#EhB8l

Mój ojciec jest najbardziej typowym Januszem, jakiego znacie z internetu. Z wyglądu 40-45 lat i wielki bęben zamiast brzucha. A tu kilka dowodów:

1. Nie pozwala mi przy obieraniu ziemniaków kroić ich na połówki czy ćwiartki. Twierdzi, że wtedy ich łączna powierzchnia jest 2-3 razy większa, przez co trzeba zużyć 2-3 razy więcej wody do ich umycia, niż gdybym zostawił je w całości.

2. Jadąc samochodem i czekając na skrzyżowaniu na zielone, irytował się, ile to on musi czekać. A gdy już włączyło się zielone, zadzwonił mu telefon, więc musiał zatrzymać się na środku skrzyżowania na dobre kilka sekund (skręcał w lewo).

3. Parę dni temu wybraliśmy się na krytą pływalnię. Była tylko jedna kasa, a do niej kolejka około 7 osób, a naokoło i tak pełno innych ludzi, w tym rozbrykanych dzieci. Oczywiście miał problem z faktem, że ON musi czekać... A gdy już doszedł wreszcie do kasy, zamiast kupować wstęp na basen, zaczął konsultacje na temat karnetu i zasad z nim związanych. Po 10 minutach tej „obsługi klienta” otworzono drugą kasę...

PS Najlepsze jest to, że ma na imię Janusz XD

#xvMYI

Mam starszego brata i starszą siostrę. Przy nich nauczyłam się prawie płynnie czytać jeszcze przed pierwszą klasą. Kiedy odkryła to nauczycielka, wezwała moją mamę do szkoły pod zarzutem, że w domu się nade mną znęcają i zmuszają mnie do nauki ponad moje siły, bo przecież to nienormalne, żeby dziecko w tym wieku czytało...

#dT19e

O czym marzyliście, gdy byliście dziećmi? O nowym misiu, lalce Barbie czy może piesku albo kotku? Ja marzyłam o wężu. Większość pluszaków to właśnie były węże.
Miałam lalkę Barbie, ale musiała być ubrana na zielono lub brązowo, ponieważ te kolory kojarzyły mi się z wężami, mama bawiła się w krawcową i szyła te ubranka, do tej pory się dziwię, że nie dostała szału. Jednak przebiłam samą siebie, gdy udało mi się zdobyć swojego pierwszego węża w wieku dziewięciu lat.

Mieszkam na wsi i dziadek pozbywał się wtedy trawy, kładąc na nią czarną folię i trawa pod wpływem gorąca usychała, ale gdy się folię podniosło, często można było zauważyć wijące się tam węże, które się pod nią wygrzewały. Więc mądra ja wzięłam duży słoik ok. 5 l, włożyłam do niego mysz (do tej pory nie wiem, skąd ją miałam, ale słyszałam, że węże lubią myszy, to i ją się jakoś zdobyło), wszystko wetknęłam tak, żeby było pod folią, a spód słoika był w moją stronę, żebym widziała, jak coś do niej wpełznie i czekałam kilka dni, aż w końcu o dziwo był i mój wąż. Szybko podbiegłam z nakrętką, w której wcześniej porobiłam dziurki, i zatkałam słoik, który wraz z pięknym ok. 15-centymetrowym zaskrońcem wylądował pod łóżkiem.

Oglądałam moją zdobycz przez trzy dni, aż w końcu zaczął śmierdzieć. I wtedy do pokoju wkroczyła ekipa sprzątająca, czyli mama, bo jeśli coś śmierdzi, to należy to znaleźć i się tego pozbyć. I nie chcielibyście widzieć jej miny i słyszeć jej wrzasków, gdy w końcu znalazła. Miałam szlaban na zabawy z dziećmi z sąsiedztwa na miesiąc. Ale faza na węże nie minęła. Za miesiąc mam 20 urodziny i będę miała w końcu wymarzonego pupila, ale tym razem nie z łąki.
Marzenia się spełniają :D

#jzFUF

Moja rodzina jest idealnym przykładem tego, jak bardzo można się podzielić przez politykę. Oczywiście chodzi o PiS i PO i wszystko, co jest z tym związane. To wszystko miało miejsce kilka lat temu, jak zaczęła się na dobre batalia państwa przeciwko WOŚP-owi. Do wyznania natchnął mnie 33 finał WOŚP, który już się zakończył, więc mam nadzieję, że wyznanie nie wzbudzi już farmy trolli.

Moja siostra wraz z mężem i teściami są fanatykami PiS. Ja jestem w gruncie rzeczy neutralny, a moi rodzice i druga siostra to zagorzali zwolennicy PO. Ile świąt, obiadów i spotkań rodzinnych ubiegło w atmosferze tykającej bomby, ile się nie odbyło lub o zgrozo odbyło, to nie zliczę.
Siostra z ramienia PiS zaszła w ciążę. W rodzinie wielka radość i wielkie hura, niestety ciąża zagrożona, życie matki i dziecka to jedna wielka loteria i w 6. miesiącu trafiła do szpitala, gdzie była aż do 8. miesiąca, gdy to urodziła się przedwcześnie malutka istota zwana człowiekiem. Jako że to raczej biedny region Polski, mała trafiła do inkubatora z logo WOŚP. A matka była również podłączona do aparatury z tymże logo.
Gdy świeżo upieczeni dziadkowie dotarli do szpitala, ja już tam byłam. Siostra była na mocnych lekach, traciła przytomność i odzyskiwała ją w losowych momentach.
Jej mąż siedział przy niej pogrążony w letargu z duszą na ramieniu.

Teściów siostry przywitałem na korytarzu. „I jak!?” – pytają. Na to ja: „Dobrze, że już jesteście. Ktoś musi podjąć decyzję i odłączyć matkę od aparatury, a dziecko zabrać z inkubatora”. Wybałuszyli oczy, moi rodzice również. Zaczął się krzyk, oskarżenia, że co ja w ogóle sobie myślę. Ja spokojnym głosem odpowiadam, że no tak trzeba, bo wszystko, co wymieniłem, ma logo WOŚP, a to przecież złodzieje... Bez słowa komentarza poszli do synowej i wnuczki.

Dwa miesiące później wszyscy zdrowi wyszli ze szpitala i oczywiście nie ma tu happy endu jak w filmie, że rodzina się pogodziła, każdy zostawił swoje poglądy dla siebie, ale już nigdy więcej ani razu nie padło negatywne słowo na WOŚP... A przynajmniej nie przy mnie czy drugiej części rodziny. Jak widać, tylko krowa nie zmienia zdania.

#XkLUA

Często mówi się, że kobietom po urodzeniu dziecka coś przestawia się w głowie i głupieją na jego punkcie. Zachwycają się nim, uważają za najcudowniejsze, najpiękniejsze, „najlepsiejsze” na świecie i zalewają wszystkich znajomych falą słitaśnych foteczek i anegdotek. Dostają odpieluszkowe zapalenie mózgu, czy jakoś tak. Przekonałam się, że facetów też to w pewnym stopniu dotyka.

Ostatnio kolega przyszedł do pracy jakiś taki uchachany bardziej niż zwykle i od progu krzyczy do mnie, że jego synek (lat jeden) stworzył istne arcydzieło i zaraz pokaże mi zdjęcie, bo oczywiście to uwiecznił. Podsunął mi pod nos telefon i zobaczyłam nocnik, a w nim bobki, które ułożyły się w kształt uśmiechniętej buźki.

Nie sądziłam, że można się aż tak cieszyć z byle gówna. Chociaż nie, to nie było byle gówno, to było bardzo uśmiechnięte kupsko. :)

#9e1BZ

Bardzo często, gdy czekałam po zajęciach z koleżankami na tramwaj, podchodził do nas facet, koło trzydziestki, widać, że ma coś z głową i za każdym (dosłownie) razem powtarzał kilka razy jedno i to samo słowo: „ŁADNA”. Zawsze to ignorowałyśmy, wchodziłyśmy do innego niż on wagonu i gadałyśmy, że trochę nas to przeraża.

Ostatnio one musiały poprawić ocenę z jednego przedmiotu, więc poszłam na przystanek sama.
Nawet nie wiecie, jak upadła moja samoocena, gdy ten gościu przeszedł obok mnie obojętnie i nic nie powiedział.

#pD1D1

Moja mama pracuje w przedszkolu. Kiedy miałam ok. 9 lat, przyniosła z pracy lalkę z urwaną ręką – do naprawienia w domu. Lalka szalenie mi się podobała, mimo panującej wówczas mody na baby born, bo w przeciwieństwie do niej miała ciałko wypchane czymś miękkim, dzięki czemu była bardzo plastyczna i można ją było nosić i przytulać jak prawdziwe niemowlę. Zresztą bardzo dbałam o zabawki i żal mi było wszystkich zepsutych i zniszczonych.

Żal mi było też niepełnosprawnej lalki, ale nie udawałam, że wszystko z nią OK. Bawiłam się więc w występy w telewizji, w których mówiłam o trudach związanych z opieką nad chorym dzieckiem, wysokich kosztach protezy i zabiegów. Jednym słowem... Miałam horom curke, zanim to było modne...

Niestety lalka została naprawiona i wróciła do przedszkolaków, które zapewne ponownie się nad nią znęcały.

#C3tvi

Mam 19 lat i nigdy nie miałem dziewczyny. Od zawsze byłem nieśmiały, raczej zamknięty w sobie, z lekką nadwagą. Uważałem, że z moją aparycją nie dam rady zdobyć żadnej dziewczyny. I tak trwałem ze świadomością mojej życiowej porażki przez 19 lat. Po urodzinach jednak postanowiłem w sobie coś zmienić. Zacząłem treningi, aby pozbyć się nadmiaru tłuszczu, walczę z pryszczami pokrywającymi całą twarz, próbuję otworzyć się na ludzi. Wiecie co? Okazało się, że jest to prostsze, niż myślałem.

Nie sądziłem, że tyle radości sprawi mi napisanie do najpiękniejszej dziewczyny, jaką znam, pomimo że odrzuciła moje zaloty. Dało mi to motywację do dalszego działania i jeszcze większego zaangażowania w to, co robię. Po tych wydarzeniach mogę szczerze polecić każdemu choćby spróbować coś zmienić. Mimo że nie wyglądasz jak grecki bóg, i tak możesz wiele zdziałać, wystarczy tylko chcieć.

PS Życzcie mi powodzenia z moją blond pięknością :p

#3TEtX

Pamiętacie, jak rodzice straszyli was, żebyście nie sikali do basenu, bo woda zmieni kolor i będzie wstyd? Ja pamiętam.

To denerwujące uczucie, gdy w środku zabawy zachce ci się do toalety, więc wyłazisz z cieplutkiej wody, człapiesz przez połowę basenu, idziesz do toalety, wracasz, wchodzisz i pływasz dalej. Nienawidziłam tego.

Pewnego razu, gdy po raz trzeci w ciągu godziny chciało mi się siusiać, postanowiłam... nasikać do basenu. Plan był taki: Płynę równo z jakąś osobą. Siusiam. Odpływam jak najszybciej. I niewinna osoba zostaje ukarana!
Zrobiłam tak.
I nie wiem, co gorsze. To, że nasikałam do basenu czy to, że woda wcale nie zmieniła koloru.

#OwfKx

Pięć lat temu poznałam faceta, zakochałam się, zakończyłam dla niego związek trwający kilkanaście lat. Od razu mówię, że nie mam dzieci i to nie ze swojego wyboru. I niestety był to jeden z głównych powodów rozpadu mojego poprzedniego związku, poznanie kogoś innego było skutkiem braku jakichkolwiek uczuć ze strony mojego byłego, pomijając już inne powody.

Mężczyzna, w którym się zakochałam, obiecywał rozstanie z żoną. Wielokrotnie. Z częstotliwością średnio co trzy miesiące, ale zawsze był jakiś obiektywny powód, żeby przeciągnąć sprawę. Ostatni termin minął w grudniu. Dwa tygodnie temu usłyszałam, że mnie kocha, a potem przestał się odzywać...

Osoby, które były w takiej sytuacji, na pewno wiedzą, co teraz czuję. Zastanawiam się, czy nie przerwać tej lawiny kłamstw i powiedzieć o wszystkim jego żonie. Tylko że ja nadal go kocham. I wiem, że gdyby teraz przyszedł i mnie przytulił, to o wszystkim bym zapomniała.
Dodaj anonimowe wyznanie