#YDFRy
Po jakimś czasie zorientowałam się, że już nie widzę dzieci sąsiadki... Rozmawiając z mamą, powiedziałam, że ciekawe, gdzie się podziały, na co moja mama odparła, że sąsiadka adoptowała te dzieci, a potem oddała je do domu dziecka... Nie pamiętam już szczegółów, ale z tego, co mówiła moja mama, sąsiadka dostała dofinansowanie na dzieci, odremontowana chatę i... oddała dzieci z powrotem, tłumacząc, że są zbyt chorowite.
Do dziś nie mogę tego pojąć i cholernie mi żal tych dzieciaków, gdy tylko o nich pomyślę.
Posilę się gotowcem.
W polskim systemie prawnym nie istnieje możliwość „zwrotu” czy dobrowolnego zrzeczenia się adoptowanego dziecka na życzenie rodziców. Adopcja tworzy więź prawną tożsamą z biologiczną. Rozwiązanie przysposobienia jest dopuszczalne wyłącznie przez sąd rodzinny w wyjątkowych, skrajnych sytuacjach, gdy dalsze trwanie adopcji rażąco narusza dobro dziecka.
No właśnie, a sądy rodzinne podchodzą do tego rygorystycznie, nawet jeśli obie strony chcą rozwiązania więzi, więc mało wiarygodne wydaje mi się to, żeby sąd rozwiązał adopcję, bo sąsiadka stwierdziło, że dzieci są zbyt chorowite. Zwłaszcza gdyby udowodniono, że wcale nie są i że chce je oddać akurat po tym jak wyremontowała chatę za pieniądze na nie.
I serio ktoś łyknął to tłumaczenie? Żadnych konsekwencji? Adopcja to przecież nie jest taka prosta sprawa i jest to na tyle długi proces, że powinni zauważyć czy dzieci są chorowite. Powinni jej kazać oddać to dofinansowanie, skoro pozbyła się (nazwijmy rzeczy po imieniu) dzieci, na które to dofinansowanie wzięła.
A jakie mają być konsekwencje? Co można zrobić osobie, która już nie chce opiekować się adoptowanymi dziećmi?
No właśnie najgorsze, że chyba nic. Może jakby udowodnić takiej osobie jak ta sąsiadka oszustwo, że adoptowała dzieci tylko celem wyłudzenia dofinansowania na dzieci, żeby sobie zrobić remont, ale to by było ciężkie pewnie. Swoją drogą zwróciłam też uwagę, że nie ma nic o mężu sąsiadki. Oczywiście samotna osoba może adoptować dziecko, ale chyba małżeństwa mają pierwszeństwo, a tutaj mowa nie o jednym dziecku, ale o trójce rodzeństwa. Znaczy znalazłam teraz, że małżeństwa formalnie nie mają pierwszeństwa, ale często dla dobra dziecko wybiera się pełne rodziny. Faktycznie pierwszeństwo mają jedynie krewni dziecka i rodzina zastępcza, u której dziecko przebywa. No ale i tak myślę że żeby samotna kobieta przekonała, że poradzi sobie z opieką nad trójką dzieci, nie jest takie łatwe.