#58jwh

Mieszkam w dużym mieście i codziennie dojeżdżam do szkoły komunikacją miejską. Ostatnio czekam na autobus i czeka razem ze mną typowy dres, starsza pani i jej syn. Właśnie ta pani prowadziła dość ostrą rozmowę ze swoim synem. Widać było, że o coś się pokłócili, bo ten syn wstał i (specjalnie) pchnął tę panią tak, że upadła. I wtedy się zaczęło... Podbiegł do nich wyżej wymieniony dres i pomógł wstać tej pani, a później wsiąść do autobusu. A syn? Syn od razu z gębą na niego, że co on robi?! Niech sama sobie wstaje! No to dres nie wytrzymał i walnął go w twarz tak, że syn odszedł zły z rozwalonym nosem, a ja nie mogłam się nadziwić, ile ten dresik miał w sobie czułości.

#rLweI

Niedawno zostałam zapytana o to, czy kiedykolwiek życzyłam komuś śmierci. I właśnie to przypomniało mi o pewnej sytuacji...

Moi rodzice mają dość dużą działkę za miastem, kilku miłych sąsiadów i jednego, o którym będzie dzisiejsze wyzwanie. Generalnie starsza osoba, żyła na lekkim odludziu, bo w pobliżu nie było miasta, tylko głównie pola. Bez żony, bo wygonił ją jakiś czas temu, jedynie z psem. I wszystko byłoby w porządku, bo jakichś specjalnych kłopotów nie sprawiał — aż do pewnej sytuacji.

Trafiło się tak, że jego suczka urodziła małe szczenięta. On bez przyjaciół, rodziny, nie miał więc co z nimi zrobić. Na jaki pomysł wpadł? Na pomysł wykopania tak dużego dołu, aby pomieścił wszystkie szczenięta i zakopania ich w nim... Ich matka została przywiązana dużo dalej, tak aby nie mogła się wyrwać i próbować ich odkopać. Szczęście chciało, że tego oto dnia, kiedy sąsiad wyjechał, mój tata przyjechał w te tereny. Usłyszał donośne szczekanie. Podszedł bliżej — pies się rzuca, słychać ledwo słyszalny pisk szczeniąt, a kilka metrów dalej zakopany dół. Od razu się domyślił, o co chodzi. Zadzwonił do innego sąsiada, a że ten akurat był w pobliżu, przedostali się przez płot i udało się odkopać żywe jeszcze szczenięta.

Gdy się o tym dowiedziałam, z całego serca życzyłam sąsiadowi wszystkiego najgorszego. I tak się złożyło, że jakiś czas potem sąsiad zmarł.

#4sR2K

Mój syn dostał w szkole karę za to, że spytał nauczycielki o to, jak to się dzieje, że Ziemia się utrzymuje na miejscu w kosmosie. Po prostu nie umiała mu odpowiedzieć, bo sama nie miała pojęcia, ale wstawiła mu uwagę i musiał zostać po lekcji i posprzątać salę za karę.
Tacy ludzie wychowują nasze dzieci i pokazują im świat... Świetnie.

#KRqik

Kiedy byłam mała, mieliśmy jeden malutki telewizorek. O 19 z siostrą zasiadałyśmy przed nim i oglądałyśmy bajki. Ojciec często w trakcie odcinka przełączał na mecz, jakiś kanał sportowy, i tyle z bajek. Strasznie to nas irytowało, szczególnie mnie.
W końcu, czytając instrukcję obsługi telewizora, zobaczyłam dział „Kontrola Rodzicielska”. O, czyli nie jestem sama, czyli to jest specjalne coś do posiadania władzy nad swoimi rodzicami! Postąpiłam zgodnie z instrukcją i założyłam hasło na kanał, gdzie ojciec oglądał mecze piłki nożnej etc.
W końcu pewnego dnia, ojciec, zapalony kibic, chciał włączyć ten kanał, ale nie mógł, głowił się nad kodem, a ja, niestety... sama go zapomniałam. Ojciec się bardzo wkurzył i zaniósł telewizor do naprawy – nic z tego. A ja miałam wyrzuty sumienia.
I tak z tym telewizorkiem mieliśmy przez 5 lat, potem ojciec kupił sobie wypasiony telewizor, sądząc, że ten malutki telewizorek to chiński samoblokujący kanały szajs.

Do tej pory nikt z mojej rodziny nie wie, że za odwykiem od meczów piłki nożnej stoję ja.

#rObBk

Gdy miałam jakieś 14 lat, byłam trochę niespełnioną młodą pisarką. Były to czasy, kiedy nie każda rodzina posiadała komputer, a o internecie nikt jeszcze nie myślał. Na informatyce przerabiało się co najwyżej pisanie w Wordzie. Najczęściej komputer dostawało najstarsze dziecko w rodzinie, żeby mogło się uczyć. My go nie mieliśmy. Moja starsza siostra była wtedy na studiach i pewnego razu pożyczyła od swojego chłopaka komputer, bo akurat go potrzebowała. Jej ukochany też miał siostrę mniej więcej w moim wieku. Gdy montowali sprzęt na biurku, podsłyszałam, jak mówi: „Olka jest wściekła, bo myśli, że ktoś przeczyta jej te głupoty”.
Kiedy z komputera nikt inny nie korzystał, pozwalano mi łaskawie się na nim pobawić, porysować w Paincie, pograć w pasjansa i takie tam. Oczywiście dobrałam się również do dokumentów rówieśniczki i przeczytałam wszystko. Było to jakieś długie opowiadanie fantasy i zbiór własnych myśli, trochę takich felietonów, trochę jakby kartek z pamiętnika. Miała niezłą wyobraźnię, naprawdę mądre i przenikliwe spojrzenie na różne sprawy i, niestety, sporo kompleksów. W którymś tekście nawet jasno napisała, że to jest tak intymne, że coś by sobie zrobiła, gdyby to przeczytał. 

Od razu poczułam niesamowitą więź z dziewczyną, której nigdy nie spotkałam. Myślałam o niej całymi dniami: co porabia, jak się czuje, czy zmieniła swój punkt widzenia. W czasach bez internetu miałam swoją „wirtualną” przyjaciółkę, którą świetnie znałam i rozumiałam, a ona nie wiedziała o mnie nic. 
Nigdy nie zmieniłam niczego w jej plikach i nie dałam poznać, że ktokolwiek to przeczytał, bo właśnie tego obawiała się najbardziej. Wkrótce potem siostra oddała komputer, później zerwała z chłopakiem i na tym koniec historii.
Minęło paręnaście lat, a ja jeszcze czasem zastanawiam się, jak Ola, dziś dorosła kobieta, radzi sobie w życiu.

#Xv9sc

Niektórzy mają problemy i radzą sobie z nimi, okaleczając się — okay, rozumiem, mi też zdarzało się rozwiązywać je w ten sposób, ale po jaką cholerę wstawiać to na Facebooka z jakimś „dramatycznym” cytatem albo ckliwą historią ich wielkiej rozpaczy, zamiast poprosić kogoś o pomoc?

Zobaczyłam takie właśnie zdjęcie z dołującym cytatem na tablicy mojej przyjaciółki. Przejęłam się, bo jej zachowanie nie wskazywało na to, że coś z nią nie tak. Kiedy o to zapytałam, odpowiedziała: „No co ty, wszystko spoko, to dla lajków”.

I chciej tu pomóc, człowieku.

#jNnFR

Parę dni temu zarejestrowałem się jako bezrobotny. Tak mi się wydawało. Jak wypełniałem ankietę, to pojawiło się pytanie, czy jestem bezrobotny, czy poszukuję pracy. Nie chciałem wyjść na lenia i zaznaczyłem, że poszukuję pracy, niech urzędasy wiedzą, że jestem zwarty i gotowy.

Przed południem zadzwoniła pani z PUP-u i oświeciła mnie. Poszukujący pracy to nie bezrobotny. Nie ma prawa do ubezpieczenia i zasiłków, PUP pomaga mu tylko w znalezieniu zatrudnienia...

Od  trzech godzin odkręcam sprawę. Nie zawsze opłaca się naginać rzeczywistość, aby się wybielić (swoją drogą, można jeszcze używać zwrotów wybielić i oczernić?).

#umMgH

Zawsze byłem typem prymusa. Uwielbiałem zdobywać wiedzę, to było i jest moje największe hobby. Znam chyba każdy możliwy sposób efektywnej nauki, efektywnych notatek, szybkiego czytania i lepszego zapamiętywania różnych treści. Teraz mój pokój jest praktycznie wytapetowany własnoręcznie zrobionymi planszami/plakatami pomagającymi w przyswajaniu informacji na studia, większość wolnego czasu poświęcam na naukę, staję na głowie, żeby się rozwijać i doczytywać ponad podstawę programową, uwielbiam nawet czytać książki medyczne czy okołomedyczne, tak o, do poduszki. Te studia sprawiają mi niebywałą frajdę i ma to swoje odzwierciedlenie w ocenach. To co jest takiego anonimowego?
Kurwica mnie trafia przez ludzi z mojego roku. Jakiekolwiek chęci do nauki wykazuje garstka, reszta działa w myśl „pościągamy na zaliczeniach, jakoś to będzie”. I miałbym to wszystko w poważaniu, ale czuję się jak skończony kretyn, wypruwając z siebie metaforyczne flaki, żeby jak najwięcej wiedzieć, umieć, rozumieć, a jeden z drugim na jakichkolwiek egzaminach bezkarnie będzie ściągał i koniec końców otrzyma taki sam wynik jak ja. Bez wysiłku.

I tyle, dziękuję za uwagę. Wyrzuciłem to z siebie, a teraz wracam do nauki.

#bssKt

Przyjeżdżasz do rodzinnego domu i cieszysz się na czas spędzony z rodziną, tworzenie lepszych więzi... Gorzej jest, gdy ojciec jest alkoholikiem i dzień w dzień widzisz go naprutego. Wstajesz najpóźniej, jak się da i nie wiesz, czy iść do kuchni, robić śniadanie, czy może lepiej byłoby obrać taktykę „jeszcze trochę będę głodna, ale może on pójdzie spać i mi się za nic nie dostanie”. I jeszcze robienie wszystkiego po cichu, tak żeby przypadkiem nie obudzić pana chorego na uzależnienie. 
Obawiam się, że w czasie pobytu tutaj oszaleję, staram się spędzać czas z mamą, ale zastanawiam się, czy jest sens fundować sobie takie przeżycia i czy przypadkiem nie jest to mój ostatni powrót do rodzinnego domu.

#60VzM

Mojemu ojcu nic nie pasuje. Zawsze jak ogląda telewizję, to KAŻDEGO musi skrytykować. Nie ma chyba osoby, którą uważałby za „dobrą”. Kiedyś myślałem, że zna się na świecie i dlatego wykreował sobie pewien model poglądów, ale teraz widzę, że on po prostu każdego krytykuje. Co najgorsze, przekłada to się na rodzinę. Często potrafi tylko chodzić i krytykować np. zachowanie tego, tamtego. Ja tego wszystkiego słucham, a później boję się cokolwiek zrobić, bo boję się, że zostanę skrytykowany.
Boję się wybrać studia, bo przecież „studia, które wybrała X, są niedobre, nudne, nie wymagają dużo wysiłku”. Mimo tego, że wiem, że to moje życie i moje decyzje, to chciałbym, żeby ktoś mnie w tym jednak wspierał, a nie krytykował. Kilka razy zrezygnowałem z pasji, bo byłem krytykowany za to, że zabierają mi one czas na szkołę i nie mogę się przez nie uczyć. Dwukrotnie tego żałowałem, ale nie mogłem tego kontynuować, wiedząc, że do niczego mnie to nie zaprowadzi – po prostu zabrakło mi motywacji, kilku dobrych słów od kogoś. Naprawdę czasami mam nawet problem z porozmawianiem na jakiś temat, bo po prostu boję się reakcji.
A co najlepsze, mój ojciec sam nie ma pasji i wszystko, co robi, to siedzenie w domu i marudzenie.
Dodaj anonimowe wyznanie