Stwierdzono u mnie endometriozę i w ramach kuracji zaczęłam przyjmować hormony (dokładnie gestageny, czyli hormony, które normalnie przygotowują organizm do zajścia w ciążę, a potem do utrzymania ciąży). Od tej terapii okrutnie, ale to naprawdę okrutnie urosły mi piersi, a kiedy mówię, że urosły, to mam na myśli, że są teraz naprawdę wielkie, chorobliwie wręcz.
Wszystkie koleżanki z pracy są teraz na mnie śmiertelnie obrażone i mówią zupełnie otwarcie, że zrobiłam sobie operację plastyczną, żeby wywalczyć sobie awans u szefa.
Parę dni temu miałam urodziny, a moja siostra nie złożyła mi życzeń. Powiedziałam jej później, że to nieładnie z jej strony, na co ona odpowiedziała mi, że nie musi o wszystkim zawsze pamiętać i żebym zeszła na ziemię, bo nie jestem pępkiem świata, żeby wszystko musiało kręcić się wokół mnie.
Jesteśmy bliźniaczkami, ja jej złożyłam życzenia.
Mieszkam w domu jednorodzinnym, mamy łazienkę na górze i toaletę na dole. Nikt nie wie, że kiedy budzę się w nocy z parciem na pęcherz, to idę do łazienki i sikam pod prysznic.
Kacper był bardzo specyficznym chłopakiem. Przypominał leniwie uśmiechniętego kota, zawsze odrobinę zaspanego. Jeździł na deskorolce od ósmego roku życia. W miarę dorastania zaczęły się zawody, kumple i imprezy. Był cholernie zdolny, podczas jazdy wyglądał lekko i eterycznie, jakby płynął w powietrzu. Nie jestem i nigdy nie byłam fanką tego sportu, ale on robił to w magiczny sposób.
W wieku piętnastu lat uzależnił się od kontaktów z pewną dużo starszą osobą, która zapoczątkowała jego uzależnienie od morfiny. W wieku siedemnastu lat trafił na odwyk. Szkoła przyjęła wersję o depresji, tłumaczyło to jego apatyczne zachowanie. W międzyczasie przeżył śmierć swojego mentora, po czasie okazało się, że także miłości. Wyszedł po dwóch miesiącach, ledwo zdał do następnej klasy. Potem wszystko zdawało się iść dobrze, poznał kogoś, zaczął się lepiej uczyć, chyba był szczęśliwy. Przyjechał ze swoją miłością do mnie, do Holandii. Udzieliłam im ślubu, ślubu bez formalności. Widać było, że są ze sobą szczęśliwi. Sposób, w jaki na siebie patrzyli zawsze wzbudzał we mnie zazdrość.
Ale sielanka nie mogła trwać długo, Kacper po trzech latach powrócił do starych nawyków. Nietrudno w jego mieście o heroinę, co do jej czystości jednak nie mam pewności. Uzależnił się ponownie. Jego miłość go kochała, była przy nim, gdy jego żołądek skręcał się. A potem znowu brał.
Odszedł mu na rękach. Winne było serce, zapalenie wsierdzia. On bardzo się o to obwinia, ale każdy wie, że wszystko zależy od osoby uzależnionej.
Nasi rodzice nigdy zbytnio się nami nie interesowali, Kacper od osiemnastego roku życia mieszkał sam. Nasi rodzice przebywali zagranicą, przyjeżdżając tylko czasami. Ja też bardzo szybko wyjechałam, zaraz po maturze i zostawiłam go samego, kiedy potrzebował pomocy. Nie potrafię sobie tego wybaczyć.
Wiem, że narkomani to według wielu idioci i śmiecie. Że przecież mógł nie brać. Ale mój brat był wspaniałą, oryginalną osobowością, niestety bardzo zagubioną. Odszedł za młodo
Tęsknię za Tobą, Kocie.
M.
Zastanawiam się, czy wszystko jest ze mną w porządku, bo... wiem niektóre rzeczy. Autentycznie, ot tak, lub one mi się śnią. Podam kilka banalnych przykładów.
Wiedziałam, kiedy zbiję szybę w telefonie i pomimo iż próbowałam temu zapobiec, nie udało się. Los zrobił swoje.
Wiedziałam, kiedy pewni muzycy dodadzą nowe daty koncertów oraz gdzie i kiedy będzie koncert, na który pojadę — wszystko się sprawdziło.
Czasem nawet wiem, kto zacznie do mnie o czymś mówić, chociaż go nie znam.
Temat matury ustnej z języka polskiego przyśnił mi się w nocy przed egzaminem.
Na studiach wiedziałam, jakie będą pytania na egzaminie.
Dzisiaj siedzę na zajęciach i myślę sobie, że idę do domu z ostatnich zajęć, a w ogóle to może byśmy wszyscy poszli do domu? Godzinę później widzę profesor rozchorowaną, która mówi, że mamy iść do domu. Już któryś raz z kolei, za każdym razem, jak chciałam pójść na wagary, akurat odwoływali dane zajęcia.
A wczoraj urodziło się dziecko mojemu wujkowi. Nie znałam płci dziecka, terminu porodu ani nie wiedziałam, że już są w szpitalu i rodzą, jednak tydzień temu powiedziałam „W dziadka imieniny urodzi się dziewczynka”. Urodziła się...
Mam taką dziwną przypadłość, że wysrać potrafię się tylko we własnej łazience i tylko wtedy, gdy nikogo nie ma w mieszkaniu lub kiedy są tylko rodzice. W związku z tym w domu rodzinnym nie miałam problemów, te zaczęły się dopiero gdy wyprowadziłam się na studia i zamieszkałam ze współlokatorami. Potrafiłam nie pójść specjalnie na zajęcia, aby się wysrać, gdy wszyscy wyjdą, czy wstrzymywać całą noc, kiedy wiedziałam, że następnego dnia wracam do domu. Wiąże się to z tym, że muszę po prostu dłuższą chwilę posiedzieć na tronie, zanim cokolwiek uda mi się z siebie wyrzucić, a wstydzę się tak długo zajmować łazienkę, a poza tym ściany w mieszkaniach są cienkie i wydaje mi się, że wszyscy współlokatorzy słyszą, jak sram. To tak gwoli wstępu, bo właściwa historia to dopiero hardkor.
Pewnego wieczoru kolega z pokoju obok urządził małą imprezę z okazji urodzin, ot, zwykła kulturalna posiadówa przy piwku. Ja akurat siedziałam w swoim pokoju i powiedziałam, że muszę jeszcze dokończyć prezentację na jutrzejsze zajęcia i niedługo dołączę. Siedzę przy laptopie i piszę ostatni slajd, kiedy, mówiąc wprost, zachciało mi się kupę, a czuję, iż nie jest to taka z tych normalnych, które bez problemu można wstrzymywać kilka godzin, ale prawdziwa kupa-gigant, która bez uwolnienia jej w trybie natychmiastowym z pewnością rozsadzi wszystkie wnętrzności wewnątrz brzucha. Co tu zrobić, panika, pełno znajomych w salonie, więc wycieczka do kibla odpada, wstrzymać nie dam rady, rozpacz mnie ogarnia i po chwili jestem już tak zdesperowana, że staję w gotowości do dyskretnego przemknięcia do kibla, wychylam głowę z pokoju niemal w tym samym momencie, kiedy krecik wychyla swoją główkę z dziurki, a tu co? Światło w łazience włączone, kibel zajęty. Ja, bliska już płaczu, bo brzuch coraz bardziej boli, wpadam na najgłupszy chyba pomysł, na jaki udało mi się wpaść w moim dwudziestoletnim życiu. Wyciągam z torebki chusteczki, kładę je na ziemi, zdejmuję spodnie i majtki, kucam, stękam, pierdzę i po chwili ulga. No dobra, nie po takiej chwili, bo nie byłabym sobą, gdybym nie pomęczyła się jakiś czas, ale naprawdę nie mam pojęcia, dlaczego w tamtym momencie pomysł zrobienia kupy na podłogę wydał mi się lepszy niż poczekanie jeszcze chwilki i pójście do toalety, ale trudno, stało się, działałam w emocjach. Dopiero kiedy podtarłam się i zobaczyłam wielkie kupsko na środku mojego pokoju, zdałam sobie sprawę, co uczyniłam i że teraz to dopiero mam problem, bo śmierdzi niemiłosiernie, więc nie mogę tak po prostu wziąć kupy w swoje ręce i przenieść do łazienki lub na dwór, bo od razu wszyscy wyczują. To był jednak wieczór świetnych pomysłów, więc potwora z dupy zawinęłam w reklamówkę z biedronki i bezceremonialnie wyrzuciłam daleko przez szeroko otwarte okno.
Do dzisiaj jest mi bardzo wstyd :(
W kwietniu szedłem na wesele siostry. Byłem przygotowany na to wydarzenie w najmniejszym szczególe. Drogi garnitur, uprasowana koszula, krawat z idealnym węzłem, skarpety pod kolana, wypastowane buty. No nic dodać, nic ująć. Ale coś mi w tym zestawie nie pasowało i kompletnie nie wiem, co miałem w głowie, kiedy postanowiłem trochę zaszaleć i nie zakładać bielizny. Może chciałem poczuć odrobinę adrenaliny. Naprawdę nie wiem, co mnie pokusiło, ale stało się.
Wiadomo, jak to jest na weselu, alkohol się leje, to i od czasu do czasu trzeba wyskoczyć na stronę. Zrobiłem co miałem zrobić i wracam do zabawy. Akurat trafiłem na jakiś konkurs z bieganiem i przynoszeniem różnych rzeczy. Oczywiście wziąłem udział. Pierwszą rundę wygrałem, jako pierwszy przyniosłem banana i usiadłem na krześle na środku sali. Inni uczestnicy patrzyli na mnie z zazdrością, a przynajmniej tak myślałem, do momentu, kiedy mój szwagier podszedł do mnie i szepnął mi do ucha, żebym schował ptaszka do gniazda...
Tak, będąc w toalecie, pod wpływem procentów zapomniałem zapiąć rozporek, a mój mały, ciekawski świata koleżka postanowił wykorzystać okazję i wyskoczył, kiedy biegłem po banana. Jeszcze w życiu nie było mi tak głupio.
Dwa lata temu przed świętami zalogowałem się na swoje konto w banku, patrzę – a tu nie wiadomo skąd przybyły mi prawie 4 tysiące złotych. Niczego takiego się nie spodziewałem, a to dla mnie góra pieniędzy, byłem więc w szoku. Sprawdziłem dane przelewu i był to przelew zza granicy, a dokładnie z Belgii. Nazwisko nadawcy polskie, ale zupełnie mi obce. Szok. Pół dnia się zastanawiałem, co powinienem zrobić, w końcu z bólem serca postanowiłem następnego dnia zgłosić do banku, że dostałem błędny przelew. Jednak gdy wieczorem zalogowałem się na swoją skrzynkę e-mail, znalazłem tam wiadomość. Od kolegi, z którym kilkanaście wcześniej chodziłem do szkoły podstawowej. Siedzieliśmy razem w ławce i codziennie dzieliłem się z nim moim drugim śniadaniem, które każdego dnia szykowała mi mama. Nawet nie z jakiejś dobroci serca, po prostu zawsze miałem słaby apetyt, a kolega nigdy nie dostawał żadnego drugiego śniadania i wszystko, co mu dałem, zjadał z wielkim zadowoleniem. Lubiłem go, choć w klasie mało kto się z nim zadawał. Chodził w starych łachach po bracie, był cichy i nie wyróżniał się pod żadnym względem, a na dodatek miał nazwisko, z którego wszyscy się śmiali.
Przelew był od niego. Okazało się, że lata temu zmienił nazwisko, a potem wyjechał z kraju. Napisał, że kiedyś mi obiecał, że jak w przyszłości będzie bogaty, to mi kupi nowy komputer za te wszystkie kanapki (nic takiego nie pamiętałem). Że może bogaty to nie jest, ale radzi sobie bardzo dobrze i przesyła mi kasę na obiecany komputer, bo zawsze dotrzymuje słowa. Numer konta wyszperał na mojej stronie w Allegro.
Jestem facetem, ale muszę przyznać, że ze wzruszenia uroniłem męską łzę. Teraz właśnie piszę to wyznanie z komputera, który wtedy kupiłem. To jest najbardziej niesamowita rzecz, jaka mnie w życiu spotkała.
Na zajęcia z polskiego mieliśmy napisać opowiadania. Uwielbiam pisać i chciałabym związać z tym moją przyszłość, więc przyjęłam to jako pewnego rodzaju wyzwanie i test moich umiejętności.
Wypracowanie było tak dobre, że moja nauczycielka wstawiła mi jedynkę, uzasadniając to słowami „Na pewno ty tego nie napisałaś, bo to jest zbyt dobre, więc za próbę oszustwa dostajesz niedostateczny”.
Tydzień później wrzuciła moje opowiadanie na swoją stronkę w internecie i podpisała je swoim nazwiskiem.
Dwa tygodnie po zdaniu prawa jazdy, kilka godzin przed kupieniem mojego pierwszego samochodu, dostałam wiadomość od brata w środku nocy, że ma kryzysową sytuację, trzeba po niego pojechać, a boi się budzić rodziców. Co zrobiłam ja jako super odpowiedzialna starsza siostra? Ukradłam samochód rodzicom i po niego pojechałam, niestety wyjeżdżając z bramy, uderzyłam w nią i na zderzaku została zielona rysa od słupka. Brat przyznał się im do sytuacji rano, mówiąc, że wrócił do domu na nogach, zachowaliśmy w tajemnicy to, że to ja go przywiozłam do domu.
Od tamtej pory rodzice zastanawiają się, kto i kiedy zarysował ich samochód, tata jest przekonany, że zrobił to sam, ale kiedy? Nie ma pojęcia. Cała sytuacja mojego brata miała dobre rozwiązanie, nie było żadnych problemów, a rodzice o moim dorosłym wybryku dowiedzą się za 3 lata, jak sprawa się przedawni.
Dodaj anonimowe wyznanie