#M2F5x

Nigdy jakoś nie byłam strachliwą dziewczyną, nieraz wyciągałam z opresji koleżanki i podczas gdy one bełkotały nawalone, na siłę wręcz wciskałam je do taksówki. Tak ja sama w tej jednej sytuacji czuję obrzydzenie i bezsilność. Otóż mam sąsiada. Podstarzały kawaler, ciągle na uboczu, dziwak kradnący wszystko na klatce schodowej, co jest postawione przez sąsiadów (kwiatki czy nawet stary dywan robiący tymczasowo za wycieraczkę w okresie zimowym znikały bardzo często). A w tym wszystkim nieletnia ja, czująca mimo wszystko, że coś jest nie tak. Skoro już dzieciak na etapie podstawówki czuł coś takiego, to chyba jest naprawdę coś nie halo, prawda?

Dzisiaj czuję się stalkowana przez tego dziwaka. Stoję na balkonie — jak zdarzy się, że zauważy mnie na nim, to wlepia we mnie bezczelnie swoje gały. Jest obrzydliwie miły, uprzejmy — aż się niedobrze robi, jak go mijam. Idę do sklepu, to ten zbok za mną patrzy, dopóki nie zniknę mu z oczu. Kiedyś mijałam go, jak wychodziłam z piwnicy z rowerem — jego wzrok powiedział wszystko. Że chętnie by zmacał w tej piwnicy. Od tamtej pory zejście do piwnicy graniczy z cudem. Po prostu się boję.

Najśmieszniejsze jest to, że moja matka uważa, że przesadzam. Ja nic nie mogę zrobić, bo większość powie, że przeginam, że mam paranoję. A dowodów na jakiekolwiek molestowanie nie ma. Unikam go więc jak mogę, a sąsiedzi się dziwią, że młoda, 30-letnia prawie kobieta zachowuje się wobec sąsiada jak dzikus... A ja się po prostu boję o swoje bezpieczeństwo.

#XPQp6

Uznaliśmy z moją dziewczyną, że czas dodać naszemu związkowi jakiejś pikanterii. Jej uwagę przykuł lubrykant o smaku czekoladowym. Zamówiliśmy. Kilka dni później paczka przyszła. No i pierwsza próba... Ten cały żel wyglądał w zasadzie jak budyń. Wybranka prawie zwymiotowała, bo przypominało to jej coś zgoła innego... Tak więc zmyłem z siebie ten cudowny wynalazek i dokończyliśmy jak zawsze. Po wszystkim dziewczyna powiedziała, że nie chce widzieć tego „żelu” nigdy więcej. No cóż, zwrot odpada. Wrzuciłem go do swojego plecaka. 
Jakiś tydzień później wziąłem ten lubrykant i z ciekawości spróbowałem... Okazał się być naprawdę smaczny. Po zdarciu naklejki z opakowania wstawiłem go do lodówki. Póki co mogę stwierdzić, że idealnie nadaje się do gofrów i naleśników. Rodzina też go zachwala... W życiu im nie powiem, co to naprawdę jest :D

#lz1hN

Wstałam sobie z rana z okresem i wielką ochotą na mój ulubiony jogurt. Zatem pakuję swoje cztery litery w mój wóz i śmigam do sklepu, by stać w kolejce po jeden jedyny jogurt. Już sama ta wizja mnie przerażała, ale nic. Wchodzę, szukam – nie ma. Dobra, skoczę do drugiego sklepu. Również nie ma. Po wstępnych analizach stwierdziłam, że w trzecim sklepie będzie na sto procent. JestI Kupiłam i jadę do domu zadowolona, jakbym wygrała milion w lotto. Wysiadam z auta, biegnę do domu, już widzę siebie leżącą w łóżku i oglądającą seriale... i nagle jeb! Jogurt wylądował na podłodze, ścianie i na moich spodniach... Stoję nad tą jogurtową masakrą, a sąsiad akurat wychodzi z mieszkania. Patrzy na mnie, na spodnie, na ścianę i mówi: „Ciężki dzień, co?”. Czuję, jak twarz mi płonie, ale kiwam głową i udaję, że wszystko OK. I wtedy zauważam, że plama na moich spodniach to nie tylko jogurt... Modlę się w duchu, żeby sąsiad nie spojrzał niżej. Odwracam się, niby to sprzątając jogurt, a tak naprawdę ukrywając plamę, i biegnę do mieszkania z prędkością światła. 
Chciałam zjeść jogurt, a właśnie osiągnęłam nowy poziom obciachu. Mam tylko nadzieję, że sąsiad nic nie zauważył...

#plgvE

Dzień jak każdy inny. Właśnie uśpiłam półrocznego synka i rozsiadłam się wygodnie w fotelu, gdy nagle do pokoju wszedł mój mąż i z błyskiem w oku zapytał proszącym tonem: „Mogę ci pomalować paznokcie?”. Moje oczy zrobiły się większe niż wtedy, gdy patrzę na żeberka, a myślami wpadłam w wir niepewności – a może na porannym dwugodzinnym posiedzeniu odkrył w sobie artystę i w oryginalny sposób spróbuje oddać siebie, a z czasem jego kubistyczne zapędy zrobią z niego drugiego Picassa? A może zobaczył coś w telewizji i zechce zostać kosmetyczką, bo gdzieś w głębi odczuwa potrzebę być trochę jak kobieta? I tak myślałam i myślałam, no ale mówię:  „Czemu nie? Rób, co chcesz”. Mąż ucieszony wyszedł z pokoju. Po chwili wrócił... „Daj paznokcie” – powiedział zadowolony i wyciągnął młotek. „Będziesz miała czarne lub fioletowe”...

Zdecydowanie ma za dużo czasu wolnego.

#UvCSn

Całkiem niedawno spieszyłam się z pracy na autobus, tak więc postanowiłam przejść przez pobliski park, gdyż po prostu tak było bliżej. Dodam, że zazwyczaj idę naokoło chodnikiem, głównie z tego powodu, iż w parku znajduje się dużo młodzieży, która „zastawia” całą szerokość przejścia przez dróżkę w parku, a mi nieszczególnie zależy na tym, żeby się tam przeciskać. Tak więc pędzę szybkim krokiem przez ten park, po to tylko, aby nie spóźnić się na PKS. Zobaczyłam przed sobą dwie młode dziewczyny z małym chłopcem, około 5 lat. Mijając mnie, chłopczyk zawołał na cały głos: „Ale ta pani jest wielka!”. Tak, mam sporą nadwagę, z którą usilnie próbuję walczyć i która nieustannie wprawa mnie w ogromne kompleksy. Wiadomo, dzieci są szczere, a ja wiem, jak wyglądam. Zabolało jednak to, że dziewczyny wybuchły tak głośnym i szyderczym śmiechem, że chyba każdy w parku się obrócił. Dziewczyny wraz z chłopcem odeszły, a ja długo nie mogłam powstrzymać płaczu.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że dziecko widząc taką reakcję, będzie z zadowoleniem powtarzać takie słowa, bo przecież wszyscy się śmieją... Pomyślcie tylko, ile cierpienia czeka tego, kto staje się pośmiewiskiem.

#52hVi

Kilkanaście lat temu, gdy byłem jeszcze małym dzieckiem, z rodzicami i bratem mieliśmy w zwyczaju co roku jeździć na wakacje do pewnej nadmorskiej miejscowości, do domku znajomego mojego taty. W domku tym stało bardzo stare radio, przez które czasem wieczorem słuchaliśmy z bratem muzyki. Jednak pewnego razu znaleźliśmy tam coś całkiem innego. Mianowicie kiedy szukaliśmy jakiejś stacji radiowej, pasmo zatrzymało się w miejscu, gdzie nie powinno być żadnej stacji. Na początku leciały tam jakieś mroczne utwory grane na fortepianie, co jeszcze nie było aż tak dziwne, ale to, co usłyszeliśmy potem, zmroziło nam krew w żyłach. Gdy utwór fortepianowy się skończył, usłyszeliśmy szepty ludzi w nieznanym nam języku. Po kilku minutach dało się także usłyszeć przez chwilę krzyk jakiejś kobiety, a następnie głuchą ciszę. Jako że z bratem mieliśmy może 10-11 lat, bardzo się przestraszyliśmy, wyłączyliśmy radio i poszliśmy spać. Do tej pory nie wiem, co to było, a późniejsze próby znalezienia tej stacji radiowej spełzły na niczym.

#xFhbX

Od zawsze mam jakieś dziwne, totalnie chore myśli. Mimo że nigdy nie chciałam się zabić, to często wyobrażałam sobie, jak skaczę pod pociąg albo z jakiejś wysokości. Jest to na tyle intensywne, że boję się, że to zrobię. Co gorsza, mam niespełna roczne dziecko i czasem wyobrażam sobie, co by było, jakby wózek z moją córką dostał się pod pociąg albo jakbym ją wyrzuciła przez okno, mimo że kocham ją najbardziej na świecie i przenigdy nie chciałabym zrobić jej krzywdy, to czasem wręcz czuję, jakby coś mnie z nią ciągnęło do okna i przez to zawsze wolę, żeby było zamknięte.
Nie mam pojęcia, skąd się to u mnie wzięło. Jakby to był jakiś pierwotny instynkt, który nakazuje mi siebie i/lub moje dziecko wyeliminować.

Na koniec pragnę wszystkich uspokoić – nigdy nie zrobiłam nic złego i nie zamierzam nic złego uczynić.

#yoSg8

Mam 32 lata, wspaniałą córkę, pracę i własne M. Powinnam za wszystko dziękować, jednak brakuje mi jednego. Miłości.

Rozstałam się z mężem z powodu jego zdrad (odkryłam ich wiele), pierwszą nawet wybaczyłam (tak, wiem, zdrad się nie wybacza, jednak było dziecko, a ja go kochałam). Mimo wszystko nasz związek się rozsypał, a on odszedł do jednej z kochanek. Długo starałam się zebrać w sobie. Wiele nocy nieprzespanych, łez i żalu. Po jakimś czasie poznałam fajnego faceta, długi czas się spotykaliśmy, uwielbiała go moja córka... Jednak ja nadal nie mogłam zapełnić tej pustki w sercu. Rozstaliśmy się dla jego dobra.
Znów jestem sama, bo uważam, że tak będzie najlepiej, gdyż ja chyba nigdy nie poczuję tego, co czułam do byłego męża.

Czy to naprawdę tak musi boleć? Czy rzeczywiście jestem skazana na samotność?
Powiecie mi: głupia jesteś, ciesz się z życia, zajmij się sobą i małą. Jednak to nie jest takie proste, gdy kochało się kogoś ponad wszystko i nie ma dnia, by odgonić myśli o nim.

#bNfO5

Jestem osobą niepełnosprawną i z tego powodu muszę ograniczać dość znacząco wysiłek fizyczny, ale z zewnątrz wyglądam zupełnie normalnie, jak każda typowa studentka.

Wracałam do domu po kolokwium, które od razu wiedziałam, że mi nie poszło. By zdążyć na autobus, musiałam podbiec, jeśli nie chciałam czekać godziny na kolejny. Połączenie hektolitrów kawy, braku snu (no bo kto by się uczył regularnie), stresu i przyśpieszenia sprawiło, że jak tylko weszłam do autobusu, padłam na pierwsze wolne miejsce, którym na moje szczęście okazała się czwórka (para siedzeń naprzeciw siebie), która w wielu autobusach jest miejscem dla osób niepełnosprawnych — również i w tym autobusie tak było. Usiadłam, odetchnęłam i wydawało się, że będzie okej. Do czasu. Po dwóch przystankach do autobusu wsiadła pani Krysia — znany na trasie babsztyl, który nienawidzi wszystkiego i wszystkich. Że miejsc siedzących już nie było, zaczęła poszukiwać, kogo można by tu wyrzucić, no i zgadnijcie na kogo padło? Na mnie. Jako że swoje zdrowie szanuję i wiem, że nie dam rady długo stać, nie miałam zamiaru ruszać się z miejsca.
– Mogłabyś mi ustąpić miejsca? Lata i nogi już nie te...
– Bardzo mi przykro, ale nie mogę... 
W tym momencie oczy pani zaświeciły się jak neony i nie zdążyłam powiedzieć nic więcej.
– Jak to nie możesz? Człowiek haruje całe życie i tak mu się odwdzięczają, wstawaj, gówniaro!
Jakiś chłopak chciał jej ustąpić miejsca, ale ona już nie akceptowała innego niż to moje.
– Wybaczy pani, ale siedzę w miejscu dla mnie przeznaczonym – powiedziałam i pokazałam jej w tym miejscu swoją legitymację osoby niepełnosprawnej, a ta prawie by mi ją połamała, gdyby nie to, że wyrwałam ją jej z rąk. A to jeszcze bardziej rozjuszyło bestię...
– Podrobiona pewno, psia mać, albo kupiona. A normalni, uczciwi ludzie to nic nie mają, psia mać!
Jestem przyzwyczajona do tekstów typu „o, legitymacja”, więc nic sobie z tego nie zrobiłam. Babka jeszcze trochę pokrzyczała, a nawet ktoś jej uwagę zwrócił, że ma mi dać spokój i on jej miejsca ustąpi dla świętego spokoju. Zresztą nie interesowało mnie to. Założyłam słuchawki i cieszyłam się swoim zwycięstwem zdobytym nawet bez podnoszenia głosu. Od tametej pory jak szanowna pani Krysia widziała mnie w autobusie, to nawet nie próbowała zatrzymywać się obok mnie.

#KqCJQ

Miałam taki moment w życiu, w którym kompletnie sobie nie radziłam. Dzięki byłemu chłopakowi straciłam przyjaciół, tonęłam w długach, rachunki ciągle były niepopłacone, a w domu ogromny bałagan. W końcu, gdy pomimo posiadania pracy zaczęłam przymierać głodem, nie miałam prądu, wody, gazu itd., postanowiłam zignorować dumę i z racji złych relacji z rodzicami, udałam się do najróżniejszych fundacji z prośbą o pomoc. Dokładnie wyjaśniłam, w jakiej sytuacji jestem, że w domu nie ma prądu itd.

Pierwszą rzeczą, jaką dostałam od jednej z organizacji, był telewizor. Dość drogi telewizor i wręczony ze słowami: „Żebyś chociaż miała co oglądać”. OK... Byłam trochę zdezorientowana, ale w końcu uznałam, że być może ja się źle wyraziłam. Tak więc prezent przyjęłam, by później go sprzedać i za te pieniądze kupić jedzenie oraz chociaż trochę „pchnąć” niektóre rachunki. A potem przez miesiące znosić groźby i plucie jadem od tamtych „pomocnych” ludzi.
Idąc do drugiej organizacji, byłam już bardziej konkretna. Chyba z dziesięć razy powtórzyłam, że nie mam prądu, więc jeśli już, to przydałoby mi się jedzenie, którego nie będzie trzeba trzymać w lodówce itp.
Dostałam lodówkę i kolejne pretensje, gdy ją sprzedałam.
Dodaj anonimowe wyznanie