Na mojej osiemnastce powiedziałem mojemu dziadkowi, że jestem gejem, a mój chłopak chce z nim wypić kieliszek wódki.
Nie jestem gejem, to był żart pod wpływem alkoholu, ale dziadek do teraz się do mnie nie odzywa.
Byłam kiedyś na wyjeździe na misji. Chciałam się dowiedzieć, czy w lokalnym języku mają przekleństwa (wiem, wiem, może to i głupie, ale ciekawiło mnie to). Poszłam do lokalnych zakonnic z pytaniem jak to jest i nie bardzo udawało nam się dojść do porozumienia. One znały przekleństwa w sensie: „przeklinam cię za to i za to, i niech na ciebie spadnie to i to”, ale nie rozumiały, o co mi chodzi, pytając o brzydkie słowa.
Chcąc to zobrazować, powiedziałam, że chodzi mi o takie angielskie „fuck off” lub „fuck you”. Siostry dalej nie rozumiały, o co mi chodzi, ale z radością zaczęły bez zrozumienia powtarzać: „Fuck you, fuck you”. Na nic moje prośby, by zapomniały o tym, co mówiłam. Bałam się tylko, że ktoś rozumiejący angielski to usłyszy i będzie głupio, bo nie wytłumaczę się z tego ;-).
Od kilkunastu lat walczę z trądzikiem. Odwiedziłam setki dermatologów, próbowałam różnych terapii i zazwyczaj efektów nie było albo były na krótko. Dietetyk zalecił wykluczenie niektórych produktów. Dalej nic. Robiłam przeróżne badania i wszystko wyszło w porządku, lekarze załamują ręce. Próbowałam wielu różnych specyfików naturalnych. Na pielęgnację cery wydaję sporo czasu i pieniędzy. Wciąż próbuję nowych rzeczy i odbijam się od ściany. Przestałam się malować, cera wcale nie uległa poprawie. Zapewne wielu z was zna ten problem i wie, jak potrafi być to frustrujące. Nasilenie trądziku nie jest u mnie bardzo duże, jest po prostu widoczne, czasami nawet bardzo widoczne. Moja mama w moim wieku miała to samo, przeszło jej po 30.
Obecnie jestem w ciąży i wszystkie leki musiałam odstawić. Nawet pojawiła się nadzieja, że cera mi się poprawi, ale niestety się pogorszyła. Konsultowałam to po raz kolejny z paroma dermatologami. Zwykle dostawałam kremy nieszkodliwe w ciąży, ale niestety też nie pomagały, mocniejszych kazali używać, jeśli naprawdę będzie to konieczne. Uznałam, że teraz najważniejsze jest dziecko, nie chcę ryzykować. Narzeczony przyznał mi rację i stwierdził, że według niego wcale nie mam dużego trądziku, on widzi tylko kilka krostek i nie jest to warte zamartwiania się.
Nadal dbam o cerę w bezpieczny sposób. No i niby OK, ale jak zmory znaleźli się moi rodzice. Przed ciążą bez przerwy jęczeli mi nad uchem: „Ale ty masz cerę, zrób z tym coś wreszcie!”. Tłumaczenia, że się staram, odbijali tekstem: „Niewystarczająco, bo nie widać efektów”. I tak w kółko. W ciąży nadal słyszę komentarze: „Ale cię obsypało!”. Kiedy powiedziałam, że konsultowałam to z dermatologami, to stwierdzili, że widocznie byli do niczego. Uważają, że powinnam brać antybiotyki! I mówią to ludzie, którzy powiedzieli, że w ciąży nie można pić herbaty... Ale mocne leki? Pakować, ile wlezie. Mogę tłumaczyć, że w ciąży trzeba wykluczyć sporo rzeczy, ale zawsze słyszę: „Tak? A inne kosmetyki jakoś stosujesz”. I tak w kółko. Nie mam kompletnie siły.
O alkoholizmie matek słów kilka.
Miałam babcię alkoholiczkę. Ciekawe jest to, że jak byłam mała i spędzałam u niej wakacje, to nie widziałam jej alkoholizmu, po prostu często była wesoła, a wiadomo, że na wsi się przecież pije alkohol dość często, więc to nie było jakieś dziwne. O tym, że dużo chlała, dowiedziałam się później od jej córki, a mojej mamy, która mówiła, jak to znajdywała puste butelki poukrywane w domu.
Skrywany alkoholizm babci bardzo wpłynął na moją mamę. Przede wszystkim moja mama jak wyszła za mąż, to przeprowadziła się bardzo daleko od domu, nie miała też specjalnej potrzeby kontaktu z rodzicami i swoją jedyną siostrą, a kontakt był tylko w święta lub wakacje, ewentualnie wysyłała kartki. Myślę, że moja mama może być DDA i nawet nie zdaje sobie z tego sprawy. Zawsze była osobą dość chłodną, jeżeli chodzi o uczucia – nie okazywała za dużo miłości, była wycofana. Alkoholu piła zawsze bardzo mało i cały czas ma paranoję, że mój ojciec wpadnie w alkoholizm, raczej bezpodstawnie. Jak byliśmy ostatnio u rodziny, to zaproponowałam, że możemy przy okazji odwiedzić grób babci, mój tata też stwierdził, że to dobry pomysł, na co mama odpowiedziała zimno: „Jak chcesz, to idź”. Dało mi to wtedy dużo do myślenia. Jak babcia musiała w dzieciństwie skrzywdzić moją mamę także emocjonalnie, że nawet raz na ruski rok, jak ma okazję, nie chce odwiedzić jej grobu? Moja mama najpewniej trzyma w sobie jakieś sekrety i złe wspomnienia związane z alkoholizmem matki, ale nie wiem, czy kiedykolwiek dowiem się, jakie to wspomnienia. Jedno jej zdanie kiedyś mnie zmroziło, jak powiedziała, że to mama zawsze namawiała ojca do bicia ich. A jak to wpłynęło na siostrę mojej mamy? Ano tak, że raczej nie stroni od alkoholu i zawsze dużo piła.
Jesteś matką i lubisz wypić? Czy naprawdę chcesz, żeby Twoje dzieci miały problemy emocjonalne przez Twój alkoholizm? Czy naprawdę chcesz, żeby Twoje dzieci nawet nie chciały iść i postawić znicza na Twoim grobie? Czy chcesz, żeby panicznie bały się, że ich partner może zacząć pić albo że same zaczną pić? Zastanów się, jak chcesz być zapamiętana, bo alkoholizmu przed dziećmi nigdy nie ukryjesz, a możesz skończyć jako zapijaczona bezdomna starucha, za którą nikt nie zatęskni.
Ostatnio dostałam tajemniczy SMS w stylu „Nie znamy się, ale chciałbym cię poznać, mam nr od koleżanki”. Moje zaskoczenie było o tyle duże, że przyszedł on na mój top-secret-private numer telefonu. Tylko dla najbliższych mi osób. „Zdrada!” – pomyślałam. Dotknęło mnie to strasznie, bo moi przyjaciele wiedzą, że za rozdawanie mojego numeru telefonu można zostać wrzuconym do rzeki w cementowych bucikach. Mówię do przyjaciółki: „Jak dorwę tę koleżankę, która rozdaje mój numer, to ja już ją napełnię bojaźnią Bożą”. Wysłałam siostrze screena, żeby widziała, jaka krzywda mnie spotkała, że trafiłam na zdradziecką koleżankę, która rozdaje mój numer obcym.
Minęło kilka dni i zapomniałam o sprawie. Dzwoni moja siostra: „Obiecaj, że nie będziesz krzyczeć na mamę, bo to mama dała twój numer telefonu koleżance, która ma syna i to on do ciebie pisał...”.
Przy najbliższej okazji pytam: „Mamo, co ty chciałaś sobie i ludziom udowodnić... Kim w ogóle jest ten koleś?”. I tu jest najlepsza część historii. Bo facet miał być po dwudziestce, po studiach, szukający porządnej dziewczyny „bo te w Londynie to takie latawice i szukają nie wiadomo czego”. No ale moja siostra pobawiła się w szpiega przed zadzwonieniem do mnie i okazało się, że ten kawaler ma lat 34 i jest kierowcą autobusu. Typowy Zdzichu z bebechem od piwa i zdjęciem w pomieszczeniu w okularach przeciwsłonecznych.
Mama mówi: „Ale ja nawet nie wiedziałam co to za człowiek, koleżanka tak go promowała, że to dobry chłopak...”.
Żałuję, że nie mogę Wam tu jego zdjęcia wstawić, bo ono pokazuje w 100%, z jaką osobą mamy do czynienia. Nie chodzi tu o ocenianie po wyglądzie, ale o całą estetykę.
Mama, chcąc jakoś wybrnąć, podsumowała całą sytuację zdaniem: „Przynajmniej miałabyś darmowe przejazdy...” :D
Byłem (a może jestem?) 19-letnim prawiczkiem. Od dawna chodził mi pomysł na wizytę u „profesjonalistki”, żeby w końcu poznać kobiece ciało. Po niemalże roku wahań i przeglądania znanych portali z anonsami postanowiłem, że idę. Wybrałem dojrzałą kobietę, która na miejscu okazała się znacznie odstawać od tego, co przedstawiła na zdjęciach. Nie podniecała mnie. Mimo wszystko spróbowałem, początkowa erekcja szybko minęła, ale ona ją uratowała. Pomimo tego nie odczuwałem przyjemności i na finał nie było szans. Spodziewałem się przedwczesnego finału, a nie niemożności dojścia.
Podczas stosunku myślałem o znalezieniu miłości, której mi brakuje, a nie o kobiecie, z którą uprawiałem seks (która mi w międzyczasie zbrzydła).
Dodatkowym problemem jest to, że będę musiał teraz żyć w kłamstwie, bo nikomu się do tego nie przyznam. Jeśli jakiś anonkowy przegryw rozważa wyprawę do „profesjonalistki”, to serdecznie odradzam.
Wraz z mężem jesteśmy młodym małżeństwem. Mamy 3-letniego synka.
Ostatnio oglądając The voice kids usłyszałam coś takiego:
Mąż: €%#&@, nie waż się zapuszczać mu włosów jak u geja!
Ja: Przeszkadzałoby ci, że syn będzie gejem?
Mąż: Niech se będzie i gejem, i wyznawcą spaghetti, ale nie w długich włosach.
Mindfuck, level hard.
Kiedyś tak się upiłem, że wracając do domu, wszedłem do rowu, którym płynął jakiś ściek. Zacząłem tam zrywać pokrzywy (ubzdurałem sobie, że to stokrotki), śpiewając przy tym „Gdzie strumyk płynie z wolna, rozsiewa zioła maj, stokrotka rosła polna, a nad nią szumiał gaj...”.
Dawno temu, za czasów kiedy byłem gówniarzem w gimnazjum, przypada czas na tak zwane rekolekcje. Jest to czas, gdzie spotykamy się w kościele, przychodzą pewni ludzie, opowiadają historie o tym, jak Pan Bóg uratował mu życie itp. Jak dla mnie jest to fajna rzecz, a sądzę, że każdy wolał iść na rekolekcje niż do szkoły. Jednakże rekolekcje w mojej szkole wyglądały trochę dziwnie. Otóż mieliśmy katechetkę, która była, lekko szurnięta, np.:
– Czuła szatana w klasie i kazała uczniom, aby otworzyli okna i go wygonili.
– Odstraszała szatana miotłą (!), aby go przepędzić.
– Nosiła ze sobą 15-kilowy posąg Maryi na każdą lekcję.
– Ktokolwiek przyszedł na lekcję religii w koszulce jakieś kapeli rockowej, metalowej, popu, Hello Kitty czy z pokemonem – za drzwi i telefon do rodziców.
– Aby zdać religię, musiałeś zrobić zdjęcie jakieś kapliczki, przy której się modliłeś i jej oczywiście pokazać i mieć świadka.
Chyba już wiecie, jaki to był typ człowieka.
Ostatnia klasa, ostatnie rekolekcje w gimnazjum, pewna pani wchodzi na ambonę i zaczyna nam mówić, jakim złem jest Harry Potter, pokazuje pewne sceny, które mają nawiązywać do grzechów lub sceny uważane za satanistyczne, nawiązuje do śmierci, no i leci z tematem. Oczywiście wszyscy ją wyśmiali, mieli ją głęboko gdzieś. Kiedy skończyła swoją nawijkę, na scenę wchodzi katechetka, bierze mikrofon i mówi:
– Jesteście przeklęci, jak mogliście przeszkadzać tej pani, kiedy ona mówi samą prawdę, sami widzicie, że jest to poprzedzone faktami i naukowymi badaniami. A teraz klęknijmy... I MÓDLMY SIĘ ZA DZIECI CZYTAJĄCE HARRY'EGO POTTERA... i te, które nawiedził zły duch.
Wyobraźcie sobie, jak zaczęli się zachowywać w tym momencie uczniowie gimnazjum, a żeby wam to przestawić, zacytuję pewnego pana: „To jest dramat, ku#wa, to jest dramat”. Głośniej i groźniej było niż w części Warszawy Praga Północ po 22.
Skończyło się nawet nieźle – katechetką wysłaną na pielgrzymkę i tylko dwiema ławkami do wymiany w kościele.
Pozdrawiam Anonimowe, osoby, które znały to gimnazjum oraz panią od Harry'ego Pottera.
Pierwsza randka z dziewczyną, którą chciałem zaprosić od kilku tygodni.
Poszliśmy na gokarty, bo zawsze chciała spróbować. Zasada wyścigu – full kontakt. Chciała mnie zepchnąć i trafiła... w betonową ścianę.
Randka skończyła się na SOR. Cztery pęknięte żebra i uszkodzenie kręgu szyjnego.
Gorzej, że kolejną planujemy na strzelnicy. Ma ktoś pożyczyć kamizelkę kuloodporną?
Dodaj anonimowe wyznanie