#tNUVZ

Obrzydzają mnie żeńskie narządy rozrodcze. Nawet moje własne. Mam prawie 20 lat, wciąż dojrzewam i nie radzę sobie z tym. Nie mam zielonego pojęcia o budowie swoich narządów i nie umiem sobie tego przybliżyć. Nigdy nie widziałam się tam na dole, po prostu nie potrafię tam popatrzeć. Nienawidzę podpasek, wolałabym tampony, ale nie potrafię ich używać. Mam wewnętrzną blokadę przed wkładaniem sobie czegokolwiek, nawet nie wiem, jak miałabym to zrobić, nie ogarniam, gdzie jest właściwa dziura i nie umiem jej poszukać, bo się brzydzę. Piersi też uważam ze nieestetyczne, choć już mogę na nie patrzeć. Nie podobają mi się te wypukłości, wolałabym mieć ładną, płaską klatę, a niestety piersi mam dość duże i mi przeszkadzają. Czasami zastanawiam się, czy ja może nie chcę przypadkiem być chłopakiem, często się za niego przebierałam swojego czasu, ale potem tak sobie myślę, że męskie narządy pewnie przeszkadzałyby mi tak jak wszystko inne. Najlepiej to bym chyba w ogóle nie chciała mieć żadnych cech płciowych. Chyba. Bo przecież wciąż czuję jakiś tam pociąg do płci przeciwnej, więc co, do cholery, jest ze mną nie tak?! Najgorsza jest ta blokada (żadnych traum, mam ją bez powodu), naprawdę chciałabym przerzucić się na tampony, ale nie potrafię! Jestem zagubiona i nie mam z kim o tym porozmawiać (nie ma absolutnie nikogo, serio), zresztą aż wstyd się przyznać. Dlatego piszę tu. Można się śmiać. Albo powiedzieć mi, jak zaaplikować sobie tampon.

#9GI38

Przestroga dla każdego, który ma dziewczynę, a ta siedzi w tych mejkapowych grupkach. 


Chciałem być romantyczny. Wczoraj przed wyjściem do pracy wziąłem jakieś mazidło z jej kosmetyczki i narysowałem ogromne serce na lustrze w łazience. Cały ten proces twórczy uwolnił moją duszę artysty i wyciągnąłem jeszcze inne bibeloty i dorysowałem różowe chmurki, a nawet pomalowałem sobie sutek jakimś cieniem i odbiłem w kilku miejscach. Byłem tak dumny ze swojego dzieła, że w przedpokoju napisałem wierszyk jej pisakami, a szminką dorysowałem kilka serc. Chciałem jeszcze to wszystko pokolorować, ale w pośpiechu upuściłem paletkę mazideł i nie dokończyłem dzieła. Wrzuciłem to do kosmetyczki i szybko oddaliłem się do tyrki, bo czas naglił. 
Kiedy wieczorem wróciłem do domu, moja ukochana księżniczka właśnie coś robiła w kuchni. Wpadłem, dałem jej buzi i w tym momencie zauważyłem ten nienaturalny uśmiech na jej twarzy. Patrzyła mi głęboko w oczy, jej usta rozchylały się w tym uśmiechu coraz bardziej. Już miałem zapytać, co gotuje, ale spojrzałem w dół i zobaczyłem, że ona kroi ser moim Wiedźminem. 

Jestem martwy w środku i nie mogę się pozbierać.

#0ZbMJ

Mając około 6-7 lat, jeździłam do sanatorium, ponieważ byłam bardzo chorowitym dzieckiem. Pod koniec jednego z moich wyjazdów zmarła moja babcia. Mama postanowiła, że o wszystkim powie mi, jak przyjedzie mnie odebrać. Przyjechała mnie odebrać, po dotarciu na miejsce przyszła do mnie do pokoju pomóc mi się spakować i przekazać mi smutną wiadomość. Gdy tylko zaczęła rozmowę, ja oświadczyłam, że o wszystkim wiem, ponieważ babcia przyszła do mnie w nocy i poinformowała mnie, że jak wrócę, to jej nie będzie, ale w miejscu, w którym teraz jest, czuje się dobrze.

Mama mówi, że do teraz na samo wspomnienie tego wydarzenia cierpnie jej skóra.

#5nzST

Mam 14 lat i dość nieciekawą sytuację rodzinną. Niektórym mogłoby się wydawać, że typowa polska rodzina — Pan Janusz napije się piwka, a Pani Grażyna krzyczy: „JANUSZ, ZNOWU CHLEJESZ?!”, ale nikomu nie dzieje się krzywda, a głowa rodziny chodzi po domu bardziej wesolutka...

Odkąd pamiętam były u mnie kłótnie. Tematy były głównie te same: alkohol, pieniądze, bałagan. Mama zarabia najniższą pensję, ojciec zresztą tak samo. Mimo tego nigdy matka nie pozwalała na to, bym sprawiała wrażenie biedniejszej. Ubrania w bardzo dobrym stanie od bogatszej przyjaciółki mamy, lodówka pełna, dodatkowe pieniądze ze zwrotu podatku, a premie zawsze przeznaczane na rzeczy dla mnie lub coś do domu. Po kilkunastu latach i odkładanych pieniądzach nawet udało się kupić komplet nowych mebli, więc nasze małe mieszkanko prezentuje się nieźle. W czym jest problem? W ojcu. Dzień bez alkoholu to dzień stracony. Czy kiedykolwiek nas uderzył? Nie. To jego jedyny argument w wyjaśnieniach: „ALE O CO CI CHODZI? PRZECIEŻ CIĘ NIE BIJĘ I NIGDY NAWET TEGO NIE ZROBIĘ”. Pieniędzmi rządzi mama, więc nie ma mowy o przechlaniu wypłaty, ma swoje 200 zł, które może wydać, na co mu się podoba.

Z miesiąca na miesiąc dostaję coraz większe kieszonkowe. Raz 25 zł, raz 50 zł, czasem nawet 80 zł. Dlaczego? Może liczy, że dając pieniądze, przetrzyma relację ojciec-córka, która zawaliła się już dawno temu? Nie wiem. Jego największym problemem jest nie tylko alkohol, ale ucieczka do miejsca, gdzie spokojnie może sobie go wypić bez narzekań „starej”  – działkę z walącym się już domkiem i krzakami wszędzie. Jemu to nie przeszkadza: po pracy o 15:00 pojedzie, napije się. Pośpi, wróci o 20:00, posłucha sobie wrzasków, zje coś i pójdzie spać. I tak codziennie, od wiosny do jesieni. Ostatnio nawet powiedział: „Będę pić tylko w weekend” (+ w święta, była Wielkanoc, więc ehhh...). Co z tego, skoro nawet bez tego leży księciuniu w łóżku i nie robi kompletnie nic? Samo się posprząta, samo się ugotuje, samo się wypierze. Mama jest silną kobietą, ale wiem, że czasem nie wytrzymuje. Nie wiem, co robić, kiedy płacze. Dopiero kilka miesięcy temu zmądrzałam i zrozumiałam, jak dużo dla mnie robi, od tamtego czasu staram się jej pomagać najbardziej, jak potrafię.

Jednak jednej rzeczy nie potrafię zrozumieć. Skoro jeszcze wczoraj rzuciła szklanką i krzyknęła mu prosto w twarz: „Nienawidzę cię”, czemu dzisiaj rozmawia z nim jak gdyby nigdy nic, opowiada co w pracy i myśli, jakiego kwiatka dać do kuchni? Na pytanie: „Mamo czemu się z nim nie rozwiedziesz?”, odpowiada: „Nie wyrzucę go na ulicę”, „Moja pensja może nie wystarczyć”, „Czekam na moment, by powiedzieć, że robiłam wszystko, by uratować to małżeństwo”... Chcesz sprawiać pozory rodziny? Bądźmy nią. Tylko ja i ty. Tak będzie spokojniej, nie chcę takiego ojca. Chcę, byś była szczęśliwa, mamo. Należy ci się.

#yPfQ0

Jestem w kropce i nie wiem, co robić.
Jestem w związku, ponad 2 lata. Lepszego chłopaka nie można sobie wymarzyć, dla kobiety robi wszystko, troszczy się, opiekuje, pomaga. W jego oczach jest się najseksowniejszą laską na świecie.
Tylko jest jeden problem – nic do niego nie czuję.
Świetnie się z nim dogaduję, ale co do uczuć – zero jakichkolwiek.

#nur1n

Postanowiłem kiedyś sobie zażartować z gejów i znaleźć w Google link do jakiegoś serwisu stworzonego dla innej orientacji seksualnej. Zarejestrowałem się tam, podałem jakieś dobre wymiary ciałka i  zaczęli do mnie pisać różni ludzie. Czasem wysłali swoje fotki, w tym nudesy (nie widząc żadnych moich fotek), potem rozkochałem w sobie kilku rówieśników. Najlepsze, że znalazłem tam kilku kolegów z dawnych lat, którzy oficjalnie mają dziewczyny, a może nawet żony. Z tą informacją póki co nic nie zrobię, chyba że mnie zdenerwują na tyle, że powiem tym dziewczynom anonimowo, co jest grane.

#IESfO

Kiedy chodziłam do liceum, byłam wyjątkowo zakompleksioną dziewczyną, która starała się wmieszać w tłum, a na klasowych zdjęciach zawsze stała z boku. Uważałam się za osobę brzydką, pełną mankamentów i fizycznych niedoskonałości. Kiedy więc pewnego dnia podszedł do mnie pewien mężczyzna i wręczywszy wizytówkę, zapytał, czy nie chciałabym zostać modelką w pewnej kampanii reklamowej, moja samoocena drastycznie wzrosła. Poszłam na spotkanie, czując w kościach, że oto nastał pierwszy dzień mojego nowego życia usłanego samymi sukcesami. 
Szybko zostałam sprowadzona na ziemię, bo okazało się, że miałabym wystąpić w reklamach dość znanego środka przeciwtrądzikowego… Oczywiście nie zgodziłam się, bo wówczas stałabym się obiektem drwin całej szkoły. Dziś trochę żałuję, bo proponowali wtedy całkiem fajne pieniądze za serię zdjęć.

#p6kAR

Co jakiś czas, kiedy moja egzystencja staje się nie do zniesienia, a uzbieram wystarczająco pieniędzy, ubieram garnitur lub marynarkę i na jeden dzień wynajmuję jakiś drogi sportowy samochód. Jeżdżę wtedy do małych sklepów w najbliższych wioskach i kupuję a to jakiegoś batonika, a to masło, a to jakieś gumy. Czasami jeżdżę też do tych większych, ale tylko wtedy, kiedy wiem, że będzie tam dużo ludzi.

Lubię czuć się wtedy „wyżej” od innych. I choć są to ludzie kompletnie mi obcy, to lubię, kiedy patrzą na mnie jak na kogoś lepszego. Mimo że jest to wszystko kłamstwo i często jestem biedniejszy od nich, uwielbiam to. Kocham, kiedy kobiety patrzą się tak, jakby zaraz miały się na mnie rzucić, a faceci mi zazdroszczą.

#jtSrp

Nie każdy powinien posiadać dzieci. Moja matka zalicza się do tego grona. 
Byliśmy szanowaną rodziną. Tata pracował na zmiany, więc nie zawsze był w domu. Jej ulubionym zajęciem było pastwienie się nade mną. A ja musiałam milczeć.
Zawsze chwaliła się, że nie bije dzieci. To prawda, nie biła. Jej ulubioną karą było kazanie mi klęczeć przed lodówką, z prostymi plecami i rękami na lodówce. Przez 5 godzin. Miałam 6 lat.
Natomiast w zimie kazała chodzić w butach, które przemakały. Chodziłam 3 km do i ze szkoły. Po latach takich praktyk moje stopy posiadają zwyrodnienia z zimna. O bólu nie wspominam. Dla małego dziecka był to ból niesamowity. Teraz, mając 25 lat, nadal go odczuwam, ponieważ mam problemy z kręgosłupem, biodrami i stopami. Ból był i nadal trwa. A zafundowała mi go własna matka. Z pełną świadomością.

#PLZQj

Mieszkam w malutkim miasteczku zaludnionym przez 5000 osób. Pewnie sobie pomyślicie, że to fajna sprawa – człowiek sobie wypoczywa z dala od wielkomiejskiego zgiełku, spalin i wielkich kominów. Pewnie, że tak, ale gdybyście byli w mojej sytuacji, to zrozumielibyście, że są też i poważne minusy życia „na wiosce”.

Parę dni temu wracałem sobie ze szkoły, trzymając za rękę moją nową dziewczynę. Pożegnaliśmy się buziakiem przed furtką. Kiedy wszedłem do domu, od razu poczułem zapach rosołu. Mama mieszała chochlą w garze, podśpiewując sobie pod nosem jakąś chodnikową kompozycję, a pies z dupą przyklejoną do ziemi czekał na jakikolwiek obiadowy ochłap, który można by spożyć. „O, jesteś – zaćwierkała mama. – Umyj ręce i do stołu!”. Tak też uczyniłem. Po chwili kontynuowała: „Ta dziewczyna, z którą się żegnałeś przed domem… Ty wiesz, że to jest twoja kuzynka, prawda? To córka wujka Czesia, tego od ubojni drobiu”.
Od razu odechciało mi się jeść. Wiecie, co jest najgorsze? To już trzecia moja dziewczyna, z którą, jak się okazuje, jestem blisko spokrewniony.
Dodaj anonimowe wyznanie