#jUEJh

Byłem z Kasią ponad 3 lata. Układało nam się wspaniale. Od jakiegoś czasu coś zaczęło się psuć. Z dnia na dzień stawała się inna niż dotąd. Czułem, że oddalała się ode mnie, a ja nie znałem przyczyny, bo przecież byłem dla niej dobry i się kochaliśmy. Zawsze starałem się jej dogodzić i kupować na święta czy to urodziny drogie prezenty, na które mnie nie stać. Nawet pożyczałem pieniądze od znajomych, by jej to kupić. Tylko po to, by ją uszczęśliwić — uważałem, że zasługuje na wszystko, co najlepsze.
Gdy próbowałem wyjaśnić, co się z nią dzieje, odpisywała, że jest zmęczona, że nie ma czasu i nie chce o tym rozmawiać. Unikała mnie, co wprowadzało mnie w obłęd, gdyż nie mogłem się niczego dowiedzieć. Gdy do niej przyjechałem, potraktowała mnie jak psa. Zdenerwowała się, że przyjeżdżam bez zapowiedzi, mimo iż jak kiedyś przyjechałem bez uprzedzenia, to cieszyła się, że zrobiłem jej niespodziankę. Nie chciała rozmawiać i wyrzuciła mnie z domu pod pretekstem, że jest chora. W tym momencie poczułem, że to koniec. Każdej nocy myślałem o tym, przez co nie mogłem spać, a do pracy przychodziłem półprzytomny.
Namówiłem ją na spotkanie. Powiedziała mi wtedy, że już mnie nie kocha i najlepiej będzie, jak urwiemy kontakt. Nie rozumiałem tej decyzji, lecz ją uszanowałem. Mój świat legł w gruzach, mimo iż spodziewałem się takiej odpowiedzi.

Wyjechałem za granicę na 2 lata. Wszystko na miejscu przypominało mi o niej, więc uznałem, że ucieczka będzie najlepszym rozwiązaniem. Wróciłem do Polski i spotkałem się z przyjacielem. Z racji, że mieszka niedaleko Kasi, rozmowa zeszła na jej temat. Nadal ją kochałem i nie chciałem o tym mówić. To, co wtedy powiedział, zaszokowało mnie. Moja dawna dziewczyna zaszła w ciążę, nie wiedziała, z którym chłopakiem. Po zrobieniu testu na ojcostwo wyszła za mąż za tego mężczyznę. Jej mąż ją bił, pomiatał nią, a po urodzeniu dziecka oboje nie interesowali się nim. Towarzystwo, w którym jej mąż się obracał, szybko sprowadziło i ją na złą drogę. Sąsiedzi opowiadali, że co noc słychać u nich kłótnie i płacz. Teraz chcą jej odebrać prawa do dziecka, a on ma mieć wyrok za dilerkę i pobicie.

Niedawno napisała do mnie. Jej celem było pożyczenie ode mnie pieniędzy, bo nie ma nawet na chleb. Ich wszystkie pieniądze szły na używki. Zrobiło mi się szkoda jej i dziecka. Dałem jej pieniądze, o które prosiła, ponieważ wierzyłem, że naprawdę przeznaczy je na jedzenie. Myliłem się, dała je swojemu mężowi, który napisał do mnie SMS-a z jej numeru „Dzięki za kasę. Robert”.

Wróciłem za granicę, nie wiem co się z nią teraz dzieje. Przerosło mnie to wszystko, co zobaczyłem. Szkoda mi Kasi. Żałuję, że nie udało mi się jej przy sobie zatrzymać, ponieważ nigdy w przeciwieństwie do jej męża bym jej nie skrzywdził.

#iJZmW

W wieku lat kilku (może z 8, może więcej — nie pamiętam) wychodziłam często na balkon i śpiewałam różne piosenki, oczywiście mocno przekręcając te angielskojęzyczne.
Dlaczego?
Liczyłam na to, że usłyszy mnie jakiś producent muzyczny i zaprosi do nagrania jakichś piosenek czy roli w musicalu.

PS Nie udało się :PP

#JqBgV

Ostatnio zaczęłam zauważać, jak inaczej zostałam wychowana w porównaniu do moich rówieśników.  Zacznijmy od tego, że moja rodzina wywodzi się z arystokracji (absolutnie nie chcę, by zabrzmiało to, jakbym się chwaliła, zwyczajnie uważam, że jest to jeden z czynników), więc każde rodzinne spotkanie jest bardzo eleganckie i formalne, mówię tu i o ubiorze, i o manierach, ale i o atmosferze. Jakby tego było mało, rodzice posłali mnie do prywatnej szkoły (i potem liceum), bardzo mocno inwestując w moją edukację, jednocześnie dając mi możliwość rozwoju sportowego.
Czynników było więcej — najpierw czytanie mi książek, potem zachęcanie do samodzielnego czytania (co poskutkowało, czytam około 100 książek rocznie), zagadki logiczne i na krytyczne myślenie. Rodzice naprawdę zadbali, bym była istotą myślącą, potrafiącą krytycznie podchodzić do tematu, ale i rozwiązywać problemy. Jednocześnie bym „znała” i była świadoma świata (nie żeby moje dzieciństwo było sielankowe, ale jak zacznę teraz o tym opowiadać, to zabrzmię jak niewdzięczny gówniarz). Jednak posłanie mnie do prywatnej szkoły miało taki minus, że żyłam w bańce. Nie, nie finansowej, ale edukacyjnej, i jeśli chodzi o wychowanie. Teraz doświadczam szoku za każdym razem, gdy ktoś nie jest wyedukowany na podobnym poziomie co ja (ponieważ uznawałam, że są to podstawy) lub nie ma takiego podejścia do zdobywania wiedzy (nauka nie jest twoim obowiązkiem, jest przywilejem — słowa, z którymi się tak absolutnie zgadzam). Podobnie gdy ktoś nie zna zasad etykiety i eleganckiego wypowiadania się albo nie umie się ubrać stosownie do miejsca i okoliczności.

Ja wiem, to nie są problemy pierwszego świata, właściwie to w ogóle nie jest problem, a jak już, to leży we mnie, ale od dłuższego czasu siedzi mi to w głowie i chciałam się tym podzielić.

#fVnfy

Pojechałam na kilka dni na górską wędrówkę. Sama, w raczej odludne tereny. Mam 28 lat, jeżdżę tak od około 10 lat co najmniej 2-3 razy do roku.  Uprzedziłam rodzinę, że miejscami mogę mieć problem z zasięgiem i może być ze mną utrudniony kontakt. I tak też było. Gdy miałam taką możliwość, wysyłałam SMS-a, gdzie mniej więcej jestem. Ale jedną noc spędzałam w niewielkiej chatce, może nie całkiem oddalonej od cywilizacji, ale na samym końcu małej wioski i właśnie totalnie bez zasięgu. Wszystko było super, odpoczęłam po całym dniu wędrówki, wyspałam się itp. Rano ruszyłam dalej. Po jakiejś godzinie zasięg się pojawił, a wraz z nim dostałam miliony powiadomień o nieodebranych połączeniach od rodziców i siostry. Wydzwaniali do mnie co 5 minut przez cały poprzedni wieczór i noc. Pojawił się też SMS od nieznanego numeru z prośbą o pilny kontakt z komisariatem policji. 
Co się okazało? Moja rodzina tak odchodziła od zmysłów, że nie mogą się do mnie dodzwonić, że aż zgłosili moją nieobecność na policji... Pan sierżant przez telefon wyjaśnił mi, że zostałam już nawet wpisana do rejestru osób zaginionych! Od razu mnie wyrejestrował, gdy powiedziałam co i jak i że nic mi nie jest, a rodzina wiedziała, gdzie jadę. No i teraz sama już nie wiem, jak z nimi rozmawiać... Co innego, gdyby to był mój pierwszy wyjazd tego typu, bez żadnego doświadczenia itp. Zresztą nawet te 7-8 lat temu mam wrażenie, że nie stresowali się aż tak. A im jestem starsza, im więcej doświadczenia i lepszego sprzętu posiadam, oni tym bardziej nakręcają jakąś spiralę nerwów i strachu wokół moich samotnych wędrówek.
Rozumiem, że się martwią — też bym się martwiła, gdybym miała dzieci — no ale iść na policję z powodu braku kontaktu przez 10-12 godzin z dorosłą osobą, która wcześniej uprzedzała, że może nie mieć zasięgu? To ja za bardzo bagatelizuję problem czy to oni przesadzają z martwieniem się?
Ja z wędrówek po górach nie zrezygnuję, to moja pasja. Z rodziną nie chcę się kłócić czy całkiem zrywać kontakt z takiego powodu. Ale nie wiem już, jak im wytłumaczyć, że wiem, co robię i potrafię o siebie zadbać.

#3t9tP

Mam na koncie doświadczenie z prześladowcą mającym obsesję na moim punkcie. To jest coś strasznego. Taki człowiek jest zupełnie zaślepiony, nic do niego nie dociera, nie widzi winy w sobie i nie jest w stanie pojąć, jak chore jest jego zachowanie. W moim przypadku mój stalker uspokoił się dopiero po dwóch latach. Jednak nigdy nie usłyszałam od niego słów przeprosin. W dodatku od jakiegoś czasu na niektórych social mediach ma ustawioną ikonkę Wokulskiego z ekranizacji „Lalki” Bolesława Prusa. Ach, biedny, niespełniony romantyk... Można się domyślić, jaka rola przypada w jego fantazji dla mnie. Moim ulubionym elementem całego tego cyrku jest fakt, że ja w zasadzie nigdy nie zamieniłam z nim ani słowa, a jego obsesja narodziła się z dnia na dzień, po zwykłym zobaczeniu mnie i dorobieniu sobie do mojej osoby szeregu chorych założeń i fantazji. 
Ludzie, uważajcie na siebie, serio. Głupota ludzka nie zna granic i nie trzeba wiele, żadnego zbliżenia, do wyhodowania w sobie chorej obsesji. Wystarczy pojawienie się w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiednim czasie.

#EmY7l

Byłam w drugiej liceum, gdy zakochałam się w Patryku. On był typowym niegrzecznym chłopakiem. Przystojny, czarujący, inteligenty. Wszystkie dziewczyny się w nim kochały, więc gdy z całego wianuszka adoratorek wybrał mnie, byłam najszczęśliwsza na świecie. Związek z nim to był nieustanny wachlarz emocji. Ciągle imprezy, ogniska, poznawanie nowych osób. Patryk miał super pomysły, wszystkich znał, wszystko umiał załatwić. Rodzice na początku polubili mojego chłopaka. Zawsze mieli do mnie zaufanie, nigdy niczego nie zabraniali. Zresztą zawsze byłam taką grzeczną dziewczyną. Gdy skończyły się wakacje i zaczął rok szkolny, klasa maturalna, ja nadal imprezowałam. Zaczęłam wracać po wpływem alkoholu, rodzice dowiedzieli się, że wagaruję, dodatkowo raz do domu odwiozła mnie policja. Rodzice się wściekli, zabronili mi spotykać się z Patrykiem. Ja oczywiście nadal się z nim spotykałam, tylko w ukryciu. On był zły, że nie możemy się spotykać jak wcześniej. Nie zabezpieczaliśmy się, a mi było wszystko jedno, czy będziemy mieć dziecko – wtedy rodzice musieliby uznać nasz związek. Rodzice chcieli, żebym poszła na studia, ja natomiast załatwiłam nam pracę w Holandii, gdzie mieliśmy pojechać po maturze i już na zawsze ze sobą być. 
Tuż przed maturą Patryk zostawił mnie dla mojej jedynej najlepszej przyjaciółki. Byłam zła na nią, na rodziców, na wszystko. Do Holandii pojechałam sama. Później wróciłam do Polski, ale przeprowadziłam się na drugi koniec kraju. Byłam później w różnych związkach, ale żaden nie dorównywał mojej pierwszej miłości, ciągle o nim myślałam. Patryk nie miał FB, więc nawet nie za bardzo wiedziałam, co u niego, do rodziców też rzadko przyjeżdżałam. Przez te wszystkie lata fantazjowałam o moim idealnym Patryku. 
Obecnie mam 30 lat i jakiś czas temu byłam u rodziców w naszym miasteczku. Razem z ciocią wybrałam się na bazarek i tam zobaczyłam Patryka. Nie mogłam go poznać, w niczym nie przypominał mojego idealnego chłopaka. Był chudy, zniszczony, w jakichś dziwnych ubraniach. Podążał za swoją siostrą i miał jakiś taki nieobecny, straszny wzrok. Nie poznał mnie. Jako że ciocia zna wszystkie plotki w okolicy, to zapytałam o Patryka. Okazało się, że gdy wyjechałam, Patryk zrobił dziecko mojej przyjaciółce, potem zaczął ćpać, okradł ją i pobił. Rodziców też okradał, aż wyrzucili go z domu. Zamieszkał na jakiejś melinie z 50-letnią alkoholiczką, która potem zmarła. Ogólnie siostra mu pomogła i był na jakieś terapii. Obecnie mieszka w przytułku, ale całkowicie zgłupiał po narkotykach. 
Przez tyle lat fantazjowałam o Patryku i żałowałam, że nie jesteśmy razem. A teraz to się cieszę, że to nie ja zaszłam z nim w ciążę.

#atMEs

Wiele jest tu osób, które narzekają na swoje życie towarzyskie. Ja dołączę do nich, choć z nieco innej strony. Z natury jestem introwertyczką. Ze znajomymi widziałabym się chętnie raz na dwa tygodnie może. Stety niestety mam w sobie „to coś”, co sprawia, że ludzie chcą spędzać ze mną czas. Większość z tych ludzi naprawdę lubię i nie chcę zrywać z nimi znajomości, ale nie mogę też odmawiać spotkania bez przerwy, więc co drugie, trzecie czy czwarte zaproszenie przyjmuję. Są też spotkania, gdzie osoby z pracy organizują jakieś wyjście prywatne. Staram się wykręcić, ale też nie mogę bez przerwy, bez psucia atmosfery w pracy. W dodatku od kilku miesięcy mój mąż zaczął mocno żyć towarzysko i też albo chce mnie gdzieś ciągnąć, albo zaprasza kogoś do nas. Czuję się przestymulowana. Brakuje mi też trochę asertywności, więc jak odmówię, ale w trakcie spotkania zaczną do mnie dzwonić czy pisać, żebym jednak przyszła, to się zgadzam, mimo że nie chcę. I w ten sposób tylko w tym tygodniu miałam cztery spotkania ze znajomymi. Chciałbym utrzymywać te relacje, ale nie tak intensywnie. Mam to, czego wiele osób pragnie, ale się z tym męczę. I nie wiem, jak zmniejszyć intensywność znajomości bez urażania i utraty tych osób.

#Gdh2w

Opowiem wam o moim dziwnym sposobie na zemstę.

Zacznijmy od tego, że mam 20 lat i jak byłem mały, zostawił mnie tata. Wiadomo, zdarza się, dla małego chłopca tragedia, ale co zrobisz, jak nic nie zrobisz?
Moja mama znalazła sobie innego faceta, który nie był dla mnie miły.
Jak miałem 13 lat, wymyśliłem, jak się na nim mścić.

Zawsze gdy mnie wkurzał, goliłem sobie jego maszynką pachy i drągala (potem gdy zaczęły mi rosnąć tam włosy, to jeszcze te z rowka).
Tym sposobem zawsze jestem gładki i higieniczny, a on wiecznie ma pryszcze.
Dodaj anonimowe wyznanie