#mbUUX

Mam prawie 30 lat i jestem kompletnie samotna. Nie chcę czytać tekstów typu „wyjdź do ludzi” itp. Opowiem moją historię i przeczytaj, zanim ocenisz.

Jako dziecko byłam może dość nieśmiała. Mimo wszystko zawsze miałam wokół sobie jakieś koleżanki lub kolegów. W szkole nie narzekałam na brak znajomych. Jednak z czasem zaczęły się spotkania, urodziny i inne dziecięce zabawy. Rodzice rzadko pozwalali mi gdziekolwiek wyjść. Znajomi mieli przez to ze sobą coraz bliższe więzi, tematy do rozmów. Ja ze względu na brak spotkań po szkole powoli traciłam więź z innymi dziećmi. W pewnym momencie nie miałam o czym rozmawiać ze znajomymi. Już zaczęłam się czuć odrzucona przez innych. Kolejnym etapem życiowym było gimnazjum. Znalazłam nowe koleżanki, wydawało się, że wszystko będzie dobrze. Oczywiście to byłoby zbyt piękne. Okres dojrzewania ostro daje w dupę. Nie pomagał mi fakt, że moja mama ciągle mnie traktowała jak dziecko, przez co brak pozwolenia na jakiekolwiek kosmetyki był najmniejszym problemem. Ogólnie ma ona „babciny styl” i takie ubrania tylko mi pozwalała nosić, ale też nie pozwalała mi się golić. Niestety mam ciemne i grube owłosienie na ciele, więc od razu zostało to wychwycone przez rówieśników. Od razu przylgnęła do mnie latka yeti i tak już pozostało do końca gimnazjum.
Pójście na imprezę (zdarzyło się dostać kilka zaproszeń, zanim ludzie zaczęli się ze mnie śmiać)? W życiu! Masz być w domu najpóźniej o 19 i ani minuty później! Etapu szkoły średniej nie ma co wspominać. Zamknęłam się w sobie i przeżyłam te kilka lat w samotności. Minęły studia, trochę lat pracy. Znalazło się kilku znajomych po drodze. Jednak nie potrafię utrzymać dłuższej znajomości z nikim. Ze względu na wieczny brak znajomych nie wiem, o czym rozmawiać z ludźmi. Co z nimi mogę robić, o czym rozmawiać. Po krótkiej znajomości ludzie odpuszczają, a ja nie potrafię nikogo zatrzymać dłużej przy sobie. Czuję się cholernie samotna, a rodzice tylko się czepiają, że w wieku prawie 30 lat jestem sama. A ja nie umiem nawet rozmawiać z ludźmi.

#KCBcY

Niedawno w szkole dowiedziałam się, że homoseksualizm jest chorobą leczoną w specjalnych placówkach i jest spowodowanym pedofilią i innymi patologiami w rodzinie... Oczywiście puściłam to mimo uszu, nauczycielka straciła nieco w moich oczach, ale to nie to mną wstrząsnęło. Chciałam to obgadać z koleżankami, ale gdy tylko podważyłam słowa nauczycielki, one rzuciły się na mnie, wręcz krzycząc o tym, że homoseksualizm to choroba, że się to leczy! Gdy zapytałam się ich, skąd one takie informacje wzięły, one na to: „Było słuchać na lekcji! Przecież pani mówiła! Ona chyba wie lepiej!”.

#3z8xQ

Kiedy byłam mała, z mamą i tatą wszystko było w porządku, normalna rodzina. Miałam 8 lat, kiedy urodził się mój brat. No i tak sobie żyliśmy we czwórkę, aż do pewnego momentu.
Miałam około 13-14 lat, jak coraz częściej zaczął nas odwiedzać mój wujek (mąż kuzynki mojego ojca i jednocześnie jego najlepszy przyjaciel). Wujek i jego dzieci były z nami bardzo blisko. Mój tata zaczął coraz więcej pić, a wujek mu w tym pomagał, przynosił wódkę, namawiał. Często zapraszała go też mama. Tata pijany chodził spać, a mama z wujkiem flirtowali, cmokali, wychodzili gdzieś w nocy... wiem, bo nie spałam. I tak alkoholizm mojego taty się powiększał, a mama z wujkiem coraz mniej się kryli... Kiedy mój tata był już na dnie, mama płakała, że nie ma oparcia, że tata woli alkohol od rodziny, że tylko wujek ją wspiera. Mama robiła mi wodę z mózgu, kilka razy się z nią kłóciłam o to, co robi, ta powtarzała, że nic się nie dzieje, a żaden romans nie istnieje. Nienawidziłam ich ja i córka wujka, moja rok młodsza kuzynka.

Mama rozwiodła się z tatą, zostawiając go z chorobą i problemami w pracy. Zamieszkaliśmy na tym samym osiedlu kilka bloków dalej, a mama już bez krępacji bujała się z wujkiem.

Teraz mam 21 lat, mój tata od trzech lat nie pije, bardzo ogarnął swoje życie, ma narzeczoną i zaplanowany ślub oraz kolejne dziecko. To niesamowite, jak jestem z niego dumna po tym, co robiła mu moja matka z wujkiem.
A mama? Mama wiecznie szuka w nim problemu, twierdzi, że jest złym ojcem albo wypomina nam i mu jakieś sytuacje z przeszłości. Może jest zazdrosna, bo z wujkiem już nie jest tak super.

#KO5bM

Kiedy byłam w wieku przedszkolnym, rodzina bardzo często powtarzała mi, że dziadek nieustannie obserwuje mnie z nieba. Szczególnie często babcia lubiła używać tego tekstu, żeby zganić moje złe zachowanie. 

Wyobraźcie sobie moje rozpaczliwe próby ochronienia mojej prywatności, wyrażane przez zasłanianie się w toalecie przy każdej wizycie i proszenie dziadka w myślach, żeby przestał na mnie patrzeć...

#vR6BA

Nie anonimowe, ale z serii jak dzieci potrafią zinterpretować słowa dorosłych.

Mając kilka lat, zawsze gdy mama mówiła mi, że w mieście był korek, byłam przekonana, że na ulicy ktoś położył korek od takich napojów z dzióbkiem dla dzieci i nikt nie potrafił tego korka ominąć. Nigdy nie rozumiałam, dlaczego dorośli nie potrafią omijać tak małych rzeczy.

#aVujq

Zazwyczaj obcinam sam sobie włosy, mam maszynkę do tego w domu. Mój wiek to 16 lat, jestem dość młodym człowiekiem, mieszkam jeszcze z mamą.

Dziś obciąłem sobie włosy na głowie, jak zawsze byłem bez podkoszulki i w samych majtkach. Mama siedziała w pokoju obok i oglądała telewizję, ja tym samym odpaliłem już odkurzacz, by szybko pozbyć się zaległych włosów na ziemi. Po wyczyszczeniu podłogi wpadłem na pomysł, by odkurzyć samego siebie (no bo przecież resztki włosów były na mnie). Wziąłem więc tę tubę od odkurzacza i zacząłem powoli jeździć po moim ciele, tak by się nie przyssało. Po odkurzeniu klaty, głowy oraz pleców, spojrzałem na majtki... Były całe we włosach. Czemu by ich też nie odkurzyć? Przyłożyłem tubę do majtek, a ta zaczęła wciągać mojego penisa... Zgadnijcie, jaka była mina matki, która wkurzona tym, że na jej filmie używam odkurzacza, zobaczyła syna podczas „stosunku” z nim. :D

#sWetb

Mam 150 cm wzrostu. Ojciec mojego byłego chłopaka oznajmił mu, że ma się ze mną niezwłocznie rozstać, bo przecież „taki karzeł nie będzie nawet w stanie urodzić ci dziecka”.
Genetycznie jest ze mną wszystko w porządku, wzrost raczej spowodowany jest tym, że mam niskich rodziców. Nic nie zmieni już faktu, że zdanie, które usłyszałam już kilka lat temu, nadal sieje spustoszenie w mojej głowie, każąc mi się zastanawiać, czy jestem coś warta.

#9xBdi

Mam koło trzydziestki, męża, dzieci, dom. Zanim doszłam do tego etapu, mieszkając w rodzinnym domu, przeżywałam piekło, które zgotowała mi moja mama. Wyzwiska od kur..., dz..., s... były na porządku dziennym. Przychodząc ze szkoły, zamiast usłyszeć coś w stylu: „Co tam, jak w szkole?”, słyszałam: „Gdzie się kur... pierd...? Ile zarobiłaś?”. Dla niej byłam nikim – szarpała mnie, rzucała we mnie różnymi przedmiotami, podduszała poduszką. Jak próbowałam wyjść, to kluczyła drzwi. Niszczyła mi zeszyty, książki, bo twierdziła, że jestem tępa, zniszczyła również moje nagrody z różnych konkursów czy zawodów lekkoatletycznych.... Ale po wyjściu za mąż i urodzeniu pierwszego dziecka jej zaufałam, było w miarę normalnie. Jak widziałam, jak bawi się z moim dzieckiem, to stopniowo jej wszystko wybaczałam. Ale moja mama to roszczeniowa materialistka... Pokłóciłyśmy się, zresztą nie pierwszy raz, i nie pierwszy raz mi wygarnęła, ile to ona mi pomaga, że te parę złotych, co jej płacę za pilnowanie dzieci, to śmiech na sali (studiuję zaocznie, a ona pilnuje moje dzieci, gdy mąż musi iść do pracy), że jej nic nie pomagam (woziłam ją autem, gdzie chciała, załatwiałam jej sprawy w banku, robiłam zakupy, przywoziłam do siebie na obiady itp.). Groziła mi, że jak poskarżę się mojemu bratu (brat jest starszy ode mnie i się z nią nie cacka), to tu przyjedzie i mnie zniszczy, zaczęła najeżdżać na mojego męża... Eh, sporo tego było.

Dziś powiedziałam dość. Po jej godzinnej litanii przez telefon, jaka to jestem niedobra, niewdzięczna, powiedziałam jej, że życzę jej wszystkiego dobrego i żegnam. Po odłożeniu telefonu popłakałam się, coś we mnie pękło, tak jakby ona już dla mnie umarła... Dzwoniła dziś już z 10 razy, ale nie odebrałam. W końcu odcięłam pępowinę.
Dodaj anonimowe wyznanie