#3wAI6

Będąc w wieku około 12-13 lat bardzo pragnęłam być zauważona przez kogokolwiek. W tym czasie przeprowadziłam się z rodzicami na wieś, gdzie wzięliśmy sobie do domu kota od znajomej mamy. Pech był taki, że byłam dzieckiem dosyć wybuchowym o skrajnych emocjach.

Kot tez dawał się we znaki non stop gdzie usiadł od razu miał biegunkę. Rodzicom się to nie podobało, a mnie było obojętne. I tak po nim sprzątałam. Któregoś razu wróciłam ze szkoły byłam sama w domu, zobaczyłam kota i nie wiem dlaczego jakby przestałam nad sobą panować i wzięłam tego kota za tylne łapy i zaczęłam bić nim o ścianę. Gdy się otrząsnęłam co zrobiłam puściłam go i chciałam zobaczyć jak bardzo z nim źle jest. Wzięłam go do łazienki, opatrzyłam itd. Kot rzygał krwią, z dziąseł leciała mu krew oraz miał biegunki również z krwią. W tamtym momencie jak go opatrywałam poczułam, że jestem komuś potrzebna. 

Od tamtej pory minęło 7-8 lat. Za każdym razem, gdy przypominam sobie o tym co zrobiłam nie potrafię sobie wybaczyć. Kot w tamtym momencie zniknął, uciekł gdzieś.
Gdy kilka lat później wzięliśmy kolejnego kota postanowiłam, że będę dbała o niego jak potrafię. Nie uderzę go będę najlepsza panią jaka może być. Wszystko się udawało, lecz okazało się ze kot ma raka. Poczułam wtedy, że to kara za to jak wtedy potraktowałam tamtego kota. 

Obecnie mam już 3 kota. Wszystko jest z nią dobrze, dbam o nią jak o własne dziecko. Mam nadzieje tylko, że nic jej się nie przydarzy za karę jako moja karma za 1 kota.
Apropo niekontrolowanych wybuchów emocji wtedy, okazało się ze mam borderline, przez co mogłam się tak zachowywać. Od życia dostałam mocno w kość. Chociaż uważam, że to jeszcze za mało i nadal zasługuje na karę (miałam już 7 prób samobójczych).

Chciałam w końcu to opowiedzieć. Tej historii z życia wstydzę się najbardziej, nikomu jej nie opowiadam. Mam nadzieje, że mnie zrozumiecie.

#C1tKM

Od 2,5 roku jestem w związku, na moje oko na chwilę obecną ten związek mogę uznać za szczęśliwy (biorąc pod uwagę to, co złego działo się ponad pół roku temu i porównując to z obecną sytuacją w związkach moich znajomych). Śmiem sądzić, że nawet jest lepiej niż kiedykolwiek. Ale... no właśnie, jest ale. Nie odczuwam mega potrzeby zbliżeń. Ta potrzeba jest, ale nie na taką skalę, na jaką on by sobie życzył. Sęk w tym, że inni mężczyźni bardziej mnie kręcą, więc myślę, że to nie jest kwestia mojego libido. Rozmawiałam już z moim chłopakiem o tym, co dla mnie jest ważne podczas zbliżeń, ale on stwierdził, że mam duże wymagania (naprawdę delikatny masaż innych części ciała poza intymnymi to duże wymaganie?). Muszę dodać, że jego zdaniem seks jest bardzo ważnym elementem związku. 
Piszę czasem z innymi mężczyznami, których znam nie od dziś. Są chwile, w których bardziej chciałabym mieć bliższy kontakt z nimi zamiast mojego chłopaka, ale wiem o tym tylko ja. Obwiniam siebie za to, nie czuję się z tym najlepiej, ale z drugiej strony nie wiem, co mam z tym fantem zrobić. Nie chciałabym, żeby tak fajny związek rozpadł się przez seks.
A inni mężczyźni kuszą, nawet nieświadomie...

#Si3Wj

Najgłupsza i najbardziej żenująca rzecz, jaka przytrafiła mi się w życiu.

W nocy usłyszałam jakieś krzyki z pokoju mojej mamy, więc poszłam sprawdzić, czy nic jej się nie stało. Okazało się, że ma się świetnie, a krzyczy od orgazmów. Najlepsze jest to, że osobą, która jej te orgazmy sprawiała, był mój narzeczony. Były już narzeczony.

Nie wiem kim trzeba być, żeby w nocy wymknąć się ze swojego łóżka i przejść do pokoju obok na bzykanko, myśląc, że to się nie wyda.

#IVcsH

Jako dziecko miałem raka.
Pamiętam jedną sytuację. Siedziałem sobie w szpitalnej świetlicy, ja, dwunastolatek - jeszcze nie o wszystkim mi mówili, ale wiedziałem, że jest źle i potrzebna będzie operacja.

I tak sobie siedzę, aż tu nagle podchodzi dzieciak, sześcioletni może, i pyta prosto z mostu:
- Zrobią ci operację?
- Mam nadzieję.
- To się nie martw, mojej cioci zrobili i teraz już wszystko w porządku.
Pokiwałem głową, bo nie bardzo wiedziałem, co mam mu na to odpowiedzieć. Ale i tak było coś miłego w tym, że postanowił do mnie podejść i mnie pocieszyć, fajny gest jak na takiego malucha.
- No wiesz, ona też się martwiła, mama mi mówiła, że nawet bardzo - mówił dalej sześciolatek. - Ale potem miała operację i nawet poznała nowego wujka i już ma normalny nos...
- Nos? - zapytałem zdziwiony. Czyżby miała jakiegoś guza w nosie?
- No nos, bo też miała taki duży i śmieszny jak ty, tylko tak bardziej mniejszy - tutaj chyba widząc moją minę trochę zwątpił - Boo... Ty masz operacje na nos, tak?
- Hmm, ja... nie... nie na nos.
- Aha - zasmucił się trochę. - No to ... Wiesz... Nie martw się, nos ci pewnie też kiedyś nareperują jak mojej cioci.
I zawstydzony gdzieś mi uciekł.

I minęło tyle lat, raka nie ma, a nos został jaki jest... A może faktycznie powinienem pomyśleć o jakiejś operacji?

#mmCTa

Podczas mojej pierwszej komunii świętej ksiądz odpalił świecę i kazał dziecku ją zdmuchnąć, więc dziecko zrobiło jak kazał. Zaczął to porównywać do wiary, że jak jest bez osłony to łatwo gaśnie, czy coś takiego, nie pamiętam dokładnie. Następnie odpalił świecę jeszcze raz i założył taki klosz. Podszedł do dziecka i znowu kazał zdmuchnąć, dziecko nie dało rady. Zapytał, czy ktoś chce spróbować. Jako pomysłowy chłopak od razu się zgłosiłem, stanąłem na palcach i zdmuchnąłem z góry. Zostałem zwyzywany od oszustów przed wszystkimi obecnymi na sali.

#fxYST

Założyłam konto by opowiedzieć kilka ze swoich historii, a to miejsce wydaje się być idealne.
Pierwsza historia
Mieszkam w dużym mieście i do swej pracy dojeżdżam autobusem miejskim. Podchodzę na przystanek, na ławce siedzi dziewczynka ok. 8-9 lat, razem z babcią (tak podejrzewam). Idę obok nich, a ta dziewczynka wskazuje na mnie palcem i wypala "Cipa! Piz*a!" zaraz odwraca się na jakiegoś pana i "Kutas! Frajer!". Zdębiałam, ale nie skomentowałam, po prostu stanęłam obok ławeczki. I słucham jak wyszukane słownictwo ma ta urocza dziewczynka. Wierzcie mi, nawet Seba z osiedla nie zna takich tekstów. Trwało to już kilka minut, jej babcia zdenerwowana, cała czerwona i upomina jak może - widać, że się wstydzi. Ale mała małpa nieustępliwa - dalej wykrzykuje z uśmiechem. Ludzie patrzą na to wszystko i kręcą głowami, babcia już łzy w oczach. Nikt nic nie mówi, bo widać, że dziecko. Co ta babcia może, nawet jej w łeb nie trzaśnie, bo zaraz zza rogu wyskoczą obrońcy praw dziecka. Po piętnastu minutach zrobiło mi się żal tej kobiety i już serio nie mogłam słuchać tego małego bandyty.
Od razu zaznaczam - nienawidzę jak ktoś zwraca się w ten sposób do dziecka, sama nigdy tego nie zrobiłam i potępiam, ale...
Nie wytrzymałam.

Pochyliłam się nad nią i z poważną miną powiedziałam "Jeśli jeszcze raz tak powiesz, to przyjdę w nocy i wyrwę ci język" i się wyprostowałam. Dziewczynka zamarła, babcia w szoku - ale nic nie powiedziała. Spojrzała na mnie i mimo tego co powiedziałam widziałam jakby ulgę w oczach. Dziewczynka już się nie odezwała, po chwili przyjechał ich tramwaj. Wsiadłam do swojego busa i nienawidziłam samej siebie. Jak można coś takiego powiedzieć dziecku? Ale jeśli to jakoś zaradzi na jej język niewyparzony, to może i zrobiłam babci przysługę. Ulżyło mi.
Pewnie nigdy więcej tak nie postąpię i tak jak pisałam - nienawidzę, jak ktoś tak mówi do dziecka "bo przyjdzie pan i cię zabierze...".
Ale no, mały terrorysta pewnie zamilknie na wiele lat :D

#XH53I

Zacznę od tego, że spełniłem marzenie z dzieciństwa i zostałem strażakiem w Państwowej Straży Pożarnej. Wiecie, wyciąganie ludzi z samochodów, udzielanie pierwszej pomocy, papierkowa robota i w końcu pożary. Nigdy nie zawahałem się przed wejściem w ogień. Dajcie mi butlę, a wejdę wszędzie. No ale do rzeczy... Tak naprawdę panicznie boję się ognia. Głównym powodem, dlaczego nie palę, jest to, że po prostu nie jestem w stanie zapalić zapalniczki, o zapałkach już nie wspominając, bo dostaję niemal palpitacji serca i nieraz zdarzało mi się zgaszać zapałkę już w 1/3, bo bałem się, że mnie poparzy.
Nie wiem, na czym to polega, że pożar mnie nie przeraża, ale boję się małego ognia z zapałki.

Nikt nie wie o mojej fobii, bo boję się, że jeżeli się dowiedzą, to wylecę z roboty.

#ibUfw

Kojarzycie, w jaki sposób Jagienka z „Krzyżaków” łupała orzechy? Podpowiem: własnym kuprem. Odkąd przeczytałam ten fragment jako szczyl, marzyłam, by tej sztuki dokonać. Ćwiczyłam (i ćwiczę nadal) wiele lat. O tłuczeniu orzechów zapomniałam, a cel z marzenia osiągnęłam — twardy zadek.

Przekonał się o tym mój (jeszcze wtedy nie) mąż, gdy w żartach z rozpędu próbował klepnąć mnie w wypięty (i napięty) kuper... Skończyło się na pogotowiu, potężnej opuchliźnie i pokrętnych tłumaczeniach rodzinie i znajomym, że w mur przywalił.

Od tamtej pory mam czułą, sekretną ksywkę – „Betonowy Zad”  :).

#Nfcco

Gdy wspominam dzieciństwo, zawsze pierwszą myślą są dziadkowie. Dla nich zawsze byłem najważniejszy, dla rodziców — młodszy, nieznośny brat (serio). Zawsze byli gotowi zrobić wszystko, żebym był szczęśliwy, a zawsze jak do nich przychodziłem, dostawałem dość duże sumki, wahające się od 20 zł do 100 zł. Oni się mną opiekowali i otaczali miłością, babcia zawsze robiła szarlotkę, gdy do niej przychodziłem, a dziadek dawał mi (jak już mówiłem) te duże sumki. Przez całe życie mi pomagali, nawet w najdrobniejszych sprawach. Rodziców interesował tylko brat. Tata raz jechał po brata do szkoły oddalonej o około 500 metrów, ale zapomniał o mnie. Ze szkoły do domu miałem 20 km, i jak skończyłem lekcje o 14:30, to wróciłem o 17:30, a warto dodać, że była dość sroga śnieżyca.

Dzisiaj, w podzięce za pomoc, zdecydowałem się spłacić spore długi dziadków. Zaciągnęli je, bo nie wystarczało im na utrzymanie domu, jedzenie, ogrzewanie itd. itp. Na wspólne konto dziadka i babci wpłaciłem 90 000 zł, z podpisem „w podziękowaniu za opiekę”. Choć tak mogłem im podziękować za to, co dla mnie zrobili.

#p4rJY

Byłam w 3 klasie zawodówki, straciłam praktyki w lutym... Szefowa co chwilę na nas krzyczała, wyśmiewała drugą praktykantkę za wagę, mimo że sama była grubsza. W pewnym momencie zaczęła na nas krzyczeć, że nie znamy topografii sklepu i że zobaczymy, jak nam pójdzie na egzaminie, już nie wytrzymałam i odpyskowałam: „Jak my nawet kasy nie umiemy włączyć”... i rozwiązała ze mną umowę. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że chodziłam i szukałam praktyk, ale na ostatnie pół roku nikomu się nie opłacało. Ja już byłam zrezygnowana, nie przykładałam się do nauki, mimo że kursy zawodowe mam zaliczone... Zostałam skreślona z listy uczniów przez brak praktyk, do liceum się nie mogę przenieść, bo zawodówka nie ma biologii i chemii, więc bym miała za dużo zaległości. Zostaje mi pójście do innej zawodówki, gdzie nikt mnie nie przyjmie na praktyki przez moje oceny...
Dodaj anonimowe wyznanie