy razem na wybieraniu imion. Jedno z nich wyrwało mi się ot tak, potem okazało się, że bardzo mu się spodobało....
Potem były narodziny, radość, alkohol, telefon "mam syna!". Byłam szczęśliwa wiedząc, że on jest szczęśliwy...
Potem dowiedziałam się, że dał synowi na imię tak jak ja wybrałam...
Nigdy nie określił wprost kim dla niego jestem. Lubiłam go - a on mnie, ceniłam i liczyłam z jego zdaniem, tak jak on z moim, nigdy nie sprawiłam, aby jego żona była zazdrosna o mnie, o nasze kontakty. Jednak wiem, że ona miała do mnie pretensje... Z perspektywy czasu wiem, że sama bym pewnie miała...
Kasując SMS-y od niego w telefonie komórkowym myślałam, że jeszcze wiele razy do mnie napisze. Nie napisał.
Zdarzyło się coś, czego nie można pojąć... Taki młody człowiek, ułożone życie... zginął w wypadku, jego syn miał pół roku, zaczynaliśmy przygotowania do sylwestra, a tu taka wiadomość... A jeszcze 4 dni wcześniej z nim rozmawiałam...
Wiadomość przekazała mi koleżanka... Od razu wiedziałam, że chodzi o niego... (może kiedyś napiszę o moim darze przewidywania - jeżeli będziecie chcieli). Zginął praktycznie pod domem.
Pogrzeb to była tragedia, nie potrafiłam przeczytać na jego pogrzebie czytania w kościele, a byłam lektorką od kilku lat. Wtedy czytałam ostatni raz słowa Pisma Świętego. Już nigdy więcej nie stanęłam na ambonie kościelnej, aby przeczytać jakiekolwiek czytanie.
Dlaczego o tym piszę?
Bo wciąż o nim myślę, jak by to było, gdyby żył. Dlaczego tak się stało? Czy polubiliby się z moim mężem?
Tęsknię za nim... Zapomniałam już jego głosu, twarzy i nie mam nawet zdjęcia.. To już ponad 10 lat...
Nie mam komu się z tego wygadać, a najbardziej boli to, że ja wiedziałam, że on umrze. Nie potrafiłam temu zapobiec ani powiedzieć kim dla mnie jest.
Skąd niby wiedziałaś że umrze ?
Bo każdy kiedyś umrze.
Nie ma za co.
karolyfel ha ha ha. Bardzo śmieszne. Z wyznania wynika, że miała jakieś przeczucie, że to się stanie niedługo. O to pytam.
No to sama sovie odpowiedziałaś: miała przeczucie ;D