#9Z33L
Pewnego dnia bawiliśmy się na dworze, zjeżdżając na zmianę. Niestety mój wredny brat (mający wówczas jakieś 7 lat) usiadł na górze zjeżdżalni i nie chciał zjechać. Ja, stojąc za nim, zaczęłam płakać i krzyczeć, żeby zjechał, ale on z perfidnym uśmieszkiem siedział dalej. Z wielką złością i niespodziewanym napływem siły mocno go pchnęłam, po czym ten spadł i... złamał rękę w łokciu.
Brat z płaczem pobiegł do domu i powiedział mamie, że to ja go zepchnęłam, lecz ta nie uwierzyła, że 4 lata młodsza i drobna dziewczynka mogłaby to zrobić. Do tego oczywiście dostało się jemu, że nie umie się normalnie bawić, a później zwala winę na mnie. Ja się oczywiście nie przyznałam.
Skończyło się ręką w gipsie i sprzedażą zjeżdżalni.
Zjeżdżalnia była winna, że małe dzieci bawiły się bez nadzoru. Klasyk.
Bo rodzice cały czas powinni wgapiać się w swoje dzieci. Nawet do kibla nie wolno pójść, bo 7-latek bez opieki zostanie. Na swoim podwórku.