Mam głupi zwyczaj. Nie pamiętam od kiedy, nie wiem, czy ma to jakąś nazwę ani nie mam pojęcia, skąd mi się to wzięło.
Chodzi o to, że zawsze jak coś robię, to dzielę przez trzy. Spacer? Wyznaczam sobie krótki odcinek drogi i liczę kroki. Jeśli ich liczba jest podzielna przez trzy, to mam satysfakcję. Kiedy z kimś rozmawiam, liczę litery w zdaniach lub słowa w dłuższych wypowiedziach i znowu dzielę przez trzy. To samo z gramami wędliny czy sera w sklepie, liczeniem drzew przy drodze, płytek na chodniku, ziemniaków obieranych do obiadu, nawet sumy cyfr w tablicach rejestracyjnych samochodów są ważne, byle dały się podzielić przez trzy.
Nie jest to uciążliwe, ale na tyle dziwne, że nikt z bliskich o tym nie wie, bo w sumie po co. Cieszę się, że mogłam się z Wami tym podzielić.
Historia wydarzyła się, kiedy telefony komórkowe były luksusem, miałam wtedy 5 lat. Moja mama miała jakiś poważny problem, nie pamiętam, o co dokładnie chodziło, ale było to tak ważne, że postanowiła zadzwonić do ojca do pracy, żeby mu o tym opowiedzieć. Zadzwoniła i poprosiła do telefonu Darka, była przy tym tak roztrzęsiona, że zapomniała dodać nazwiska, a w pracy było dwóch panów o takim imieniu.
Mama żaliła się przez telefon około pół godziny, co jakiś czas powtarzała, że słyszy, że też się przejął, bo ma dziwny głos. Ja przez ten cały czas prosiłam, żeby dała mi do telefonu tatę, bo też chcę z nim porozmawiać, ale mama mnie ignorowała.
Gdy tata wrócił z pracy, okazało się, że o tym wielkim problemie opowiadała innemu Darkowi, który o dziwo nie zorientował się, że to nie jego żona.
Mogła posłuchać dziecka i dać „tatę” do telefonu, bo drugi pan Darek nie miał dzieci, więc pomyłka prawie od razu wyszłaby na jaw :D
Zdarzyło się to, jak miałam ok. 5-6 lat.
Byłam z rodzicami na wycieczce i postanowiliśmy zjeść obiad w jakiejś tam karczmie. Jako że byłam mała, to mój pęcherz też nie był pojemny, więc korzystając z okazji, poszłam do toalety. Mama powiedziała żebym pamiętała, że mam się zamknąć. Po załatwieniu swojej sprawy spróbowałam wyjść. I nic. Jeszcze raz, mocniej. Nic. Co robić? Jako małe spanikowane dziecko bałam się krzyknąć, żeby ktoś mi pomógł.
Zobaczyłam moje wybawienie! Mała, stara, zamykana podwójnie (dwie warstwy szyb) okiennica. Wspięłam się niczym ninja na parapet, z wysiłkiem otworzyłam okno i... tu kolejny problem. Okno zasłonięte od zewnątrz grubą warstwą bluszczu. Ale skoczyłam. I JEBUT! Wylądowałam na kolanach w piachu i ziemi.
Po całym zdarzeniu obiegłam budynek i jak gdyby nigdy nic wparadowałam cała brudna, z zakrwawionymi kolanami na salę. A na pytanie rodziców czemu jestem brudna i czemu tak długo, na cały głos odpowiedziałam: robiłam kupę!
PS Potem powiedziałam prawdę, a skłamałam, żeby nie robić im wstydu (?) przy innych gościach w karczmie
PS2 Nie, nie mam traumy z zamykaniem się w łazience, a historia jest mi do dziś wypominana.
Od niedawna pracuję z dziećmi. Czasem są męczące, ale dają dużo radości, choć najbardziej rozwala mnie jeden chłopiec.
Temat: zwierzęta. Pytam, czy dzieci kiedykolwiek widziały sarenkę, na to ten chłopiec (nazwijmy go Arek) mówi, że on widział, bo jego tata prawie dwie przejechał. No OK, idziemy dalej – lis. Czy Arek widział kiedyś lisa? No oczywiście, widział tydzień temu, jak jego tata go rozjechał... Temat zwierząt zakończyłam, bo nie chciałam więcej słyszeć o martwych zwierzętach.
Następne zajęcia. Temat: inne kraje. Opowiadamy o Anglii, Hiszpanii i dochodzimy do Włoch, co Arek na to? „Proszę pani, a mój tata pokazał mi najdłuższe włochy na świecie, o tu...” – powiedział, wskazując na swoją pachę. Tak że ten... :D
Z braćmi, jak byliśmy jeszcze mniejsi, często siedzieliśmy na kompie – jak chyba większość z nas za dziecka. Pewnego dnia wkurzona mama mówi: „Ja wam wyłączę w końcu ten internet!”. Wiecie, co zrobiła? Usunęła z pulpitu przeglądarkę internetową, a potem cały dzień chodziła uradowana, bo wydawało jej się, że odcięła nas od internetu.
Przez długi czas udawaliśmy, że strasznie nas ukarała i że jej metoda zadziałała :)
Anię poznałem, kiedy byłem jeszcze na studiach. Była młodsza, piękna jak diabli, mądra i rezolutna. Zostaliśmy parą. Jak to w związkach bywa, były wzloty i upadki, ale jednak zawsze to ona walczyła o ten związek. W pewnym momencie chciałem odejść od niej, bo nie miałem czasu na bycie z kimś. Chciałem poświęcić się nowej pracy, na której mi zależało. Chciałem skupić się na zarabianiu hajsu i na pracy. Nie wiem, skąd u Ani było tyle cierpliwości i wyrozumiałości. Teraz wiem, że była Aniołem! Pod koniec relacji było kiepsko, ona opadła już z sił w walce o nas. Powiedziałem jej, że nie mam czasu na związek, załamała się. Prosiła, błagała, żebym jej nie zostawiał. Byłem nieugięty. Kiedy tylko się widzieliśmy, za każdym pieprzonym razem prosiła o to, bym wrócił do niej, a ja zawsze odmawiałem, mimo że ją kochałem.
Mijały kolejne lata, aż zobaczyłem ją z innym. Ułożyła sobie życie, planowali ślub. Spojrzałem wtedy na swoje życie. Dorobiłem się wszystkiego, ale byłem samotny. Zacząłem o nią walczyć. Nie udało mi się, choć na głowie stawałem, aby go zostawiła dla mnie. Ona wyszła za mąż, a ja kolejne miesiące spędziłem na rozmyślaniu, dlaczego byłem takim idiotą.
Niedługo potem i ja ułożyłem sobie życie, chyba z rozsądku. Doczekaliśmy się dziecka. Moja żona po porodzie trochę się zaniedbała i przytyła. Ale jest to cena, jaką zapłaciła za wydanie dziecka na świat. Nie mam jej tego za złe, jednak nasz syn ma już 4 lata, a ja ciągle słucham wymówek żony.
I niedawno stało się: spotkaliśmy się przypadkiem z Anią i jej rodziną na parapetówce u znajomych. Ma dwoje dzieci, niedawno urodziła, a wygląda jak petarda! Jak milion dolców, które idzie po wybiegu. Po prostu promienieje. Nie mogłem oderwać od niej wzroku. Z przepięknej dziewczyny stała się jeszcze piękniejszą, zadbaną kobietą i matką. Tak mi kopara opadła, że gdy tylko się przywitaliśmy, nadawałem do niej jak katarynka, gadaliśmy na każdy temat, zupełnie nie zwracałem uwagi na to, że moja żona coś do mnie mówi. Żona zrobiła mi małą awanturę, że nie zwracam na nią uwagi, a jesteśmy tu razem. A ja wtedy zdałem sobie sprawę, że nigdy nie przestałem kochać Anki. Zazdroszczę jej mężowi jak diabli, cholernie zazdroszczę i równocześnie skrywam w sobie to, że wstydzę się tego, jak wygląda moja żona, jaka jest zaniedbana mimo tego, że stać nas na to, aby o siebie zadbała (jej się nie chce, bo mówi, że dla dziecka jest najpiękniejsza na świecie), jak się zachowuje (rozmowy tylko o dziecku, zero zainteresowań)...
Codziennie wieczorem rozmyślam o tym, dlaczego pieprzona praca była ważniejsza. Dlaczego byłem taki głupi, że wolałem hajs od miłości. Popełniłem błąd, straciłem kobietę mojego życia, mogłem ją mieć na zawsze, a teraz mogę tylko na nią popatrzeć.
Przed pracą wpadłam do sklepu po jogurt na śniadanie. Chodząc między półkami, usłyszałam jakiegoś dzieciaka, po głosie sądząc, był w wieku 4-6 lat. Śpiewał po swojemu jakąś piosenkę. Jak to zwykle dzieci, fałszował niemiłosiernie, tekstu też oczywiście zrozumieć się nie dało, ale słychać było, że dzieciak wkładał w to mnóstwo radości i generalnie śpiewanie sprawia mu sporo frajdy. Rozejrzałam się po sklepie, żeby zlokalizować małego wokalistę, wiadomo, nie ma to jak widok szczęśliwego brzdąca z rana, nigdzie jednak nie było go widać. Pomyślałam, że pewnie stoi za którymś regałem i wytężyłam słuch, żeby go zlokalizować... i wtedy zorientowałam się, że to nie żaden dzieciak. To radio emitujące najnowszy przebój jednej z polskich gwiazdeczek. Ot i kwintesencja polskiej współczesnej muzyki popularnej.
Kilka lat temu w jesienną noc zabawialiśmy się z mężem w samochodzie na pewnym zajeździe w lesie (i to jeszcze w miejscowości zamieszkania!) :D
Ja naga, on nagi, a tu podjeżdża radiowóz... Panowie policjanci świecą nam latarką najpierw po przednim, a później po tylnym siedzeniu. Ze względu na różnicę temperatury szyby z tyłu były zaparowane i nic nie mogli zobaczyć, więc przyłożyli twarze do bocznych szyb, a tam... zobaczyli parę golasów!!! Miny mieli nietęgie, więc mój mąż w panice przyłożył swoją rękę do szyby, pokazując obrączkę, i mnie również kazał tak zrobić :D
Panowie bardzo szybko, bez legitymowania oraz bez słowa odjechali. Do dziś jak o tym sobie wspominamy, to czujemy lekki wstyd. ;)
Od paru miesięcy uczę się na własną rękę hiszpańskiego.
Parę tygodni temu podczas przerwy na kawę w pracy czytałem sobie hiszpańskie rozmówki. Zauważyła to moja szefowa – była zadowolona, pochwaliła mnie, stwierdziła, że lubi takie zaangażowanie (nasza firma sprzedaje od jakiegoś czasu sporo towaru do Ameryki Południowej). Pojawiły się plotki, że szykuje się dla mnie awans za tę inicjatywę z językiem.
Nikt nie wie, że hiszpański jest mi potrzebny, by oglądać meksykańskie telenowele bez napisów i lektora. I nikt się nie dowie.
Często słyszy się, że jakaś kobieta nie potrafi odejść od faceta, nawet gdy on ją bije. Co ma powiedzieć facet, który od paru lat jest mieszany z błotem, traktowany jak śmieć i człowiek gorszego sortu?
Mój dzień wygląda następująco: praca – dom – zakupy – słuchanie wyzwisk i jaki to ja jestem zły. Kolegów nie widziałem już parę miesięcy, ponieważ jest z każdym pokłócona, a jako dobry facet bez niej nie pójdę, bo nie wypada.
Wczoraj zrobiła awanturę, że o siódmej rano poszedłem do toalety, przez co ją obudziłem, a ona taka zmęczona (siedzi i zajmuje się domem), więc poszedłem do drugiego pokoju i zająłem się sobą (odprężam się, grając w gry, tudzież oglądając YT, TV to ściema i nic tam ciekawego nie ma poza Discovery). Po dwóch godzinach przyszła, zaczęła rzucać we mnie rzeczami, czemu gram, zamiast się położyć obok niej i ją przepraszać (spędzam z nią 24/7, nawet w pracy muszę ciągle z nią pisać). Nie wytrzymałem, puściły mi nerwy, wywaliłem laptopa w ścianę, po czym sam przywaliłem w drzwi obok jej głowy. Scenę można wyobrazić sobie jak z jakiegoś filmu: biedna niewiasta stoi przestraszona, obok niej schylony, wkurwiony facet z zakrwawiona ręką, który mówi: „Wynoś się, bo zaraz coś ci zrobię”. Kazałem osobie, którą kocham, odejść, by nie zrobić czegoś głupiego, bo już nie mogłem wytrzymać. Nie potrafię jej skrzywdzić, nie tak zostałem wychowany. Będę cierpiał z tego powodu, ale chyba trzeba by już to zakończyć.
Dodaj anonimowe wyznanie