#ZLPBF
Każdy z nas ma swoje rzeczy, talerze, garnki, no i oczywiście jedzenie. Mamy niestety spory problem z tajemniczym znikaniem wszystkiego, zaczynając od łyżek czy patelni, po gąbki do mycia naczyń. Nikt się nie przyznał, nikt nikogo nie złapał na gorącym uczynku.
Pewnego dnia zachciało mi się kakao, a że jest zimno i do sklepu daleko, postanowiłam zapytać współlokatora, czy mogę mu trochę ukraść. Zanim przystąpiłam jednak do czynu, stwierdziłam, że sprawdzę najpierw, czy on w ogóle kakao posiada. Jesteśmy sobie na tyle bliscy, że nie mamy problemu ze szperaniem w swoich szafkach, więc bez skrępowania zaczęłam szukać.
W tym momencie do kuchni wparowało trzech moich współlokatorów. Powiedzieli, że podejrzewali mnie o te kradzieże, a teraz mają mnie na gorącym uczynku. Próbowałam się wytłumaczyć, ale nie przyjmują tego do wiadomości. Nawet właściciel kakałka wstawił się za mną, ale dalej nic.
Nie odzywają się do mnie już trzeci tydzień, ponadto chcą, żebym oddała pieniądze za zaginione rzeczy, które niby ukradłam. Chyba się wyprowadzę.
To niech każdy swoje rzeczy przypina łańcuchem, a swoje jedzenie zamyka w szafce.
A jak nie pomoże, to niech ktoś zamontuje ukrytą kamerę.
A no tak to jest, jak nie wiadomo kto jest winny, to zawsze wrabia się bezbronną kobietę. Też tak miałam w internacie
Też chciałaś kakałko?
Jaką historię byś nie komentowała, ty też byłaś na miejscu autora. 🤦
@HansVanDanz nie byłam dokładnie na miejscu autora, po prostu podobna sytuacja. W internacie ludziom ginęło jedzenie i wszyscy obwiniali mnie (mialam już różowe włosy i piercing, więc wiadomo na pewno złodziejka). Takie tam zaściankowe myślenie, którego jesteś przykładem