#rLweI
Moi rodzice mają dość dużą działkę za miastem, kilku miłych sąsiadów i jednego, o którym będzie dzisiejsze wyzwanie. Generalnie starsza osoba, żyła na lekkim odludziu, bo w pobliżu nie było miasta, tylko głównie pola. Bez żony, bo wygonił ją jakiś czas temu, jedynie z psem. I wszystko byłoby w porządku, bo jakichś specjalnych kłopotów nie sprawiał — aż do pewnej sytuacji.
Trafiło się tak, że jego suczka urodziła małe szczenięta. On bez przyjaciół, rodziny, nie miał więc co z nimi zrobić. Na jaki pomysł wpadł? Na pomysł wykopania tak dużego dołu, aby pomieścił wszystkie szczenięta i zakopania ich w nim... Ich matka została przywiązana dużo dalej, tak aby nie mogła się wyrwać i próbować ich odkopać. Szczęście chciało, że tego oto dnia, kiedy sąsiad wyjechał, mój tata przyjechał w te tereny. Usłyszał donośne szczekanie. Podszedł bliżej — pies się rzuca, słychać ledwo słyszalny pisk szczeniąt, a kilka metrów dalej zakopany dół. Od razu się domyślił, o co chodzi. Zadzwonił do innego sąsiada, a że ten akurat był w pobliżu, przedostali się przez płot i udało się odkopać żywe jeszcze szczenięta.
Gdy się o tym dowiedziałam, z całego serca życzyłam sąsiadowi wszystkiego najgorszego. I tak się złożyło, że jakiś czas potem sąsiad zmarł.
#4sR2K
Tacy ludzie wychowują nasze dzieci i pokazują im świat... Świetnie.
#KRqik
W końcu, czytając instrukcję obsługi telewizora, zobaczyłam dział „Kontrola Rodzicielska”. O, czyli nie jestem sama, czyli to jest specjalne coś do posiadania władzy nad swoimi rodzicami! Postąpiłam zgodnie z instrukcją i założyłam hasło na kanał, gdzie ojciec oglądał mecze piłki nożnej etc.
W końcu pewnego dnia, ojciec, zapalony kibic, chciał włączyć ten kanał, ale nie mógł, głowił się nad kodem, a ja, niestety... sama go zapomniałam. Ojciec się bardzo wkurzył i zaniósł telewizor do naprawy – nic z tego. A ja miałam wyrzuty sumienia.
I tak z tym telewizorkiem mieliśmy przez 5 lat, potem ojciec kupił sobie wypasiony telewizor, sądząc, że ten malutki telewizorek to chiński samoblokujący kanały szajs.
Do tej pory nikt z mojej rodziny nie wie, że za odwykiem od meczów piłki nożnej stoję ja.
#rObBk
Kiedy z komputera nikt inny nie korzystał, pozwalano mi łaskawie się na nim pobawić, porysować w Paincie, pograć w pasjansa i takie tam. Oczywiście dobrałam się również do dokumentów rówieśniczki i przeczytałam wszystko. Było to jakieś długie opowiadanie fantasy i zbiór własnych myśli, trochę takich felietonów, trochę jakby kartek z pamiętnika. Miała niezłą wyobraźnię, naprawdę mądre i przenikliwe spojrzenie na różne sprawy i, niestety, sporo kompleksów. W którymś tekście nawet jasno napisała, że to jest tak intymne, że coś by sobie zrobiła, gdyby to przeczytał.
Od razu poczułam niesamowitą więź z dziewczyną, której nigdy nie spotkałam. Myślałam o niej całymi dniami: co porabia, jak się czuje, czy zmieniła swój punkt widzenia. W czasach bez internetu miałam swoją „wirtualną” przyjaciółkę, którą świetnie znałam i rozumiałam, a ona nie wiedziała o mnie nic.
Nigdy nie zmieniłam niczego w jej plikach i nie dałam poznać, że ktokolwiek to przeczytał, bo właśnie tego obawiała się najbardziej. Wkrótce potem siostra oddała komputer, później zerwała z chłopakiem i na tym koniec historii.
Minęło paręnaście lat, a ja jeszcze czasem zastanawiam się, jak Ola, dziś dorosła kobieta, radzi sobie w życiu.
#Xv9sc
Zobaczyłam takie właśnie zdjęcie z dołującym cytatem na tablicy mojej przyjaciółki. Przejęłam się, bo jej zachowanie nie wskazywało na to, że coś z nią nie tak. Kiedy o to zapytałam, odpowiedziała: „No co ty, wszystko spoko, to dla lajków”.
I chciej tu pomóc, człowieku.
#jNnFR
Przed południem zadzwoniła pani z PUP-u i oświeciła mnie. Poszukujący pracy to nie bezrobotny. Nie ma prawa do ubezpieczenia i zasiłków, PUP pomaga mu tylko w znalezieniu zatrudnienia...
Od trzech godzin odkręcam sprawę. Nie zawsze opłaca się naginać rzeczywistość, aby się wybielić (swoją drogą, można jeszcze używać zwrotów wybielić i oczernić?).
#umMgH
Kurwica mnie trafia przez ludzi z mojego roku. Jakiekolwiek chęci do nauki wykazuje garstka, reszta działa w myśl „pościągamy na zaliczeniach, jakoś to będzie”. I miałbym to wszystko w poważaniu, ale czuję się jak skończony kretyn, wypruwając z siebie metaforyczne flaki, żeby jak najwięcej wiedzieć, umieć, rozumieć, a jeden z drugim na jakichkolwiek egzaminach bezkarnie będzie ściągał i koniec końców otrzyma taki sam wynik jak ja. Bez wysiłku.
I tyle, dziękuję za uwagę. Wyrzuciłem to z siebie, a teraz wracam do nauki.
#bssKt
Obawiam się, że w czasie pobytu tutaj oszaleję, staram się spędzać czas z mamą, ale zastanawiam się, czy jest sens fundować sobie takie przeżycia i czy przypadkiem nie jest to mój ostatni powrót do rodzinnego domu.
#60VzM
Boję się wybrać studia, bo przecież „studia, które wybrała X, są niedobre, nudne, nie wymagają dużo wysiłku”. Mimo tego, że wiem, że to moje życie i moje decyzje, to chciałbym, żeby ktoś mnie w tym jednak wspierał, a nie krytykował. Kilka razy zrezygnowałem z pasji, bo byłem krytykowany za to, że zabierają mi one czas na szkołę i nie mogę się przez nie uczyć. Dwukrotnie tego żałowałem, ale nie mogłem tego kontynuować, wiedząc, że do niczego mnie to nie zaprowadzi – po prostu zabrakło mi motywacji, kilku dobrych słów od kogoś. Naprawdę czasami mam nawet problem z porozmawianiem na jakiś temat, bo po prostu boję się reakcji.
A co najlepsze, mój ojciec sam nie ma pasji i wszystko, co robi, to siedzenie w domu i marudzenie.