Mam traumę, przez którą nie potrafię się rozebrać przed kimś, a o seksie nie potrafię nawet marzyć. Jednocześnie okropnie boję się samotności i dosłownie potrafię się rozpłakać, jeśli jestem sama w domu. Od dwóch lat mam także chłopaka... Albo raczej miałam. Gdy mu powiedziałam, co się stało w mojej przeszłości, twierdził, że rozumie, że będzie wspierał przy terapii, nie będzie naciskał itd. Wytrzymał dwa tygodnie.
Potem robił z siebie ofiarę, tę najbardziej pokrzywdzoną osobę w związku. Wiem, że seks jest ważny, ale on zaczął się zachowywać jak kotka w rui i chociaż to ja budziłam się w nocy po koszmarach, czasami nie spałam kilka dni pod rząd, potrafiłam się porzygać na samo wspomnienie, to on ciągle chodził oburzony i psioczył mi nad uchem. A kiedy na terapii pojawiał się przełom i zaczynało mi się lepiej żyć, on... obrażał się, bo zamiast wrócić do domu, nałykać leków i mu się oddać, wracałam i... oczekiwałam od niego rozmowy, spędzania razem czasu. Kilka razy zdarzyło mu się nie wyłączyć laptopa ani stron, jakie przeglądał, więc kiedy ja go zajmowałam, miałam okazję zobaczyć, że przeglądał te wszystkie fora, gdzie inni mężczyźni pytali, jak można zmanipulować kobietę, żeby ta poszła z nimi do łóżka albo siedział na stronach pokroju anonimowych i pisał smutne wyznania o tym, jak mu źle bez seksu. I wiem, że to żałosne, ale znosiłam to, wmawiając sobie, że przecież nie mogę być sama, nie dam rady itd. Raz jeden, mając dosyć jego trucia i szlochów, przełamałam się i zdecydowałam się na miłość francuską. Czułam się jak śmieć, sama się poryczałam. Jego reakcja? „Jak na pierwszy raz, to nieźle”. Tak. Dalej z nim byłam, bo aż tak obawiałam się samotności.
Ostatnio jednak dowiedziałam się, że mnie zdradził. Źródło było niepewne, więc zamiast awantur, zaczęłam od spokojnej rozmowy, a on... przyznał się od razu, myśląc, że go zrozumiem. Dla niego to nawet zdrada nie była, a „zastąpienie mnie” w ledwie jednej dziedzinie życia!
W końcu wywaliłam go z mieszkania... I teraz dla odmiany użeram się ze stanami lękowymi.
Mam dziadka alkoholika, który często krzyczał, wyzywał i wykorzystywał mnie w sposób, jakiego nikt, a zwłaszcza dziecko, nigdy nie powinno doświadczyć. Widziałam, jak bije moją babcię i znęca się nad nią psychicznie. Rodzice często wysyłali mnie do niego, żeby go „uspokoić”, ale to nigdy nie działało, on zawsze się darł i wyzywał mnie od osób, których pięcioletnie dziecko nie powinno znać.
Moja mama też czasami piła. Nie mam z nią żadnych dobrych wspomnień z dzieciństwa, najczęściej krzyczała albo była obrażona na wszystkich. Nigdy mnie nie tuliła, nie pocałowała, nie chciała mnie. Kiedy miałam około 10-11 lat, powiedziała, że żałuje, że mnie urodziła. Kilka razy prosiłam o pomoc psychologiczną, ale odmawiano mi, bo „tylko chorzy psychicznie chodzą do psychologa”. W mojej rodzinie zakładano, że dzieci nie mają prawa czuć cierpienia, że można robić przy nich wszystko, bo to przecież tylko dzieci, które za chwilę zapomną.
Duża część rodziny ciągle porównywała mnie do mojej kuzynki, która także miała trudne dzieciństwo, może nawet gorsze. Babcia kupowała jej słodycze, mnie nie. Mówili jej, jaka jest piękna, kiedy ja stałam obok i nikt do mnie nie mówił. Ludzie zawsze wybierali ją. Przez to stałam się cichą osobą, unikającą konfliktów i rywalizacji, z bardzo niskim poczuciem własnej wartości.
Zaczęłam się samookaleczać i głodzić, bo byłam wtedy grubsza od kuzynki i chciałam być taka jak ona, żeby też zwracano na mnie uwagę. Samookaleczanie stało się moim sposobem na przetrwanie, czułam za dużo emocji, których nigdzie nie mogłam wyrazić, więc próbowałam je uwolnić przez ból fizyczny.
Po wielu latach nie potrafię nienawidzić mojego dziadka mimo wszystkiego, co zrobił, jest moim dziadkiem. Moja mama teraz próbuje udawać dobrą matkę i udaje, że przeszłość nie istnieje. Kiedy mnie dotyka albo mówi mi miłe rzeczy, czuję do niej obrzydzenie, a nie do siebie. Jestem na nią zła, że sprawiła, iż tak się czuję, że nie mogła być normalna i że przez nią sama nie jestem normalna.
Chcę, żeby wszyscy, którzy przeczytają moją historię, wiedzieli, że absolutnie nie wolno oceniać człowieka, nie znając jego życia i bólu. W szkole jestem cicha i bezproblemowa, mam kilku znajomych, ale nikt nie wie, co przeszłam. Chcę też zaapelować do nauczycieli: bądźcie wyrozumiali, nie oceniajcie pochopnie uczniów i nie wylewajcie na nich swojego gniewu czy frustracji. Nigdy nie wiadomo, czy to nie będzie decydująca cegiełka, która złamie czyjąś duszę.
Wiem, że wielu ludzi przeżyło lub nadal przeżywa swoje piekło, dlatego powtarzam: nigdy nie oceniajcie kogoś, kogo nie znacie. Bo gdybyście zamienili się z nim życiem na chwilę, czy byście dali radę?
Chciałam odebrać sobie życie, ale znalazłam na Instagramie pisarza. Wciągnęłam się w jego teksty. Stwierdziłam, że przeniosę się do jego miasta. Znalazłam znowu chęci do życia, gdy często widywałam go, gdy szedł sobie po kawę czy wyprowadzał psa.
A teraz, okazało się, że przeniósł się do Warszawy.
Też się przeprowadzam.
Tylko on pomógł mi się podnieść. Wiem, że gdy będę mieszkać w tym samym mieście, po głowie nie będą chodzić mi myśli o śmierci.
Historia sprzed 35 wiosen, kiedy to miałem przyjść na świat. Typowy ceglany dom na przedmieściach, na podwórku króliczok, kurnik, ogródek. Babcia nie pracowała, miała więc pod opieką gromadkę wnuków w wieku 2-6 lat.
Pewnego dnia mój tata robił coś na podwórku, a mój 2,5-letni kuzyn chodził krok w krok za ojcem i pytał, czy jest już dzidziuś. Cierpliwości w tacie za grosz, więc po godzinnym słuchaniu tego samego pytania wsadził do wózka dla lalek zdechłego królika. Przykrył go pieluszką tetrową, zawołał kuzyna i powiedział: „Dzidziuś już jest, śpi w wózku, ale trzeba go wozić, żeby się nie obudził”.
Chłop tak się wczuł w rolę, że wujkowie wieczorem siłą odrywali go od wózka, a tata w ciszy i spokoju skończył swoją robotę :)
Córka toksycznej matki to ciężki kawał chleba. Wiem, bo sama nią jestem i mimo iż dostrzegam, jak bardzo niewłaściwie jest zachowanie matki, nie oznacza wcale, że potrafię sobie z tym poradzić.
Ciągłe pretensje, bo ubieram się nie tak, jak by chciała (ubieram się normalnie leginsy + T-shirt albo szerokie dżinsy + bluza), ale jej zdaniem nie jest to dostatecznie kobiece. Kiedy dla odmiany faktycznie się pomaluję i ubiorę w sukienkę, ma do mnie pretensje, że wyglądam – i tu cytat – „jak wywłoka”. Z tą kobietą nie da się normalnie funkcjonować, bo cokolwiek bym nie zrobiła, ona zawsze znajdzie sposób, by obrócić to w awanturę. A potem oczywiście robi z siebie ofiarę i prowadzi narrację, jakbym to ja wszczynała kłótnie i prowokowała ją do takiego zachowania, kiedy ja jedyne co chcę, to przeżyć swoje życie jako ja, a nie jej idealna kopia.
Nie jestem nią, ale z jakiegoś powodu ona nie potrafi tego zrozumieć. Bo przecież ona nie taką córkę sobie wymarzyła. Tylko że ja jestem prawdziwym człowiekiem, który ma swoje własne cele i marzenia, a nie jej klonem. To, że ona zmarnowała młodość w religijnej rodzinie, gdzie nie wolno jej było prawie nic i robiła za matkę, nie oznacza, że ma prawo rujnować moją młodość.
Nie jestem wpadką. Nie jestem czymś, co się wydarzyło przez przypadek. Jestem adoptowana. Gdybym nie była, moja matka miałaby jakieś wyjaśnienie. Zmuszona do wychowywania młodszej siostry, mogłaby nie chcieć dzieci. ALE NA LITOŚĆ BOSKĄ, proces adopcji nie jest łatwy. Więc jeśli nie chciała dziecka, trzeba było mnie nie adoptować i nie traktować jak najgorszego śmiecia. To była jej świadoma decyzja.
A zachowuje się jak gówniara, robiąca aferę, bo nie dostała tej zabawki, którą chciała.
Będąc małą dziewczynką, jako jedyna odważna zdecydowałam się zaśpiewać Świętemu Mikołajowi piosenkę na roratach w kościele.
Dostałam mikrofon i zaczęłam:
„Pada śnieg, pada śnieg,
wali granatami,
a Mikołaj narąbany leży pod saniami”.
Publiczność w śmiech, ksiądz zmierzył mnie wzrokiem, a Mikołaj zaniemówił.
PS Cóż, nie do końca wiedziałam, co oznacza słowo „narąbany”.
Jestem 41-letnim mężczyzną, mam świetną pracę – robię to, co lubię, zarabiając jednocześnie bardzo dobrze. Mam rodzinę. Żona jest piękną kobietą, jednak po ślubie strasznie się od siebie odsunęliśmy. Później zaszła w ciążę i urodziła się E., ale nasze małżeństwo i tak wisiało na włosku. Na imprezy wychodziliśmy sami, nie spędzaliśmy razem wolnego czasu – żadne z nas nie czuło takiej potrzeby. Mieliśmy własne pieniądze, a jedyne co nas łączyło to dziecko.
Znajomy zmienił mieszkanie i urządził parapetówkę. Zaprosił mnie z rodziną, ale oczywiście moja żona jak zwykle powiedziała, żebym szedł sam – tak też zrobiłem.
Wchodząc do mieszkania kumpla, zobaczyłem dziewczynę anioła. Piękne blond włosy, prześliczna twarz, figura, o której marzy niejedna kobieta. Spędziliśmy ze sobą noc, ale na rozmowie. Przysięgam na wszystko, nigdy z nikim tak dobrze mi się nie rozmawiało. Była piękna i inteligentna, pracowała, miała własną, dobrze prosperującą firmę (odziedziczoną po rodzicach) i studiowała zaocznie – a miała tylko 20 lat, wtedy jeszcze nawet nieukończone. Wymieniłem się z nią numerami i tak pożegnaliśmy się, bez żadnych podtekstów, żadnych flirtów – jak przyjaciele, którzy znają się od lat.
Następnego dnia od razu do niej zadzwoniłem, chciałem móc ją zobaczyć i rozmawiać o wszystkim i o niczym. Tak zacząłem się z nią spotykać. Wiedziała, że mam żonę, ona w międzyczasie miała chłopaka. Mimo to spotykaliśmy się codzienne. SMS na dzień dobry, na dobranoc, ciągłe informowanie gdzie jesteśmy, co robimy.
Co mogę powiedzieć – ja, poważny człowiek z własną firmą, żoną, dzieckiem, zakochałem się w 20-letniej dziewczynie, która zabiera 90% moich myśli każdego dnia.
Po 3 latach znajomości zebrałem się na odwagę i pocałowałem ją. Wiedziałem, że chcę z nią spędzić resztę życia. Moje małżeństwo praktycznie nie istniało, powiedziałem mojej żonie, że chcę rozwodu. I teraz zaczyna się historia właściwa.
Moja żona kategorycznie odmawiała mi rozwodu. Groziła, że jeśli się z nią rozstanę, to nigdy więcej nie zobaczę naszej córki, że nie odda mi domu (sam chciałem, żeby w nim została), że puści mnie z torbami i nie będę miał niczego, a jak nie będę miał niczego, to moja blond k**** już mnie nie będzie chciała. Sprawa rozwodowa ciągnęła się 2 lata, dowiedziałem się, że przez całe małżeństwo znęcałem się nad nią psychicznie i fizycznie, jestem w ogóle złem, a moja córka nie jest moją córką, tylko mojego kuzyna. Rodzina mnie nienawidzi, bo wziąłem rozwód, a to nie po bożemu, i spotykam się z małolatą, która naciąga mnie na kasę, jestem zwyrodnialcem, bo odebrałem żonie dom, który sam zaprojektowałem i zbudowałem.
I wiecie co? Dopiero teraz czuję szczęście. Mimo że cała rodzina ma mnie za potwora, warto było.
Nie lubię sprzątać, wyjątkiem jest mój pokój (ale też nie zawsze się do tego garnę).
Ale za to jak jestem u kogoś, kto ma bałagan? Za każdym razem wyobrażam sobie, że sprzątam u tej osoby, ładnie układam wszystko, co ma na szafkach, chowam ciuchy do szaf z krzesła, sprzątam biurko (w szczególności jak jest dużo na nim nawystawiane, np. książki, papiery itp.). Często nawet wyobrażam sobie, jak przemeblowałabym czyjś pokój, gdybym w nim mieszkała.
PS Od dzieciństwa uwielbiam grać w Simsy, a dwa lata temu chciałam iść na studia z architektury. Może to ma jakiś związek? ;)
Jak mówi moja sąsiadka, która ma bliźnięta – do mniej więcej 3-4 roku życia dzieciaka rodzic ma przesrane. Potem robi się lżej, bo dziecko potrafi coraz lepiej komunikować własne potrzeby. Sąsiadka mówi, że pierwszego roku życia swoich dzieci nie pamięta. Wyparła.
Nie miałam serca powiedzieć jej, że ja pamiętam. Ich pies przychodził do nas, żeby odpocząć.
Od tak dawna nie byłem z nikim w łóżku, że zaczynałem już chodzić po ścianach. Pewnie, że mogłem poradzić sobie manualnie, ale ja miałem większe ambicje. No, dobra – wcale takie duże nie były. Po prostu polazłem do pierwszej lepszej dyskoteki w mieście z zamiarem poderwania pierwszej lepszej chętnej laski na parkiecie.
Minęły cztery miesiące. Od kilku dni dziewczyna, którą poznałem na tamtej imprezie, jest moją oficjalną narzeczoną. Znam jej rodziców, ona zna moich, chodzimy na długie spacery, przytulamy się, rozmawiamy do późnej nocy, jest cudownie! Mamy ze sobą tyle wspólnego! Jest tylko jeden problem – mój doskonały plan udał się, ale nie do końca tak, jakbym sobie tego życzył. Wiecie czemu? Ano temu, że moja wybranka pochodzi z bardzo konserwatywnej, religijnej rodziny. Zostałem poinformowany, że seks dopiero po ślubie…
Dodaj anonimowe wyznanie