#0VO8N

Historia z mojego dzieciństwa. Uważam ją za istną ironię, ale cóż. Były to czasy, kiedy uczęszczałam jeszcze do wczesnej podstawówki, a moja rodzicielka kupowała mi same markowe ubrania, których miałam naprawdę wiele. W czym problem? Problem tkwił w tym, że nie miałam w co się ubrać do szkoły. Co z tego, że miałam kupowane cudowne ubrania, skoro wszystkie leżały brudne w koszu na pranie... Wieczorami nie mogłam zasnąć z obawy, że nie będę miała w co się rano ubrać. Wpadłam raz na genialny pomysł – wypiorę sobie ubrania wieczorem, żeby mieć na rano czyste i pachnące! Pomysł byłby genialny... gdyby nie to, że rano wszystkie moje wyprane ubrania znalazły się ponownie w koszu, mokre.

Byłam pośmiewiskiem wśród szkolnych dziewcząt, ponieważ chodziłam do szkoły bez skarpetek. Zdarzały się sytuacje, że jedynym moim ubiorem w zimę były letnie sukienki, oczywiście bez rajstop – bo brudne. Rodzicielka, zamiast prać ubrania, raz na miesiąc kupowała nowe. Kolejnym pomysłem, tym razem poniekąd dobrym, było pranie dość lekkich ubrań rano i suszenie ich suszarką. Spodnie prałam wieczorem i kładłam się w nich spać – rano były suche.


Z perspektywy czasu jest mi cholernie głupio na samą myśl, jak wtedy musiałam wyglądać dla innych uczniów. Zastanawia mnie też jedna kwestia – uczniom w oczy rzucałam się z daleka, a nauczyciele? Dla nich było wszystko w porządku.


Anonimowe z tego względu, że nikt nie znał sytuacji, jaka panuje w moim domu, raczej wszystko zostało odebrane jako moja „własna moda”.
NieChceLoginu Odpowiedz

Ale jaki był powód? Bo zrozumiałym, że rodzice byli leniwi, ale dlaczego matka wyrzuciła nawet te ubrania, które sama uprałaś? I w czym ona chodziła?

ArabellaStrange

Nie wiem czy wyrzuciła, czy po prostu wyprane ubrania wyjęte z pralki były mokre, bo autorka nie przewidziała, że trzeba je powiesić.

Dodaj anonimowe wyznanie