#Lzn3k

Mam nerwicę lękową. Chodzę na terapię. Dziś po 20. latach zorientowałam się, że wciąż boję się mojego byłego męża, który mnie katował. I że mam wyrzuty sumienia, że wyjechałam z córką, która mając dość jego agresji, zerwała z nim kontakt. Że go tym zraniłam i zraniłam też ją, bo dorastała bez ojca...

Bo wciąż słyszę, jak on krzyczy, że jestem nikim, że wszystko, co złe, to moja wina...

#JNKlB

Tuż po maturze poszłam na staż, który później został przedłużony o umowę o pracę na ½ etatu. W międzyczasie studiowałam zaocznie. ½ etatu to nie było nic wielkiego, zwłaszcza że to było pół etatu od najniższej krajowej. Nie narzekałam. Rodzice obiecali, że to oni sfinansują studia. Ja za to z tej małej pensyjki finansowałam sobie jedzenie, dojazdy, książki i resztę, na którą wystarczyło pieniędzy. Czułam się samodzielna, bo nie musiałam prosić rodziców o kilka groszy na nowy ciuch czy cokolwiek.

W tym samym czasie mój ekschłopak nie poszedł do pracy, bo matka kazała mu zostać w domu z ojcem. Ale poszedł na te same studia co ja, więc trzeba było je jakoś sfinansować. Rodzice mu nie dawali ani grosza i nie pozwolili pracować. Jak już znalazł pracę na cały etat (zarabiając ze 3 razy tyle co ja), to ciągle brakowało mu pieniędzy i czasu. A bo studia, a bo dojazdy, a bo coś tam… Ja miałam dość sporo oszczędności, to mu pożyczałam. Na szczęście wszystko oddawał.

Miarka zaczęła się przeginać w sytuacjach, gdy ja sobie coś kupowałam (szczególnie jedzenie w restauracji). On „nie miał kasy”, żeby za mnie zapłacić, więc przeważnie ja sobie zamawiałam, a on siedział i się patrzył, jak jem. Ciągle mi wypominał, że tyle odkładam, zarabiając 3 razy mniej niż on, a on sobie na to nie może pozwolić. To ja przeważnie płaciłam za paliwo, jak razem dojeżdżaliśmy na uczelnię. Ja robiłam jedzenie i zabierałam dla naszej dwójki, żeby jakoś przeżyć 12 godzin wykładów. Kiedy się zbuntowałam i powiedziałam, że ma mi dawać połowę za paliwo i kupować chociaż bułki na kanapki, to była wielka obraza majestatu, bo czego ja od niego chcę! Efekt? Kupował paliwo za kilkadziesiąt złotych, żeby wystarczyło na przejazd, a kanapki robiłam dla siebie. On siedział głodny, bo szkoda mu było wydać kasę. Nie było mi wcale głupio.

Ciągłe kłótnie o pieniądze wyniszczyły mnie psychicznie. Wypominał mi, że to rodzice finansują mi studia i że jestem w lepszej sytuacji. Jego matka ciągle mówiła, że po co poszliśmy na zaoczne, skoro dzienne są „za darmo”. Jak ja ją zapytałam, czy dałaby synkowi kasę na dojazdy albo na wynajęcie mieszkania, to nastała głucha cisza. 

Doszło do tego, że brałam mnóstwo nadgodzin, żeby móc jeszcze więcej odłożyć. W końcu organizm powiedział – dość. Przestałam latać za pieniędzmi, żeby mu na każdym kroku pomagać. Miałam dość. W końcu ze sobą zerwaliśmy i wiecie co? Odpoczęłam, bo nie musiałam się przejmować darmozjadem, który żerował na moich kilku stówkach.

Zmieniłam pracę na lepiej płatną. Mój obecny chłopak nie ma problemu z wydawaniem „na mnie” pieniędzy. Chcemy coś kupić, to to robimy. W końcu mam komfort, że nie muszę liczyć każdego grosza.

#1BRG9

Historia ze ślubu w pandemii.

Obowiązywało wówczas ograniczenie odnośnie do liczby osób w sali ślubów. Chcąc, aby wszyscy zaproszeni goście mogli w pełni uczestniczyć w uroczystości, poprosiłem kuzynkę, żeby będąc w lokalu, poprzez podłączony do TV laptop, połączyła się ze mną na zoomie i tak wyświetlała transmisję ślubu. Z „mojego końca” jeden z uczestników miał używać mojego telefonu (bo sam „nie umiał” lub nie chciał).

Próbowałem się połączyć z kuzynką na 10 minut przed ceremonią, ale ona się nie łączy, a próbę połączenia odrzuca albo nie odbiera. Tak samo inni domownicy. Trudno, nie przygotowałem back-upu, bo myślałem, że mam do czynienia z odpowiedzialną, dorosłą osobą, ale się przeliczyłem. Postanowiłem to nagrać, żeby chociaż ludzie na sali mogli sobie później obejrzeć i na własne oczy zobaczyć, że taki ślub faktycznie miał miejsce. Włączyłem nagrywanie, gdy tylko kierownik USC wkroczyła na salę i oddałem telefon dosłownie minutę po czasie.

Ceremonia sobie trwa w najlepsze, od rozpoczęcia minęło już kilka minut, nagle odzywa się MÓJ telefon! (wiem, moja wina, nie wyłączyłem dźwięku. Tryb samolotowy nie wchodził w grę, bo miała być transmisja, ale już lepszy dźwięk wibracji niż dzwonka). Połączenie odrzucone, ale nagrywanie już i tak było zakłócone. No nic, nagrywa się dalej, ale nie może być tak dobrze, bo kolejna próba połączenia, kolejna i kolejna. Później zaczęły się SMS-y...

Przy ustalaniu szczegółów moja żonka nie chciała, żeby ślub był nagrywany, ale w rezultacie nikt, poza salą, całego ślubu nie zobaczył.

Później kuzynka się tłumaczyła, że przecież miała być transmisja, a pokój (czy jak to się na zoomie nazywa) zamknięty, to dzwoniła, ale ja nie odbierałem, więc dzwoniła znowu. Ciekawe, kur*a, dlaczego nie odbierałem? Może dlatego, że właśnie brałem ślub i akurat nie mogłem rozmawiać, ale mogę się mylić.
Podczas przyjęcia partner kuzynki zakłopotany zaproponował, że nam poskleja nagrania. Miło, że chociaż on zauważył jakiś problem z zachowaniem mojej kuzyneczki. Niestety, po przejrzeniu nagrań od gości i tego, co udało się nagrać, okazało się, że nie było nawet z czego wybierać: jakieś urywki, zdania przerwane w połowie, a do tego jedni kręcili pionowo, a inni poziomo....

Chociaż zdjęcia wyszły.

I tak dzięki kuzynce byłem wkur**ony podczas własnego ślubu i części wesela. Niby dorosła 20-paroletnia kobieta, a za grosz odpowiedzialności.
To było lata temu, ale jeszcze mi do końca nie przeszło. Niech tylko mnie zaprosi na swój ślub. Ktoś wie, ile max budzików można ustawić na telefonie?

#Hp67C

Byłam u mojego chłopaka, który mieszka z rodzicami. Siedzieliśmy u niego w pokoju. Artek powiedział, że zaraz wraca. Po chwili usłyszałam, że jest w łazience. Lubię się wygłupiać, więc ukradkiem na paluszkach podeszłam pod drzwi łazienki, które były lekko otwarte i przez szparę mogłam zobaczyć ukochanego stojącego tyłem do mnie i załatwiającego swoją potrzebę. 
Wpadłam do łazienki i wydałam głośne ryknięcie, niczym lwica, coś w stylu: „ROOOAAARRRRR!!!”. W tym samym momencie Artek krzyknął ze strachu i obsikał płytki i ścianę. Wtedy dopiero zauważyłam, że Artek nie był Artkiem, tylko ojcem Artka. Obaj są wysocy, podobnej postury i wyglądają bardzo podobnie... 

Kiedy zobaczyłam, że to nie Artek, wydałam z siebie kolejny krzyk. Chcąc wybiec z łazienki, poślizgnęłam się na mokrych płytkach i runęłam na ziemię. Wyobraźcie sobie miny teściowej i mojego chłopaka, którzy zaraz potem wpadli i zobaczyli mnie leżącą na podłodze oraz teścia skulonego i zakładającego w pośpiechu gacie. 

Od tamtego dnia spotykamy się u mnie.

#wSuqV

Kilka lat temu nastąpiło coś, na co jedni czekają, inni się boją, a jeszcze inni mają to gdzieś – dostałam okres. Niby okay, zostałam kobietą, mogę sobie urodzić dzieciaka, choć nie marzyłam o tym jako 13-latka. Pojawił się inny problem, mianowicie tak się wystraszyłam, że coś ze mnie leci, że przestałam się załatwiać, bo wtedy nie mam pod sobą podpaski i (o zgrozo) coś poleci. Sikanie to był jeszcze pryszcz, każdego dnia wieczorem podczas kąpania zaciskałam nogi i sikałam. Nikomu nie mówiłam, że jest problem, bo myślałam, że go rozwiązałam. 
Mój pierwszy okres trwał chyba 4 dni, gdy się skończył, nagle pojawił się ból brzucha. Najpierw był strach w stylu „omg, pewnie macica mi pękła” (liczyłam cicho na to, że moje comiesięczne tortury skończą się w taki lub podobny sposób wcześniej niż koło pięćdziesiątki), a potem do mnie dotarło, że przecież trzeba co jakiś czas coś z siebie wydalać. Powiedziałam rodzicom, że boli mnie brzuch, bo muszę zrobić kupę, a nie mogę, skłamałam, że nie robiłam od dwóch dni. Mama poszła i kupiła czopki. Tak się ich przestraszyłam, że ze stresu zrobiłam, co trzeba, bez ich użycia.

Do tej pory mam blokadę przy każdym okresie, a nawet jak nie mam okresu, to nie załatwię się poza domem. Początkowo byłam w stanie nie robić tego przez kilka dni, dziś mi się udaje co drugi dzień, ale zawsze zatykam sedes. Znalazłam więc na to sposób. Na sedes zakładam worek, robię swoje do worka, po czym razem ze śmieciami zrzucam zsypem do kontenera (mieszkam w wieżowcu).
Polecam każdemu z zaparciami!

#l4kkX

Moi kumple nie rozumieją, że nie mam ochoty wyjść do klubu, tylko zostać w domu z dziewczyną. Nie potrafią pojąć, że kocham moją partnerkę i czuję się z nią po stokroć lepiej niż w zatłoczonej dyskotece. Moi koledzy wkurzają się, że spędzam więcej czasu z dziewczyną. Mówią, że się wystawiam, że ich olewam, że jestem pod pantoflem – śmieją się ze mnie.

A ja powiem tak: w życiu nie byłem tak szczęśliwy, jak teraz. To chyba jasne, że nie potrzebuję pijanych, rzygających ludzi wokoło i przelotnych lasek w momencie, kiedy znalazłem miłość mojego życia? I tego życzę każdemu facetowi, który zachowuje się podobnie jak moi koledzy. Dopiero wtedy jeden z drugim to pojmą, jak już sami poczują, że w końcu mają poczucie sensu życia.

#sTRQz

Prowadzę własną działalność gospodarczą, pracuję tylko ja. Mam mnóstwo klientek, są zadowolone, chwalą, podziwiają. Moja konkurencja też mnie zna, gdyż w moim mieście jestem jedną z najlepszych kosmetyczek. Pracuję w tym zawodzie już 6 lat. Pomimo tylu lat nadal kocham to, co robię, nie wyobrażam sobie życia bez tego.

Cztery dni temu zrobiłam szkolenie z zakresu instruktażu i szkoleń innych przyszłych kosmetyczek. Jednak jest coś, co przez te 6 lat nie daje mi spokoju, mianowicie ja nigdy w życiu nie zrobiłam żadnego szkolenia, instruktażowe było pierwsze... Przez te 6 lat pracowałam i nadal pracuję dość prężnie, moja firma daje mi pieniądze, z których potrafię żyć i odłożyć kasę na przyszłość. Jednak nigdy, ale to nigdy nie zrobiłam żadnego szkolenia, kursu, żadnego. Wszystkiego nauczyłam się z YouTube'a, mnóstwa filmików, zdjęć i... porad z Internetu.
Dodaj anonimowe wyznanie