#zeLKr

Gdy byłam mała, to lubiłam rysować po asfalcie kredą. Nie zawsze miałam ją ze sobą, ale zawsze znalazł się jakiś kamień, który godnie ją zastępował. Niektóre sprawdzały się lepiej lub gorzej. Były między innymi białe kamyczki, które do rysowania się nie nadawały i kruszyły się pod naciskiem. Czasem w środku były ciemniejsze.

Dopiero po latach zorientowałam się, że były to zeschnięte psie odchody.

#DouwN

Na co dzień nie lubię i nigdy nie lubiłam pić czystej wody. Gdy byłam młodsza i miałam ostrzejszą wymianę zdań z rodzicami lub rodzeństwem, zwykle dziwnym trafem odbywało to się w kuchni. Jako że jestem dość nerwowa, zamiast rzucać rzeczami czy po prostu komuś przywalić, podchodziłam do szafki i... piłam wodę, która zawsze tam stoi. Nie chciało mi się pić. Musiałam coś ze sobą zrobić i jednocześnie dać komuś czas na wygadanie się oraz pomyśleć nad swoimi argumentami.

Dziś jestem już trochę starsza i z rodzicami nie mieszkam, ale kiedy się z kimś pokłócę, muszę mieć pod ręką wodę. W ten sposób niejeden raz złapałam się na tym, że potrafię wypić jeden do półtora litra wody. Szklanka za szklanką.

#rk2Q9

Na tyłach Domów Towarowych Centrum podszedł do mnie starszy mężczyzna, pytając, gdzie tu jest przychodnia lekarska. Wiedziałem, że w pobliżu, ale nie potrafiłem bliżej określić. Zirytowało to mnie na tyle, że w domu od razu sprawdziłem na planie, gdzie to jest. Było niedaleko. To były pierwsze sygnały mojej sklerozy w wieku 28 lat.
Niedługo, bo 2-3 tygodnie po tym, byłem niemal w tym samym miejscu. Widzę, że idzie ewidentnie do mnie młoda, ładna dziewczyna, no tylko po co? Wiem, jak wyglądam, więc na pewno po to, by zapytać o jakąś ulicę lub coś podobnego. Skoncentrowałem się maksymalnie, cały plan miasta miałem we łbie. Dziewczyna podchodzi i pyta: „Czy może pan coś powiedzieć do kamery?”. Wtedy zobaczyłem za jej plecami aparaturę do nagrywania. Byłem tak zaskoczony, że bardzo inteligentnie odpowiedziałem jej bodaj dwa razy: „Eee e ee?”. Na moje beczenie zareagowała profesjonalnie. Zawróciła bez słowa. Po sekundzie czy dwóch dotarła do mnie absurdalność sytuacji i na cały głos ryknąłem śmiechem. Dziewczyna stanęła, obejrzała się, a na jej twarzy doskonale było widać najpierw zaskoczenie, a potem obrzydzenie. Uznała widocznie, że moje upośledzenie jest głębsze niż na pierwszy rzut oka...
Szedłem dalej w kierunku przejścia podziemnego, cały czas głośno i radośnie rycząc, a wszyscy idący naprzeciw na wszelki wypadek szybko schodzili mi z drogi. Wiadomo, wariata nie należy drażnić. ;)

#T1F0x

Ostatnio odkurzyłam dość długo nieużywany numer GG, który założyłam jakoś pod koniec podstawówki, żeby móc rozmawiać z koleżankami po szkole, i dodałam go w odpowiedzi pod komentarzem na pewnej stronie. Normalnie nie bawię się w takie rzeczy, bo jestem dość nieśmiałą osóbką, ale postanowiłam, że w końcu trzeba zacząć przełamywać nieśmiałość.

W ciągu kilku pierwszych godzin dostałam kilka propozycji sponsoringu od o 20 lat starszych facetów, a dwóch gości błagało o moje roznegliżowane zdjęcia. Tylko z jednym chłopakiem mogłam normalnie porozmawiać.
Moje zdjęcie ustawione na awatar i opis nie są w żadnym stopniu wyzywające i nie proszą się o żadną TEGO typu propozycję.

Chyba jednak znowu zapomnę o GG i o wszelkiego rodzaju czatach, jeśli tak to w większości wygląda :')

#6sC9x

Było to pod koniec szkoły podstawowej. Miałem taką wuefistkę, która mnie bardzo wkurzała. Dłuższy czas znosiłem jej humorki, ale pewnego dnia całej naszej klasie podpadła, przez co wziąłem na siebie obowiązek zemsty. Nikomu nic nie powiedziałem, bo wiedziałem, że ktoś może sypnąć i będę miał przerypane. 
Przyszedłem wieczorem na boisko szkolne, nasrałem w jakiś kąt, a następnie patykiem zaaplikowałem stolec na wewnętrzną stronę klamki od drzwi, którymi się na WF wchodzi.
Minęła noc, tego dnia mieliśmy pierwsi WF. W sumie to nie pamiętam, czemu byłem pewien, że ona pierwsza złapie za tę klamkę, ale nie zawiodłem się. Gdy jej dłoń ruszyła w stronę klamki, to myślałem, że mi serce wyskoczy z emocji, ale już było za późno na panikę. Na moich oczach jej palce zmieniły kolor na brązowy, a że nie spodziewała się w tym miejscu kupy, to szybkim ruchem przyłożyła rękę do nosa, żeby powąchać, cóż to za specyfik. Jednak ruch był tak szybki, że nie zdążyła wyhamować przed twarzą i wysmarowała sobie nos i usta na oczach całej klasy.

Afera była spora, ale nikt mnie nie zdemaskował. Jakby pani to czytała, to przepraszam, już więcej się to nie powtórzy :D

#mCMZa

Pół roku temu w moje 17 urodziny, moja przyjaciółka uznała, że z okazji imprezy urodzinowej powinnyśmy jakoś bardziej zaszaleć. Z początku w planie było wypicie kilku piw z małą grupką znajomych, jednak przyjaciółka powiedziała, że zabrała jakieś tabletki swojej babci, po których niby jest fajna faza. Z początku stanowczo odmówiłam, nawet z alkoholem wtedy nie było mi zbytnio po drodze, ale przyjaciółka tak długo i skutecznie mnie namawiała, że w końcu się zgodziłam. Nigdy nie byłam zbyt asertywna.

Wieczór zaczął się bardzo fajnie, każdy wypił po piwie lub kilku, świętowaliśmy i dobrze się bawiliśmy przy muzyce. Przez to stałam się jeszcze bardziej wyluzowana i nawet nie próbowałam protestować, gdy przyjaciółka wyciągnęła tabletki. Jedną dla niej, drugą dla mnie. Pamiętam, że poszłyśmy je wziąć do łazienki. Bardzo szybko zaczęły działać. Dosłownie po 20 minutach zaczęłam się czuć dziwnie, ale jednocześnie przyjemnie. Moja przyjaciółka tak samo. Zaczęłyśmy robić jakieś dziwne rzeczy, których do dziś nie mogę sobie do końca przypomnieć. Mam jakieś prześwity, że na przykład zaczynałyśmy tańczyć i się rozbierać przy tym. Nigdy nie byłam imprezowiczką, raczej spokojną dziewczyną, a tu nagle weszłam na stół, aby ściągnąć stanik i z nim tańczyć. Nasi znajomi próbowali nas uspokajać trochę, ale alkohol też dał im o sobie znać i się po prostu śmiali. Mam też jakiś prześwit, że popijam wodę z wazonu na kwiaty, wykrzykuję jakieś dziwne słowa oraz mam halucynacje. Później kompletnie naga położyłam się na kanapie w salonie i zasnęłam. Moja przyjaciółka podobnie.

Gdy obudziłam się rano, ledwo dałam radę sobie przypomnieć, co się wydarzyło. Poczułam straszny wstyd, jak nigdy. Czułam się okropnie, jakbym tej nocy była zupełnie inną osobą, to nie byłam ja. Natomiast moja przyjaciółka uznała, że było fajnie i to nas bardzo poróżniło, bo ja nie mogłam się pogodzić z tym, że tańczyłam nago i wszyscy mnie widzieli, a ona stwierdziła, że chętnie powtórzyłaby taką imprezę. Od tamtego momentu bardzo ograniczyłyśmy kontakt i z tego co wiem, ona wciąż się tak bawi, a do tego rozpowiada ludziom co ja, szara myszka, po tym robiłam – jako zachętę na branie tych pigułek z nią. A ja... Czuję wstyd. Strasznie się tego wstydzę i próbuję usunąć to ze swojej pamięci. Nigdy w życiu już niczego nie tknę, nawet alkoholu.

#DlkMi

Z moją obecną kobietą jestem od 2 lat. Znamy się od dziecka, bylem przyjacielem jej brata, potem jej i tak się zaczęło. Mam 20 lat, ona 19. Kiedyś nie widziałem świata poza nią i dawałem od siebie 110%, żeby była szczęśliwa. Coś się jednak zaczęło psuć. Nagle przestawała o siebie dbać, nagle nie miała ochoty wyskoczyć na jakiś romantyczny spacer, nie miała ochoty oglądać ze mną naszych ulubionych filmów, nagle coś, co ja uwielbiałem, a jej podobno sprawiało frajdę, zaczęło przeszkadzać. Zacząłem żyć swoim życiem i coraz bardziej wpadać w rutynę, gdy nasz związek umierał. Na dodatek nigdy nie chciała dla mnie zrobić tego, o co ją nieustannie prosiłem. Mamy wspólny samochód, prosilem, by nie paliła w aucie, bo nienawidzę tego smrodu — brak reakcji. Zmieniła się o 180 stopni. Ale ją kochałem. Jestem pewien, że nadal bardzo dużo do niej czuję. Ale 6 miesięcy temu pojawił się ktoś inny. Nigdy nie zdradziłem mojej obecnej kobiety i tego nie zrobię, jedyne co mogę sobie zarzucić, to buziak w policzek na pożegnanie. Ale z dnia na dzień kocham ją coraz bardziej.

Mam jednak problem. Może jestem tchórzem, może chodzi o coś innego, ale w ogóle nie przyjmuję do siebie informacji, że mógłbym zostawić moją obecną kobietę i związać się z kimś innym. Mimo że się kłócimy codziennie, nie dogadujemy, nie rozmawiamy za dużo, nie mamy wspólnych zajęć, hobby, nic. Po prostu nie mogę jej tego zrobić. Jestem dorosłym młodym facetem, a płaczę co noc, bo nie mogę być z kimś, do kogo czuję coś o wiele większego, z wzajemnością.
Nie zrozumcie mnie źle. Moją obecną kobietę zna cala moja rodzina, za miesiąc mieliśmy razem zamieszkać, wiem, że ona mnie kocha, ale jest przekonana, że „już jesteśmy na zawsze” i po każdej kłótni ja i tak wymięknę jak dzieciak i jej nie zostawię, i dlatego nie jest w stanie się zmienić.

Nie wiem, co robić, nie chcę jej skrzywdzić, ale wiem, że jeśli pozwolę odejść drugiej kobiecie, to będę tego żałował do końca życia. Chciałem zerwać kontakt, dać sobie czas, udowodnić sobie, że to tylko zauroczenie. Bez skutku.
Wiem, że mam dopiero 20 lat i nie powinienem mieć żadnych ograniczeń. Ale boję się, że jeśli nie zdobędę się na odwagę, przez całe życie będę zmęczony tym związkiem i nigdy nie będę szczęśliwy. A mimo to te argumenty nie pozwalają mi tego zrobić. Mam blokadę, której nie umiem przełamać. Nie mogę dopuścić, żeby przeze mnie płakała, mimo tego, jaką osobą się stała i jak bolało mnie jej olewające zachowanie.
Od kilkunastu tygodni cierpię ja, żeby ona nie cierpiała. Nie wiem, czy jestem normalny.
Zjedźcie mnie za zakochanie się w kimś innym bądź za to, jaką pipą jestem. Obojętnie. Ale potrzebuję jakiejkolwiek rady.

#Zp2Pa

Wynajmuję mieszkanie w bloku. Na każdym piętrze są po dwa przejścia do korytarzy z mieszkaniami — wszystko zamykane na klucz. Sąsiedzi to w większość osoby na emeryturze lub do emerytury się zbliżające. Na owym wewnętrznym korytarzu urządzili sobie prawdziwą wystawę. Przed każdymi drzwiami półeczka, szafeczka, dywanik, wycieraczka, plastikowe kwiaty z motywem odpowiednim do pory roku, pojawił się nawet metalowy wieszak na kurtki. Na półeczkach poukładane buty i buciory, o wolny kawałek ściany oparte rowery i hulajnogi wnucząt. Obszar wokół moich drzwi jest jedyną wolną wyspą w tym tunelu zagłady.
Zdarzyło się, że wystawiłam przed drzwi worek na śmieci, który miałam zabrać, wychodząc. Godzina 20:30, piątek, ja prawie spóźniona, o worku zapomniałam. I stał tak sobie od tej 20:00 do rana. No właśnie, do rana. O 8:30 w sobotę do drzwi walił i dzwonił sąsiad — strażnik porządku, właściciel metalowego wieszaka. Zrobił wielką awanturę, że jakim prawem ten worek tutaj stoi, to przecież WOREK NA ŚMIECI. Próbował mi wciskać, że worek stoi już drugi dzień, ledwo dawał mi dojść do słowa. Na moje pytanie, czemu mój worek nie może stać przez noc, a śmierdzące buciory sąsiadki mogą stać cały rok, odpowiedział jedynie: „BO TO WOREK NA ŚMIECI”. No okej, racja, ale po co robić awanturę o worek z samymi papierami, który nie śmierdzi i jedynie stoi? Powiedziałam, że wyniosę go, gdy będę wychodzić. Dziadek pokrzyczał jeszcze, nakazał mi go dzisiaj wynieść i poszedł. Myślałam, że sprawa jest zamknięta, ale złudna to była nadzieja. Dwa dni później, wychodząc z mieszkania, zostałam zaczepiona przez sąsiadkę z naprzeciwka (tę od śmierdzących butów). Tym razem ona zaczęła na mnie krzyczeć z powodu... worka na śmieci, który był wyniesiony od dwóch dni. Czarę goryczy przelał tekst: „Jeśli chcesz tu mieszkać, to masz się podporządkować”. Postanowiłam zamknąć jadaczki rozwrzeszczanym sąsiadom.
Wystosowałam do spółdzielni maila z informacją oraz zdjęciami przedstawiającymi stan zagracenia klatki. Wspomniałam o przepisach przeciwpożarowych oraz że osoba na wózku nie byłaby w stanie tamtędy przejechać — może jakaś chora ciotka chciałaby mnie odwiedzić? Odpowiedź przyszła po tygodniu. Ku mojej radości, spółdzielnia potraktowała sprawę poważnie. Po kontroli zarządca budynku uznał, że zagracony korytarz łamie przepisy i stwarza zagrożenie. Sąsiedzi otrzymali nakaz natychmiastowego uprzątnięcia swoich „wystaw”. Ci, którzy się nie dostosowali, dostali kary finansowe od spółdzielni. 
Korytarz w końcu stał się przejezdny, a ja mogę spokojnie przejść z zakupami. Tylko sąsiad-strażnik porządku i pani od śmierdzących butów nagle przestali się odzywać...

#DBpwW

Mam w mojej grupie studenckiej takiego Łukasza. Łukasz jest... niewyróżniający się. Ogólnie mówiąc. Z wyglądu przeciętny, ani brzydki, ani przystojny, ubiera się poprawnie, nie cuchnie, ale też i nie pachnie jakoś wyjątkowo ładnie. Pogadać z nim się da, chociaż bardziej o pogodzie, bo szczególnych zainteresowań nie ma, ot, przeczyta kilka książek, raz w roku pojedzie na koncert czy kupi płytę, od wielkiego dzwonu pójdzie do kina. Głębszego hobby czy pasji nie stwierdzono. I nie myślcie, że ja chcę Łukasza odmalować w negatywnym świetle. W żadnym wypadku. Jest bardzo „poprawnym” człowiekiem, o którym trzeba chwilę pomyśleć, zanim się go opisze drugiej osobie. Czemu poświęciłem tyle czasu na charakterystykę Łukasza? Bo Łukasz ma jedną bolączkę w swoim życiu. Nie ma dziewczyny i to mu bardzo doskwiera, co regularnie podkreśla w rozmowach z nami. W związku z tym każdy z naszej grupki próbował mniej lub bardziej otwarcie zeswatać Łukasza z jakąś swoją znajomą stanu wolnego. W końcu chłopak jakichś szczególnie rzucających się w oczy wad nie ma, można polecać niewiastom z czystym sumieniem, prawda? No właśnie.

Zaprosiliśmy na wspólną posiadówę taką jedną Alę. Według Łukasza ładna, ale za dużo pije, on się z alkoholiczką nie chce zadawać. Potem poznaliśmy go z Natalią. Nie spodobała mu się z powodu orlego nosa (moim zdaniem jest całkiem przeciętny, ale z drugiej strony to mój gust, nie będę czyjegoś potępiał). Potem była Klaudia. Klaudia była za mało wykształcona (po technikum hotelarskim, a pracowała w renomowanym hotelu i to na stanowisku wyższym niż składaczka prześcieradeł). Następnie Weronika. Jej nie polubił, bo miała „zbyt wyrazistą osobowość” (cokolwiek by to miało oznaczać). Martynę skreślił, ponieważ „miała śmiech jak koń”, Ilonę, bo „nie będzie z deską chodził, to uwłaczające”, Kaśkę z powodu rodziców z kręgu adwokackiego, drugą Natalię z powodu jej hobby (motocykle). Było ich jeszcze kilka, ale nie chcę was zanudzać na śmierć.

Łukasz przyciśnięty trochę do muru w kwestii jego wymagań względem partnerki przyznał, że on byle kogo nie chce, ponieważ się szanuje. Dowiedzieliśmy się też, że w dzisiejszych czasach nie ma już dobrych kobiet. I szczerze mówiąc, po tym tekście daliśmy mu spokój. W kwestii zapoznawania go z potencjalnymi kandydatkami również. A Łukasz nadal, gdy temat zejdzie na związki, narzeka, że nikogo nie może znaleźć i że dobre chłopaki, takie jak on, są skazane na samotność.
I powiem wam, że znajomość z Łukaszem mocno wpłynęła na moje postrzeganie ludzi, którzy żalą się, że nie mogą nikogo znaleźć...
Dodaj anonimowe wyznanie