Swego czasu, gdy chodziłem na kurs prawa jazdy, jeździliśmy w elce po dwie osoby. Pewnego dnia instruktor mówi do dziewczyny, która skręcała w lewo na skrzyżowaniu: „Bujaj się”. Chodziło mu o to, by szybko opuściła skrzyżowanie, bo za chwilę nastąpi zmiana świateł. Dziewczyna wzięła to sobie do serca, ale zamiast opuścić szybko skrzyżowanie, to zaczęła się bujać na siedzeniu pojazdu :D
Moja szefowa, za którą nie przepadam, postanowiła przejść na dietę. Bardzo ograniczyła kalorie, co w długiej perspektywie nie jest dobrym pomysłem, przeważnie kończy się to powrotem do starych nawyków i efektem jojo. Próbowałam tłumaczyć jej, że można to zrobić lepiej (mam dyplom z dietetyki i mocno interesuję się tematem), ale nie była zainteresowana żadnymi poradami.
Nie chciałam, żeby wyglądała lepiej niż ja, więc zaczęłam bardziej uważać na to co jem, dokonywać zdrowszych wyborów, ograniczyłam słodycze, przekąski itp.
Schudłam 6,5 kg bez większych wyrzeczeń. Szefowa jakoś swoimi sukcesami się nie chwali.
Mój mąż należy do osób, które zawsze mają czas, zawsze zdążą (po swojemu), zawsze można przed wyjściem jeszcze np. się zdrzemnąć. Albo obciąć paznokcie.
W dniu pogrzebu jego ojca naprawdę cierpliwie próbowałam go dobudzić i postawić na nogi. Później zabroniłam nawet podjazdu na stację benzynową po paliwo (w jedną stronę na cmentarz będzie OK).
Spóźniliśmy się na pogrzeb. Jako główni organizatorzy. Prowadzący ceremonię.
W życiu nie byłam tak wściekła. Aż do mdłości. Telepało mną co prawda z wdziękiem, bo głos trząsł mi się jakby ze wzruszenia, ale na męża patrzeć nie mogłam, bo miałam wielką ochotę zrobić mu krzywdę.
Jego rodzina myślała, że po drodze nam się coś stało. Moja rodzina była cokolwiek zniesmaczona. On był tym faktem zupełnie nieprzejęty.
Mam nadzieję, że umrze przede mną.
Zawsze byłam szczupła, ale kiedy zaczęłam gwałtowniej rosnąć, sytuacja stała się nieco drastyczna. W najgorszym momencie moje BMI wskazywało na skrajne wygłodzenie, organizm zaczął się sypać. Posypał się układ hormonalny, zęby, pojawiły się skrzywienia kości, wreszcie omdlenia w miejscach publicznych, które były moim pierwszym krokiem w kierunku nerwicy. Będąc nastolatką, nie miałam na kompletnie nic siły, jedyne czego pragnęłam to spać cały dzień. Dzień w szkole był dla mnie jak wyprawa na Everest, dlatego opuszczałam mnóstwo, mnóstwo godzin. Kiedy szłam do szkoły, nawet się nie przebierałam po powrocie do domu, od razu się kładłam do łóżka i nie wstawałam z niego już do końca dnia. Znajomi w końcu dali sobie spokój z wyciąganiem mnie z domu i zajęli się sobą, co przyjęłam z ulgą. Jedyne czego pragnęłam od ludzi, to by dali mi spokój. Nienawidziłam tego, jak wyglądam, a po jakimś czasie zaczęłam nienawidzić ogółem całej siebie. Wszyscy wokół dawali mi do zrozumienia, że coś jest ze mną nie tak i to na własne życzenie. Po którymś z kolei omdleniu mama zabrała mnie do lekarza. Badania krwi nic nie wykazały, więc lekarz bez przeprowadzania żadnego wywiadu ze mną stwierdził anoreksję. Ze łzami w oczach próbowałam wszystkich przekonać, że ja przecież chcę przytyć. Uwierzył dopiero psycholog na piątej z kolei wizycie.
Jakiś czas temu tak o poddałam się badaniom na tolerancję laktozy. Po odstawieniu produktów mlecznych przytyłam ponad 10 kg w zaledwie kilka miesięcy... Tak po prostu. Bez żadnego wysiłku. Za niedługo kończę 20 lat i dopiero uczę się życia.
Kiedy byłam mała i ludzie pytali mnie, kim chcę zostać w przyszłości, zawsze mówiłam, że pielęgniarką. Kiwałam grzecznie głową, gdy chwalono mnie za ambitne, medyczne zainteresowania, i uśmiechałam się, jak przystało na nowe wcielenie miłosiernej Matki Teresy pełnej współczucia wobec innych.
Prawda była taka, że wtedy w moim móżdżku praca pielęgniarki wiązała się z robieniem zastrzyków w gołe dupsko i, no cóż, po prostu chciałam bezkarnie patrzeć na wiele gołych dupsk.
PS Już z tego marzenia wyrosłam :D
Miało to miejsce pewnego sierpniowego dnia. Ja i mój ukochany 6-letni braciszek wybraliśmy się do sklepu po lody. Wszystko przebiegało normalnie, jednakże po samym wyjściu ze sklepu braciszek upuścił loda. Widziałem smutek w jego oczach. Miał nadzieję, że oddam mu swojego, tak samo jak na jakiejś reklamie w telewizji. Wtedy rzekłem: „Stasiu. Widzisz tego loda? Jest na ziemi rozpłaszczony, brudny. Pewnie chcesz, żebym oddał ci swojego, prawda? A jak myślisz, Stasiu... Czy w życiu jak upuścisz swojego loda, to ktoś ci da drugiego?”.
Tak serio to wymyśliłem tę gadkę, bo nie mieli już w sklepie więcej Kaktusów, a miałem na niego wielką ochotę.
Robiłam dzisiaj zakupy w jednym z hipermarketów. Przystanęłam na chwilkę przy stoisku z gadżetami ze Star Warsów i zaczęłam je przeglądać. Chwyciłam miecz świetlny i zajęłam się czytaniem informacji na pudełku. W tym momencie stanął koło mnie facet i puszczając oczko, rzucił: „Też mam bardzo fajny miecz...” . Przez chwilę nie wiedziałam, co odpowiedzieć, więc na odczepne odpowiedziałam: „A ja pracuję z pana żoną”. Facet się zaczerwienił i odszedł.
PS Widziałam go pierwszy raz w życiu.
Tylko tutaj mogę to powiedzieć głośno: uważam, że moja przyjaciółka jest dziecinna i głupawa. Owszem, ma poważny zawód, ale... lata mijają, a ona wydaje mi się coraz bardziej infantylna. Mamy po 28 lat i przyjaźnimy się od 15 roku życia. Jest dla mnie jak siostra, czuję się z nią bardzo związana, ale od pewnego czasu rozmowa z nią to intelektualna katorga. Czuję, jakbym ja się gwałtownie zestarzała, albo ona nagle zdziecinniała.
Jeżeli jest ktoś, kto wierzy w treść wszystkiego, co przeczyta w internecie, będzie to ona. Jeśli ktoś nie wie, co to powstanie warszawskie, jaki mamy system rządów w Polsce i kim jest wójt, wiedzcie, że mowa o mojej przyjaciółce. Funkcjonowanie cyklu miesięcznego kobiety jest jej obce. Gada tylko o ślubach, pierścionkach i chce wyjść za mąż za kogokolwiek, byle szybciej niż ja (choć tego głośno nie przyzna). Pisze z facetami na jakichś portalach i każdorazowo czuje się „porzucona i zdradzona”, jeśli ktoś się z nią nie umówi. Łyka jak młody pelikan wszystkie teksty w stylu „będziesz moją żoną”. Wtedy dzwoni do mnie szczęśliwa, że jakiś pioter_bmw1988 „poważnie się wkręcił” i ona nie wie, jak z nim rozmawiać.
Czy nie tylko ze związków licealnych się wyrasta, ale z przyjaźni też? Ja ją kocham jak rodzinę, ale zaczynam się męczyć i niecierpliwić, rozmawiając z nią. Tęsknię za czasami, kiedy jej trzpiotowatość mnie nie denerwowała...
Ostatnio byłam na pierwszym obiedzie u rodziny mojego chłopaka. Sytuacja wyglądała tak: jego siostra, mówiąc do mnie, używała ciągle imienia jego byłej, jego brat ciągle gapił mi się na biust i próbował smyrać po nodze pod stołem, matka postanowiła mnie najzwyczajniej w świecie ignorować, ale za to ojciec podkręcił wąsa, pod którym się rubasznie zaśmiał i rzucił do swojego syna, a mojego chłopaka, tekstem, że ma nadzieję, że jestem albo cholernie bogata, albo cholernie dobra w łóżku, bo czymś muszę nadrabiać to, jak wyglądam. Milutko.
Kiedy nie mogę znaleźć swojego telefonu, to puszczam sygnał z innego.
Kiedyś nie mogłam znaleźć swojej szczotki do włosów i odruchowo chciałam puścić sygnał z telefonu, żeby się znalazła.
Dodaj anonimowe wyznanie