Moja mama to starsza, schorowana kobieta (60 l.), która jeszcze pracuje, fizycznie. Tata to z kolei alkoholik, na emeryturze, więc pić może sobie bezkarnie codziennie. Ja i moja siostra przebywamy aktualnie za granicą. Rodzice są wierzący, ale do kościoła im nie po drodze. Mieszkamy na wsi, do kościoła mamy jakieś 4 km, trochę daleko. Mama pracuje również w weekendy, więc nie każdą niedzielę ma wolną.
Okres świąteczny. Jak to wszędzie bywa, księża chodzą po kolędzie, do nas też przyszedł. Mama starała się, jak mogła – wysprzątała dom, przygotowała kopertę, nawet tata tego dnia nie wypił ani jednego piwa!
Ksiądz przyszedł, po modlitwie usiadł, rodzice gotowi do rozmowy, a ten co? Ano zaczął wrzeszczeć (dosłownie), że nie widuje ich w kościele! Jak tak można? Być katolikiem i do kościoła nie chodzić? Że pogrzebu im nie zrobi, że córkom nie udzieli sakramentu małżeństwa, że tak być nie może, że nie jesteśmy normalną rodziną... Wyszedł. Obrażony, nawet koperty nie przyjął.
Idąc rano do łazienki, minąłem wiszące pranie współlokatora. Coś mnie skusiło założyć jego bokserki... Dziwnie i bardzo ekscytująco się czułem, mając je na sobie... Zastanawiałem się, jak układa się jego sprzęt... Chwilę później szybko je zdjąłem i odwiesiłem.
I wstyd mi za to, i bardzo mi się to podobało ;)
Moja narzeczona się naczyta waszych romantycznych historii, a ja mam potem przej@bane... Idę właśnie rozrzucić płatki róż w przedpokoju...
Przylot do Polski po 7 miesiącach na obczyźnie, z lotniska odbiera mnie brat, którego dawno nie widziałem. Ja uradowany, że go zobaczę, wychodzę, zbliżam się do samochodu, kładę walizkę obok i myślę, że wyjdzie, przywita się, zapalimy, ale nie... Pierwsze co słyszę, to jak mój brat drze ryja z okna samochodu: „Wsiadaj, kur#a, tutaj nie mogę stać”.
Witamy w Polsce.
Jestem wysokim facetem po dwudziestce. Lubię chodzić do przymierzalni w popularnych sklepach odzieżowych. W środku zawsze rozbieram się do rosołu i lubię się podziwiać, często też zostawiam lekką przestrzeń między zasłonką a mną, coby ktoś mógł mnie podejrzeć. Czasami widzę dziwne miny facetów, ale często też kobiety potrafią się zatrzymać i chwilkę popatrzeć, poprawia mi to humor. Parę razy zauważyły, że je widzę, jak na mnie patrzą – niektóre od razu odchodzą, inne zostają i nadal patrzą jeszcze chwilę. Kobiety są różnego wieku, trafiają się też te po sześćdziesiątce, które podglądają, no trudno, niech mają chociaż tyle.
Kiedy jestem już usatysfakcjonowany, wychodzę ubrany, jak gdyby nic. Oczywiście zawsze coś kupuję.
Raz pod sklepem czekała na mnie pewna kobieta, wyglądała na mój wiek. Kiedy wychodziłem, podeszła i zapytała, czemu to robię. Odpowiedziałem, że lubię, jak ktoś mnie podgląda w miejscach publicznych i robią to osoby mi nieznane. Kobieta wyraźnie była zniesmaczona, że robię to w miejscu publicznym i dała mi do zrozumienia, że powinienem robić to tylko u siebie w domu lub u niej. Myślałem, że się przesłyszałem, że u niej, ale tak. Spodobałem się jej, wymieniliśmy się numerami i tak spotykamy się od kilku tygodni – ona już wie, jak wyglądam nago, ja nadal czekam, aż pozwoli mi popatrzeć na nią :)
Dla niej skończyłem już z przymierzalniami.
W pracy mamy lodówkę i jeśli ktoś chce, to może coś sobie przynieść do jedzenia z domu i tam schować. Ja nigdy nie przynoszę niczego, co musiałoby być trzymane w niskiej temperaturze, więc z tej lodówki nie korzystam, ale mój przyjaciel tak. Codziennie przynosi jakieś serki, jogurty, kawałki ciasta. Dzień w dzień. Nigdy się nie dzieli z nikim, nawet ze mną, mimo że się bardzo lubimy i ja się dzielę z nim, jak mam coś dobrego. Nigdy mi nie przeszkadzało, że nie podzieli się czymś dobrym, bo to w końcu jego własność, ale ślinka mi ciekła, jak patrzyłam, co dobrego przynosi.
Pewnego dnia koleżanka poprosiła mnie, żebym jej coś przyniosła z lodówki, no więc poszłam. Zobaczyłam, że mój przyjaciel jak zwykle przyniósł sobie jakieś słodkości... i tym razem nie wytrzymałam – zakosiłam mu jeden smakowicie wyglądający jogurt, wzięłam to, co miałam przynieść koleżance i zwiałam z miejsca zbrodni. Jogurt zjadłam potem w tajemnicy przed wszystkimi. Strasznie głupio mi po tym było, nie powinnam dać się ponieść. O dziwo, przyjaciel o niczym nie wspominał, chyba się nie zorientował.
Kilka dni później znowu mu coś podkradłam. Znowu czułam się po tym źle, ale smakowało mi, nie powiem, że nie. To zdarzało się coraz częściej – podbierałam mu coś i nie mogłam przestać.
Po dłuższym czasie przyjaciel poprosił mnie na chwilę na rozmowę. Oblał mnie zimny pot, myślałam, że mnie nakrył i teraz chce mi o tym powiedzieć, albo po prostu się domyśla, że to ja. Przygotowana na najgorsze słuchałam, co ma do powiedzenia. Wyznał, że ktoś mu ciągle podkrada jedzenie z lodówki, że nie chciał nic nikomu mówić, bo myślał, że po prostu komuś się myli, ale to jednak nie może być przypadek. Odetchnęłam z ulgą, że się nie domyśla, że to ja, ale później znowu przestraszyłam się, gdy powiedział, że zastanawia się, czy komuś o tym nie donieść. W końcu złodziej musi zostać złapany. Przerażona ja wpadłam na genialny pomysł. Widziałam w internecie jakąś historię, że gdy komuś podkradali jedzenie w pracy, ten ktoś podłożył tam środek na przeczyszczenie czy coś takiego i złodziej po kradzieży i zjedzeniu tego produktu z tym środkiem przestał podkradać jedzenie. Przekonałam przyjaciela, żeby spróbował tej metody, zamiast od razu donosić i starać się znaleźć sprawcę. Mówiłam, że to super plan, jak ktoś zje to jedzenie, to dostanie takiej biegunki, że już w życiu mu nic nie podbierze. Przyjaciel bardzo się rozradował i uznał, że to super plan. Kolejnego dnia przyniósł ciasto nafaszerowane ogromną ilością środka na przeczyszczenie. Jakoś w połowie dnia poszłam do lodówki i upewniwszy się, że nikt mnie nie widzi, wzięłam to ciasto, schowałam do reklamówki i się ulotniłam. Później wyrzuciłam je do śmietnika.
Po tym dniu przestałam już podbierać cokolwiek przyjacielowi, a on był wręcz zachwycony moją metodą, dziękował mi za to, że pozbył się tego problemu. Mam nadzieję, że nigdy się nie dowie o tym, kto był tym złodziejem. Do dzisiaj mi głupio.
Opowieści z Tindera, rozdział drugi: Tomek.
Mieszkał daleko ode mnie, ale dosyć szybko wpadł na pomysł, że przyjedzie. Niezrażona błędami wyraziłam zgodę i za dwa dni był u mnie.
Na spotkaniu usłyszałam szczegółowe historie o dwóch jego byłych. Jestem bardzo empatyczną osobą, wiec po godzinie nawet ja zaczęłam za nimi tęsknić. Gdy udało mi się w końcu zmienić temat, spotkanie przebiegło w miłej atmosferze, dlatego dałam mu szansę.
Widzieliśmy się jeszcze jeden raz, później jego grafik był tak napięty, że dawał radę tylko pisać do mnie co 5 minut, ale spotkanie się już go przerastało, nawet jak mówiłam, że sama wpadnę. Po 3 miesiącach znajomości i zapewnianiu, że znajdzie się dla mnie miejsce w sercu obok Mileny (?) i tej drugiej, napisał, że mama znalazła mu dziewczynę na wesele jego kumpla i w sumie tyle po zakwaterowaniu w pikawie, bo koleżanka mu się spodobała.
Po jakimś czasie dostałam wiadomość, że z nią nic nie wyszło i że rzuciłam na niego urok, bo żadna kobieta teraz go nie chce.
Chyba czary źle podziałały, bo życzyłam mu tylko problemów z erekcją.
Kiedyś zasugerowałam mojemu chłopakowi, żebyśmy obejrzeli jakiś film artystyczny. Poszliśmy więc do kina na coś pod tytułem „Shortbus”. Nie było żadnych recenzji ani informacji o tym filmie. Kupiliśmy bilety i usiedliśmy. Okazało się, że chłopak nie znał angielskiego na tyle, żeby zrozumieć dialogi, i nie mógł czytać napisów, ponieważ był krótkowzroczny. Przeprosiłam go, ale uspokoił mnie, że wszystko będzie OK, jeśli film okaże się dobry.
Film się zaczął i nie wiedziałam, na co parzę. Kamera powoli się odsuwała i w końcu obraz się wyostrzył – patrzyliśmy na męskie genitalia. Potem facet wyszedł z wanny i zaczął się masturbować. Okazało się, że film był o nimfomance, która miała starszego kochanka. Film był pełen szokujących scen. Byłam zażenowana. Gdy się skończył, myślałam, że najgorsze już za mną. Ale to nie był koniec. Gdy po filmie szliśmy do metra, zrobiło mi się niedobrze. Zdołałam zapytać: „Czy nadal będziemy się spotykać, jeśli teraz się porzygam?”. Zaprowadził mnie do domu – zieloną i spoconą. I tyle go widziałam.
Dzisiaj przeglądając Facebooka, zobaczyłam post od schroniska. Była w nim opisana smutna wiadomość o tym, że jeden piesek zdechł. Dostał się do schroniska po tym, jak został znaleziony przy torach kolejowych z odciętymi dwoma łapkami i ogonem. Przeszedł kilka operacji, już była nadzieja na odratowanie, ale niestety się nie udało. Potem weszłam w komentarze i aż mnie zamurowało.
Ludzie piszący, że maszynista powinien być pociągnięty do odpowiedzialności prawnej, że to jest znęcanie się nad zwierzętami itp.
Ja naprawdę rozumiem, że ludziom było przykro, ale bez przesady. Maszynista nie wyhamuje przed człowiekiem, a co dopiero przed psem, który jest mniejszy, więc zauważyć go można dopiero z dosyć bliskiej odległości (o ile w ogóle).
Moja babcia jest złym człowiekiem. Wiem, że tak nigdy nie powinno nazywać się osoby z rodziny, jednak to w stu procentach prawda. O tej kobiecie mogłabym napisać książkę. Opiszę tutaj parę sytuacji, które zrobiła na przestrzeni lat.
1. Kiedy mój brat miał komunię, zamknęła moją mamę w schowku i zadzwoniła do taty, mówiąc, że Beata nie przyszła organizować wydarzenia dla własnego syna. Wszystko się wydało, kiedy wrócił i usłyszał walenie w drzwi.
2. Razem z dziadkiem posiadają ogromny dom w górach. Kiedy z tatą robiliśmy zakupy dla prababci podczas ich nieobecności, przy dawaniu paragonów zapomnieliśmy odliczyć około 1,60 zł za paczkę gum. Dowiedzieliśmy się wtedy, że jesteśmy oszustami i złodziejami. Wiązankom nie było końca.
3. Kiedy nie wiedziała, jak mi robić na złość, gdy za dziecka przyjeżdżałam do nich na weekendy, to po prostu wymyślała sytuacje, których nigdy nie było. I tak kiedy tatuś mnie odbierał, słyszał, że robiłam histerie na klatce, uderzyłam ją albo cokolwiek innego.
4. Kiedy tata nie mógł sprawdzić, dlaczego nie działa im lodówka, bo polecieli z mamą za granicę na weekend, usłyszał, że w życiu nie zrobił dla nich nic dobrego. Zwyzywała go od niewdzięczników, patologii i gówno wartych dzieci (pomijając fakt, że tata nigdy nic od nich nie wziął, a dużych pieniędzy dorobił się sam).
5. Moja mama jest cudowną i śliczną kobietą. Nie mówię tak tylko dlatego, że jest to moja rodzicielka. Naprawdę wygląda bardzo młodo, ma ładną figurę, a temu wszystkiemu towarzyszy zaledwie lekki makijaż. Wszyscy znajomi są w szoku i bardzo ja komplementują. Jednak babcia od zawsze jej nienawidziła. Już na próbach do ślubu, kiedy ojciec stał przy swojej koleżance, potrafiła jej powiedzieć: „Patrz, jak oni by ładnie razem wyglądali, nie to co wy”. Kiedy jeszcze ich odwiedzaliśmy, potrafiła powiedzieć coś w stylu: „O, chyba schudłaś, bo kiedyś zajmowałaś całą kanapę, a teraz tylko pół”. Przez lata wpędziła moją mamę w takie kompleksy, że ta zaczęła się tłuc dietami 1000 kalorii (od 8 lat moja mama u niej nie była, wiec jest lepiej).
6. Porwała mojego brata z przedszkola, nic nie mówiąc rodzicom, i zabrała go do lekarza. Ten wymyślił mu miliony chorób i kazał zakupić bardzo drogie leki. A ona jeszcze wielce oburzona, że rodzice są niewdzięczni (dwóch specjalistów w późniejszym czasie stwierdziło, że nie wiedzą, na jakiej podstawie lekarz wypisał tę receptę).
To jedynie część historii. Latami nie wiedziałam, czy się śmiać, czy płakać, myślałam, że babcia kiedyś się zmieni. Ale kiedy, skoro w czerwcu moi rodzice obchodzą 28 rocznicę ślubu... Teraz razem z moim bratem mamy przeszło 20 lat i żadnych uczuć względem babci. Przynajmniej za nią nadrabia mama mamy, która jest aniołem, a nie kobietą.
Dodaj anonimowe wyznanie