#YDFRy

W dzieciństwie mieszkałam w bloku. Blok był duży i miał windę, więc często jechało się windą z jakimiś sąsiadami. Mając tak około 10-13 lat, czasami spotykałam we wspomnianej windzie sąsiadkę, która miała trójkę dzieci, gdzie najstarsze szło do komunii. Z tamtych czasów pamiętam też, że sąsiadka dużo remontowała w domu, często było sporo pyłu na schodach klatki.
Po jakimś czasie zorientowałam się, że już nie widzę dzieci sąsiadki... Rozmawiając z mamą, powiedziałam, że ciekawe, gdzie się podziały, na co moja mama odparła, że sąsiadka adoptowała te dzieci, a potem oddała je do domu dziecka... Nie pamiętam już szczegółów, ale z tego, co mówiła moja mama, sąsiadka dostała dofinansowanie na dzieci, odremontowana chatę i... oddała dzieci z powrotem, tłumacząc, że są zbyt chorowite.
Do dziś nie mogę tego pojąć i cholernie mi żal tych dzieciaków, gdy tylko o nich pomyślę.

#7gbjT

Mam prawie 30 lat i czuję się, jakbym miał życie za sobą. Mało przeżyłem, a okres dorastania była dla mnie nieporozumieniem. Wychowano mnie w domu konserwatywnym, w dodatku wymagającym co do ocen  – i to rzutowało na mój charakter. Nienawidzę np. w galerii patrzeć na dobrze bawiącą się młodzież, zwłaszcza wieczorem, bo mnie trzymano pod kloszem, żadne imprezy, związki etc. I mimo że wyglądam na osobę młodszą, niż jestem, to i tak czuję się staro.

Czasami mam dziwne wrażenie, że decydujące na całe życie są lata 16-25, a potem tylko robimy kariery i pieniądze, mając nastoletnie wspomnienia. Nigdy nie byłem w związku, mimo że mogłem, a teraz już nie chcę, bo ludzie się wyszaleli i chcą stabilizacji. Problem prawictwa rozwiązałem, chodząc do prostytutek, bo nie mogłem czytać w internecie o spadającym wieku inicjacji i dwucyfrowej liczbie partnerów co drugiej osoby. Zrobiłem to też na złość domowi. Tak, długo miałem słaby charakter i godziłem się na wszystko, nie buntując się. Kiedy inni np. przeżywali pierwsze miłości, imprezy, ja w domu walczyłem o luźny czas przy komputerze. A teraz gdy się usamodzielniłem, to w domu pytają, kiedy sobie kogoś znajdę, jak dawno jest the end.

Czułem się latami jak przegryw, ale gdy wbiłem na fora przegrywów, to mnie wyrzucono, bo niby za dobrze wyglądam, gdy pokazałem zdjęcie. Fakt, w szkole leciało na mnie kilka lasek, ale w domu jak zwykle było, że „to nie wiek na amory”, a ja posłusznie się godziłem z losem. A teraz? Tylko poważne związki. Najlepsze lata za mną, których nie przeżyłem. Została mi samotność i godzenie się z upływającym czasem i starzeniem się. Ile bym dał, by mieć znów 17 lat i mieć życie przed sobą, czas na beztroskę, wspomnienia z robienia głupot, pierwszych relacji etc. Moi rówieśnicy swoje przeżyli i spoważnieli. Dlatego mam pracę zdalną, gdzie nie muszę przebywać z ludźmi, i mam trzech przyjaciół, z którymi się nadal rozumiem. Na co dzień udaję osobę poważną i dojrzałą, a wewnętrznie jestem nadal podlotkiem, który nie wykorzystał swojego czasu.

#w9Czs

Mam 15 lat i mam problemy z jedzeniem. Nie wiem, czy są to jakieś zaburzenia odżywiania, być może, ale jeszcze są niezdiagnozowane. Mianowicie mam napady jedzenia niezdrowych rzeczy – wiem, że ktoś może sobie stwierdzić „co to za problem, przecież wystarczy nie jeść”. No właśnie nie. W każdym razie chodzę z mamą do dietetyka, byłam u psychologa, idę jutro na następną wizytę (na którą czekałam miesiąc :/). Niedawno okazało się, że mam insulinooporność.

Najważniejsze tutaj jest to, że lekarz nie próbuje mnie zabić, kiedy czasami się nie powstrzymam. Po prostu przypomina mi, że to szkodzi i lecimy dalej z dietą. Ale nie moja mama. Dzisiaj zjadłam zupkę chińską, o czym mama miała nie wiedzieć, ale nie wyszło, więc zaczęła mi robić wykład, że się nie staram, że ona mnie niepotrzebnie wozi po lekarzach i w ogóle to jestem najgorsza.

Dzięki, mamo ;* ale pamiętaj, że jedna wizyta u psychologa mnie nie wyleczy.

#kMaAv

Wyznanie o tym, jak niechcący udało mi się rozśmieszyć ponurych i nigdy nieśmiejących się Finów.

Warszawa, przystanek pod Zamkiem Królewskim. Turyści z Finlandii pomylili kierunki i zamiast do centrum, wsiedli do autobusu, który jechał na Pragę, co w tamtych latach nie było zbyt bezpieczne. Kiedy zobaczyli, że przekroczyliśmy Wisłę, byli już mocno zdezorientowani.

Podszedłem do nich i łamanym angielskim wyjaśniłem, co się stało i pokazałem, gdzie powinni się przesiąść. Potem przedstawiłem się: „Kumi” (taki miałem przydomek na studiach), ale ... zamiast podziękowań gruchnął taki śmiech, że aż się ludzie zaczęli oglądać.

Dopiero później dowiedziałem się, że kumi to po fińsku kondom...

#HaNXj

Jestem barmanką w hotelu. Kilka dni temu pewna para zamówiła piwa i desery lodowe. Na swoje zamówienie czekali spokojnie przy stoliku. Najpierw nalałam piwa i poszłam im zanieść. Przy stoliku zastałam tylko faceta, jego dziewczyna widocznie musiała wyjść do toalety. Kładę piwa na stolik, po czym z uśmieszkiem na twarzy, nie zastanawiając się nad tym, co mówię, a raczej w jaki sposób, mówię mu: „Lodzika zaraz zrobię”. 
Przez pierwsze parę sekund nie ogarnęłam, co ja właśnie palnęłam, ale jak tylko zobaczyłam jego minę i usłyszałam cichy chichot, to zdałam sobie sprawę, jak to zabrzmiało. Myślałam, że zapadnę się pod ziemię.

#ynM3b

Zaraz na początku studiów poznałem spoko kumpla. Śmieszyły nas te same żarty, mieliśmy podobne poglądy itd. Po pewnym czasie stworzyliśmy zgraną paczkę z jeszcze dwoma innymi kolegami z roku.

Przyszła sesja. Niestety mój kumpel nie został dopuszczony do jednego z egzaminów w pierwszym terminie. Zorganizował posiadówkę dzień przed tym egzaminem i zaprosił mnie oraz pozostałych dwóch kumpli z paczki. Stwierdziliśmy, że uczyliśmy się sporo, przedmiot łatwy, a jeszcze możemy sobie podyskutować na temat związany z przedmiotem na posiadówce, więc czemu nie? 
Organizator imprezy miał genialny plan jak zrobić, żeby nie iść na drugi termin solo. Zaczęło się od alkoholu. My jednak się pilnowaliśmy, żeby nie obudzić się rano w tragicznym stanie. Tak się jednak złożyło, że przesiedzieliśmy na posiadówce do czwartej. Nie było opcji, żebyśmy szli spać, skoro za pięć godzin się zaczyna egzamin, a trzeba jeszcze się przyszykować i dojechać autobusami, więc postanowiliśmy zarwać nockę. Wtedy dobroczynny przyjaciel wpadł na kolejny pomysł: „Skoro i tak zarywacie nockę, dam wam po tabletce z kofeiną, da wam kopa i nie będziecie przysypiali”. Wyszedł i po chwili wrócił z garścią tabletek i rozdał nam po dwie. „Jedna na teraz, druga na potem, jakby któryś z was miał wysoką tolerancję”.

Około czwartej wyszliśmy od kumpla i poszliśmy do mnie, żeby przeczekać do rana. Około szóstej stało się to, czego się najmniej spodziewaliśmy. Wszyscy trzej, jeden po drugim, lecieliśmy do kibla z ostrą sraczką... Taaaak, w ramach dowcipu dostaliśmy środki przeczyszczające. Natychmiast wyjąłem cały arsenał leków przeciwbiegunkowych (na niewiele się one zdały). Z zaciśniętymi pośladkami dotarliśmy na egzamin w pierwszym terminie, na szczęście zdaliśmy na 85% i dwa razy po 90%. A kolega przestał być moim kolegą.

#LZsts

Stoję ja sobie dziś przy przejściu dla pieszych i czekam, aż zaświeci się zielone światło.
Jakiś dzieciak, może z 10-letni, bardzo się zniecierpliwił i postanowił dostać się na drugą stronę ulicy natychmiast. Jednocześnie z naprzeciwka ruszył też wielki, łysy dres. Obaj spotkali się na środku. Dresiarz, chwyciwszy dzieciaka za kark, zatargał go z powrotem na chodnik, wrzeszcząc „Ja ci, kur#a dam przechodzić na czerwonym świetle! Matka cię nie nauczyła zasad panujących na drodze?”.

Kiedy małolat został bezceremonialnie zrzucony na miejscu, wszyscy przechodnie czekający na zielone światło spojrzeli na dresa z wyraźnym podziwem. A mógł zabić...

#ZLPBF

Mieszkam w akademiku, dzielę kuchnię z 7 osobami.
Każdy z nas ma swoje rzeczy, talerze, garnki, no i oczywiście jedzenie. Mamy niestety spory problem z tajemniczym znikaniem wszystkiego, zaczynając od łyżek czy patelni, po gąbki do mycia naczyń. Nikt się nie przyznał, nikt nikogo nie złapał na gorącym uczynku.

Pewnego dnia zachciało mi się kakao, a że jest zimno i do sklepu daleko, postanowiłam zapytać współlokatora, czy mogę mu trochę ukraść. Zanim przystąpiłam jednak do czynu, stwierdziłam, że sprawdzę najpierw, czy on w ogóle kakao posiada. Jesteśmy sobie na tyle bliscy, że nie mamy problemu ze szperaniem w swoich szafkach, więc bez skrępowania zaczęłam szukać.

W tym momencie do kuchni wparowało trzech moich współlokatorów. Powiedzieli, że podejrzewali mnie o te kradzieże, a teraz mają mnie na gorącym uczynku. Próbowałam się wytłumaczyć, ale nie przyjmują tego do wiadomości. Nawet właściciel kakałka wstawił się za mną, ale dalej nic.

Nie odzywają się do mnie już trzeci tydzień, ponadto chcą, żebym oddała pieniądze za zaginione rzeczy, które niby ukradłam. Chyba się wyprowadzę.

#OydUf

Poszedłem po pracy do łazienki umyć nogi. Stanąłem sobie pod prysznicem i nagle poczułem mokro w spodenkach. Perfidnie zlałem się w gacie.

Czasem zdarza mi się siknąć pod prysznicem. Głowa odnotowała, że jestem pod prysznicem, ale zapomniała o fakcie, że do mycia nóg zdjąłem tylko skarpetki i spodnie.

Od dziś nie sikam pod prysznicem.
Dodaj anonimowe wyznanie