#aM4dF

Gdy byłam mała, mama zapytała się mnie, kim chcę zostać w przyszłości. Ja chciałam być dobrą córeczką i odpowiedziałam, że chcę być nikim tak jak ona... Chodziło mi o to, że mama nie pracuje, tylko zajmuje się domem, ale jej mina była straszna, a ja nie mogłam zrozumieć, dlaczego jest jej przykro. Do tej pory mi to wypomina :)

#6g9PX

Od naprawdę długiego czasu (bo od paru lat) prześladuje mnie lęk objawiający się jako śmierć z kosą. Dzisiaj siedząc sobie po ciemku w nocy, zauważyłam cień, który wywołał lęk do tablicy. Odruchowo skuliłam się, zakrywając sobie oczy dłońmi i tak siedziałam bez ruchu, by nie zostać zauważoną, i wiecie co? Zrobiłam coś totalnie szalonego jak na tamten stan – odsłoniłam oczy, przestałam się kulić i pomimo ogromnego lęku spojrzałam w tamtą stronę. Emocje w tym wspomniany lęk szalały we mnie jak huragan, ale ja siedziałam, zadając sobie w głowie pytania, czego się tak naprawdę boję, drążąc, co mi tam w głowie siedzi. Widziałam obrazy z dzieciństwa, co się tak naprawdę kryło za tym symbolem i przepracowywałam to, czując w tym wszystkim odwagę i wsparcie od siebie, od Boga, od przodków, takie wewnętrzne światło, którym mogę wypalić całą negatywność, uzdrowić się, że mogę krzyczeć, obronić się, że jestem już dorosła...

Udało się, jestem z siebie dumna <3

#FE9bk

Jak byłem młody, to dzieciństwo nie było różowe. Ojciec alkoholik, który przestał bić dopiero, jak byłem już na tyle silny, aby oddać. Zmarł kilka lat później. Matka pracująca praktycznie non stop, by utrzymać piątkę dzieci. Jedynym sposobem, aby poprawić sytuację, był wyjazd za granicę. Zacząłem pracować, pomagałem matce i młodszemu rodzeństwu, aby miało to, czego ja nie miałem, aby niczego im nie brakowało. Utrzymywałem siebie oraz matkę i rodzeństwo w Polsce. Mama była już tylko na rencie. Cały czas pracowałem, zdobywałem doświadczenie. Jedna siostra już dorosła, wyszła za mąż i nie potrzebowała mojej pomocy. Ściągnąłem powoli wszystkich, znaleźli pracę i zaczęli normalnie żyć. Zawsze mogli liczyć na moją pomoc.

Pewnego dnia zachorowałem. Nie była to grypa, lekarze nie wiedzieli co to. Jednego dnia idę ulicą, a chwilę potem nie jestem w stanie utrzymać się na nogach. Nie mogę przez to pracować. Na szczęście się ubezpieczyłem, więc z powodu choroby dostawałem jakieś pieniądze co miesiąc, jednak nie mogłem funkcjonować sam, więc zamieszkałem z siostrą, jej chłopakiem i mamą. Dzięki ubezpieczeniu nie byłem pasożytem i nadal płaciłem za mieszkanie.

Po kilku latach poznałem kobietę. Mogła mi pomagać, bo przez chorobę nie byłem samodzielny, nie musiałem już mieszkać z siostrą.

Czy siostra ucieszyła się z tego, że w końcu ktoś inny będzie mi pomagał? Nie, obraziła się, bo skoro się wyprowadzam, to kto będzie płacił za mieszkanie?

Wybacz, siostrzyczko, pomagałem, jak mogłem, kiedy byłem zdolny do pracy, teraz nie mogę. Masz pracę, masz faceta, który pracuje, masz mamę, dzięki której nie wydajesz na opiekunki i zajmuje się dzieckiem. Ja w końcu chciałbym zrobić coś dla siebie...

#nNp8C

Dopiero jako osoba dorosła uświadomiłam sobie, jak dobrze moi rodzice chronili mnie i moją siostrę przed poczuciem biedy. I to nie jest tak, że dopiero teraz uświadomiłam sobie, że byliśmy bardzo biedni, ale chodzi o to, jak nieświadomie szczęśliwymi dziećmi byłyśmy. Chodzi o jedzenie.
Pamiętam z dzieciństwa najwspanialsze jedzenie pod słońcem, smak i aromat potraw, które przyrządzała moja mama z babcią, są przyciskiem włączającym najwspanialsze wspomnienia z dzieciństwa. A były to najtańsze możliwe dania, które dało się ugotować. Jako że mieszkaliśmy na wsi, kupowaliśmy kaszę i ziemniaki w takich dużych około 20 kg workach. Z ziemniaków moja mama przygotowywała wszelakie cuda – od zwykłych gotowanych w mundurkach z jajem sadzonym i serem, przez puree z pieczarkami i marchewką z groszkiem i mielonym, po tłuczone z wątróbką z cebulką, aż do ruchanych (czyli takie kluski dzielone z mąki ziemniaczanej i ziemniaków gotowanych). Wszelakie gulasze warzywne z kaszą, kasza z okrasą z grzybami leśnymi, dzikie owoce w kompocie, mnóstwo przetworów, słoiki pełne bigosu czy fasoli po bretońsku. Aż do prostych naleśników z dżemem, chleba z masłem i cukrem, racuchów i wielu innych dań i potraw.
Wszystkie półprodukty były z tych najtańszych. Jaja swoje, ziemniaki i kasza od gospodarzy po taniości, warzywa z pola, runo leśne i tak dalej.

Nie wiem, do czego zmierzam w tym wyznaniu, ale chciałabym, żeby wybrzmiało to, że miłość rodziców, ciężka praca, by z tych produktów prostych i tanich ugotować coś pysznego, sprawiły, że miałyśmy najwspanialsze błogie dzieciństwo, którego nie zamieniłabym na żadne inne.
Aż zgłodniałam!

#hrzMo

Technikum, lekcja polskiego. Nauczycielka nie znosi naszej klasy, bo mimo że wszyscy są pełnoletni, to większość zachowuje się jak bydło. Dosłownie. Wydają jakieś dźwięki, puszczają wulgarną muzykę, rzucają przekleństwami i się z tego śmieją. Ja jestem spokojną dziewczyną. Nie ma ze mną problemów. Siedzę cicho, staram się skupić na lekcji. Zachowanie moich kolegów uważam za burackie i dziecinne.

Nagle podczas lekcji wymsknęło mi się meeeegaaa beknięcie... Aż się odbiło echem. Każdy się śmiał. Z tego powodu, że siedziałam z tyłu,  nikt nie wiedział, że to ja. Było mi wstyd się przyznać. Nauczycielka wydarła się na grupkę chłopaków: „KTÓRY TO!?”, a potem ich wyzwała, że zachowują się jak knury w chlewie. Następnie poszła po dyrektora, a ten odbyła z nimi długą rozmowę na temat kultury osobistej.

Wszyscy myślą, że to któryś z nich. Tymczasem to byłam ja, ta cichutka dziewczyna z ostatniej ławki, której nikt nie podejrzewa :)

#TMHhf

Historia z dzieciństwa, która wydarzyła się parę miesięcy przed przyjęciem przez moją siostrę I Komunii. Bardzo się tym interesowałam, w kościele bacznie obserwowałam ludzi przyjmujących komunię. Nie mogłam jednak dojść do tego, co ksiądz do nich mówi, gdy im ją podaje. Trapiło mnie to parę dni, zanim doszłam do wniosku, że skoro ksiądz daje im coś do jedzenia, to musi mówić im: „Smacznego”. A oni pewnie odpowiadają: „Dziękuję, nawzajem” – dokładnie tak, jak mnie uczyła mama.

Parę tygodni później mieliśmy w domu andruty i wtedy przyszedł mi do głowy super plan. Podkradłam jednego andruta, połamałam go na mniejsze kawałki i zabrałam ze sobą do kościoła. Gdy rodzice zostawili mnie na chwilę, żeby przyjąć komunię (byłam już na tyle duża, że nie bali się mnie zostawić na chwilkę samą), rozpakowałam szybko moje „opłatki” i poleciałam na ambonę, gdzie chciałam rozdawać ludziom andruty, mówiąc: „Smacznego”. Niestety nikt nie chciał ich ode mnie brać, a rodzice zaraz mnie zobaczyli i przegonili :(

#xR3OQ

Mój brat w moim domu słynie z tego, że zawsze cholernie mocno zakręca zakrętki w butelce – tak, że nikt potem nie potrafi odkręcić zakrętki i wszystkich to wkurza.

Pewnego dnia, gdy byłam z moim chłopakiem w kuchni, poprosiłam go, żeby spróbował tak mocno zakręcić butelkę. Zrobił to. Po chwili do kuchni wszedł mój tata i próbował ją odkręcić. Męczył się i męczył, ale nie dał rady. Wkurzył się i zaczął drzeć na mojego brata, brat dostał opierdziel na maks.

WYGRAŁAM!

#GJPh4

Mam złe zdanie o ludziach, którzy nie pracują i żerują na innych. Nie mówię tu o osobach, które mają kiepską pracę czy szukają jej, ale nie mogą znaleźć. Chodzi mi o bezrobotnych z wyboru.

Mam znajomego, 30+, pracował może z dwa lata w swoim życiu, utrzymuje go mama ze skromnej emerytury. Znajomy ochoczo wyciąga rękę po wszystkie gratisy (chodzi mi głównie o grupy „oddam za darmo”). Pracować nie planuje, bo jak mama umrze, to zapisze mu mieszkanie, on najwyżej jeden pokój wynajmie i tak będzie sobie żył. Z kolei koleżanka ze studiów utrzymywana jest przez swoich rodziców. Nie pracuje. Wolny czas przeznacza na dbanie o urodę. W przyszłości planuje mieć bogatego męża, ona będzie leżeć i pachnieć, on będzie pracował.

Przyznaję, że w jakimś sensie tym ludziom zazdroszczę, że mają zaplecze finansowe. I niby nikomu się krzywda nie dzieje, bo dzieci są utrzymywane przez swoich rodziców. Ale i tak czuję niesmak. Obecnie szukam drugiej połowy i mam za sobą kilka randek. Gdy słyszałam, że mężczyzna nie pracuje i gardzi pracą, to automatycznie był dla mnie skreślony. Tak samo jak panowie mieszkający z rodzicami i opowiadający o tym, że jak kogoś poznają, to partnerka „dołączy do ich rodziny”. Dziwili mnie też panowie, którzy zarabiali tak marnie, że musieli czekać do wypłaty, by móc pozwolić sobie na wyjście do restauracji, a jednocześnie marzyli o gromadce dzieci. Ciekawe za co...

#baUeI

Mam ogromny problem z moją żoną. Nie kochamy się od prawie półtora roku, od momentu, kiedy okazało się, że żona jest w ciąży. Teraz córka ma 5 miesięcy, wszystko jest super, ale żona dalej unika zbliżeń jak ognia. Mówi, że nie ma ochoty.
Zbudowałem dom, zarabiam grubo ponad średnią krajową. Sprzątam, gotuję, piorę. Jedynym zajęciem żony jest dbanie o córkę, w czym oczywiście jej pomagam, jak tylko mogę. Przed ciążą nie mieliśmy z pożyciem żadnego problemu.
99 procent osób w pracy to kobiety, które często ze mną flirtowały. Kiedyś nie zwracałem na to uwagi, ale teraz coraz częściej patrzę na nie jak na potencjalne partnerki.

Rozmowy z żoną kończą się kłótnią, ona uważa, że przesadzam. Sam już nie wiem, co robić. W dodatku szwagierka dzwoni do mnie coraz częściej, żebym przyjechał i naprawił coś u niej – kran, zlew itp. Ciągle daje jakieś dwuznaczne propozycje, które puszczam bokiem, ale z coraz większą trudnością. Kocham żonę i córkę ponad życie, po prostu nie wiem, jak to wszystko będzie dalej.
Dodaj anonimowe wyznanie