Moje etniczne anonimowe wyznanie.
Mam niecodzienny w Polsce kolor skóry. Moja mama jest czarnoskóra, a tata jest biały. Wyglądam dosyć polsko, z tym że moja skóra jest brązowa.
Zawsze kiedy myślałam o rodzinie, jaką założę, to byłam przekonana, że moje dzieci będą miały mój kolor skóry. A tu niespodzianka... Wszystkie moje dzieci są do mnie bardzo podobne pod kątem rysów twarzy, ale zupełnie nie pod kątem koloru skóry. Przeciętny Włoch albo Hiszpan mają ciemniejszą karnację niż moje dzieci. Nie jest to kwestia wyrośnięcia, bo najstarsze z moich dzieci jest już nastolatkiem i pozostało przy swojej białej skórze.
Teraz anonimowa część.
Czuję się w tym wszystkim oszukana. Nie wiem do końca przez kogo? Przez los, przez męża, a nawet przez dzieci. Wiem, że to nie jest ani racjonalne, ani sprawiedliwe, ale tak mam. Wolałabym, żeby moje dzieci miały mój kolor skóry.
Większość kobiet, które narzeka na wytrzymałość faceta w łóżku, ma na myśli to, że ten krótko wytrzymuje. Ja narzekam na jego długodystansowość. Powinnam się cieszyć, że on stawia sobie za punkt honoru, że mam dojść te 4-5 razy, nim on dojdzie, ale męczy mnie, że rzadko kiedy mogę do namówić na szybki numerek (taki do 30 minut, nie licząc gry wstępnej), a zazwyczaj trwa to 2-3 godziny plus gra wstępna. Jestem potem ledwo żywa, obolała. Ba, każdorazowo mam zakwasy. Zaczynam unikać współżycia, kiedy wiem, że czeka mnie kilkugodzinny maraton.
Zaraz po technikum wyjechałem za granicę, nie było mnie 13 lat, oczywiście przyjeżdżałem na urlopy. Teraz jestem już na stałe w Polsce.
Mam media społecznościowe, ale nie jestem tam zbytnio aktywny, mało zdjęć, informacji. Jedyne, z czego regularnie korzystam, to Instagram. Mam tam w obserwowanych trochę znajomych. Pamiętam ich jako nastolatków. Szczególnie dziewczyny, kobiety, dodawały takie zdjęcia, relacje, że byłem w lekkim szoku, że tak dobrze wyglądają. Naprawdę takie 10/10. Widziałem je tylko na Instagramie, ale myślałem, że tak też jest w rzeczywistości. Bo niby po co ktoś miałby przerabiać zdjęcia, szczególnie mieszkając na wsi, gdzie każdy się zna?
W miejscu, gdzie się wychowałem, akurat niedawno otworzyli Dino, więc można tam wszystkich spotkać.
Znałem osoby ze zdjęć, relacji, ale nie poznałem ich na żywo...
Trochę mnie to zniszczyło, po co tak oszukiwać siebie, to jakby mieć dwa osobne życia.
Związek idealny, bo co może pójść nie tak? Oczywiście wszystko. Zaczęło się od drobnych kłamstw, ignorowania potrzeb i przekraczania granic. Kiedy wszystko było już na dobrej drodze, doszło do zdrady, nie fizycznej, lecz emocjonalnej (chociaż ona by tak tego nie nazwała), która boli równie mocno. Przez niską samoocenę nic z tym nie zrobiłem, bałem się samotności i tego, że nie znajdę nikogo innego. Wtedy pojawiła się zazdrość, której wcześniej nie znałem. Kontrolowanie i ciągłe zamartwianie się stały się codziennością. Najgorsze było to, że co jakiś czas odkrywałem kolejne kłamstwa i manipulacje, które coraz bardziej mnie niszczyły. Minęło kilka miesięcy, jest lepiej, kłótnie nadal się zdarzają, bo to normalne. Przez ten czas dużo przepracowałem w sobie i zrozumiałem jedno – jeśli coś takiego wydarzy się ponownie, odejdę. Nie dlatego, że przestanę kochać, ale dlatego, że nie chcę już nigdy zatracić siebie.
Mój największy błąd w życiu? To, że namówiłam w wieku 10 lat rodziców na rodzeństwo. Marzyłam o młodszej siostrze, która byłaby dla mnie przyjaciółką. Niestety z rodziny została mi tylko ona, a nigdy nie była mi bliska.
Już jako dziecko była bardzo problematyczna. W wieku 19 lat życie potoczyło się tak, że musiałam wziąć ją pod opiekę, aby nie trafiła domu dziecka. Teraz mam 24 lata i codziennie tylko mam w głowie, jaki mogłabym mieć spokój, gdyby jej nie było. Codziennie mam z nią jakieś problemy (a to papierosy, a to wagary) i szczerze nie daję rady. Oczywiście o zrobieniu czegokolwiek przez nią nie ma mowy. Porzuciłam swoje plany, marzenia, rozstałam się nawet z chłopakiem przez nią i po co? Chyba tylko po to, aby nie zawieść mamy i taty, którzy patrzą na mnie z góry. Od siostry pewnie nawet „dziękuję” w życiu nie usłyszę.
Zdarzyło się to w jakoś w sierpniu. Jestem wierząca, więc chodzę do kościoła co niedzielę, akurat tego dnia był odpust, więc stragany ze słodyczami, zabawkami, balonikami itd. Msza była o godzinie 13, jak to na lato przypadło, było ciepło, a w kościele jeszcze cieplej. Nie widziałam sensu wchodzenia do środka, ławki na zewnątrz były zajęte, więc stanęłam na samym końcu za wszystkimi ławkami.
Przede mną do ławki usiadła... ehmmm, wcisnęła się rodzinka: mama, tata oraz ich córeczka (na oko 6 lat). Jakoś w połowie mszy dziewczynce zachciało się słodyczy, więc zamieszanie, bo tatuś musiał lecieć na stragany kupić coś słodkiego. Pomyślałam, że to tylko dziecko i jakoś się tym nie przejęłam. Jednak przychodzi tata z workiem pełnym słodyczy. To, co mnie najbardziej zdziwiło i aż zszokowało, to mamusia, która jako pierwsza otworzyła foliowe woreczki i postanowiła spróbować wcześniej wspomnianych słodyczy. Przy tym zachwycała się, że bardzo dobre itp.
Rozumiem, że niektórzy chodzą do kościoła, bo to obowiązek, ale myślę, że trzeba uszanować innych oraz to, że jest to miejsce, w którym trzeba się inaczej zachować. Według mnie matka powinna na te pół godzinki zrezygnować ze słodyczy i dać dobry przykład dziecku.
Życie w bloku i parkowanie.
Wracam z pracy, szósta rano, zima, jest jedno wolne miejsce. To miejsce jest wzdłuż trawnika. Około ósmej budzi mnie dobry sąsiad, że straż miejska jest koło mojego auta. Jeden ze starych sąsiadów zgłosił mnie, bo koło wystawało nad trawnik w 1/3 swojej szerokości. W sumie nie stałem na trawie, tylko koło wisiało nad. Dlaczego mnie zgłosił? Bo to jego miejsce od 40 lat. Nieważne, że od pięciu lat nie ma auta i już nie jeździ. Ponoć każdy, kto tam zaparkuje, musi się liczyć z każdorazowym sprawdzeniem przez sąsiada, czy nie wystaje poza krawężnik. Straż miejska powiedziała, że często mają tu zgłoszenia, ale w tym wypadku nawet nie mają za co dać mandatu, bo w sumie ziemi nie dotyka. Poza tym i tak wszystko przykryte śniegiem, więc rozumieją to, że można nie zauważyć.
Druga historia po paru latach, inny sąsiad zaczepia mnie ile mam samochodów pod blokiem. Mówię zgodnie z prawdą, że dwa. Jeden nowy, drugi sprzedaję. Uznał, że mam robić wyjazd jednym spod bloku, bo nie ma gdzie parkować. 30 metrów dalej ma 10 wolnych miejsc. Ale on tam się parkować nie będzie, bo jemu tam nie pasuje. Drugi sąsiad kilka dni później przyszedł i zaczął mówić teksty w stylu „młodzi to za dobrze mają, dwa samochody, w dupach się przewraca”.
Wychodzi na to, że najlepszym sposobem na poznanie sąsiadów jest zaparkować pod blokiem...
Mój chłopak zawsze nalegał, żebym dbała o swoje bezpieczeństwo. Bagatelizowałam to, ale przyszedł w końcu ten dzień, że jakiś gość wyszarpnął mi torebkę. Zdążyłam złapać go za rękę i go szarpałam, już byłam pewna, że da sobie spokój, ale w otwartej torebce coś zauważył.
Tak, to był pierwszy raz, kiedy mój (noszony dla bezpieczeństwa) gaz pieprzowy się przydał. Złodziejowi...
Mam 20 lat, jestem studentką i nie mieszkam już z rodzicami. I bardzo mocno odczuwam brak fizycznej bliskości. Sama przed sobą przyznałam, że nie chodzi o seks, a o rzeczy takie jak przytulanie czy trzymanie za rękę. Doprowadziło to do tego, że w mojej głowie zrodził się plan, aby wynająć sobie kogoś i poprosić, aby przez dwie godziny udawał mojego chłopaka – żebyśmy obejrzeli jakiś film przytuleni/ugotowali coś razem/całowali się itp. (oczywiście zapłaciłabym mu normalnie).
Nie zrobiłam tego, ale ten plan dalej siedzi w mojej głowie.
Synek miał zaparcie, siedział na nocniku i zaciskał piąstki, a ja przed nim, siedząc po turecku, go dopingowałem.
I postękuję, i napinam się, aby go zmobilizować do wyduszenia tego potwora...
Udało się!
Popuściłem...
Chyba zasługuję na jakiś order?
Dodaj anonimowe wyznanie